czwartek, 5 listopada 2015

Delia, Masełko do ust z olejem arganowym i witaminą E - kojący miód

Nigdy nie ukrywałam, że jeśli chodzi o pielęgnację ust, to moim wielkim ulubieńcem jest balsam Tisane w wersji słoiczkowej [recenzja]. Jak do tej pory spełnia wszystkie moje wymagania względem tego typu produktów, czyli regeneruje, wygładza, nawilża, jest niewidoczny na ustach, łatwo dostępny, wydajny i niedrogi. Zużyłam dotychczas niezliczoną ilość jego opakowań, ale że lubię poznawać nowe kosmetyki (a nuż trafię na coś lepszego!), to postanowiłam wypróbować masełko do ust z Delii "Kojący miód", które od razu skojarzyło mi się z zapachem Tisane.


Pojemność: 2,5 g.

Cena: 5,99 zł.
Dostępność: Swoje masełko kupiłam w drogerii Rossmann (leży na półce z miniaturkami na podróż).

Opis producenta i skład:


Masełko znajduje się w niewielkim plastikowym słoiczku z wygodnym zamknięciem. Z racji niezbyt okazałego rozmiaru zmieści się w każdej kosmetyczce czy nawet najmniejszej torebce. Sama ze względu na sposób aplikacji wiążący się z koniecznością wydobywania zawartości paluchem używam go wyłącznie w domu. Niestety małe opakowanie zawiera niezbyt imponującą ilość produktu, a to przekłada się z kolei na słabą wydajność.


Zapachem przypomina mi trochę Tisane (celowo wybrałam wersję miodową), z tym że masełko Delii ma bardziej intensywny zapach, ale nie jest on nachalny i drażniący. 

Konsystencję ma bardzo przyjemną, "masełkową", która nie jest ani rzadka, ani też nazbyt gęsta czy tępa. Produkt miękko sunie po ustach, pozostawiając je lekko natłuszczone. Nie powoduje zabarwienia ust na żaden kolor, ani nie pozostawia białej warstwy.


Opisując działanie odniosę się do obietnic producenta, bo w uważam, że w dużej mierze zostały spełnione. Masełko rzeczywiście natłuszcza usta i koi, ale u mnie nie utrzymuje się na nich zbyt długo (maksymalnie 30 minut), a potem znika (wchłania się?). Niemniej trzeba przyznać, że je pielęgnuje i regeneruje. 

Zapobiega przesuszeniu i pierzchnięciu, a mam z tym problem. Często muszę walczyć z nieestetycznymi suchymi skórkami, a ten produkt się z nimi rozprawił. Pomógł mi w chwilach poważnych kryzysów, kiedy usta wręcz piekły z przesuszenia i całe były w odstających skórkach. Nałożyłam masełko po powrocie do domu, po kilku godzinach ponowiłam aplikację i przed snem nie zapomniałam o kolejnej dawce. Następnego dnia rano usta były już właściwie "uleczone", wystarczyło jeszcze raz sięgnąć po ten kosmetyk i wszystko wróciło do normy. Nie mogłam też narzekać na poziom nawilżenia. 

Aplikuję je w zależności od potrzeb, kiedy widzę, że coś niedobrego zaczyna się dziać z ustami. Czasem na noc po demakijażu, albo w trakcie porannej toalety (przed wykonaniem makijażu - zanim go skończę ono zwykle zdąży zmiękczyć usta, wygładzić i przygotować do ewentualnego nałożenia pomadki).


Podsumowując: Produkt, chociaż nie okazał się przełomowy w mojej pielęgnacji, to jednak jest bardzo przyzwoity. Taki średniaczek łączący w sobie wady i zalety. Do tych pierwszych zaliczam kiepską wydajność i trochę wysoką cenę jak za taką pojemność. Natomiast nieźle sobie radzi z utrzymaniem ust w dobrym stanie i doprowadza do ładu nawet mocno zmasakrowane usta w stosunkowo niedługim czasie (w tym aspekcie wypada lepiej niż wiele popularnych masełek na rynku). Biorąc jednak pod uwagę całokształt, to Tisane w słoiczku jednak w moim odczuciu nie pobił.

Znacie to masełko? Jakie dobre, regenerujące produkty do pielęgnacji ust polecacie na okres jesienno-zimowy?

18 komentarzy:

  1. Mam masełko z Delii o zapachu mango i jest dość kiepskie...mam wrażenie, że tylko natłuszcza powierzchownie, z suchymi skórkami sobie nie radzi.
    W kwestii lepszego nawilżenia bardzo dobrze sprawdziła mi się wazelina waniliowa flos-leku, zwłaszcza w czasie zimowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziło :( Nie wiem czy to zależy od wersji masełka czy od ust. Spotkałam się już z kilkoma podobnymi do Twojej opiniami o masełkach Delii (dotyczyły innych wersji niż moja), a u mnie akurat sobie już nie jeden raz poradziło z nieźle zmasakrowanymi ustami. Rozprawiło się ze suchymi skórkami i wygładziło usta. Wystarczyło tylko ponawiać aplikację co kilka godzin (3-4 razy) i usta jak nowe.
      Wazeliny Flos-Leku jeszcze nie próbowałam, ale skuszę się na nią, gdy wykończę obecne produkty ;)

      Usuń
  2. Nie znam ale jak przeciętniak to się nie skuszę. Mam swojego ulubieńca którym jest Carmex więc produkt musi być na prawdę dobry żeby zdeklasował żółty słoiczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carmexu używałam, ale tylko wersji w tubce, więc nie mam porównania ze słoiczkiem. Dla mnie jednak ten produkt jest odpowiedni w okresie wiosenno-letnim (radzi sobie z przesuszeniem). Zimą w ogóle nie pielęgnuje moich ust, a o regeneracji już nie ma mowy. Kiedyś muszę wypróbować wersję klasyczną w słoiczku. Może akurat będzie lepsza ;)

      Usuń
  3. Nie testowałam i nie bede ;)

    ___________
    Perfect look
    blog.justynapolska.com

    OdpowiedzUsuń
  4. nie miałam go jeszcze, ale bardzo lubię tego typu masełka do ust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię pod warunkiem, że regenerują i pod ich wpływem znikają suche skórki ;)

      Usuń
  5. Nie znam go, ale ma masełko shea, więc pewnie moje usta mogłyby go polubić. Jednak mam dużą skłonność do alergii na różne balsamy do ust, dlatego używam tylko tych bardzo naturalnych. Polecam balsam Hurraw! :) :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Za miodem to ja nie przepadam w takich produktach :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Na moje wiecznie spierzchnięte usta jest super, wolałabym tylko, żeby był w sztyfcie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy go nie widziałam, ale i tak wolę produkty w sztyfcie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. swietnie wyglada!
    musze wyprobowac :)
    Zapraszam do mnie :) może obs?
    http://locastrica.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ten sam problem z przesuszaniem i pierzchnięciem ust: ) na pewno sprawdzę ten produkt :)! zapraszam do mnie :) co prawda dopiero zaczynam swoją przygodę z blogiem, ale mam nadzieję, że będzie dobrze:) http://wszystkonatacyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio używam masełka żurawinowego w słoiczku z Mokosh, jego poprzednicy np: pomadka ochronna z Urody, zaczęła wysuszać usta i kleić przez parafinę na pierwszym miejscu i ten posmak nieciekawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masełka, o którym wspominasz jeszcze nie miałam, ale może się skuszę. Jeśli chodzi o pomadkę ochronną, to bardzo lubię Melisa Uroda - nie wiem czy chodzi Ci o tę samą, czy o coś innego. U mnie akurat ta wersja sprawdzała się zawsze rewelacyjnie i jest jedną z nielicznych radzących sobie z moimi problematycznymi ustami. Szkoda, że u Ciebie tak fatalnie działa :( Drogeryjne produkty do ust praktycznie zawsze zawierają parafinę, a wolne od niej są pomadki naturalne, np. Sylveco ;)

      Usuń
  12. o przydałoby mi się takie masełko. Na co dzień nie mam przesuszonych ust, ale bywa, że z dnia na dzień zaczynają mi pękać! Lubie mega nawilżenie, a nie że zaraz pomadka mi się zlizuje :)
    Buziaczki, oczywiście obserwuje! miło się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię nawilżenie :) Masełko z Delii niestety nie daje długotrwałego efektu nawilżenia. Dość szybko po nałożeniu (po ok. 30 minutach) nie po nim śladu. Nie wiem czy się wchłania, czy zwyczajnie znika. Natomiast w gorszych momentach "leczy" usta i rozprawia się (po kilku aplikacjach) z suchymi skórkami. Dlatego na dzień, do nawilżania używam pomadki ochronnej, a jak się coś zaczyna dziać to tego masełka (ewentualnie profilaktycznie nakładam je rano);)

      Usuń
  13. Mam wersję Mango i niestety spisuje się trochę gorzej od Twojej ale z tego co pamiętam to ma też trochę gorszy skład.

    OdpowiedzUsuń