piątek, 6 marca 2015

Ulubieńcy lutego

Mamy już kilka dni marca, więc najwyższa pora, aby zrobić kosmetyczne podsumowanie lutego i wyłonić produkty, po które sięgałam najczęściej i najchętniej, co może świadczyć tylko o tym, że wywiązały się ze swojej roli bardzo dobrze i zasłużyły na wyróżnienie. Wśród ulubieńców będzie trochę kolorówki, trochę akcesoriów oraz coś do pielęgnacji włosów. Zapraszam na najlepszą piątkę lutego. 


Nivea, Odżywka odbudowująca, Long Repair


Kiedy kupiłam tę odżywkę wiele miesięcy temu nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale od czasu do czasu po nią sięgałam, a moje zdanie na jej temat było coraz lepsze. Szczególnie często gościła na moich włosach w minionym miesiącu i zawsze efekt w pełni mnie satysfakcjonował. Włosy po niej były śliskie, lśniące, mięsiste, odpowiednio nawilżone, a puszenie w bardzo dużym stopniu zniwelowane. Co tu dużo mówić, kosmyki prezentowały się po prostu pięknie. Używałam jej zawsze pod koniec włosowego SPA - po myciu, jako odżywka, albo jako drugie O w metodzie OMO. Myję włosy co drugi dzień i ze względu na to, że zawiera dość wysoko w składzie proteiny (Hydrolyzed Keratin) nie sięgałam po nią za każdym razem lecz co kilka myć. Obawiałam się, że przy intensywnym używaniu na dłuższą metę może mi przesuszyć włosy. 

Mariza, Puder w kulkach rozświetlający, Jasny


Na temat pudrów w kulkach zdania są podzielone. Jedni bardzo sobie je chwalą, inni uważają za fatalne kosmetyki, którymi można sobie porobić kolorowe placki na twarzy. Sama nie miałam dotychczas do czynienia ze zbyt wieloma produktami w takiej formie, ale jeśli chodzi o puder z Marizy to bardzo go polubiłam i od początku z chęcią po niego sięgam, a mam go już od dłuższego czasu i właściwie jest na wykończeniu. Rozprowadza się zawsze równomiernie i przedłuża trwałość makijażu. Bardzo go lubię za nadanie ładnego kolorytu twarzy. Puder jest jasny i odpowiedni dla bladziochów, ale powiedziałabym, że delikatnie skłania się w kierunku żółtych tonów. Dzięki niemu twarz nie jest wybielona, jakby była posypana mąką lecz wygląda zdrowo, promiennie i na wypoczętą. Jest to puder rozświetlający i buzia zyskuje lekki "glow", ale nie ma to nic wspólnego z chorym błyskiem. Używam go również w strefie, która lubi się przetłuszczać i tutaj także dobrze się prezentuje.

 W7,  Bronzer Honolulu


Bronzer z W7 to też żadna nowość w mojej kosmetyczce, ale dzięki niemu właśnie polubiłam ten rodzaj kosmetyków. Długo bowiem nie mogłam się dogadać z żadnym z nich, bo albo na mojej alabastrowej wręcz cerze wyglądały jakbym była brudna (mimo dobrego roztarcia), albo były dziwnie pomarańczowe. Bronzer Honolulu nie tworzy pomarańczowych placków i można go używać jako kosmetyku do "opalania" buzi lub jako pudru do konturowania. U mnie spisuje się znakomicie w tej drugiej roli i bez problemu można za jego pomocą uzyskać efekt cienia. Bardzo lubię także pędzel dołączony do produktu, który wręcz idealnie wpasowuje się pod kość policzkową i w inne miejsca twarzy, gdzie chcemy nanieść odrobinę kosmetyku. Łatwo nim także rozetrzeć granice. 

Real Techniques, Miracle Complexion Sponge, Gąbka do podkładu


Posiadaczką gąbki do podkładu jestem od czterech miesięcy i przez ten czas stała się moim ulubionym narzędziem do nakładania podkładu i korektora. Uważam, że efekt końcowy zależy nie tylko od gąbeczki, ale też (pomijając już właściwy dla tego akcesorium sposób aplikacji) od samego produktu. Niemniej jednak nawet w przypadku kiepskiego podkładu (jakim u mnie okazał się Maybelline, Better Skin -> klik) gąbka może trochę uratować sytuację. Pozwala na równomierne rozprowadzenie podkładu bez smug, plam i efektu maski. Kosmetyki ładnie stapiają się ze skórą. 


Inglot, Pędzel do eyelinera 23T


Pędzli do eyelinera u mnie dostatek, zarówno tych stożkowych, jak i skośnie ściętych, przeważnie z prostym trzonkiem, ale znajdzie się też taki z zagiętym. Naliczyłam bodaj 9 sztuk, z których większość służy mi do podkreślania brwi kremowymi produktami, cieniami czy woskiem. Za pomocą niektórych mogę wyczarować przyzwoitą kreskę, ale nigdy nie byłam z niej całkowicie zadowolona i ciągle rozglądałam się za lepszym pędzlem, prostym i z cienką, precyzyjną końcówką. Wzdychałam często do Maestro o numerze 790 R0, ale że jest dostępny online, to czekałam aż będę robić większe zakupy, żeby go dorzucić do zamówienia. Tymczasem będąc na stoisku Inglota wypatrzyłam pędzel, który zdawał się spełniać moje wymagania. W praktyce okazał się dla mnie znakomitym wyborem. Wspaniale się nim rysuje kreski żelowym eyelinerem, jak również cieniami na sucho i na mokro. Można bez problemu uzyskać cienką, równą i ładnie wyciągniętą kreskę. 

Znacie któregoś z moich faworytów? Może macie podobne produkty innych marek? Jak się u Was sprawują? Co Was oczarowało w lutym?

43 komentarze:

  1. Kurcze mi z kolei Honolulu bardzo nie pasował :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na początku denerwowała jego całkiem niezła pigmentacja i myślałam, że też się z nim nie polubię. Odkąd zaczęłam go aplikować w symbolicznych ilościach (zawsze najpierw pędzel umocznony w kosmetyku "odbijam" na ręce), to zaczął ładnie wyglądać na mojej buzi ;)
      Ciekawa jestem czemu Tobie nie podpasował :D

      Usuń
  2. Bardzo lubię odżywki z Nivea, moja ulubiona to była diamentowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diamentowej nie miałam, ale przy pozytywnych wrażeniach po Long Repair z sympatią patrzę w stronę jej sióstr ;)

      Usuń
  3. Ta odżywka z Nivea należy do moich ulubieńców :) Za jakiś czas powrócę do niej, narazie testuje inne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też palnuję do niej powrót za jakiś czas ;)

      Usuń
  4. Ależ fajne rzeczy, rozświetlacz, Bronzer i pędzelki do prawdy super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadowolona jestem z całej piątki ;)

      Usuń
  5. Ależ fajne rzeczy, rozświetlacz, Bronzer i pędzelki do prawdy super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bronzer Honolulu bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry produkt za niewygórowaną cenę :)

      Usuń
  7. Pędzelek inglota wpadł mi w oko :) mam wspomnianego przez Ciebie maestro (nawet x4) i najlepiej maluje mi się nim kreski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasem zastanawia jak Maestro ma się do Inglota, ale biorąc pod uwagę moją gromadkę pędzli do eyelinera i pełną satysfakcję z 23T muszę o nim na razie zapomnieć ;)

      Usuń
    2. Ja teraz dokupiłam jeszcze zoevę, ale znając życie, inglot też do mnie wpadnie :P ile on kosztował? :)

      Usuń
    3. Zapłaciłam za niego 19 zł ;)

      Usuń
  8. Bardzo lubiłam tę odżywkę Nivea za to z Honolulu nie polubiłam się wcale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdemu wszystko będzie odpowiadać. Sama na początku nie byłam przekonana do Honolulu, ale z czasem zdobył moje uznanie ;) Fajnie, że odżywka też się u Ciebie sprawdziła ;)

      Usuń
  9. Kuleczki ciekawe a odżywki nie miałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuleczki bardzo dobrze się u mnie sprawują ;)

      Usuń
  10. Bardzo ładnie wygląda puder w kulkach z Marizy :) Ja jeszcze nie próbowałam tej odżywki z Nivea, ale moja siostra bardzo ją lubi i zachwala, więc chyba jej podkradnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy sposób żeby się przekonać czy Tobie też podpasuje ;)

      Usuń
  11. Miałam chyba kiedyś Long Repair, ale pamiętam, że stosowana razem z szamponem z tej serii baaaardzo obciążała mi włosy:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szamponu nie miałam i widzę, że to dobrze ;)

      Usuń
  12. Miałam tylko odżywkę, była dobra :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że u Ciebie też się sprawdziła ;)

      Usuń
  13. Znam tylko odżywkę z Nivea :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też wróciłam ostatnio do bronzera z W7

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto dać mu szansę. Sama z chęcią do niego wracam ;)

      Usuń
  15. Chyba będe musiała skusić się na Honolulu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem z niego zadowolona i póki co dałam sobie spokój z poszukiwaniem innego (lepszego) broznera ;)

      Usuń
  16. Kiedyś wpadł mi w oko ten bronzer z W7, ale wtedy w portfelu były pustki i zrezygnowałam ;) Może następnym razem się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niegdyś był bardzo popularny we vlogo- i blogosferze. Chyba nie przez przydek wzięła się jego sława. W mojej opinii warto się skusić. Za niewielką cenę mam świetny produkt ;)

      Usuń
  17. Ja nie mam cierpliwości do pudrów w kulkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pudry w kulkach to prawdziwa rzadkość i nie mam dużego rozeznania, ale akurat z Marizą od samego początku nie było żadnych kłopotów z aplikacją. Nakłada się równomiernie, szybko i łatwo. Bardzo lubię efekt jaki daje. Może kiedyś spróbuję czegoś z innej marki i będę miała jakieś porównanie ;)

      Usuń
  18. Posiadam pędzelek Maestro 780 w rozmiarze 1 i jestem z niego ogromnie zadowolona. Tego z Inglota nie miałam, ale prezentuje się obiecująco. Natomiast gąbeczka RT okazała się bardzo udanym zamiennikiem Beauty Blendera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalnego BB nie używałam jak na razie, ale kiedy rozważałam zakup gąbki do podkładu, przeczytałam masę informacji, aby wybrać najlepszą. Chyba wszyscy którzy mieli je z obu tych marek twierdzili, że osiągany za ich pomocą efekt jest identyczny. Jedynie BB jest trochę bardziej giętki/miękki oraz wytrzymuje dłużej. Biorąc pod uwagę cenę, to nie miałam wątpliwości, że RT mimo krótszej żywotności (nawet jeśli miałabym zużyć 2 sztuki) jest nieporównywalnie bardziej ekonomicznym wyborem. Poza tym ma ściętą "dupkę", która u mnie idealnnie się wpasowuje w okolice nosa ;)

      Usuń
  19. Bardzo kiedyś lubiłam tę odżywkę Long Repair, w ogóle odżywki Nivea jakoś się u mnie zawsze sprawdzają, więc chyba niedługo po jakąś sięgnę. Ale pewnie po tą nawilżającą, bo to moja ulubiona. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawilżającej nie miałam, ale wydaje się być odpowiednia dla moich włosów, więc będę musiała się w nią zaopatrzyć ;)

      Usuń
  20. Z Twoich ulubiencow mialam tylko odzywke Nivea i niestety u mnie srednio sie spisala ;)

    OdpowiedzUsuń