niedziela, 31 sierpnia 2014

Tołpa: dermo face, sebio, Normalizujący żel do mycia twarzy

Żel do mycia twarzy, to jeden z takich kosmetyków, z którym zawsze miałam problemy. Większość produktów, które przewinęły się przez moją kosmetyczkę przesuszała mi twarz, nieprzyjemnie ją ściągała tak, że aż piekła, a w ekstremalnych przypadkach była nawet zaczerwieniona. Wybierałam żele przeznaczone do cery wrażliwej, "nawilżające", jednak moja skóra z żadnym się nie polubiła. Pierwszym produktem, który sprawił, że o kosmetykach do oczyszczania twarzy przestałam myśleć z niechęcią był olejek myjący z Biochemii Urody [recenzja]. Jednak, gdy się skończył akurat nie miałam potrzeby zamawiania niczego z tego sklepu, a kupowanie jednego produktu, jest średnio opłacalne, więc zmuszona byłam poszukać czegoś dostępnego stacjonarnie. I znowu moje wybory okazały się niewypałami, aż wreszcie sięgnęłam po żel z Tołpy.


Pojemność: 150 ml.
Cena: 20 - 25 zł.
Dostępność: drogerie Rossmann, Hebe, itp.


Opis producenta:



Skład:

Opakowanie to plastikowa tuba z zamykaniem na zatrzask, które nie sprawia żadnych kłopotów. Produkt ma formę przezroczystego żelu o lekko żółtawym zabarwieniu, przy kontakcie z wodą powstaje niewielka piana. Zapach ma trudny do określenia, ale przyjemny i nienachalny. Jeśli chodzi o twarz, to jestem zwolenniczką bezzapachowych kosmetyków, jednak woń tego produktu nie znudziła mi się przez wiele miesięcy używania. Nie jest męcząca nawet na dłuższą metę.

Początkowo cena 25 zł wydawała mi się wygórowana, jak za żel do mycia, jednak produkt jest wyjątkowo wydajny i mnie wystaracza na kilka miesięcy, więc ostatecznie uznałam, że jest to koszt do przełknięcia. Poza tym co jakiś czas są promocje i właściwie za każdym razem kupiłam go w cenie 19,99 zł.


Czytając skład i opis producenta na opakowaniu byłam pełna najgorszych przeczuć. Mam skórę mieszaną w kierunku suchej (bardzo suche policzki), więc oczyma wyobraźni widziałam już ściągniętą i piekącą twarz po wieczornym demakijażu. Muszę jednak przyznać, że wszystkie obietnice zostały dotrzymane.

Żel bardzo dobrze oczyszcza buzię z sebum, resztek makijażu (wcześniej zmywam wstępnie wszystko micelem) oraz zanieczyszczeń nagromadzonych w ciągu dnia. Odkąd go użwam wyskakuje mi mniej wyprysków, zatem działa antybakteryjnie. Faktycznie normalizuje skórę, wyrównuje koloryt, nie przesusza, ale też nie nawilża (czego nie mam mu za złe), jednocześnie też buzia jest zmatowiona

Nie podrażnia, ani nie uczula, nie powoduje pieczenia. Zwęża pory i uważam, że wpływa pozytywnie na kondycję cery. Chociaż to tylko produkt myjący zauważyłam różnicę kiedy np. w trakcie wyjazdów używałam innych kosmetyków, następowało pogorszenie stanu skóry, a po wznowieniu stosowania Tołpy porawa. Buzia jest gładka, napięta, powiedziałabym, że promienna. 


Śledząc kolejne zachęcające recenzje pojawiające się w blogosferze moja lista żeli do mycia twarzy, które chciałabym wypróbować ciągle rosła. Jednak kiedy skończył mi się żel z Tołpy i trzeba było kupić coś, co go zastąpi, ogarnął mnie strach, że nowy kosmetyk może mnie rozczarować i póki co postawiłam na sprawdzony produkt oraz zawiesiłam eksperymenty.

Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk do mycia twarzy? Co sądzicie o produktach Tołpy? Macie jakieś hity pielęgnacyjne z tej firmy?

czwartek, 28 sierpnia 2014

Ziaja, Oliwkowa, Oliwkowy balsam do ciała

Obecnie półki drogeryjne uginają się od różnego rodzaju smarowideł do ciała i możemy przebierać w produktach, dobierać je nie tylko pod kątem rodzaju skóry, ale także w zależności od własnych preferencji co do zapachu, składu czy konsystencji. Mam wrażenie, że w ostatnich latach (zwłaszcza wraz z pojawieniem się maseł) przybyło także kosmetyków cechujących się znakomitymi właściwościami pielęgnacyjnymi. Jeszcze dekadę temu miałam niemały kłopot ze znalezieniem produktu optymalnie nawilżającego moją suchą skórę, który w dodatku nie zrujnowałby mi portfela. Przetestowałam dziesiątki przeróżnych mazideł dedykowanych skórze "suchej", "bardzo suchej", "ekstremalnie przesuszonej" i niestety zazwyczaj kilkanaście minut po aplikacji skóra znowu domagała się nawilżenia. Po balsam Ziai z serii oliwkowej sięgnęłam od razu, jak tylko pojawił się w sprzedaży (czyli pewnie ponad 10 - 11 lat temu) i ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.



Pojemność: 300 ml.
Cena: ok. 11 zł, zazwyczaj kupuję go nawet poniżej 10 zł.
Dostępność: średnia (niektóre drogerie, np. Natura).

Opis producenta:

Skład:

Początkowo balsam znajdował się w płaskiej plastikowej butelce o pojemności 200 ml (co odbijało się trochę na wydajności), od jakiegoś czasu firma zwiększyła ilość kosmetyku do 300 ml i zmieniła butelkę na okrągłą. Zamykanie nadal jest na zatrzask, który działa bez zastrzeżeń.

Opakowanie jest toporne i ciężko wycisnąć z niego produkt do ostatniej kropli. Po rozcięciu okazuje się, że w środku jest jeszcze sporo balsamu (na 2 -3 aplikacje), więc przeważnie jestem zmuszona sięgać po nożyczki, żeby nie marnować kosmetyku.

Skład okrągłej butli sprawdzałam po pierwszym zakupie z posiadaną przeze mnie starszą wersją i okazały się identyczne. Znajdziemy w nim sporo komponentów znakomitych dla suchej skóry, m.in. glicerynę, parafinę pod różnymi postaciami (przez wielu skąd inąd nielubianą), olej z nasion słonecznika, olej z oliwek, pantenol, witamina E, wosk pszczeli. Cały skład na pewno nie jest naturalny i pozbawiony chemicznych konserwantów oraz substancji zapachowych, ale najważniejsze, że dobór składników przekłada się na wspaniałe działanie. U mnie także nie powoduje żadnych uczuleń i nie zapycha.


Używam go od dość dawna, więc zapach mi zobojętniał i trudno mi go opisać. W trakcie aplikacji oraz na skórze nie wyczuwam w nim ani wyjątkowo zachwycających nut, ani też nieprzyjemnych. Natomiast później piżama ładnie pachnie.

Niestety mój ulubieniec nie jest pozbawiony wad. Konsystencja jest dosyć gęsta, a nawet tłusta i trzeba troszkę się przyłożyć, żeby go rozprowadzić na skórze. Potrzebuje kilka minut, żeby się wchłonąć (zazwyczaj w tym czasie myję zęby lub sprzątam łazienkę/spłukuję kabinę, itp.).

Formuła przyczynia się do zużywania większej ilości produktu, a co za tym idzie zmniejsza się jego wydajność. Małe butelki kończyły się dość szybko, teraz jest trochę lepiej. 


Jestem w stanie przymknąć oko na te wszystkie niedogodności, ponieważ właściwości pielęgnacyjne balsamu oliwkowego są nie do przecenienia. Nawilża porządnie skórę, a efekt utrzymuje się bardzo długo. Skóra po użyciu jest miękka, aksamitnie gładka, odżywiona, dobrze nawilżona i natłuszczona. U mnie łagodzi również podrażnienia po goleniu, niweluje suchość łydek, kolan i łokci, regeneruje. Przy regularnym stosowaniu poprawia się elastyczność skóry, a także jej ogólny stan.

Przez wiele lat było to jedyne smarowidło do ciała, którego używałam na okrągło. Jednak lubię próbować różne kosmetyki i w ostatnim czasie zdarza mi się stosować również inne mazidła, mimo to zawsze w łazience stoi butelka balsamu oliwkowego. Jeśli czekają mnie jakieś szczególne uroczystości, to tydzień lub dwa przed nimi wracam do Ziai, żeby doprowadzić skórę do optymalnej kondycji. Sięgam po niego zimą, kiedy skóra staje się przesuszona i szorstka. Póki co nie znalazłam kosmetyku do ciała, który miałby lepsze działanie. Pozostawia w tyle nawet masło do ciała liczi i rambutan z Farmony, Tutti Frutti [recenzja] wysoko przeze mnie oceniane.


W przypadku przesuszonej skóry aplikowanie balsamów staje się koniecznością po każdej kąpieli, więc siłą rzeczy zużywa się je w szybkim tempie w hurtowych ilościach, dlatego ważny jest także aspekt ekonomiczny. Uważam, że cena w stosunku do jakości i pojemności nie jest wygórowana.

Słowem podsumowania, jest to jak dotąd najlepszy kosmetyk do pielęgnacji mojej suchej skóry, do którego wracam regularnie i przyjmuję z całym dobrodziejstwem inwentarza, nie bacząc na kilka niedociągnięć, takich jak niełatwe rozprowadzanie, dłuższe wchłanianie się, problem z wydobyciem końcówki produktu. Mimo wszystko żywię nadzieję, że Ziaja nie wpadnie na pomysł "ulepszania" tego produktu, bo często takie próby kończą się wypuszczeniem bubla.

Jakie jest Wasze ulubione smarowidło do ciała? Możecie polecić mi dobre produkty do skóry suchej? Lubicie kosmetyki Ziaja czy raczej je omijacie?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Olej tamanu

Olej tamanu bez wątpienia należy do moich ukochanych olejów i nie może zabraknąć go w kosmetyczce. Dotychczas zaopatrywałam się w niego w dwóch sklepach internetowych, Zrób Sobie Krem oraz e-naturalne. Dysponuję jeszcze obiema buteleczkami. Tak naprawdę nie ma znaczenia, w którym sklepie go nabywam, gdyż nie widzę różnicy we właściwościach.

INCI: Oleum Calophyllum Inophyllum   

Opis działania (ze strony e-naturalne):
Olej Tamanu sprzyja gojeniu wyprysków, zapobiega tworzeniu zaskórników, łagodzi stany zapalne oraz redukuje blizny. Dobrze wchłania się w skórę, dając poczucie nawilżenia, uelastycznienia, a także odżywienia. 
 Zalecany w szczególności:
- do pielęgnacji skóry tłustej, trądzikowej, mieszanej, zanieczyszczonej,
-  redukcji blizn potrądzikowych,
- do codziennej pielęgnacji skóry twarzy, rąk i ciała,
- do pielęgnacji rąk, paznokci oraz włosów,
- jako środek wspomagający przy leczeniu egzemy, łuszczycy, trądziku, siniaków, oparzeń,
- jako środek nawilżający i przeciwzapalny "do" i "po" opalaniu,
- do regeneracji cery dojrzałej i zniszczonej,
- jako środek gojący i łagodzący zaczerwienienia, podrażnienia, ból i swędzenie w przypadkau ran i uszkodzeń skóry, stanów zapalnych skóry, po oparzeniu słonecznym, ukąszeniu owadów,
- przy leczeniu chorób włosów i skóry owłosionej (łupież, łuszczyca, zapalenie mieszków włosowych, łysienie),
- do ochrony skóry i włosów przed agresywnym działaniem czynników zewnętrznych.
Zalecane stężenie: Do 100%, można stosować bezpośrednio na skórę. Zaleca się rozcieńczanie oleju w innym oleju w proporcji 1:1 ze względu na charakterystyczny i bardzo intensywny zapach.

Pojemność:
15 ml (ZSK) oraz 10 g (e-naturalne). Zazwyczaj wybieram małą pojemność i taka zdecydowanie wystarcza mi na wiele miesięcy użytkowania. Jest szalenie wydajny i wolę dokupić kolejną buteleczkę przy okazji składania zamówienia w dowolnym sklepie, niż wyrzucać niewykorzystany produkt po upływie terminu ważności.

Dostępność:
Dostaniemy go w większości sklepów internetowych (a nawet stacjonarnych) z półprodukatami i kosmetykami naturalnymi. Online m.in. Zrób Sobie Krem, Biochemia Urody, e-naturalne, mazidła, itd.

Opakowanie i przechowywanie:
Olej z ZSK mieści się w plastikowej butelce z bardzo wygodnym dozownikiem. Olej z e-naturalne znajduje się w ciemnej szklanej buteleczce. Sklep ma także wygodne i znacznie bardziej elegancko się prezentujące butelki z pipetką, jednak wybór tej wersji wiąże się z wyższym kosztem. 


Cena: 8,90 zł/10 g,  a w ozdobnym opakowaniu z pipetką 13,90 zł/10 g (e-naturalne);
11,99 zł/15 ml (Zrób Sobie Krem).

Kolor, zapach i konsystencja:
Barwę ma zielonkawo-brązową, a zapach dość dobrze wyczuwalny korzenny, ziołowy. Kojarzy mi się z przyprawami do zupy, np. Vegetą lub Maggi z odrobiną selera i pietruszki (rosołek?). Jeśli ktoś używał kozieradki, to według mnie są to podobne klimaty. Przyzwyczaiłam się już do niego i w żaden sposób mi nie przeszkadza, ani nie drażni, ale stosuję go wyłącznie na noc również ze względu na tę woń. Konsystencję ma raczej gęstą, ale dość dobrze się wchłania.

Działanie:
Olej tamanu jako jeden z nielicznych produktów przyspiesza u mnie gojenie się wyprysków. Nie dzieje się to błyskawicznie w przeciągu kilku/kilkunastu godzin, ale czas ten na pewno się skraca, a zmiany trądzikowe stają się mniejsze. Zawsze nakładam go punktowo, a żeby jeszcze  wzmocnić jego działanie czasem aplikuję go łącznie z pastą cynkową (która solo u mnie niewiele pomaga) lub w duecie z kremem Bambino (zawiera tlenek cynku).

Okazuje się niezawodny także w przypadku różnego rodzaju skaleczeń, otarć naskórka i ranek. Aplikowałam go nawet na zadarte skórki wokół paznokci. Swego czasu poparzyłam sobie opuszki palców i nie wiedząc jak uniknąć nieprzyjemnego pieczenia i kilkudniowego dyskomfortu, posmarowałam je olejem tamanu, co uchroniło mnie skutecznie przed tymi nieprzyjemnymi doznaniami i sprawiło, że skóra szybko wróciła do normy. Sprawdza się także w przypadku poparzeń słonecznych.

Stosowałam go solo na twarz lub podrażnione miejsca. W czasie kuracji kwasami nakładałam go na przesuszoną i podrażnioną skórę, której pomagał się zregenerować, usuwał suche skórki, dawał uczucie ukojenia i nawilżenia (o pielęgnacji cery w okresie stosowania kwasów pisałam TUTAJ).


Często staje się składnikiem mieszanek olejowych, które zastępują mi krem na noc lub stanowią "serum" pod maseczki algowe czy też do rozrabiania glinek. Czasem dawałam także kilka kropel do kompozycji wielu olejków wmasowywanych w płytkę paznokcia lub do kąpieli mających na celu wzmocnienie paznokci i uważam, że na tym polu również się spisuje.

Dwukrotnie użyłam go do olejowania włosów, mimo że może powodować przesuszenie. Moje włosy są w nienajgorszej kondycji, więc były po jego użyciu lśniące, miękkie i sypkie. Prezentowały się dość dobrze, a efekt bardzo mi się podobał. Posłużył mi do tego celu dlatego, że zbliżał się koniec terminu przydatności, a zostało jeszcze trochę w buteleczce, więc chciałam go wykorzystać. Jednak nie jest to olej, który stałby się jednym z podstawowych do olejowania włosów.

Podsumowując, jest to jeden z olejów, które warto mieć pod ręką, gdyż okazuje się znakomitym środkiem zaradczym w przypadku skaleczeń, ranek, wyprysków, podrażnień skóry czy potrzeby zregenerowania i znormalizowania cery. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Le Petit Marseillais, Kremowy żel pod prysznic "Kwiat pomarańczy"

Kremowy żel pod prysznic Kwiat pomarańczy kupiłam na jednej z promocji w Rossmannie. Pojawienie się kosmetyków Le Petit Marseillais nie umknęło oczywiście mojej uwadze, a ciekawość nowości popchnęła mnie do wypróbowania chociaż jednego produktu z ich asortymentu. 


Cena/pojemność: 8,99 zł/250 ml oraz 13,89 zł/400 ml.
Dostępność: drogerie Rossmann.

Opis producenta:


Skład:


Składem nie wyróżnia się wyjątkowo na tle innych drogeryjnych żeli. Zawiera kilka naturalnych składników, kilka nawilżających i łagodnych dla skóry. Nie jest pozbawiony też detergentów, substancji zapachowych. Na początku znajdziemy SLES, ale potem m.in. glicerynę (nawilża i zapobiega wysychaniu kosmetyku), Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca, łagodna dla skóry i łagodząca drażniące działanie innych składników), olej z nasion słonecznika (nawilża, wygładza, wykazuje działanie regenerujące naskórek), ekstrakt z kwiatu pomarańczy, kwas cynamonowy (środek przeciwbakteryjny), Sucrose Cocoate (emulgator otrzymywany z oleju kokosowego, delikatny dla skóry). Przeskakując dalej można też napotkać SLS.


Żel znajduje się w prostokątnej kanciastej butelce, która w przypadku większej pojemności nie jest szczególnie poręczna. Nie sprawia może dużych kłopotów, ale wygodniejsze chyba byłoby opakowanie o bardziej opływowych kształtach.  Zamykanie na zatrzask działa bez zarzutu. Otwór także jest odpowiedni i nie miałam kłopotów z rozlewaniem się produktu. Szata graficzna jest minimalistyczna, a samo opakowanie nie przyciąga uwagi.

Konsystencja według mnie jest znakomita - żel nie jest rzadki, żeby przeciekał przez palce, ani tak gęsty, żeby się rozbryzgiwał. W kontakcie ze skórą tworzy aksamitną pianę.


Nie znam zapachu kwiatu pomarańczy, a miałam z nim styczność jedynie za sprawą wody toaletowej Yves Rocher i jakoś nie zostałam urzeczona tą kompozycją. Za to woń żelu bardzo przypadła mi do gustu i nie znudziła się do ostatniej kropli, co u mnie jest ewenementem. Owszem, nie można doszukać się tutaj nut zniewalających perfum. Raczej bliżej mu do delikatnego kwiatu z dodatkiem mydlanych akcentów. Mimo wszystko uważam, że działa kojąco i odprężająco, chociaż to kwestia indywidualna i zapewne nie każdemu się spodoba.


Żele pod prysznic należą do tych produktów, które zużywam w hurtowych ilościach, a że szybko mi się nudzą zapachy, więc nie często zdarzają mi się powroty. Zachęcić mnie do ponownego sięgnięcia po ten sam kosmetyk może jedynie fakt, że poza ładnym zapachem, doszukam się kojącego, a nawet nawilżającego działania na moją suchą skórę. Dotąd ten warunek spełnia przede wszystkim oliwkowe mydło pod prysznic Ziaja [recenzja]. Żel "Kwiat pomarańczy" według mnie również zbliża się sowimi właściwościami do ulubieńca z Ziai.

Obietnice producenta o odżywczych właściwościach produktu są głęboko na wyrost, natomiast z pozostałą częścią deklaracji się zgadzam.
Żel nie podrażnia, ani nie uczula. Pozostawia skórę oczyszczoną, miękką i wręcz lekko nawilżoną. Kilka razy przez pośpiech zdarzyło mi się pominąć zastosowanie jakiegoś smarowidła na ciało, a mimo to skóra nie domagała się nawilżenia, nie była ściągnięta i przesuszona.

Zapewne, gdyby ten proceder powtórzył się przez 2 -3 dni z rzędu lub w zimie, skóra upomniałaby się o swoją dawkę nawilżenia i odżywienia. Stosowanie żelu nie zwalnia więc (poza sporadycznymi wypadkami) z sięgania po inne kosmetyki, jak np. balsamy czy masła. Zazwyczaj też nie oczekujemy od żelu szczególnych walorów pielęgnacyjnych, ale czasem miło odkryć chociaż ich namiastkę w tego typu produkcie. 


Podsumowując, żel Le Petit Marseillais, mimo nieciekawego opakowania i przeciętnego składu, okazał się najprzyjemniejszym kosmetykiem pod prysznic, jaki używałam tego lata i mam ochotę na inne wersje zapachowe. Szczególnie kusi mnie "Biała brzoskwinia i nektarynka". Jest też wysoce prawdopodobne, że do "Kwiatu pomarańczy" za jakiś czas powrócę.

Mieliście kosmetyki Le Petit Marseillais? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk myjący?

niedziela, 17 sierpnia 2014

Denko, czyli zużyte kosmetyki w ostatnich miesiącach, cz. 2

Dziś część druga mini recenzji zużytych przeze mnie kosmetyków w ostatnich miesiącach. Tym razem główną rolę będą odgrywały produkty do ciała i włosów, a także te, które już dawno znalazły się na śmietniku i nie dysponuję zdjęciami pustych opakowań. Zamierzałam pominąć umieszczanie ich w denku, jednak do znacznej grupy kosmetyków zapewne nigdy nie wrócę, więc dodałam mały mix zdjęć, które posiadałam na komputerze i zrobiłam podsumowanie.


1. Carea, Bawełniane płatki kosmetyczne, 120 sztuk - świetna jakość za niską cenę. Dostępne są w Biedronce. Jestem im wierna od lat i nie znalazłam powodu, żeby szukać czegoś lepszego. Miałam różne wersje, a ostatnio Aloe Vera (zielone) oraz Soft Touch (fioletowe).  Wolę jednak te fioletowe, gdyż nie rozwarstwiają się, nie pozostawiają na twarzy włókien. Mają cienką strukturę, zatem nie pochłaniają nadmiernej ilości kosmetyków pielęgnacyjnych i nie zmniejszają drastycznie ich wydajności. Na powierzchni mają rowki zapewniające doskonałe spojenie płatka, ale przez to są odrobinę bardziej "szorstkie" od innych wariantów i być może u osób z wyjątkowo delikatną skórą będą powodować drapanie. Moja cera nie toleruje żadnych, nawet bardzo łagodnych drapaków, ścieraków, itp. (używam peelingów enzymatycznych i unikam szczotek oraz ostrych pędzli do makijażu), jest wrażliwa, a czasem bywa podrażniona, jednak nawet w takich momentach stosowałam te płatki i nie odczułam żadnego dyskomfortu. Dla mnie są odpowiednio miękkie i nie "drapią". Wersja zielona, Aloe Vera, posiada gładką powierzchnię, a co za tym idzie płatki są bardziej delikatne od fioletowych, jednak lubią się czasem rozwarstwiać (przy brzegach) i są grubsze. Pozostałe cechy obu wariantów (cena, nie pozostawianie włókien, ilość, opakowanie) są identyczne. Z pewnością nadal będę je kupować, zwłaszcza fioletowe - Soft Touch.


2. Carea, Patyczki higieniczne, 200 szt. - także z Biedronki. Patyczki to mój absolutny must have i raczej nie muszę się rozpisywać nad wszechstronnością ich zastosowań. W pełni odpowiadają moim oczekiwaniom co do patyczków (są dobrze wyprofilowane, zbite, nie rozczapierzają się, mają wygodne opakowanie, są łatwo dostępne i chyba najtańsze na rynku). Kupuję regularnie i polecam.

3. Luksja, Care Pro, Enrich Shower Milk, Mleczko pod prysznic z olejem sezamowym, 250 ml - ładny zapach niewątpliwie umilał chwile pod prysznicem. Polubiłam na tyle, że za jakiś czas zapewne do niego wrócę.


4. Joanna, Naturia Face, Peeling do twarzy z brzoskwinią do cery suchej i wrażliwej, 75 g  - to nie pomyłka, że ten peeling nie znalazł się wśród kosmetyków do twarzy. Od zawsze wiedziałam, że peelingi drobinkowe, choćby najdelikatniejsze nie są dla mojej cery, toteż używałam zawsze tylko tych enzymatycznych. Nie wiem jaki czort mnie podkusił, żeby kupować peeling z Joanny. Chciałam lepiej oczyścić i wygładzić twarz. I owszem pierwsze, niezwykle ostrożne i delikatne zastosowanie jakoś moja buzia zniosła. Za drugim, równie łagodnym podejściem niestety już była "podrapana". Peeling do twarzy jest zbyt ostry i stał się tylko kolejnym potwierdzeniem, że nie dla mnie drobinki. Zużyłam go więc kilka razy do peelingowania dłoni, a potem pod prysznic do ciała - tutaj okazał się w sam raz i świetnie wygładził skórę. Jednak jak na ciało wydajność jest kiepska, więc wiecej się nie skuszę. Produkt skąd inąd przyjemny - ma ładny zapach, odpowiednią konsystencję, dobrze peelinguje (dla mnie aż za dobrze). Zawiniła tutaj wyłącznie moja głupota. Nie polecam do cery delikatnej, naczynkowej.

5. L'biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka, Naturalne oleje (Argan-Makadamia-Kokos), 20 ml - kupiłam kilka saszetek na próbę w Biedronce. Nie jest to jeszcze idealny produkt do moich włosów, bowiem obserwuję minusy, które doprowadzają mnie wręcz do rozpaczy, ale jest też w stanie wywołać u mnie zachwyt. Pozytywy oczarowały mnie na tyle, żeby pójść do drogerii po pełnowymiarowe opakowanie.


6. Marion, Zabieg laminowania - Proste i gładkie włosy, 2 x 10 ml - saszetka na dwa użycia, która przy moich długich włosach wystarczyła mi na jedno zastosowanie. Do opakowania był dołączony foliowy czepek. Propozycja Marion stanowi alternatywę dla domowych zabiegów laminowania włosów żelatyną. Będzie o tym produkcie osobny post, zatem więcej nie zdradzam. 

7. GAL, Keratynowa odżywka w kapsułkach twist-off, 48 szt. - słynne zielone rybki, o których dowiedziałam się trzy lata temu z wizażu, kiedy rozpaczliwie poszukiwałam czegoś co pomoże moim łamliwym, rozwarswiającym się paznokciom. Kilka miesięcy temu znów do nich wróciłam. Wcierałam je w płytkę paznokcia lub dodawałam do mieszanek różnych olejków, którymi także ratowałam paznokcie.  Keratyny co prawda nie zawierają, ale i tak okazują się pomocne w regenerowaniu słabych paznokci. Wystarczają na długo. Zapachem przypominają trochę olejek z drzewa herbacianego lub jakieś drzewo iglaste. Za cenę ok. 12 zł warto. Może kupię.

8. Joanna, Naturia Body, Masło do ciała z truskawką, 250 g - do atutów można zaliczyć aksamitną konsystencję, łatwość rozprowadzania oraz szybkie wchłanianie się produktu, co dla mnie jest szczególnie istotne w ciepłym okresie roku. Amatorzy truskawkowych deserów również powinni być usatysfakcjonowani jego intensywną wonią. Przyzwoicie nawilża i odżywia, ale przy mocno przesuszonej skórze może okazać się niewystarczające. Nie wiem czy kupię, gdyż półki drogeryjne uginają się od podobnych mazideł, które również chciałabym wypróbować. [Recenzja]

9. Facelle Intim, Wasch-lotion, Płyn do higieny intymnej, 300 ml - kosmetyk wszechstronny i niezawodny, do tego tani jak barszcz. Sprawdza się jako płyn do higieny intymnej, żel pod prysznic, a nawet zastępuje szampon do włosów lub żel do golenia. Zmywa oleje z włosów. Świetnie dopiera oporne zabrudzenia pędzli, szczególnie do podkładu i eyelinera w żelu. Nie zawiera SLS, ani SLES. Jest delikatny, nie podrażnia, nie wysusza, a przy tym cechuje się dużą skutecznością. Nie pachnie może nadzwyczaj urokliwie, ale woń nie jest też intensywna, mnie nie drażni, określiłabym ją jako neutralną (ani ładną, ani nieprzyjemną). W tej wersji wyczuwam m.in. delikatne nuty rumianku. Kolejna butelka już stoi w łazience.

10. Ziaja, Oliwkowy balsam do ciała, 300 ml - używam od wielu, wielu lat i będę do niego wracać nadal, mimo że ma kilka wad, ale o tym wkrótce w obszerniejszej notce.

11. Eveline, Body Glam, Luksusowy jedwab do ciała, 245 ml - kolejny kosmetyk, który sprostał moim oczekiwaniom względem smarowideł do ciała na okres wiosenno - letni. Wówczas dostatecznie nawilża i odżywia. Do plusów zaliczam także szybkie wchłanianie się, lekką konsystencję, opakowanie z pompką, łatwą aplikację oraz delikatny zapach. który nie koliduje z perfumami. Zimą jednak nie poradzi sobie z bardziej suchą skórą. [Recenzja]


12. Balea, Jeden Tag Shampoo Blaubeere, Szampon borówkowy (jagodowy), 300 ml




Zawiera SLES, a więc sprawdzi się jako szampon oczyszczający. Producent pisze, że bez silikonów, do codziennego stosowania i do wszystkich rodzajów włosów. Włosy myję co drugi dzień i przyznaję, że szampon nadaje się do częstego używania. Nie podrażniał skalpu, nie zauważyłam także negatywnego wpływu na włosy. Nie przesuszał ich, mimo że w składzie oprócz wspomnianego SLES-u widnieje ALCOHOL, na szczęście już za składnikiem Parfum i na samym końcu listy, więc zapewne w śladowych ilościach. Nawet bez użycia odżywki, umyte samym szamponem, moje kosmyki prezentowały się bardzo dobrze. Miałam wrażenie, że szampon nadaje im objętości i unosi u nasady. Co prawda puszyły się nieznacznie, ale w dużo mniejszym stopniu niż po bracie z linii Professional (o którym napiszę niżej). Znając możliwości moich włosów, to na takie puszenie mogę całkowicie przymknąć oko. Nie obciąża, a włosy stają się sypkie i miękkie. Już przy pierwszym użyciu zachwycił mnie zapach tego szamponu, w którym da się odnaleźć wyraźne nuty borówek. Konsystencja nie należy do zbyt rzadkich, jest lekko żelowa (przezroczysta o zabarwieniu błękitnym) w moim odczuciu idealna. Szampon bardzo dobrze się pieni. Polubiłam go znacznie bardziej niż "Połysk i ład" i był pierwszym produktem Balea, który wywarł na mnie tak pozytywne wrażenie, dlatego żałuję, że pochodził z limitowanej edycji i nie widzę go ani na niemieckiej stronie drogerii DM, ani na Allegro, bo z pewnością jeszcze kiedyś wrzuciłabym go do koszyka.

13. Scholl,  Krem zmiękczający skórę stóp, 75 ml -  nawet nieźle zmiękcza skórę stóp, ale trudno mi się wypowiedzieć czy w dłuższej perspektywie efekty są lepsze, gdyż mam problem z regularnym używaniem kremów do stóp i zazwyczaj sięgam po nie jak mi się przypomni. Najgorszy nie był, ale biorąc pod uwagę cenę i markę, to spodziewałam się lepszych rezultatów.

14. Dove, Beauty Cream Wash, Mydło w płynie, 250 ml - moje ulubione mydło o zapachu klasycznego mydełka Dove. Zużyłam już sporo takich opakowań. Nie wysusza, ma aksamitną konsystencję. Przy mojej wymagającej skórze dłoni spisuje się fantastycznie. Butelka z pompką, którą można postawić na umywalce, zapewnia wygodne dozowanie. Już kupiłam.

15. Isana, Intensywny krem do rąk z 5% urea - krem korzystnie wpływa na skórę rąk, dobrze ją nawilżając i odżywiając. Kupiłam już następną tubkę. [Recenzja]


Pozostałe kosmetyki (fotoMix): 


Bielenda, Bawełna, Skuteczny 2 - fazowy płyn do demakijażu oczu, 140 ml. - u mnie sprawdził się doskonale. Nie podrażnia skóry wokół oczu, nie szczypie, nie przesusza skóry lecz działa na nią lekko nawilżająco i pielęgnująco. Skutecznie usuwa makijaż niewodoodporny.[ Recenzja]

Dax Cosmetics, Perfecta, Żel pod prysznic peelingujący drobnoziarnisty, 200 ml - stosowany regularnie (dwa, trzy razy w tygodniu) wygładza skórę i przy delikatnej cerze może nawet zastąpić peeling. Nie przesusza i nie podrażnia, ma ładny zapach. Może kiedyś jeszcze kupię. [Recenzja]

Garnier, Ultra Doux, Olejek z awokado i masło karite, Odżywka do włosów, 200 ml
 - piękny zapach, przyjemna konsystencja, estetyczne opakowanie w moim odczuciu to największe zalety produktu. Odżywka nadaje włosom miękkości, objętości i lekkiego blasku (aplikowana w większej ilości). Z czasem pozytywne efekty stają się coraz słabsze, natomiast negatywy (puszenie włosów) trwają z taką samą siłą. Nie kupię. Pełna recenzja TUTAJ.

Balea, Totes Meer Salz Dusche, Atem Pause, Żel pod prysznic z solą i minerałami z Morza Martwego oraz Czerwonymi Owocami do skóry suchej, 300 ml - niezwykle subtelny zapach (z dominującą nutką owocu wiśni oraz odrobiną soli) będzie odpowiedni dla tych, którzy nie lubią zdecydowanych woni w kosmetykach pielęgnacyjnych. Konsystencję, estetyczne opakowanie oraz cenę zaliczam do jego mocnych stron. Obietnice producenta o nawilżeniu i walorach pielęgnacyjnych można włożyć między bajki. Nie oczekuję tego od żelu pod prysznic, ale nie sposób nie wspomnieć o braku wywiązania się z tych deklaracji. Jedyny plus za to, że nie przesusza nadmiernie, jednak przy bardzo suchej skórze z pewnością się nie sprawdzi. Nie mam w pobliżu  drogerii DM, więc nie kupię ponownie. [Recenzja]

Balea, Relax Dusche, Atem Pause, Żel pod prysznic z olejkiem ylang ylang, 300 ml - ma bardzo przyjemny, ale trudny do określenia zapach. Woń ta jest delikatna, działa kojąco i relaksująco. Żel odpowiednio się pieni, ma świetną konsystencję. Nie przesusza nadmiernie skóry. Słowem, bardzo przeciętny produkt, do którego nie mam dostępu, więc nie kupię ponownie. [Recenzja]

Eveline, Nail Therapy Professional, Miękkie i zadbane skórki, Profesjonalny preparat do usuwania skórek, 12 ml - używałam naprzemiennie z  lubianym przeze mnie, silnie działającym żelem do skórek Sally Hansen [recenzja]. Byłam z niego zadowolona na tyle, że kupiłam kolejne opakowanie. Recenzja niebawem, więc się nie będę rozpisywać na jego temat.

Bielenda, Profesional Formula, Dotleniająco - nawilżająca maseczka enzymatyczna, 2 x 5 g - saszetka podzielona na dwie części ma wystarczyć na dwa zastosowania i zgodnie z tym zaleceniem ją użyłam na twarz i szyję. Produkt nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha. Nieźle nawilża, lekko napina, poprawia ukrwienie. Skóra jest miękka i elastyczna. Ogólnie oceniam ją na plus, ale znam produkty jeszcze lepiej wpływające na moją cerę, więc nie wiem czy kupię ponownie. 

Bioderma, Sensibio H2O, Płyn micelarny, 500 ml - dobrze usuwa makijaż twarzy i oczu (niewodoodporny w moim przypadku). Ponadto nie podrażnia wrażliwej okolicy oczu, nie wysusza skóry, ma działanie łagodzące i kojące. Bardzo dobry produkt, niestety też drogi, dlatego kupię ponownie, tylko jeśli trafię na atrakcyjną promocję. Znam inne płyny, które u mnie sprawdzają się równie dobrze. Obecnie pozostała mi jeszcze jedna butelka w zapasie. [Recenzja]

Balea Professional, Glatt + Glanz Shampoo, Szampon połysk i ład, 250 ml - całkiem dobry szampon oczyszczający o przyjemnym zapachu. Nie wysusza włosów, dobrze się pieni, unosi włosy u nasady, nadaje miękkości i objętości. Niestety powodował u mnie puszenie się włosów, ma też kiepską dostępność, więc z tych względów nie kupię ponownie.  [Recenzja]

Znacie te kosmetyki? Jak Wam idzie denkowanie?

piątek, 15 sierpnia 2014

Denko, czyli zużyte kosmetyki w ostatnich miesiącach, cz. 1

Dawno nie publikowałam postu denkowego, ostatni bodaj zawierał zdjęcia pustych opakowań zrobione jeszcze w połowie kwietnia. Zatem zużyte pojemniki gromadziłam przez prawie 4 miesiące. Część z nich znalazła się już na śmietniku (domownicy w czasie mojego wyjazdu wyrzucili torbę) i niestety nie mogłam ich teraz sfotografować.
Ze względu na sporą liczbę produktów notkę podzieliłam na dwie części. Dziś zapraszam na pierwszą z nich, w której przeważają kosmetyki do twarzy.



1. Fitokosmetik, Błękitna glinka Wałdajska, 100 g - jest świetnym kosmetykiem pomagającym oczyścić skórę. Nadaje się nawet do bardzo delikatnych cer, nie podrażnia. Łagodzi zaczerwienienia, wyrównuje koloryt, wygładza i zwęża pory. Uwielbiam i jak tylko zużyję inne glinki, na pewno do niej wrócę. [Recenzja]

2. e-naturalne, Maska algowa peel-off pod oczy, 10 g - kolejny produkt, z którego byłam zadowolona. Całkiem nieźle wpływa na skórę wokół oczu, napina ją, regeneruje, odrobinę spłyca drobne zmarszczki i trochę rozjaśnia cienie pod oczami (wynikające ze zmęczenia). Uważam też, że rezultat w dużej mierze zależy od kosmetyków, które aplikuję pod tę maskę (serum olejowe). Próbowałam ją zastąpić innymi maskami algowami, przeznaczonymi do twarzy, ale wydawało mi się, że efekt był odrobinę inny, dlatego wrzuciłam do koszyka kolejne opakowanie przy składaniu zamówienia w sklepie. Jej koszt nie jest wysoki, a wydajność znakomita. [Recenzja]

3. Yves Rocher, Riche Creme, Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy, 15 ml - działanie mocno przeciętne, ani nie poprawia, ani nie pogarsza stanu skóry pod oczami. Nie kupię ponownie. [Recenzja]

4. Auriga, FLAVO - C Forte serum, 15 ml - serum z zawartością 15% kwasu L-askorbinowego i 30% Ginkgo Biloba




Skład: 
Aqua, Ascorbic Acid, Glycerin, Alcohol, Ethoxydiglycol, Ginkgo Biloba Extract, Vitis Vinifera Extract, Camellia Sinensis Extract
Serum ma postać bursztynowej cieczy, dozowanie ułatwia pipetka. Produkt jest ważny 3 miesiące od momentu otwarcia i udało mi się je zużyć nawet przed upływem tego terminu. Stosowałam je długo dwa razy dziennie (jak zaleca producent), czasem zdarzało mi się użyć go tylko raz na dzień. Początkowo efekty bardzo mi się podobały. Buzia była ładna, promienna, a przebarwienia potrądzikowe stały się zauważalnie jaśniejsze. Zachwyt jednak nie trwał długo i odnosiłam wrażenie, że produkt nic szczególnego nie robi. Wpływu na zmarszczki też nie było widać. Inna sprawa, że kwasy (o kuracji pisałam TUTAJ) wygładziły wcześniej buzię i właściwie zostało niewielkie pole do popisu w tym względzie. Mimo wszystko nic nie drgnęło. Czuję pewien niedosyt.

Nie był to mój pierwszy kosmetyk z witaminą C, używałam już innych preparatów, a nawet miałam zabiegi z jej wysokim stężeniem, dlatego od razu zdecydowałam się na 15% wersję, bowiem w ofercie Auriga znajdziemy też serum z 8% witaminą C. Produkt mnie nie podrażnił, nie zauważyłam żadnych negatywnych reakcji skóry. Jedynym dyskomfortem związanym z jego stosowaniem jest to, że może barwić skórę. Pościeli sobie nie pobrudziłam, ale widziałam żółtą warstwekę na buzi, kiedy wymieszało się z kremem z filtrem. Trzeba mieć na uwadze porządne wchłonięcie się produktu, gdyż mogą się odznaczać żółte smugi zwłaszcza na granicy podkładu. Spodziewałam się więcej po tym produkcie. Mam mieszane uczucia co do serum i nie mogłam się zdobyć na pełną recenzję. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zdecyduję się na ponowny zakup.

5. Purederm, Botanical Choice, Plastry na nos oczyszczające pory - u mnie dobrze się sprawdzają. Jednorazowe użycie nie daje co prawda 100% efektu, ale ok. 30% z pewnością. Stosowane regularnie pomagają oczyścić pory na nosie, usuwają większość wągrów, znacznie poprawiają wygląd skóry. Przyklejam je na uprzednio zwilżoną wodą termalną skórę nosa (może być tonik, hydrolat lub nawet zwykła woda, dla mnie najwygodniejsza jest butelka z atomizerem) i po maksymalnie 15 minutach odrywam. Najlepiej nie przekraczać tego czasu, gdyż później plaster staje się "miękki" i traci swoją skuteczność. Nie jest to moje pierwsze zużyte opakowanie i z pewnością nie ostatnie. [Recenzja]

6. Laura Mercier, Silk Creme Foundation, 15 ml - podkład do twarzy. Mój odcień to Soft Ivory i jest idealny. Jasny kolor pozbawiony różowych tonów, który nie ciemnieje na skórze to największe atuty. Plusem też jest opakowanie (nie lubię szklanych słoików). Jednak podkreśla niedoskonałości, suche skórki, wchodzi w załamania. Dla mnie zbyt krótko utrzymuje się na twarzy i ściera się nierównomiernie. Żeby zużyć go do końca mieszałam go z innymi podkładami. Nie kupię ponownie.

7. Tołpa: dermo face, sebio, Maska - peeling - żel 4 w 1 korygująca niedoskonałości, 12 ml - produkt, który bardzo polubiłam za wspaniałe działanie na cerę, Wydaje mi się jednak, że nie mogę sięgać po niego zbyt często przy cerze naczynkowej, więc póki co zrobię sobie przerwę. [Recenzja]

8. Bielenda, Czarna OliwkaKremowy peeling + maseczka intensywnie regenerująca, 2 x 5 g - maseczka trochę nawilża, odżywia i poprawia koloryt skóry. Ma dość przyzwoite działanie, ale bez większych emocji. Znam lepsze maski. Peeling z drobinkami zapewne przypadnie do gustu zwolennikom dobrego oczyszczania mechanicznego, natomiast przy mojej cerze drobinki ścierające nie są najlepszym pomysłem. Użyty z ogromną ostrożnością nie zrobił mi krzywdy, ale wolę peelingi enzymatyczne, więc raczej nie pokuszę się drugi raz o zakup tego duo.

9. Soraya, 10 minut na... Redukcję zaczerwienień, 10 ml - maseczka w saszetce dwuczęściowej (2 x 5 ml) wystarcza na dwa użycia. Jej działanie jest głównie kojące. Łagodzi rumień i rozognione naczynka. Nie oczarowała mnie jakoś szczególnie, ale warto mieć w zapasie opakowanie na chwile, gdy buzia staje się czerwona pod wpływem czynników środowiska (upałów, mrozu, itp.).

10. Eveline, Koenzymy Młodości Q10 plus R, 10 ml - maseczka odżywia skórę, nawilża, łagodzi podrażnienia. Zapewnia chwilową poprawę stanu skóry do następnego dnia, ale niezwykłych rezultatów jej działania nie zauważyłam.

11. Vichy, Capital Soleil, Matujący krem do twarzy SPF 30, 50 ml - bardzo szybko się wchłania, nie bieli i nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Najlepszy będzie do cer tłustych i mieszanych. Suchą skórę może trochę ściągać i piec. Nie wiem czy kupię, gdyż wolę kremy z wyższym faktorem. [Recenzja]

12. La Roche Posay, Woda termalna, 50 ml - dostałam jako gratis przy zakupie kremu z filtrami UV. Przyjemnie odświeża w upały i trochę nawilża skórę. Po chwili od rozpylenia trzeba ją zebrać z twarzy. Więcej wkrótce w  osobnej recenzji.

13. Garnier, Płyn micelarny 3 w 1, Skóra wrażliwa, 400 ml - bardzo polubiłam i zrobiłam sobie mały zapas. Skuteczny i delikatny. Nie podrażnia, dobrze usuwa makijaż. Cena za taką jakość i pojemność niebywale korzystna. [Recenzja].

14. Bourjois, Woda micelarna, 250 ml - jest jednym z moich ulubionych płynów do demakijażu. Działa podobnie jak micel z  Garniera, tylko cenowo wypada mniej korzystnie. Kupię. [Recenzja]

15. Olej awokado, Zrób Sobie Krem - bardzo lubię ten olej do olejowania włosów i zabezpieczania końcówek. Świetnie też działa na skórę mieszany z innymi olejkami, albo z kremami do twarzy. Kupię. [Recenzja]

16. Olej ze słodkich migdałów, Zrób Sobie Krem - używałam do olejowania włosów i paznokci, a także jako składnik samorobionego serum olejowego na twarz lub pod maseczki algowe. Kupię.

17. Ziaja, Tonik ogórkowy, 200 ml - początkowo bardzo przypadł mi do gustu. Ma przyjemny ogórkowy, orzeźwiający zapach. Najlepszy będzie do cery normalnej, tłustej i mieszanej - jak przeznaczył go producent. Moja jest mieszana w kierunku bardzo suchej i trochę słabo ją nawilżał. Nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Tonizował skórę, ale inne toniki mają na nią lepszy wpływ. Połowę zużyłam jako zwykły tonik, a drugą do zwilżania maseczek glinkowych.

18. Yves Rocher, Dwufazowy płyn do demakijażu oczu,  - płyn spisywał się bardzo dobrze, zwłaszcza w kwestii zmywania makijażu niewodoodpornego. Nie podrażniał. Nie mam mu nic do zarzucenia, poza zdecydowanie wygórowaną ceną i dopóki nie spadnie ona do rozsądnych granic nie skuszę się. [Recenzja]

19. Biochemia Urody, Serum - olejek antyoksydacyjny GRANAT EKO, ok. 35 ml - w maju zużyłam już tylko końcówkę tego kosmetyku, wcześniej używałam go regularnie, ale przy zmianie pielęgnacji cery, na jakiś czas zastąpiłam je innymi produktami.


Serum należy wykonać samemu, jednak jak zwykle w przypadku takich zestawów nie jest to skomplikowane. Otrzymujemy wszystkie potrzebne akcesoria i dokładnie odmierzone składniki, wystarczy wszystko połączyć ze sobą według receptury. Najlepiej zabrać się za to przed upływem miesiąca od otrzymania zestawu, a gotowy produkt jest przydatny do użytku przez ok. 12 miesięcy od daty zakupu.
W zestawie znajduje się buteleczka z ciemnego szkła z pipetką służąca do przechowywania porcji wystarczających na kilkanaście zastosowań (można trzymać w sypialni do temp. 25 st. C). Resztę produktu przechowywałam w lodówce.

Serum stosowałam solo lub ok. 30 minut przed aplikacją kremu do twarzy/olejków/żelu hialuronowego - wszystko w zależności od potrzeb i stanu skóry. Używałam go przez kilka tygodni samego, żeby przekonać się jaki ma wpływ na skórę lub na przemian z serum AZELO-oliwkowym [recenzja] również z BU. Producent wspomina, że produkt można także stosować na dzień zamiast lub pod kremy z filtrami. Raczej tego nie robiłam ze względu na olejkową formę kosmetyku, a ja rano nie mam czasu czekać kilkunastu minut, aż produkt się wchłonie.

Serum nadaje się (według BU) do każdego typu cery i właściwie w każdym wieku (począwszy od 20 urodzin). Szerszy opis znajduje się na Biochemii Urody.
Byłam zadowolona z właściwości odżywczych i pielęgnacyjnych tego serum. Odpowiednio nawilża i odżywia, lekko wygładza drobne zmarszczki, ale po 30 roku życia warto wspomagać jego działanie innymi kosmetykami, jeśli zależy nam na optymalnych efektach. Nadaje się także dla cery naczynkowej, bowiem nie wzmaga problemu lecz łagodzi zaczerwienienia. Nie zapchało mnie, ani nie spowodowało innych niepożądanych reakcji skóry. W najbliższym czasie nie kupię ponownie, bowiem jest kilka innych tego typu kosmetyków, które chciałabym wypróbować.

20. Olej z nasion malin, Zrób Sobie Krem - jeden z moich ukochanych olejów. Najbardziej uwielbiam do twarzy. Stosowany nawet solo potrafi zapewnić cerze odpowiednią pielęgnację. Dodawałam go także do wszelkich innych własnoręcznie komponowanych mazideł na twarz, włosy i paznokcie. Już kupiłam kolejną buteleczkę.

21. BioDermic, Serum intensywnie liftingujące z ekstraktem z kawioru, 50 ml - błyskawicznie się wchłania, "współpracuje" z innymi kosmetykami  (pielęgnacyjnymi oraz do makijażu). Wygładza skórę, nawilża, napina, odświeża cerę, jest bardzo wydajne. Kupię po zużyciu zapasów. [Recenzja]

22. BioDermic, Krem na noc z ekstraktem z kawioru, 50 ml - dobrze nawilża i odżywia skórę, poprawia jej elastyczność. Używałam na twarz z wyjątkiem brody, gdzie mam największe problemy z wypryskami. Sprostał wymaganiom mojej skóry. Odkupię, jak wykorzystam obecne zapasy kremów do twarzy. [Recenzja]

23. Vichy, Capital Soleil, Matujący krem do twarzy SPF 50, 50 ml - jeden z moich ulubionych kremów z filtrami UV. Jedynym małym minusem jest dla mnie niska ochrona UVA (PPD 17), ale gdy nie stosuję jakichś mocno inwazyjnych zabiegów kosmetycznych (kwasy, laser, itp.), to na co dzień mi wystarcza. Może też nie być odpowiedni do cery suchej. Kupię. [Recenzja]

24. Jadwiga, Polska papka do cery trądzikowej, 30 ml - używam od wielu lat punktowo na wypryski. Przyspiesza ich gojenie się, wysusza je. Nie pogarsza stanu cery. Jest diabelsko wydajna i wystarcza mi na ok. półtora roku. Firma niestety w moim odczuciu zepsuła ten kosmetyk i co prawda kupiłam już kolejne opakowanie z "nową" recepturą, ale nie wiem czy na więcej się zdecyduję. Denerwująca jest rzadka konsystencja i na początku stosowania papka słabiej wpływa na wypryski, z czasem gdy trochę zgęstnieje poprawia się również działanie. Pisałam o tym produkcie obszernie w osobnej recenzji.

25. Zrób Sobie Krem, Hydrolat z róży Bułgarski bez konserwantów, 200 ml - kiedy zaczęłam go używać zaraz po zakupie nie oczarował mnie szczególnie. Taka zwykła "woda". Nie zauważyłam, żeby miał jakikolwiek wpływ na skórę. Po miesiącu używania zastąpiłam go jakimś tonikiem, potem robiłam sobie kurację kwasami, więc rzadko sięgałam po takie produkty. Zbliżał się termin ważności (czerwiec 2014), więc bodaj w kwietniu wznowiłam jego stosowanie. Aplikowałam go rano oraz wieczorem i muszę przyznać, że przy drugim podejściu byłam bardzo zadowolona z działania. Łagodził, wyrównywał koloryt, koił naczynka, tonizował (czego naocznie nie da się stwierdzić, ale widocznie poprawiała się skóra, więc oceniam ten aspekt pozytywnie), nawilżał. Zapach ma naturalny różany. Bardzo przyjemny produkt. Może kiedyś jeszcze kupię, chociaż mam długą listę podobnych kosmetyków, które chciałabym wypróbować.



Ziaja, Anty-perspirant w kremie " Sensitiv", 60 ml - całkiem nieźle chroni (przy mojej, jak mi się wydaje przeciętnej potliwości), nie podrażnia, ma delikatny zapach, który nie kłóci się z innymi kosmetykami (balsamami/masłami, perfumami, itp.), wydajny i tani. Kupiłam kolejne opakowanie.

Dermo Minerały, Maseczka redukująca trądzik, 20 g - jedna z moich ulubionych maseczek. Używam jej jedynie na strefę T. Wspomaga walkę z wypryskami, a przy tym nie podrażnia wrażliwej skóry. Jest wygodna w użyciu. Świetnie oczyszcza, łagodzi powstałe zmiany trądzikowe (pomaga wygoić się wypryskom) tak, jak obiecuje producent. Zapobiega powstawaniu nowych wyprysków - aplikuję ją na skórę, gdy wyczuwam, że coś zaczyna się dziać i czasem nawet udaje się, że podskórna mała grudka nie pojawia się w postaci wulkanu na powierzchni skóry lecz zanika. Kupowałam ją w Biedronce, ale ostatnio nie widuję tych maseczek. Żałuję, że moje zapasy się wykończyły. Jeśli jeszcze spotkam, na pewno wrzucę do koszyka kilka sztuk.

Dermika, Lift & Go, Liftingująca maseczka wygładzająco-dotleniająca pod oczy i na powieki, 6 ml - kolejny ulubieniec maseczkowy. Ma wspaniały wpływ na skórę pod oczami. Nawilża, odżywia, wygładza drobne zmarszczki, do tego jest wydajna. Już kupiłam. [Recenzja]

Znacie te kosmetyki? Które się u Was sprawdziły?