niedziela, 29 czerwca 2014

Essence, Longlasting Lipstick, 07 Natural Beauty - długotrwała pomadka do ust

Producent pisząc o pomadkach z serii Longlasting Lipstick, które weszły do szafy Essence bodaj jesienią 2013 roku, zapewnia, że można się w nich zakochać. Nie wiem, czy to już miłość, ale z pewnością szminka wywarła na mnie pozytywne wrażenie od momentu pierwszego użycia. 


Pojemność: 3,8 g.
Dostępność: dobra (drogerie m.in. Natura, Hebe, Douglas oraz sklepy internetowe).
Cena: ok. 9.909,99 zł.

Opis producenta odnośnie pomadek (źródło):
niech miłość trwa...po prostu zakochasz się w długotrwałej pomadce do ust essence.  pomadka zapewni twoim ustom intensywny kolor przez kilka godzin bez konieczności poprawki. jej lekka, kremowa formuła daje uczucie przyjemnego komfortu i ubiera usta w dziesięć niezapomnianych odcieni. bez trudu znajdziesz wśród nich swój wymarzony kolor - od jasnego różu poprzez intensywną czerwień i spokojną jagodę do subtelnych odcieni nude. logo essence na pomadce oraz matowe opakowanie z kolorowym pierścieniem w odpowiadającym kolorze zdecydowanie przyciągają uwagę!

Składniki:
RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, ETHYLHEXYL PALMITATE, POLYBUTENE OCTYLDODECANOL, CANDELILLA (EUPHORBIA CERIFERA) WAX, POLYETHYLENE, MICA, DISTEARDIMONIUM HECTORITE, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, PARFUM (FRAGRANCE),
May contain: CI 15850 (RED 6/RED 7 LAKE), CI 19140 (YELLOW 5 LAKE), CI 42090 (BLUE 1 LAKE), CI 45410 (RED 28 LAKE), CI 77491, CI 77492 (IRON OXIDES), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).


Plastikowe opakowanie w kształcie walca jest czarne. Pośrodku znajduje się obręcz w kolorze szminki. Na szczycie umieszczono logo Essence (podobnie jak na samym sztyfcie). Z boku znalazła się także naklejka informująca o gramaturze oraz dacie ważności (2 lata od otwarcia). Zamykane na klik działa bez zarzutu, a szminka noszona w torebce nie otwiera się przypadkowo.


Kolor bardzo przypadł mi do gustu. Można go opisać jako stonowany róż, bynajmniej nie cukierkowy, skłaniający się w stronę brudnego (jasno) buraczkowego odcienia. Nie znajdziemy w nim żadnych drobinek. Wykończenie jest kremowe.

Moje usta naturalnie są dość mocno napigmentowane, a po jednym muśnięciu ich pomadką uzyskuję delikatne podkreślenie własnego koloru. Aby osiągnąć mocniejsze krycie i uwydatnienie ust muszę ponowić tę czynność. Efekt, chociaż wyraźniejszy, nie jest rażący i określenie "my lips, but better" trafnie oddaje końcowy rezultat, toteż pomadka nadaje się na co dzień, ale będzie odpowiednia także na większe uroczystości, nawet w przypadku osób o bardzo jasnej karnacji (takiej jak moja). Przy ciemniejszym kolorycie cery szminka będzie sprawiać wrażenie delikatniejszej.


Konsystencja jest kremowa, a pomadka z łatwością sunie po ustach. Jednocześnie przy tej "miękkości" w cieplejsze dni się nie topi, ani nie rozmazuje. Jest odpowiednio "zbita", ale nie toporna i trudna w rozprowadzaniu. Zapach ma bardzo subtelny, dla mnie przyjemny.

Nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi brzydko w załamania, natomiast ściera się równomiernie. Nie nazwałabym jej pomadką nawilżającą, jednak co dla mnie szczególnie istotne, nie wysusza ust.

Trwałość też jest zadowalająca, chociaż to jeszcze nie szminka z kategorii longlasting, jak deklaruje producent i ta niewielka rozbieżność z rzeczywistością stanowi maleńki zgrzyt w całościowej ocenie.
Nie będę określać wytrzymałości w godzinach, bowiem u każdego zapewne ten czas będzie się trochę różnił. Nadmienię tylko, że u mnie większość pomadek, nawet tych chwalonych jako długotrwałe, dość szybko znika z ust. Szminkę z Essence, na tle wszystkich, których dotąd używałam mogę jednak zaliczyć do grona produktów, które są w czołówce pod względem długości utrzymywania się na ustach (oczywiście bez jedzenia i picia).


Plusy:
- kolor i wykończenie,
- znakomita konsystencja,
- pigmentacja,
- nie podkreśla suchych skórek,
- nie zbiera się w załamaniach, 
- ściera się równomiernie,
- nie wysusza ust,
- przyzwoita trwałość,
- funkcjonalne opakowanie,
- dostępność,
- cena.
Moja pierwsza pomadka z Essence okazała się całkiem udanym zakupem i dowodem na to, że za niecałe 10 zł można znaleźć szminkę w ładnym kolorze, o świetnej konsystencji i przyzwoitej trwałości, która nie wpływa negatywnie na stan ust i nie podkreśla niedoskonałości. Przy tym ma solidne opakowanie, czego już nie da się powiedzieć np. o skądinąd lubianych przeze mnie produktach z tej samej półki cenowej, Wibo z serii Eliksir (klik). Nie topi się też niemiłosiernie, paćkając brzegi obudowy, jak koleżanki błyszczyko-pomadki z Celii. Szczególnych wad w szmince z Essence się nie dopatrzyłam, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej koszt.

Macie jakiś kolor z serii Longlasting Lipstick? Co sądzicie o pomadkach Essence? Jaka jest Wasza ulubiona długotrwała szminka?

środa, 25 czerwca 2014

Yves Rocher, Riche Creme, Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy

Jakiś czas temu wspominałam, że mniej więcej pod koniec stycznia stan mojej skóry wokół oczu uległ pogorszeniu. Nie do końca mogłam ustalić przyczyny tej diametralnej zmiany, bo nie wprowadzałam nowych kosmetyków pielęgnacyjnych, ani kolorowych na ten obszar. Mam pewne podejrzenia, co do czynników wpływających tak negatywnie na skórę, ale całkowitej pewności mi brakuje. Postanowiłam wówczas przeciwdziałać pojawiającym się zmarszczkom, przesuszeniu, zmniejszeniu elastyczności i zaczęłam rozglądać się za dobrym kremem pod oczy, który w parze z odpowiednią pielęgnacją pomoże zniwelować te problemy. Wypróbowałam nawet kilka kosmetyków, aż w ręce wpadła mi próbka kremu do twarzy z Yves Rocher, Riche Creme [wzmianka w denku], którą wykorzystałam kilka razy pod oczy i zauważyłam pozytywne rezultaty. Postanowiłam więc kupić z tej serii krem przeznaczony stricte na okolice oczu.


Pojemność: 15 ml.
Cena regularna: 92 zł (często bywa na promocji).
Dostępność: sklepy stacjonarne Yves Rocher oraz sklep internetowy YR.

Opis producenta:
Krem pod oczy o działaniu przeciwzmarszczkowym to kosmetyk idealny dla suchej, dojrzałej cery. Lekka, świeża konsystencja zapewnia błyskawiczne wchłanianie się kosmetyku w delikatną skórę. Krem odmładza spojrzenie, wygładzając skórę wokół oczu, głęboko odżywia i regeneruje naskórek. Skóra jest gładsza, bardziej napięta i mocniejsza, a zmarszczki płytsze.

Działanie:
- odżywia skórę wokół oczu
- regeneruje i działa przeciwzmarszczkowo
- zmiękcza skórę.

Składniki:
30 drogocennych olejków roślinnych.
· 10 olejków bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe pomocnych w regeneracji skóry: ze słonecznika, kukurydzy, krokosza, lnianki, róży muscat, winogron, brzoskwini, orzecha włoskiego, moreli, wiesiołka
· 10 olejków bogatych w witaminę A i E oraz składniki niezbędne do ochrony skóry przed starzeniem: palmowy, rzepakowy, kokosowy, pistacjowy, z orzecha laskowego, awokado, bawełny, orzecha nerkowca, ryżu, pszenicy
· 10 olejków bogatych w skwalen, woski i sterole nadające skórze miękkość: z makadamii, oliwek, arganowy, z owoców Gevuina avellanami, z rośliny limnanthes, z jojoby, rycynowy, z andiroby, kamelii, mango.


Sposób użycia:
Stosuj krem przeciwzmarszczkowy pod oczy codziennie rano i wieczorem na oczyszczoną i osuszoną skórę wokół oczu. Bardzo delikatnie wklep krem najpierw w górne powieki, a następnie w delikatną skórę pod oczami, w kierunku od wewnętrznego kącika oka na zewnątrz.
Skład:


Z tego co się orientuję, skład był zmieniany, odkąd Riche Creme pod oczy pojawił się na rynku. Wersja, którą recenzuję jest aktualnie w sprzedaży.

Opakowanie stanowi plastikowy słoiczek zamykany na zakrętkę. Pod wieczkiem znajduje się sreberko, a raczej złotko, które tradycyjnie gwarantuje, że nikt wcześniej do kosmetyku nie pchał ciekawskich paluszków, ale w przypadku tego produktu tę pewność daje nam już kartonik oklejony folią, w którym umieszczono słoik z kremem. 


Konsystencja jest kremowa, raczej lekka niż treściwa, a produkt dobrze się rozsmarowuje, nie roluje się. Z wchłanianiem nie ma większego kłopotu, jednak najlepiej odczekać chwilkę, jeśli w perspektywie szykuje się wykonanie makijażu. Opakowanie Riche Creme (Comforting Anti-Wrinkle Eye Cream) wystarczyło mi na ok. 3 miesiące codziennego stosowania rano i wieczorem, więc wydajność zaliczam na plus. Zapach wydaje się kwiatowy (wyczuwam w nim m.in. nutki róży), ale nie jest nachalny.

Pokładałam w tym kremie duże nadzieje. Wybrałam go nie tylko ze względu na obiecujące działanie próbki (jego kolegi do twarzy), ale i na imponujący skład (pomijając kilka mniej lubianych substancji, jak np. parafina, silikony, parabeny), w którym mieści się 30 różnych olejków oraz ekstrakty z roślin, mocznik, gliceryna, masło shea. Z doświadczenia wiem, że oleje mają zbawienny wpływ na moją skórę wokół oczu i już nie raz pomogły mi poprawić w zauważalny sposób jej stan. Nie oszukujmy się jednak, mieszanie co kilka dni różnych olejków i aplikowanie powstałej mazi pod oczy nie jest zbyt wygodnym rozwiązaniem, więc perspektywa gotowego kremu, który wystarczy delikatnie wklepać była kusząca. Dodatkowo Riche Creme zdaniem producenta przeznaczony jest do skóry dojrzałej, w sklepie online YR znajduje się w dziale 50+, więc pomyślałam, że tym bardziej sprawdzi się na skórze osoby 30+. 

Krem dedykowany skórze dojrzalszej nie powinien nikomu zaszkodzić, co najwyżej będzie to zbędny wydatek, jeśli nie ma potrzeby silniejszej stymulacji i stosowania określonych substancji aktywnych. Uważam, że w przypadku kremów nie jest konieczne sugerowanie się oznaczeniami wiekowymi, ale raczej aktualnymi potrzebami skóry oraz składem, a w Riche Creme z Yves Rocher nie ma jakichś szczególnych substancji aktywnych, których skóra w młodym wieku, nawet poniżej trzydziestki by nie potrzebowała. Jeśli cera jest w dobrym stanie, to wystarczą zwykłe kremy czy żele, ale jeżeli pojawiają się problemy warto sięgnąć po bogatsze kosmetyki.


Produkt w żaden sposób mnie nie uczulił, ani nie podrażnił. Jeśli chodzi o jego właściwości pielęgnacyjne, to się zawiodłam. Owszem, krem nawilża skórę wokół oczu i staje się ona miękka, nie jest już przesuszona. Dość szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. Ogólnie też utrzymuje skórę w stanie "normalnym", czyli problemy się nie pogłębiają. Nie jest więc tak, że kosmetyk kompletnie nic nie robi, bowiem dba doraźnie o skórę, ale nie polepsza jej stanu i w moim odczuciu jakoś specjalnie nie odżywia. Nie poprawia w widoczny sposób napięcia (jest tylko lekko napięta), a zmarszczki jakie były, takie są. Inwestując niemałe pieniądze, miałam nadzieję na coś więcej niż mocno przeciętna pielęgnacja.

I w zasadzie można by powiedzieć, że nie mam co się spodziewać wygładzenia czy spłycenia zmarszczek, bo takich kosmetyków dotąd nie wymyślono. Zdaję sobie sprawę, że nie istnieje remedium na zmarszczki, co najwyżej osiągalne jest przeciwdziałanie ich pogłębianiu się i spowolnienie ich powstawania (a nawet te założenia też są oparte głównie na wierze). Jednak na tym polu mam porównanie z działaniem innych produktów pod oczy, jak choćby maseczki liftingującej z Dermiki [wspominałam o niej TUTAJ], gdzie okazuje się, że moja skóra nie jest przypadkiem beznadziejnym i można poprawić jej napięcie, odżywienie oraz nawilżenie. Przy jej pomocy, a także kilku innych preparatów dało się spłycić także zmarszczki wokół oczu, a część z tych bardzo małych została wygładzona (mam świadomość, że wynikały one z przesuszenia i zaniechań w pielęgnacji, bo na trwałe zmarszczki nie ma rady).

Zauważyłam też, że wcześniejsze nałożenie serum z Farmec, Gerovital Plant na kontur oczu i ust wzmaga działanie kosmetyku z Yves Rocher i stosowane razem przynoszą lepsze rezultaty.


Plusy:
- nie podrażnia,
- nie uczula,
- nawilża,
- lekko napina,
- ładny zapach,
- konsystencja,
- nadaje się na dzień (również pod makijaż) i na noc,
- wydajność,
- ciekawy skład (niestety nie przekłada się na działanie).

Minusy:
- niedostateczne odżywienie skóry,
- brak wygładzenia lub spłycenia zmarszczek,
- zbyt słabo napina skórę,
- wygórowana cena!
- niezbyt dobra dostępność.


Krem posiada kilka plusów i odrobinę dba o okolice wokół oczu, jednak efekty działania mnie nie satysfakcjonują i rozmijają się z obietnicami producenta. Oczekiwałam, że przy takim składzie oraz za niebagatelną sumę kosmetyk da skórze odżywczego kopa, wygładzi drobne zmarszczki oraz polepszy jej napięcie. Tymczasem działanie okazało się bardzo przeciętne. Nawilżenie i lekkie poprawienie elastyczności można uzyskać stosując zwykły krem za kilka złotych. Cena 92 zł/15 ml jest mocno przesadzona. Krem w moim przypadku nie jest wart zakupu nawet z rabatem (55 zł - tyle zapłaciłam z bonem dla stałych klientów), bowiem są produkty za kilkanaście zł, jak np. Oceanic, Technologia Wieku, AA Multi Regenaracja [recenzja], do których mam większe zaufanie w kwestii pielęgnacji skóry wokół oczu.
Według mnie Riche Creme z Yves Rocher nie będzie skuteczny przy wymagającej cerze (suchej, dojrzałej z pojawiającymi się zmarszczkami i oznakami utraty elastyczności). Uważam, że może sprawdzić się na skórze wokół oczu u osób poniżej 30 roku życia, kiedy zaczynają się pojawiać pierwsze kurze łapki, czy przesuszenie skóry lub u osób starszych, ale mających tłuste powieki, u których ta okolica jeszcze nie sprawia większych kłopotów, wówczas właściwości kosmetyku powinny zaspokoić  jej wymagania.

Jaki jest Wasz ulubiony krem pod oczy? Możecie mi coś polecić? Znaleźliście hity pielęgnacyjne wśród kosmetyków marki Yves Rocher?

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Eveline, Body Glam, Luksusowy jedwab do ciała

Balsam do ciała wzbudził moją ciekawość po namowach i zachwytach koleżanki, ale szczerze mówiąc wątpiłam, że sprosta wymaganiom mojej suchej skóry. Przy jej normalnej cerze mógł być świetny, ale podejrzewałam, że u mnie nie poradzi sobie z nawilżeniem i odżywieniem. Czy te obawy okazały się słuszne, w dalszej części posta.



Pojemność: 245 ml.
Cena: 16,99 zł.
Dostępność: dobra, większość drogerii (m.in. Rossmann).

Opis producenta:


Skład:


Opakowanie to pierwsza cecha, która działa na korzyść opinii o kosmetyku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka i faktycznie może nasuwać skojarzenia z luksusem, jednak umieszczenie jej na zwykłej naklejce, już trochę rozwiewa to wrażenie. Niemniej jednak nalepka nie odchodzi szpetnie (smarowidła trzymam w koszyku na półce w łazience, więc nie dociera do nich woda) i co więcej jest tańszym rozwiązaniem. Lubię jak kosmetyki ładnie się prezentują, ale jeśli nie wiąże się to z niebotyczną ceną produktu. Butelka wykonana została z białego plastiku, który nie pozwala śledzić poziomu zużycia. Nie ukrywam, że z formy dozowania, którą jest sprawnie działająca do samego końca pompka, byłam niezwykle zadowolona.


Zapach trudno mi określić lub z czymś skojarzyć. Jest wyczuwalny, ale delikatny, nie razi intensywnością i nie będzie się raczej kłócił z perfumami. Wspominałam już o tym, że po porannym prysznicu lubię stosować balsamy/masła, których woń jest dyskretna, dlatego produkt pod tym względem zdecydowanie przypadł mi do gustu. Pachnie ładnie, ale nie drażni zmysłu powonienia cały dzień. 

Konsystencja jest lekka, rzadka i kremowa, balsam bardzo dobrze się rozprowadza, dość szybko wchłania i nie pozostawia tłustego czy też lepkiego filmu na skórze. Nie trzeba długo czekać, żeby móc się ubrać. 


Zazwyczaj u mnie tak błyskawicznie wchłaniające się produkty wykazują znikome właściwości pielęgnacyjne lub ich brak, a skóra zaraz po aplikacji "woła pić". W przypadku jedwabiu do ciała z Eveline taka sytuacja nie miała miejsca. Miłym zaskoczeniem było dla mnie dość przyzwoite nawilżenie, a nawet lekkie odżywienie skóry. Stała się ona ciut bardziej miękka, napięta, gładka i miła w dotyku. Nie powoduje uczuleń, ani podrażnień. Nie pojawiły się także wypryski na dekolcie lub plecach. Jedwab nie przynosi spektakularnych rezultatów, ale też nie rozczarowuje zupełnym brakiem działania i z pewnością lepiej pielęgnuje skórę niż np. balsam nawilżający Avon Care z mleczkiem pszczelim [recenzja]. 

Zimą sucha skóra potrzebuje dużej dawki nawilżenia i porządnych odżywczych kosmetyków, więc ten balsam z pewnością jej tego nie zapewni, natomiast uważam, że na lato jest dobrym wyborem.

Skład zapowiada się ciekawie, sporo w nim substancji odżywczych i nawilżających, potem niestety firma go troszkę zepsuła. Zaraz na początku znajduje się olej sojowy, olej kokosowy, a za gliceryną dalej między innymi pantenol, alantoina, hydrolizowany jedwab, masło shea, kwas hialuronowy, hydromanil, witamina E, witamina A, itd.
Nie zawiera parafiny, ale za to parabeny oraz niezbyt przyjazne konserwanty (np. DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol) i substancje zapachowe już są obecne. Pocieszające odrobinę jest tylko to, że znajdują się pod koniec składu, więc są w niewielkim stężeniu (regulowane też odpowiednimi normami).


Plusy:
- lekka konsystencja,
- delikatny zapach,
- szybko się wchłania,
- dobrze się rozprowadza, 
- opakowanie z pompką,
- przyzwoicie nawilża,
- skóra jest miękka i gładka,
- odpowiedni na lato,
- oleje oraz substancje odżywcze i nawilżające w składzie,
- dostępność.

Minusy:
- trochę przesadzona cena,
- właściwości pielęgnacyjne nie są nadzwyczajne i zimą będą niewystarczające,
- parabeny i szkodliwe konserwanty w składzie.


Efekty działania (bardzo przeciętne) sprostały moim oczekiwaniom względem lekkiego balsamu na lato, chociaż cena wydaje się trochę wygórowana, jak za taką jakość. Mimo wszytko nie mogę powiedzieć, że pieniądze w niego zainwestowane były całkowicie wyrzucone w błoto. Już niejednokrotnie zdarzało mi się kupić balsam z etykietką do cery suchej, czasem nawet producent obiecywał, że do ekstremalnie suchej. Po użyciu okazywało się, że nie dość, iż produkt nic nie robił, to jeszcze skóra była nieprzyjemnie ściągnięta i domagała się nawilżenia. W tym przypadku obyło się bez takich rozczarowań, co już jest dla mnie plusem, ale jeśli pragniemy porządnego nawilżenia i odżywienia (zimą) to lepiej sięgnąć po inny produkt, szczególnie przy bardzo suchej skórze.

Mieliście jedwab z Eveline? Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do ciała na lato, a jakie na zimę?

niedziela, 1 czerwca 2014

Balea, Żele pod prysznic Relax Dusche, Atem Pause oraz z solą z Morza Martwego i Czerwonymi Owocami


Kosmetyki Balea już od dłuższego czasu wzbudzają moją ciekawość  i oczywiście w którymś momencie musiała ona zostać zaspokojona. Skusiłam się więc na kilka produktów do włosów, do kąpieli oraz do smarowania. Nie ukrywam, że niektóre zaskoczyły mnie pozytywnie, ale część nie zrobiła na mnie wrażenia. Dziś recenzja dwóch żeli pod prysznic - jeden z serii Relax Dusche, Atem Pause z olejkiem ylang ylang, a drugi z linii z solą i minerałami z Morza Martwego i Czerwonymi Owocami. 


Pojemność: 300 ml. 
Cena: ok. 5 zł (Allegro).
Dostępność: drogerie DM (Niemcy, Austria, Węgry, Czechy, Słowacja, Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Słowenia, Bułgaria, Rumunia), w Polsce Allegro oraz sklepy internetowe.

Opis (tłumaczenie):
Żel z solą i minerałami z Morza Martwego i Czerwonymi OwocamiŻel delikatnie oczyszcza, wygładza, ujędrnia i nawilża skórę, ale także pomaga usunąć zmęczenie i napięcie. Skóra staje się odnowiona i zregenerowana, a kojące zapachy pozwalają odzyskać harmonię ciała i duszy. Unikalna formuła z z solą z Morza Martwego sprawi, że skóra będzie gładka i zadbana.

Relax Dusche, Atem Pause z olejkiem ylang ylang - nowa formuła z olejkiem nawilżającym! Delikatny, myjący żel pod prysznic o właściwościach relaksujących. Szczególnie polecany na dobranoc osobom pragnącym wyciszyć się po aktywnym dniu. Piękny, świeży zapach zachwyca swą głębią. To wyszukany zapach dla osób pragnących się zrelaksować i przywrócić równowagę ciału i duszy.

Skład:
Żel z solą z Morza Marwego

Relax Dusche, Atem Pause

Opakowania:
Estetyczny design obu butelek cieszy oko. Plastikowe opakowania z zamykaniem na zatrzask są wygodne w użyciu. W Relax Dusche, Atem Pause nie można śledzić poziomu zużycia, gdyż butelka nie jest przezroczysta, w przeciwieństwie do żelu z solą z Morza Martwego. Otwory są w sam raz, kosmetyk bez trudu się dozuje. 



Moja opinia:

Żele mają ładny subtelny zapach, który nie drażni nachalnością, jednak dla osób lubiących mocniejsze energetyzujące wonie, mogą okazać się nazbyt delikatne. Pod tym względem Czerwone Owoce mogą nie zaspokoić chęci doznania wyraźnych wrażeń zapachowych pod prysznicem (pojawiają się m.in. nutki owocu wiśni, ale nie tylko). Zapach jest, zgodnie z obietnicą producenta, kojący. Żel Atem Pause z tej dwójki staje się lepiej wyczuwalny dla zmysłu powonienia, zapewnia też wyciszającą oraz relaksującą kąpiel. Trudno go opisać i skojarzyć z czymś konkretnym. 


Żelowa konsystencja przypadła mi do gustu. Nie ma mowy, żeby kosmetyk przeciekał przez palce. Nie jest też galaretowaty z tendencją do rozbryzgiwania się. Trudno tu o dużą, aksamitną i otulającą pianę, ale też nie mam zastrzeżeń w tym aspekcie i uważam, że wszystko jest w normie.


Skład jest typowy dla tanich żeli z SLES-em. Nie podrażniają, ani nie uczulają, ale też nie dostrzegłam żadnych właściwości pielęgnacyjnych. O obiecywanym nawilżeniu (żel z solą z Morza Martwego oraz Czerwonymi Owocami do suchej skóry) lepiej zapomnieć. Nie przesuszają skóry, ale bez balsamu z pewnością się tutaj nie obejdzie. 


Plusy:
- konsystencja,
- odpowiednio się pienią,
- delikatny kojący zapach,
- estetyczne opakowanie,
- niska cena.

Minusy:
- nie nawilżają,
- dostępność.


Obydwa żele są do bólu przeciętne i nie wyróżniają się niczym wśród drogeryjnych kosmetyków myjących.


Konsystencja, piana, zapach - nie można im zarzucić nic pod tym względem, wszystko jest na odpowiednim poziomie i za tę cenę nie oczekuję niczego więcej. Jednak uważam, że w polskich drogeriach można spotkać nawet lepsze produkty, np. żel z perełkami olejku Sunny Melon z Nivea [recenzja]. 


Moja kosmetyczna ciekawość została w pełni zaspokojona. Nie mogę powiedzieć, żeby spotkanie z żelami Balea było przykre. Kosmetyki, mimo że  przyjemne w użyciu, to jednak nie wywołują nadzwyczajnego zachwytu.


Mając w zasięgu ręki drogerię DM, być może jeszcze kiedyś znalazłyby się w moim koszyku, w obecnej sytuacji już do tych żeli  nie wrócę, wykorzystam jedynie mały zapas, który mi pozostał.


Wiem też, że Balea ma w swojej ofercie kosmetyków pod prysznic kilka perełek, które urzekają intensywnym zapachem oraz lepiej pielęgnują skórę, więc pewnie kiedy natrafię na nie robiąc zakupy online nie omieszkam sobie zamówić. Może coś z serii  Duche & Creme lub z letniej limitowanej edycji.

Mieliście żele pod prysznic z Balea? Jaką serię lub wersję możecie mi polecić?