poniedziałek, 24 lutego 2014

Oceanic, AA Technologia Wieku, Ultra nawilżanie, Odżywczy płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu

Płyn micelarny to produkt obowiązkowy w mojej kosmetyczce i nie wyobrażam sobie już demakijażu bez niego. Zużywam je w hurtowych ilościach i chociaż mam swoich faworytów w tej dziedzinie, to ciągle testuję propozycje z innych firm. Zwykle sięgam po produkty, które są aktualnie na promocji. Tak było też w przypadku płynu micelarnego z AA, który pokazywałam w ostatnim denku, a używałam go na przełomie grudnia i stycznia.


Pojemność: 200 ml
Cena: 13,49 zł.

Opis producenta:


Skład:


Konsystencja: Wodnista, jak zwykle w przypadku płynu micelarnego.

Opakowanie:
Butelka z białego plastiku, który niestety nie stwarza możliwości kontrolowania poziomu zużycia. Zamykanie typu "klik" działa bez zarzutu. Otwór jest zbyt duży, więc trzeba uważać, aby nie wylewać nadmiernej ilości produktu.



Moja opinia:
Do zakupu tego płynu, poza obowiązującą wówczas promocją, zachęcił mnie też fakt, że jest bratem produktu, który wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie i uważam go jak dotąd za jeden z najlepszych płynów micelarnych, jaki zdarzyło mi się używać. Mam na myśli kosmetyk z Oceanic, AA Therapy, Nawilżający płyn micelarny [recenzja], który udało mi się kiedyś zakupić w aptece, ale później był problem z jego dostępnością.

Micel z serii Ultra Nawilżanie dla odmiany można dostać w niemal każdej drogerii, ale niestety nie dorównuje temu z serii AA Therapy. Już po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że pozostawia na twarzy swoisty film - leko tłusty, lekko lepiący. Po połowie opakowania przyzwyczaiłam się i już nie zwracałam na to uwagi, zwłaszcza że potem i tak się sięgam po tonik czy też żel myjący. Jednak w pierwszym kontakcie, jeśli się jest przyzwyczajonym do płynów, które nie tworzą żadnej warstwy, może to być mały dyskomfort.

Poza tym micel wywiązuje się ze swojego zasadniczego zadnia, dobrze zmywa makijaż i inne zanieczyszczenia z twarzy, również całkiem nieźle radzi sobie z demakijażem oczu (niewodoodpornym, bo innego nie używam). Kosmetyk nie przesusza skóry, ani jej nie podrażnia. Nie odczułam żadnego pieczenia także w okolicy oczu.


Największym zaufaniem jednak, oprócz wspomnianego micela z Ocenaic AA Therapy, darzę wodę micelarną z Bourjois [recenzja], a micel z  Ultra Nawilżanie z AA nie okazał się produktem skuteczniejszym czy też lepiej nawilżającym od "Burżuja", więc raczej ponownie go nie kupię. Pod względem ekonomicznym wypada także mniej korzystnie, gdyż jest go tylko 200 ml, a Bourjois aż 250 ml, podczas gdy cena jest zbliżona.


Plusy:
- dobrze zmywa makijaż,
- nie przesusza skóry,
- nie podrażnia,
- nie uczula,
- dostępność.

Minusy:

- pozostawia lekko tłustą warstewkę,
- zbyt duży otwór,
- pojemność w stosunku do ceny.

Mieliście ten płyn? Jak się sprawdził? Macie swoje ulubione micele?

wtorek, 18 lutego 2014

Avon Sun +, Moisturizing Face Cream SPF 30 (Nawilzający krem ochronny do twarzy SPF 30)

Właśnie zdenkowałam nawilżający krem ochronny do twarzy z technologią Activi - D SPF 30, PA+++ z Avonu. Po ten krem sięgnęłam mniej więcej na początku zeszłego roku lub pod koniec 2012 roku. Poszukiwałam kremu zawierającego filtry UVA oraz UVB, gdyż planowałam mocniejsze zabiegi w gabinecie kosmetycznym, po których zaleca się stosowanie ochrony przeciwsłonecznej. W zimie niestety jest problem z nabyciem takich kosmetyków i to nie tylko w aptekach, ale i na Allegro oraz w drogeriach internetowych. Gdy więc zobaczyłam  ten krem w katalogu Avonu, to bez wahania złożyłam zamówienie.


Pojemność: 50 ml.
Cena: ok. 10 zł.
Dostępność: u konsultantek Avonu, Allegro.

Opis producenta (z wizażu):
Krem o delikatnym zapachu i formule, zawiera kompleks wyciągów roślinnych: z łubina, migdałów, kiełków pszenicy i nasion lnu, który koi skórę, a także posiada właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne. Produkt wygładza skórę i zabezpiecza skórę przed fotostarzeniem.
Zawiera Benzophenone-3. Unikać kontaktu z oczami. Produkt może plamić tkaniny.
Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnmate, Benzophenone 3, Homosolate, Ethylexyl Salicylate, Methylene Bis- Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butylene Glycol, Glycerin, Peg-8, Polyester-7, Neopentyl Glycol diheptanoate, cetearyl alkohol, ceteth-20 phosophate, tromethamine, dimethicone, caprylyl glycol, decyl Glucoside, Carbomer, Dicetyl Phosophate, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Trimethylsiloxysilicate, Cholesterol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Hexylene Glycol, Xanthan Gum, Aloe Barbadensis Extract, Panthenol, Punica Granatum Fruit Juice, Tocopheryl Acetate, Lupinus Luteus Extrct, Triticum Vulgare Germ Extract, prunus Amygdalus Dulcis Extract, Linum Ussistatissimum Extrct

Opakowanie:
Sam kosmetyk znajduje się w plastikowej tubce z zamknięciem typu "klik". Wszystko dodatkowo opakowane było w kartonowe pudełko, które  niestety już wyrzuciłam, dlatego skład i opis podaję z portalu wizaz.pl. Tubka ma kolor pomarańczowy, jak większość kosmetyków do opalania.


Zapach:
Tak, jak obiecuje producent zapach jest delikatny, raczej chemiczny. W tubce i podczas aplikacji nie jest nieprzyjemny. Natomiast po kilkunastu minutach od nałożenia w wyniku reakcji z niektórymi podkładami przestawał mi się podobać. Wówczas kojarzył mi się z nieświeżą (zakurzoną) odzieżą. Woń ta na skórze na początku stosowania ponad rok temu, strasznie mnie denerwowała. Niby delikatna, ale na tyle wyczuwalna, żeby przez większą część dnia towarzyszyło mi uczucie dyskomfortu. Między  innymi dlatego po kilku apliakcjach zrezygnowałam ze stosowania kremu, by jesienią znów do niego powrócić i tym razem (po zmianie podkładu) zapaszek już nie był tak drażniący.

Konsystencja:
Kremowa i dość treściwa. Produkt dobrze się rozprowadza. Początkowo po nałożeniu grubszej warstwy tworzy białą powłokę, która po kilkunastu sekundach staje się przezroczysta, a krem wchłania się. Pozostawia na skórze tłusty, ale lekki film (krem nie zastyga na twarzy), toteż buzia będzie się świecić, dlatego nawet jeśli używamy podkładów matujących, czy też o satynowym wykończeniu wskazane jest użycie także pudru.

Moja opinia:
Krem zaczęłam stosować na całą twarz na początku zeszłego roku, jednak mnie nie zachwycił z kilku powodów i dlatego dość szybko zrezygnowałam z jego stosowania. Po pierwsze wspomniany już zapach na skórze.

Po drugie moja cera przeżywała wówczas inwazję nieprzyjaciół w strefie T i zaczęłam podejrzewać, że krem może mieć w tym swój udział, ale obecnie jestem skłonna stwierdzić, że przyczyny mogły być inne niż krem. Dlaczego tak sądzę? Wypryski pojawiały się także po zaprzestaniu używania preparatu z Avonu, więc cera musiała mieć gorszy okres. Ponownie wróciłam do jego używania jesienią, kiedy wykończyłam emulsję matującą Vichy Capital Soleil, SPF 50 [recenzja]. Tym razem krem z Avonu stosowałam głównie na policzki (skóra sucha, a nawet bardzo sucha), omijając strefę T (tu aplikowałam inny kremu z filterm, którego recenzja wkrótce się pojawi). Nie odnotowałam pojawienia się ani jednego wyprysku.


Krem nie wysusza skóry. Często zdarza się tak, że rano po zmyciu kosmetyków używanych w nocnej pielęgnacji, nakładam kremy z filtrem na czystą twarz i ten kosmetyk okazał się wystarczający. Skóra, mimo używania preparatów z kwasami nie była ściągnięta i przesuszona, wręcz mogę powiedzieć, że kosmetyk nawilża. W ostatnim czasie natomiast włączyłam do porannych rytuałów kosmetycznych także serum, po którego wchłonięciu aplikowałam krem z Avonu i również w tym przypadku nie było problemu z jego rozprowadzeniem, nie rolował się i zachowywał się tak samo, jak nałożony bezpośrednio na twarz.

Myślę, że najbardziej odpowiedni będzie dla osób z suchą i bardzo suchą lub normalną skórą. Dla tłustej cery bym go nie polecała ze względu na to, że powoduje świecenie się i wymaga zmatowienia nawet u "sucharków".

Większość kremów z filtrami, albo bieli, albo pozostawia tłusty film. Taka ich specyfika i jeśli zależy nam na ochronie skóry, trzeba się z tym pogodzić. Sama przyzwyczaiłam się już do tego i nauczyłam się z tym sobie radzić. Zaletą kremu z Avonu, jest to, że nie zastyga na twarzy i nie tworzy białych smug, więc nadaje się pod makijaż i nie ma problemu z równomiernym rozprowadzeniem podkładu bez efektu "biszkopta", ale przy tłustej skórze może się warzyć.

Na uwagę zasługuje fakt, że krem jest przydatny do użytku przez 24  miesiące od otwarcia, zatem w przypadku sięgania po takie produkty sporadycznie, np. podczas kąpieli słonecznych, wystarczy nawet na kilka sezonów.

Producent deklaruje ochronę przeciw promieniowaniu UVB i UVA. Przeciwko promieniom UVA, które są bardziej szkodliwe i powodują starzenie się skóry, w tym kremie mamy oznaczenie (ponoć azjatyckie) PA+++. Takie oznaczenie powinno zapewniać wysoką ochronę, jednak z tego, co się orientuję, to w Polsce/Europie mamy dostępne filtry ze znacznie wyższą ochroną przeciw UVA.

Na opakowaniu znajduje się również ostrzeżenie, że krem zawiera Benzophenone-3. Ten składnik to filtr UV, chroniący przed szkodliwymi skutkami promieniowania słonecznego, takimi jak przedwczesne starzenie i poparzenie. Może powodować alergię, a także wpływa na działanie hormonów. Jest więc szkodliwy dla kobiet w ciąży. Jest wchłaniany przez skórę i podczas badań wykrywano go w mleku matki lub w moczu. Jeżeli jego stężenie w kosmetyku przekracza 0,5% to krem musi zawierać ostrzeżenie: "zawiera Benzophenone-3". Jest dozwolony w ograniczonym stężeniu, maksymalnie 10%. Zdecydowanie nie  jest to składnik przyjazny dla nikogo lecz szkodliwy, a znajduje się w wielu kosmetykach do opalania, dlatego że jest tani.

Co do samej ochrony przeciwsłonecznej to mam mieszane uczucia. Mam bardzo jasną karnację, więc  zazwyczaj stosuję kremy z SPF 50 i do nich mam największe zaufanie, jednak  w okresie jesienno -  zimowym nawet "trzydziestka" nieźle się spisała. Nie zauważyłam żadnych niepożądanych reakcji spowodowanych działaniem promieni UVB. Krem mnie nie podrażnił, ani nie uczulił, a także nie zapchał (w suchej strefie). W lecie jednak bardziej komfortowo czuję się używając kremów z wyższym faktorem i dla mnie, bladziocha, ta ochrona może okazać się niedostateczna przy większej ekspozycji na słońce. Tak samo rzecz ma się w przypadku stosowania zabiegów kosmetycznych czy produków zawierających silne kwasy lub retinoidy - ten krem będzie zbyt słabo chronił i lepiej zdecydować się na sprawdzone kremy z filtrami, np. z La Roche Posay [recenzja]. Przy zwykłej pielęgnacji do codziennego używania od jesieni do wiosny powinien się nadać. Także osoby z ciemniejszą skórą może zadowolić.

Plusy:
- nie zastyga na twarzy,
- nie zostawia białej warstwy, 
- dobrze się rozprowadza,
- nadaje się pod makijaż,
- nie roluje się,
- nie wysusza skóry,
- nie podrażnia,
- nie uczula,
- ma działanie nawilżające, 
- data przydatności do użytku,
- niska cena.

Minusy:
- zapach w reakcji ze skórą/podkładem,
- niepewna ochrona,
- zawiera Benzophenone-3, który jest szkodliwą substancją,
- pozostawia tłustą warstwę,
- dostępność.

Podsumowując, krem ma sporo plusów, jednak ochrona UVA dla mnie jest zbyt niska, dodatkowo do mojego organizmu przedostają się niezbyt ciekawe substancje (Benzophenone-3). Myślę, że zużycie jednej tubki nie jest powodem do paniki. Z pewnością jednak nie mam ochoty wprowadzić tego kremu na stałe do pielęgnacji i zatruwać organizmu. Odkryłam także lepsze kremy z filtrami, np. Vichy Capital Soleil, czy z La Roche Posay - Anthelios XL Creme Fondante, więc ponownie po niego nie sięgnę.

wtorek, 11 lutego 2014

Nowości w mojej kosmetyce oraz nowa współpraca

W Nowy Rok wkroczyłam tylko z jednym postanowieniem - ograniczę zakupy kosmetyczne i będę sukcesywnie zużywać już niemałe zapasy. Pozwolę sobie jedynie na dokupowanie produktów, które mi się skończą, a są mi niezbędne do pielęgnacji lub makijażu. Koniec z kupowaniem kolejnych cieni do powiek, siódmego pudru do twarzy lub czwartego bronzera! Póki co dzielnie trwam przy swoim założeniu, chociaż łatwe to nie jest, gdy na rynku pojawia się tyle nowości, drogerie prześcigają się w ofertach promocyjnych (np. w tym tygodniu Hebe), a na blogach co rusz jakieś wspaniałości.

Pomału jednak zużywam zapasy, czego dowodem jest post denkowy, a w ostatnich tygodniach w mojej kosmetyczce pojawiły się kosmetyki, które zastąpiły zużyte produkty. Nie są to nowości z jednego dnia, ale z ostatnich kilku tygodni i już większość z nich używam trochę, więc przy okazji ich prezentacji pojawi się krótka wzmianka, takie pierwsze wrażenie!, ale nie jest to recenzja, czy moja opinia o tym kosmetyku, bowiem ona może jeszcze ulec diametralnej zmianie w dłuższej perspektywie!
Nie przedłużam już. Oto nowi lokatorzy mojej kosmetyczki:


Auriga, FLAVO - C forte serum, 15 ml, cena ok. 70 zł - wpadło do koszyka przy okazji zakupów w aptece internetowej. Na to serum z wit. C miałam ochotę co najmniej od półtora roku, ale cena powyżej 100 zł za opakowanie mnie odstraszała. Kupiłam więc kilka razy tańszy odpowiednik z Biochemii Urody, potem stosowałam witaminę C w kapsułkach lub po prostu szukałam maseczek z jej zawartością, czasem serwowałam sobie zabieg z jej wysokim stężeniem w gabinecie kosmetycznym. Stąd wiem, że moja cera bardzo się lubi z witaminą C i zdecydowałam się od razu na wersję "mocniejszą" z 15% stężeniem. Na razie czeka na swoją kolej, bowiem jestem w trakcie testowania innego serum, o którym napiszę poniżej.

L'oreal, Ideal Soft, Oczyszczający płyn micelarny (skóra sucha i wrażliwa), 14,99 zł/200 ml - micel, o którym głośno od kilku miesięcy w blogosferze. Z każdą kolejną przeczytaną recenzją rosła moja ciekawość, jak sprawdziłby się u mnie i czy rzeczywiście jest wart tych ochów i achów.


Seria z Tołpy: dermo face, sebio ciekawiła mnie od jakiegoś czasu, zwłaszcza że natknęłam się na blogerskie opinie w Internecie, które sugerowały, że są to kosmetyki, które mogłyby sprawdzić się również przy mojej cerze. Jednak po przeczytaniu składu, zaczęłam się obawiać, że wspaniałe skądinąd składniki, "wypalą" mi wrażliwą, naczynkową i skłonną do przesuszeń skórę twarzy. Kosmetyki te są przeznaczone do cery wrażliwej, mieszanej, tłustej, trądzikowej, zanieczyszczonej. Owszem, moja cera jest też mieszana, ale miałam podejrzenia, że to może być jednak zbyt ciężkie działo wytoczone do walki o jej lepszy wygląd. W końcu zachęcona zadowoleniem wrażliwców, postanowiłam wypróbować maskę - peeling - żel 4 w 1 korygującą niedoskonałości w saszetce. Okazało się, że nie jest tak źle jak się obawiałam, za to cera wygląda dużo lepiej, dlatego postanowiłam zainwestować w inne kosmetyki z tej linii. Ostatnio dodatkowo były na promocji w Rossmannie. Zdecydowałam się na:

 - Tołpa: dermo face, sebio, Normalizujący tonik matujący, 19,99 zł/200 ml (cena regularna ok. 26 zł) - toniku używam tylko na tłustą strefę mojej twarzy (czoło, nos, broda).

- Tołpa: dermo face, sebio, Normalizujący żel do mycia twarzy, 19,99 zł/150 ml (cena regularna ok. 26 zł) - nie przepadam za żelami do mycia twarzy, gdyż wszystkie wysuszają mi skórę. Z tym żelem jest inaczej, nie dość że nie wysusza, to pozostawia buzię gładką i oczyszczoną. Jest dość "mocnym" kosmetykiem i choć producent zaleca, aby stosować go rano i wieczorem, postanowiłam ograniczyć się tylko do używania go wieczorem i to co drugi dzień do oczyszczania całej twarzy. Pierwsze wrażenia są pozytywne, ale jestem ostrożna i na razie nie mogę wydać żadnej opinii, ani polecić go komukolwiek. Sama bowiem dopiero przez następne kilka tygodni się przekonam, czy to kosmetyk dla mnie!


Obok najnowszej pokusy Biedronkowej też nie przeszłam obojętnie, ale zdecydowałam się na to, co deklarowałam wcześniej. Dodatkowo wpadły do koszyka jeszcze plasterki na nos.

- Farmona, Tutti Frutti, Mus do ciała melon i arbuz, 9,99 zł/275ml - obecnie używam masła do ciała z serii Tutti Frutti i jestem zadowolona z jego walorów pielęgnacyjnych, więc nie trzeba było mnie przekonywać, żebym sięgnęła także po mus. Nawet jeśli zimą okaże się za mało odżywczy, to na wiosnę i lato będzie jak znalazł. Zapach bardzo przypadł mi do gustu.  

- Lirene, Żel pod prysznic, ok. 5 zł/250 ml - lubię często zmieniać żele pod prysznic, więc propozycja Biedronki bardzo mi pasuje. Kolor i śliczny zapach na pewno umilą chwile pod prysznicem.

- Purederm Botanical Choice, Plastry na nos oczyszczające pory, cena 7,99 zł - w opakowaniu znajduje się 6 plastrów (na 6 użyć), każdy osobno zapakowany w folię. Według producenta plastry skutecznie oczyszczają zatkane pory, usuwają niechciane wągry i zaskórniki. Są dwa warianty tych plastrów: z olejkiem z drzewa herbacianego oraz bez olejku, ale większy rozmiar (moja wersja). Zazwyczaj bardzo sceptycznie podchodzę do takich wynalazków, gdyż moje wcześniejsze doświadczenia z tego typu produktami z innych firm nie były najlepsze. Zwyczajnie nic one nie robiły, poza oczyszczaniem portfela. Po powrocie z zakupów musiałam więc od razu je wypróbować. I co się okazało? Że te plastry są inne - faktycznie oczyszczają pory, zmniejszyła się liczba wągrów na nosie, a skóra była gładziuteńka. Oczywiście wszystkie "czarne kropki" z nosa nie zniknęły, ale znaczna ich część, a nos prezentował się dużo lepiej. Na plasterku po odklejeniu były widoczne świństewka, które usunął z twarzy. To są moje wstępne obserwacje, a nie recenzja! Nie wiem, czy za każdym kolejnym razem będę równie zadowolona, bo może się okazać, np. że "mniejsze kropki", których ciężko się pozbyć plastry nie ruszą. Rzetelną opinię będę mogła przedstawić, gdy zużyję całe opakowanie. 

Współpraca:



Jakiś czas temu nawiązała ze mną kontakt firma BioDermic Dermocosmetics i po zapoznaniu się z kosmetykami, które mają w ofercie zdecydowałam się na współpracę. Bardzo zainteresowały mnie produkty z BioDermic i nabrałam ochoty, aby je przetestować. Wybrałam sobie w ramach współpracy kilka kosmetyków i w poprzednim tygodniu otrzymałam paczkę, w której znalazłam:


- BioDermic Dermocosmetics, Krem do szyi i dekoltu z ekstraktem z pereł, 50 ml - wybrałam ten krem, gdyż niestety obszar szyi i dekoltu w ostatnich miesiącach traktowałam po macoszemu, a ten kosmetyk ma mi pomóc lepiej zadbać o ten rejon. Zdaniem producenta produkt ma intensywnie nawilżać i uelastyczniać cerę, chronić przed działaniem czynników zewnętrznych, działać regenerująco i nawilżająco. Za kilka tygodni dam znać jak się spisał, bowiem już rozpoczęłam testy.

- BioDermic Dermocosmetics, Maska aloesowa do twarzy i szyi, 30 ml - jest to maska w postaci tkaniny, a więc nadaje się do jednorazowego wykorzystania. Dotychczas tylko raz miałam styczność z taką formą maski (z Dermo Pharma -> recenzja) i niestety u mnie się nie sprawdziła. Jednak czytałam pozytywne recenzje na temat masek - kompresów, więc mam ochotę dać szansę kolejnej z nich. Ciekawa jestem, jak się spisze ten produkt.

- BioDermic Dermocosmetics, Krem na noc z ekstraktem z kawioru, 50 ml - akurat wykończyłam krem z kawiorem z Clareny [recenzja], o którym mam całkiem dobre zdanie, dlatego zainteresował mnie ten kosmetyk, który według opisu ma doskonale nawilżać, odżywiać, regenerować i wygładzać skórę, zmniejszając widoczność zmarszczek i poprawiając kontury twarzy. Na dzień aplikuję kremy z filtrami na twarz, dlatego rzadko sięgam dodatkowo po inne kremy. Stawiam na nocną, mocniejszą pielęgnację i odżywianie. Ów krem nakładam po uprzednim zastosowaniu serum z tej samej firmy. 

- BioDermic Dermocosmetics, Serum intensywnie liftingujące z ekstraktem z kawioru, 50 ml - od dawna sięgam po serum i zazwyczaj w ostatnim roku były to produkty z Biochemii Urody. Takie kosmetyki zwykle dość szybko się wchłaniają i używam ich rano, zanim zaaplikuję krem z filtrem oraz wieczorem przed zastosowaniem kremu na noc. Gości na mojej twarzy dwa razy dziennie.
Za kilka tygodni pojawią się pełne recenzje wymienionych kosmetyków.

Miałyście któryś z kosmetyków, które ostatnio wpadły do mojej kosmetyczki? Jak Wam się sprawdziły? Coś Was zainteresowało szczególnie? Jak u Was z zakupami w ostatnim czasie?

sobota, 8 lutego 2014

Denko

Od dwóch miesięcy nie pojawił się u mnie post denkowy ze względu na brak czasu i życie na walizkach. W końcu udało mi się zgromadzić puste opakowania po produktach zużytych w grudniu i styczniu. Kilka kosmetyków, które zabierałam ze sobą też na wyjazdy i tam zakończyły swój żywot niestety nie zmieściło się w tym zestawieniu, bowiem pojemniki zostały w drugim mieszkaniu. Postaram się je uwzględnić w kolejnym denku.


- Bourjois, Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu, 250 ml - micel, po który sięgam najczęściej i póki co jego pozycji wśród moich ulubieńców nic nie zagraża. Mnie nie podrażnia, nie zapycha. Świetnie sobie radzi ze zmywaniem niewodoodpornych kosmetyków. Ostatnio zrezygnowałam z toniku i służył mi jako płyn micelarny i tonik, czyli takie 2 w 1, także z takiego zastosowania jestem zadowolona. Z pewnością kupię ponownie, chyba że mój nowy nabytek z L'oreala okaże się lepszy. [Recenzja]

- Oceanic, AA Technologia Wieku, Ultra nawilżanie, Odżywczy płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu, 200 ml - sięgnęłam po niego, bo akurat był w promocji, do tego jest bratem innego wielkiego ulubieńca, który razem z Bourjois wiedzie prym wśród moich topowych miceli, a mowa tu o produkcie z Oceanic, AA Therapy, Nawilżającym płynie micelarnym [recenzja]. Niestety okazało się, że do pięt nie dorasta temu z serii Therapy. Krzywdy mi nie zrobił, ale raczej po niego więcej nie sięgnę. Wkrótce pojawi się recenzja.

- Clarena, Anti Age Line, Caviar Cream - Kawiorowy krem z perłą, 50 ml - z pewnością to najlepszy gotowy krem do twarzy, jakiego używałam w ostatnich kilku latach. Dobrze sobie radzi z odżywianiem i nawilżaniem skóry, nie zapchał mnie. Może nie powoduje efektu super "wow", to jednak jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jestem z niego zadowolona i chociaż nie mogę ogłosić, że poszukiwania kremu idealnego dla mojej cery zostały zakończone, to jeśli nic lepszego nie uda mi się znaleźć, zakupię kolejne opakowanie. Szeroko pisałam o nim TUTAJ

- Bielenda, Celebrity Collection, Kawior & Trufle, Luksusowy krem aktywnie odmładzający anti - age pod oczy, 15 ml - nie zachwycił mnie i powtórnie go nie kupię, gdyż znam lepsze produkty. Ten nadaje się pod makijaż. Działanie określiłabym jako dostateczne, jednak nie zapewniał skórze wokół oczu optymalnej pielęgnacji. Niebawem napiszę o nim więcej.

- Farmona, Herbal Care, Szampon Skrzyp Polny, 300 ml - na moich średnioporowatych włosach szampony z serii Herbal Care sprawdzają się znakomicie. Od lat sięgam po szampon z Żeń - szeniem [recenzja] i jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia, to kiepska dostępność, szczególnie tej wersji. Inne rodzaje, np. Skrzy Polny, Brzozowy, itd. widuję w Biedronce i właśnie tam zaopatrzyłam się w ten wariant. Włosy po nim są sypkie, miękkie, odpowiednio nawilżone i puszyste, ale nie spuszone. Polubiłam go tak samo jak Żeń-szeń. Zapach ma charakterystyczny dla skrzypu polnego, więc nie jest zachwycający, jednak nie utrzymuje się na włosach po wyschnięciu. Chętnie go jeszcze nie raz kupię.

- Joanna Naturia, Szampon z pokrzywą i zieloną herbatą, 200 ml - kolejny ziołowy szampon, który mnie zachwycił. Świetnie oczyszcza włosy i ogranicza ich puszenie się, pozostawiając je gładkie i lśniące. Do tego ładnie pachnie i jest tani. Na pewno kupię. [Recenzja]

- Batiste, suche szampony - Tropical oraz big & bouncy XXL volume, 200 ml - tych dwóch szamponów nie wykończyłam w przeciągu ostatnich tygodni lecz używałam ich od lipca (pokazywałam je w poście zakupowym na początku sierpnia), aż do początku lutego. Są więc bardzo wydajne. Oczywiście nie są to produkty do częstego stosowania i używałam ich okazjonalnie. Ratują przetłuszczające się włosy w nagłych sytuacjach, np. w czasie podróży, gdy nie można ich umyć w tradycyjny sposób, a fryzura musi "jakoś" wyglądać. Moje włosy mają tendencję do przetłuszczania się u nasady i przeważnie myję je co drugi dzień. Jednak zdarza się, że w połowie dnia, na który przypada wieczorne mycie tradycyjnym kosmetykiem oczyszczającym, zaczynają wyglądać gorzej, a ja muszę jeszcze pokazywać się publicznie, więc sięgam po suchy szampon, żeby na te kilka godzin odświeżyć fryzurę. Nie robię tego przed każdym myciem, ale od czasu do czasu. Część szamponów wymagających użycia wody zapewnia odświeżenie na 2 dni, ale bywały takie, które tego nie gwarantowały i suchy szampon w tym przypadku okazywał się pomocny. Kupiłam już kolejne opakowanie, tym razem wersję Wild. [Recenzja]


- Ziaja, oliwkowe mydło pod prysznic, 500 ml - używam od lat na przemian z innymi żelami, gdyż szybko nudzę się zapachami i lubię często zmieniać kosmetyki myjące. Do Ziai chętnie wracam, gdyż nie przesusza skóry, a wręcz lekko ją nawilża, choć nie na tyle, żeby zrezygnować z balsamu/masła. Jednak uważam, że mało które mydło/żel pozostawia skórę taką miękką, dobrze napiętą, ale nie ściągniętą. Kupię. [Recenzja]

- Original Source, Mango & Macadamia żel pod prysznic, 250 ml - tego produktu raczej nie trzeba szczególnie przedstawiać, bo chyba większość z nas miała z jakąś wersją do czynienia. Przeciętny żel z drogeryjnej półki, który nie wyróżnia się ani składem, ani szczególnymi właściwościami nawilżającymi, ale też nie podrażnia i spełnia swoje zadanie. Ta wersja ma ładny zapach i za cenę w promocji jeszcze kiedyś się skuszę.

- Lovely, Eye Liner Matte, Granatowy, 2 g - bardzo tani, do tego w wiosennej promocji - 40 % uznałam, że warto wypróbować. Ładny granatowy kolor, według mnie idealnie pasował do makijażu wykonanego cieniami z paletki Oh So Special [recenzja]. Po kilku miesiącach zaczął się niemiłosiernie kruszyć i osypywać, po ok. 3 godzinach od aplikacji. Niestety jakościowo to bubel i z pewnością nie kupię ponownie.

- L'Oreal, Bare Naturale Mascara, Black 800 (Wydłużający tusz do rzęs) - bardzo ładnie pogrubia rzęsy, nie skleja. Pisałam o niej więcej TUTAJ i wspominałam, że wytrzymuje na rzęsach ok. 10 godzin, a potem zauważyłam osypywanie się i odbijanie się na powiece, gdy oczy się łzawią. Niemniej jednak śliczny efekt, który tworzyła na rzęsach przekonuje mnie, żeby ewentualnie dać jej kolejną szansę lub raczej przetestować którąś z jej sióstr z tej firmy.

- Max Factor, Lasting Performance, Podkład kryjący o przedłużonej trwałości w jasnym odcieniu 101 Ivory Beige - podkład, który towarzyszy mi od chwili jego debiutu na polskim rynku, czyli pewnie z 10 lat. Nie zliczę, ile opakowań wykończyłam. U mnie sprawdza się wyśmienicie. Obecnie zużywam kolejne opakowanie - odcień jaśniejszy 100 Fair i chociaż oba stapiają się z moją cerą, to Fair nadaje jej zdrowszego wyglądu. [Recenzja]

- Korres, Quercetin & Oak Face Primer, Baza pod podkład bez silikonów, 10 ml - bazy pod podkład stosuję sporadycznie, na wyjątkowe okazje, kiedy wiem, że makijaż musi wytrzymać długo i nie będzie czasu na jego poprawki. Pojemność jest niewielka, ale mimo wszystko nie udało mi się jej zużyć do końca przed upływem terminu ważności, dlatego ląduje w koszu. Nie oznacza to, że produkt się nie sprawdził, bo z działania byłam zadowolona. Więcej o jej właściwościach możecie poczytać TUTAJ. Wykorzystałam mniej więcej połowę tubki, a użyłam jej ok. 15 razy, gdyż nie jestem przyzwyczajona i nie odczuwam potrzeby częstego sięgania po taki kosmetyk. O ile będę w przyszłości rozważać zakup jakiejś bazy, to jest wysoce prawdopodobne, że postawię na Korres.
 
 
- Uroda, Melisa, Pomadka ochronna do ust - pomadka godna uwagi, jedna z najlepszych na jakie udało mi się natrafić. Przy tym tania. W mojej kosmetyce gości od lat i nie potrafię doliczyć się ile  opakowań już zużyłam. Chroni, pielęgnuje i nawilża usta. [Recenzja]. Problem stanowi kiepska dostępność, dlatego nie wiem kiedy i czy uda mi się kupić ponownie.

- Celia, Aloesowy zmywacz do paznokci 2 w 1, 100 ml - według producenta produkt ma nie tylko usuwać lakier, ale też pielęgnować i nawilżać paznokcie. Trudno mi stwierdzić jego walory pielęgnacyjne, zwłaszcza że moje paznokcie w ostatnich tygodniach przechodzą kryzys, jednak nie będę za ten stan obwiniać zmywacza, gdyż wiem, że składa się na to wiele innych czynników. Sam produkt dobrze sobie radzi z lakierami, więc wywiązuje się z zasadniczego zadania, nie zawiera acetonu i nie zauważyłam, żeby przesuszał mi płytkę paznokcia. Cena nie jest szczególnie wygórowana, jednak ma dość ostrą woń, charakterystyczną dla tego typu specyfików. Nie wiem czy kupię ponownie, gdyż w tej kwestii mam duże zaufanie do zmywacza z Barwy (pojawiał się we wcześniejszych denkach).

- Fitti Classic, Chusteczki nawilżane dla dzieci i niemowląt - chusteczki nawilżane zazwyczaj kupuję w Biedronce i najczęściej sięgam po Dada, ale akurat nie było mojej ulubionej wersji, więc postanowiłam spróbować Fitti. Ten produkt zwykle trzymam na toaletce i przydaje mi się w trakcie wykonywania makijażu, kiedy wybrudzę ręce podkładem, cieniami, itd. Przecieram nim też czasem opakowania kosmetyków lub lusterko. Nie podrażniają, mają nie najgorszy zapach i są tanie. 

Carea, Bawełniane płatki kosmetyczne - płatki z Biedronki wersja niebieska i fioletowa, używam ich od bardzo dawna. Od ostatniego denka zużyłam więcej opakowań, ale 2 zostawiłam do zdjęcia, reszta na bieżąco była wyrzucana. Są odpowiedniej grubości, nie rozwarstwiają się i mają przystępną cenę. Zrobiłam zapas.


Maseczki: 
- Soraya, Żelowa maseczka do cery naczynkowej, 10 minut na... redukcję zaczerwienień, 2 x 5 ml - saszetka podzielona na 2 zastosowania i faktycznie na tyle wystarcza. Przynosi ukojenie skórze, zwłaszcza gdy jest rozogniona i podrażniona, ale poza tym nic więcej nie robi.
 
- Dermika, Lift & Go, Liftingująca maseczka wygładzająco - dotleniająca pod oczy i na powieki, 3 x 2 ml - tutaj zachowała mi się 1/3 opakowania. Bowiem pełna saszetka podzielona jest na 3 takie paski. Jeden ma ponoć wystarczyć na 1 aplikację, ale zawiera sporą ilość produktu, który spokojnie można wykorzystać na 3 razy (jak łatwo policzyć całość to 9 użyć). Świetny kosmetyk pod oczy, ładnie wygładza, odżywia i nawilża. Można używać jako maseczkę i pozostawić do wchłonięcia na noc lub jako krem, również na dzień (nadaje się pod makijaż). Kupiłam już kolejne opakowanie. 

Próbki:
- Dermika, Vitamina P Plus, Cera naczynkowa, Przeciwzmarszczkowy krem nawilżający - próbka wystarczyła na 2 zastosowania. Krem nie podrażnia, ani nie uczula. Spektakularnych efektów nie zauważyłam, co najwyżej spisał się dostatecznie, cera nie szczypała i nie wołała pić. Nie była wygładzona, odżywiona czy też świetnie nawilżona i pełna blasku. Trudno spodziewać się tego wszystkiego po 2 użyciach i ocenić go na podstawie testera, ale nie zostałam przekonana na tyle, żeby zainwestować 44 - 45 zł w pełne opakowanie, bo w takiej cenie widziałam go na promocji w Naturze.

- Yves Rocher, Ovalelifting,
Krem na noc poprawiający gęstość skóry twarzy i szyi - tym razem wykorzystałam wszystko za 1 razem i to tylko na twarz. Muszę przyznać, że chociaż efektu "wow" nie było, to jednak widok buzi w lustrze rankiem miło mnie zaskoczył. Żadnych nieprzyjemnych niespodzianek w postaci uczulenia nie odnotowałam. Zainteresował mnie tyle, że rozważam jego zakup. Oczywiście w dobrej promocji, bo w regularnej cenie kosztuje bagatela 122 zł/50 ml! Wolę więc kupić 200 ml kremu Clarena za 99 zł, który podejrzewam w niczym nie ustępuje YR.

- Yves Rocher, Cure Solutions, Eye Smoothing Roll - on, Kuracja usuwająca oznaki zmęczenia pod oczami - roll - on w saszetce to jakieś nieporozumienie. Podejrzewam, że jeśli ten kosmetyk w ogóle coś pozytywnego robi w okolicach oczu, to wszystko zawdzięcza formie opakowania, które umożliwia masaż, a tym samym poprawia ukrwienie tych okolic czy napięcie skóry. Myślę, że w sklepach znajdziemy wiele tańszych produktów roll - on pod oczy i nie ma potrzeby wydawać 95 zł/15 ml za YR, bowiem ten kosmetyk sam w sobie nic kompletnie nie robił. Użyłam go raz, chociaż zostało go jeszcze na drugie zastosowanie. Skóra wokół oczu była sucha i w złym stanie. Znacznie lepiej sobie radzi z tą okolicą wyżej wspomniany krem z Bielendy. 

- Yves Rocher, Flawless Finish Fluid Foundation, Beige 200 - Teint Clair - podkład wygładzający, dużo za ciemny dla mojej karnacji, więc nie udało mi się przetestować.

Próbki nie mówią nam zbyt wiele o produkcie, ale czasem warto z nich skorzystać i przekonać się na własnej skórze, że kosmetyk od początku nam nie służy, zanim wydamy kilkadziesiąt złotych zwiedzeni obietnicami producenta. Jeśli już jesteśmy przy produktach Yves Rocher, to wykorzystałam jeszcze jedną próbkę kremu pod oczy, który okazał się całkiem dobry i jestem zdecydowana na jego zakup, jednak nie mogę jej teraz pokazać. Cena regularna jest zbójecka, więc w grę wchodzi jedynie porządna promocja.

Jak Wam idzie denkowanie? Znacie któryś z tych kosmetyków? Jak Wam się sprawdził?