środa, 29 stycznia 2014

Fitokosmetik, Błękitna glinka Wałdajska

Po glinki sięgam chętnie i często, bowiem pomagają mi pielęgnować moją kapryśną i wymagającą cerę. Mają na nią wyjątkowo dobry wpływ, a zauważalne efekty pojawiają się od razu po ściągnięciu maseczki z twarzy. Regularne ich stosowanie wpływa na poprawę stanu cery.  Na rynku mamy ogromny wybór glinek - biała, czerwona, żółta, różowa, czarna i chyba najbardziej popularna glinka zielona, która wyjątkowo dobrze sprawdza się przy cerze trądzikowej. Każda z nich ma trochę inne właściwości, dlatego ważne jest, aby dopasować ją do typu swojej cery. Oprócz koloru istotne jest też pochodzenie danej glinki. U mnie w ostatnich miesiącach królują te rosyjskie. Jakiś czas temu przedstawiałam recenzję białej glinki Anapskiej TUTAJ, a dziś kolej na jej siostrę błękitną glinkę Wałdajską do twarzy i ciała - odmładzającą.

Pojemność: 100 g (opakowanie zawiera 2 woreczki, każdy po 50 g).
Cena: 8,50 zł - 11 zł.
Dostępność: głównie online, w sklepach typu  (np. kalina i wiele innych). Swoja kupiłam w sklepie stacjonarnym z naturalnymi kosmetykami.

Opis producenta:



Konsystencja i stosowanie:  
W kartonowym pudełku znajdziemy dwa woreczki wypełnione zielonym proszkiem, który należy rozrobić z wodą i otrzymaną pastę można aplikować na twarz.  


Trzymam ją na buzi ok. 15 minut. W tym czasie zazwyczaj staram się nie dopuścić do wyschnięcia maski, więc spryskuję buzię wodą termalną (może też być hydrolat, woda mineralna, tonik). Stosowałam ją podobnie jak glinkę Anapską, zatem po więcej informacji na temat przygotowania glinki zapraszam TUTAJ. Glinka w trakcie rozrabiania oraz na twarzy ma zielony kolor.

Moja opinia:
Glinkę stosuję w zależności od potrzeb mojej skóry. Czasem raz w tygodniu, a czasem 2 - 3 razy na tydzień.
Ostatnio używam jej również zamiast peelingu enzymatycznego. Działanie ma zbliżone do białej glinki Anapskiej, z tym że glinka Wałdajska jest "mocniejsza". Bynajmniej nie powoduje pieczenia czy podrażnienia lub innych niepożądanych reakcji skóry, ale za to mam wrażenie, że działa silniej i efekt po jej zmyciu jest wyraźniejszy. Po glinkę Anapską sięgam, gdy cera jest podrażniona, wymęczona, potrzebuje łagodnego traktowania, a po Wałdajską, gdy  jest w gorszym stanie i wymaga porządnej pielęgnacji.


Wspaniale oczyszcza skórę, a przy tym nadaje się dla osób z wrażliwą i delikatną cerą, gdyż nie podrażnia, za to uspokaja naczynka. Nawet gdy są rozognione, na skutek nieprzyjaznych warunków środowiska, maseczka glinkowa niweluje zaczerwienienia, a tzw. pajączki nie są już tak widoczne. Ponadto wygładza fakturę skóry, poprawia jej napięcie i zwęża pory. Wyrównuje koloryt. Buzia jest tak gładziutka, że aż ma się ochotę ją głaskać. U mnie efekty są bardzo widoczne i utrzymują się do następnego dnia. Gdy stosuję ją regularnie, co kilka dni, to rezultat właściwie nie znika przez ten czas.

Trudno mi stwierdzić jakieś działanie odmładzające. Z pewnością wygładzenie nierówności, wyrównanie kolorytu cery, rozjaśnienie przebarwień sprawia, że wygląda ona na zdrową, wypoczętą i świeżą, a co za tym idzie - młodszą. Nie wiem czy ma jakikolwiek głębszy wpływ na procesy regeneracyjne i osobiście w to wątpię.

Po zmyciu glinki zwykle nakładam jeszcze maseczkę nawilżającą bądź odżywczą, wówczas cera wygląda naprawdę świetnie. Jeśli nie mamy na to czasu, to warto nałożyć chociaż krem nawilżający czy też odżywczy, jak zaleca producent, gdyż sama glinka nie ma takich właściwości, więc po jej zmyciu trzeba skórę nawilżyć.

Myślę, że polubią ją cery mieszane, suche, normalne, naczynkowe, wrażliwe, a także dojrzałe. Chociaż spokojnie mogą jej używać osoby nawet bardzo młode. Nie jest to produkt naładowany aktywnymi substancjami "odmładzającymi", tylko naturalny kosmetyk.

Warto także dodać, że jest to kosmetyk niezwykle wydajny. Jeden woreczek wystarczy nawet na ponad 10 zastosowań (na samą twarz). U mnie drugi woreczek już niestety sięga denka, ale w mojej opinii to jedna z najlepszych glinek, jakich miałam okazję używać, a także znajduje się na mojej prywatnej liście Top Kosmetyków Wszechczasów i z pewnością kupię kolejne opakowanie.
Stosujecie maseczki glinkowe? Jaka jest Wasza ulubiona glinka?

piątek, 24 stycznia 2014

Joanna Naturia, Szampon z pokrzywą i zieloną herbatą

Na moich średnioporowatych włosach najlepiej sprawdzają się szampony ziołowe, a ulubieńcem od lat jest szampon z żeń-szeniem z Farmony [recenzja]. Niestety nie jest łatwo dostępny, dlatego kiedy akurat nie mogę go dostać, testuję inne produkty do mycia włosów. Czasem oprócz składu, dodatkową zachętą jest promocyjna cena. Jakiś czas temu natknęłam się na szampon z Joanny z pokrzywą i zieloną herbatą do włosów przetłuszczających się i normalnych.



Pojemność: 200 ml.
Cena: ok. 4,50 zł - 5 zł.
Dostępność: bardzo dobra, można go dostać w większości drogerii oraz supermarketów.

Opis producenta:


Skład:


Opakowanie:

Estetyczna, niewielka, płaska butelka z przezroczystego plastiku. Zamknięcie typu "klik" działa bez zarzutu. Otwór jest dość duży, ale nie ma problemu z dozowaniem produktu, ze względu na konsystencję. 



Zapach:

Zielonej herbaty, bardzo przyjemny, nienachalny. Niestety nie wyczuwam go na włosach po ich wyschnięciu.
Konsystencja:
Żelowa w zielonkawym kolorze, gęsta jak na szampon, dzięki temu nie wylewa się go za dużo przy dozowaniu oraz nie przecieka między palcami.

Moja opinia: 
Kosmetyk zawiera SLES i świetnie się nadaje jako szampon oczyszczający, który zmyje z włosów różne substancje, mogące się nadbudowywać na włosach, np. silikony pochodzące z odżywek czy innych szamponów. Większość osób stosuje więc tego typu produkty raz na tydzień lub raz na 2 tygodnie. W ostatnim okresie jednak nie miałam czasu na odżywki, maski, oleje i inne specyfiki. Ograniczałam się tylko do mycia włosów szamponem i do każdego mycia wybierałam ten z Joanny, więc mogłam zaobserwować jego działanie.
Pieni się całkiem nieźle i usuwa wszelkie zanieczyszczenia, a włosy aż skrzypią pod palcami. Moje przetłuszczają się u nasady, a na długości są normalne z tendencją do przesuszania przy nieodpowiedniej pielęgnacji. Początkowo obawiałam się, że może je nazbyt wysuszyć na długości, ale nic takiego się nie stało.

Zwykle do częstego mycia powinno wybierać się łagodny szampon, jednak moje włosy są w dość dobrej kondycji, więc zdarza mi się używać kosmetyków z SLES - em przy każdym myciu. Tak było np. w przypadku Farmony i nigdy nie pogorszyło to ich stanu.Oczywiście jak olejuję włosy, nakładam maski i odżywki, to wybieram delikatne szampony, a oczyszczanie funduję im raz w tygodniu. Gdy włosy są zniszczone i suche, to może im nie służyć ciągłe stosowanie samego szamponu z Joanny.

Pojemność kosmetyku jest mniejsza niż standardowo. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ taką niewielką, płaską butelkę łatwiej "upchnąć" w bagażu, a cena nie jest wysoka, więc nie mam podejrzenia, że producent chciał więcej zarobić oszukując na ilości. Osobom stosującym go jako typowy szampon oczyszczający wystarczy zapewne na bardzo długo.

Wydaje mi się, że szampon z Joanny może plątać włosy, gdyż w trakcie mycia miałam odczucie, że są splątane. Jednak bez problemu się go spłukuje, a potem zawijam je w turban/ręcznik i nie rozczesuję na mokro, dopiero jak wyschną. Gdy były już suche nie miałam żadnego kłopotu z rozczesaniem. Włosy na długości były lśniące, miękkie, odpowiednio nawilżone, nie puszyły się! - były gładkie, ale nie przyklapnięte lecz puszyste i lekko uniesione u nasady.  Świetnie je odświeżał i nie byłam zmuszona myć ich codziennie, ale mogłam to robić co drugi dzień. Nie podrażnił skóry głowy, nie spowodował swędzenia. Na moich włosach fantastycznie się sprawdził i póki co zapewnił sobie miejsce w czołówce ulubieńców. Na pewno za jakiś czas do niego wrócę.

Mieliście jakiś szampon z Joanny? Co sądzicie o kosmetykach Joanna Naturia? Jakie są Wasze ulubione szampony?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wyniki rozdania z Firmoo

Wczoraj zakończyło się rozdanie, w którym fundatorem nagród jest Firmoo. Spośród 9 osób, które zechciały wziąć udział w zabawie, wyłoniłam 6 laureatek.  Pomogła mi w tym maszyna losująca liczby. 

Darmowe okulary wygrała Ania:




50 %  zniżki na wybrane okulary otrzymują: 
6. Blanca Beauty
2. nika88
8. Mariska
9. Banshee Madness
4. Aneta Grzesiuk


Osoby biorące udział w rozdaniu:



Zwyciężczyniom serdecznie gratuluję!

sobota, 18 stycznia 2014

Clarena, Anti Age Line, Caviar Cream - Kawiorowy krem z perłą

Przez ostatnie kilka lat wypróbowałam już chyba dziesiątki kremów do twarzy, które nic nie robiły z moją skórą, albo niedostatecznie ją nawilżały, albo zapychały. Cera była szara, ziemista, bez życia. W końcu straciłam nadzieję, że w drogerii znajdę kosmetyk, który spełni oczekiwania mojej wymagającej skóry i zaczęłam stosowanie kremów oraz serum samorobionych, a także wprowadziłam do pielęgnacji oleje, masło shea, itd. A półki z kremami omijałam szerokim łukiem. Jednak często zdarza mi się wyjeżdżać na kilka dni i trudno wówczas zabierać ze sobą olej lub serum, które należy przechowywać w lodówce, więc wróciłam do poszukiwania kremu idealnego, kupowałam kolejne pełnowymiarowe opakowania oraz zdobywałam próbki. W końcu trafiłam na krem z Clareny, który wydawał się być wart wypróbowania. Początkowo stosowałam go tylko podczas wyjazdów, a  w pozostałe dni królowały kosmetyki naturalne. Efekty jego stosowania zadowoliły mnie jednak na tyle, że zaczęłam stosować go codziennie.



Pojemność: 50 ml.
Cena: 70 zł (Allegro) – 90 zł.  
Dostępność: krem można zamówić w salonie kosmetycznym lub w sklepach internetowych oraz na Allegro (najbardziej opłacalne według mnie jest zamówienie pojemności 200 ml za 99 zł + przesyłka).

Opis producenta:


Dodatkowy opis z Internetu:
REGENERACJA I ODNOWA BIOLOGICZNA KAŻDEJ DOJRZAŁEJ (A TAKŻE MŁODEJ) SKÓRY.
Krem z kawiorem i perłą do skór odwodnionych, o małym stopniu nawilżenia, suchych z niedoborami wilgoci, ze zmarszczkami i bruzdami mimicznymi, dla skór z pierwszymi oznakami starzenia. Dla każdego z nieodpowiednią pielęgnacją skóry. Do skóry szarej, niedożywionej, niedotlenionej, zmęczonej, potrzebującej odnowy biologicznej i liftingu.  Idealny dla skór wrażliwych.
Skład:

Opakowanie:

Opakowanie jest tradycyjne, niestety nie znajdziemy tu wygodnej i higienicznej pompki. Krem znajduje się w szklanym słoiczku z plastikową zakrętką i jesteśmy zmuszeni wydobywać go palcem. Zawartość zabezpieczona jest sreberkiem. Słoiczek dodatkowo został umieszczony w kartonowym pudełku. Natomiast pojemność 200 ml mieści się w plastikowej tubie na korku.


Zapach:
Zapach kremu jest średnio intensywny. Trudno go opisać, z niczym mi się nie kojarzy. Mnie akurat nie przeszkadza. Powiedziałabym, że jest w miarę przyjemny.


Konsystencja:
W białej masłowatej i treściwej bazie znajdują się czerwone drobinki. Krem bez problemu się rozprowadza. Drobinki nie drapią, nie są wyczuwalne w trakcie aplikacji i wmasowują się w skórę, nie pozostawiając po sobie śladu. Krem dosyć szybko się wchłania. Nadaje się również pod makijaż, chociaż ja go stosuję głównie jako krem na noc.



Moja opinia:
Przy systematycznym używaniu kremu skóra jest odpowiednio nawilżona i odżywiona. Zresztą na efekty nie trzeba długo czekać, bo różnicę widać już po kilku aplikacjach. Produkt ten zapewnia cerze odpowiednie nawilżenie, skóra jest napięta (jędrna), miękka i wygładzona, a jej koloryt wyrównany. Wielkim plusem jest to, że nawet w trakcie kuracji kwasami nie jest nieprzyjemnie ściągnięta, wysuszona tak, że aż szczypie. Przywraca równowagę, niejako "normalizuje" skórę i pozwala zachować jej „młodość”. Producent na opakowaniu obiecuje, że krem ma działanie liftingujące, zmniejszające zmarszczki. Osobiście nie wierzę, że jakiś krem jest w stanie cokolwiek takiego zdziałać. Jedynie może spowalniać trochę te procesy oraz niwelować "zmarszczki", które pojawiają się nam w związku z niedostatecznym nawodnieniem i odżywieniem skóry. Takie zmarszczki obserwuję u siebie i często po zastosowaniu odżywczej/nawilżającej maseczki i zwiększeniu ilości przyjmowanych płynów, stają się prawie niewidoczne. Podobnie działa właśnie ten krem. Kosmetyk nie uczula, nie podrażnia, ani nie zapycha, nadaje się więc do cery mieszanej, a także wrażliwej. Przynosi ukojenie i ulgę skórze przesuszonej, wymęczonej przez niekorzystne czynniki środowiska, takie jak wiatr, mróz, suche pomieszczenia, w których mocno grzeję kaloryfery. 


 Warto też odnieść się do składu, ponieważ niektóre komponenty mogą mocno razić w oczy, zwłaszcza osoby stawiające na naturalną pielęgnację, unikające parabenów, olejów mineralnych czy silikonów. Patrząc na składniki znajdziemy kilka substancji potencjalnie komedogennych. Być może sama bym nie kupiła tego kremu, gdybym znalazła go na drogeryjnej półce i przeczytała skład. Jednak moja przygoda z nim rozpoczęła się od kilku próbek, których działanie na tyle mi się spodobało, że zdecydowałam się zainwestować kilkadziesiąt złotych w pełnowymiarowe opakowanie. Osobom zainteresowanym proponowałabym zrobić podobnie i zapytać kosmetyczkę o próbki. Moja mieszana cera jest podatna na zapychanie i wiele kremów, które miały być bezpieczne, spowodowały wysyp nieprzyjaciół w strefie T. Często więc odmienne kosmetyki stosuję na tłuste partie twarzy, a inne na suche. Tego kremu używałam na całą buzię i nie odnotowałam wzmożonego pojawiania się wyprysków. Wręcz przeciwnie, występowały wyjątkowo rzadko i jeśli już, to pojedynczo. Oczywiście w składzie znajduje się też wiele dobroczynnych składników i to dość wysoko, może nie na początku, ale w pierwszej połowie i znacznie wcześniej niż Parfum, bo wymienione po nim składniki mają śladowe ilości. Często zdarza się, że krem czy masło do ciała, które są reklamowane jako oparte np. na oleju arganowym, zawierają go w rzeczywistości niewiele, do tego gdzieś na samym końcu. Tutaj tak źle nie jest. Rzekłabym, że jest przyzwoicie. Mamy panthenol, masło shea, proszek, perłowy, naturalną sól morską, ekstrakt z kawioru, wit. E, itd.
W pielęgnacji skóry stosuję przede wszystkim kosmetyki, które mi służą. Jeśli sprawdzają się oleje, to po nie sięgam, ale jeśli zauważam, że skóra potrzebuje chemii zawartej w preparatach z półki drogeryjnej czy dermokosmetykach, to właśnie je wybieram. Nie upieram się, że będę stosować wyłącznie produkty mające krótki, naturalny skład. Jeśli chodzi o produkt firmy Clarena z kawiorem i perłą, to z pewnością jest to najlepszy gotowy krem do twarzy, jakiego używałam w ostatnich kilku latach. Żal mi, bo właśnie sięgnął denka, ale jeśli nie natrafię na nic lepszego, to bez wahania do niego wrócę. Mogę polecić go osobom 30+ oraz wszystkim, których skóra jest odwodniona, sucha, potrzebująca odżywienia.

Mieliście jakieś kosmetyki z firmy Clarena? Jaki jest Wasz ulubiony krem do twarzy?

wtorek, 14 stycznia 2014

Batiste, suche szampony - Tropical oraz big & bouncy XXL volume

Suchy szampon nie jest produktem, którego używamy codziennie i z pewnością nie zastąpi tradycyjnych kosmetyków współpracujących z wodą, jednak uważam, że warto go mieć w kosmetyczce. Zdarzają się sytuacje, kiedy czupryna nie wygląda rewelacyjnie i potrzebuje szybkiego odświeżenia, a nie ma możliwości lub czasu, aby umyć włosy w konwencjonalny sposób, wówczas z pomocą przychodzi suchy szampon. Wcześniej stosowałam te z Syoss [recenzja] oraz Isana, które jednak miały swoje minusy. Postanowiłam sięgnąć po osławione już szampony Batiste, które kupowałam online, gdyż nie były w Polsce dostępne stacjonarnie. Dopiero kilka miesięcy temu pojawiły się w drogeriach Hebe. Wybrałam dwie wersje: Tropical oraz big & bouncy XXL volume


Pojemność: 200 ml.
Cena: 14,90 (Tropical), 17 zł (big & bouncy XXL volume).
Dostępność: drogerie Hebe, sklepy internetowe, Allegro.

Opis producenta:

Suchy szampon do wszystkich typów włosów. Idealny do stosowania pomiędzy kolejnymi myciami. Natychmiast odświeża włosy bez użycia wody, absorbując sebum i zanieczyszczenia oraz sprawiając, że włosy są puszyste i jedwabiście miękkie. 
Sposób użycia: Mocno wstrząsnąć i rozpylać u nasady włosów z odległości ok. 30 cm, nie mniej niż 25 cm. Przez kilkanaście sekund wmasować produkt we włosy, przyspieszając wchłanianie. Rozczesać włosy i ułożyć jak zwykle.
Skład:
Tropical: Butane, Isobutane, Propane, Oryza Sativa (Rice) Starch,  Alcohol Denat., Parfum (Fragrance), Coumarin, Distearyldimonium Chloride, Cetrimonium Chloride.
big & bouncy XXL volume: Butane, Isobutane, Propane, Oryza Sativa (Rice) Starch,  Alcohol Denat.,Silica, Talc, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool, Distearyldimonium Chloride, Cetrimonium Chloride.

Opakowanie:
Wygodna, poręczna  butelka z atomizerem.


Moja opinia:
Szampon odświeża włosy, sprawia, że pojawiające się przetłuszczenie znika, a włosy prezentują się normalnie. Jeśli dobrze wyczeszemy produkt, to włosy wyglądają prawie jak po umyciu tradycyjnym szamponem, nie jest to może dokładnie taka sama świeżość, ale bardzo zbliżona. Czasem, gdy do końca nie usuniemy produktu, włosy stają się bardziej "sztywne" i matowe, ale również wyglądają korzystnie. 


W moim odczuciu zarówno "zwykły" szampon Tropical, jak i ten XXL volume zwiększają objętość i lekko unoszą włosy u nasady. Nie zauważyłam, żeby big & bouncy XXL volume, który jest specjalnie przeznaczony do tego zadania wyraźnie się wybijał. Przypuszczam, że nie dostrzegam szczególnej przewagi, ponieważ moje włosy są długie, więc może po prostu ciążą ku dołowi, a w przypadku krótkich różnica byłaby bardziej widoczna. Zasadniczą rozbieżność znajduję dopiero w zapachu.

Zapach to kwestia indywidualna, a mnie Isana przestał odpowiadać po kilku użyciach, podobnie jak Syoss. Tropical natomiast, który stanowi mieszankę owoców egzotycznych: kokosa, melona, brzoskwini, banana z nutką wanilii, przypadł mi do gustu. Pod względem intensywności można go porównać do tych dwóch, ale woń jest według mnie przyjemniejsza. Może nie jest wyjątkowo urokliwa, ale nie znudziła mi się do końca opakowania. Zdarzają mi się jednak takie dni, kiedy mocniejsze zapachy mi przeszkadzają i wówczas używam big & bouncy XXL volume, który jest dużo bardziej dyskretny i słabiej wyczuwalny. 

Dużym plusem tych szamponów jest łatwa aplikacja w porównaniu z Syoss czy Isaną. 
W przypadku Batiste wystarczy wmasować szampon i wyczesać - nie pozostaje żaden biały pył, dlatego można go użyć poza domem lub gdy się spieszymy. Przy innych szamponach, żeby pozbyć się resztek proszku z włosów wskazane jest dodatkowo użycie suszarki i/lub ręcznika.
Jestem blondynką, więc łatwo pozbyć się wszelkich pozostałości. W przypadku ciemnych włosów może być z tym więcej kłopotu, dlatego firma wypuściła też wersję dla brunetek, ale nie wiem czy jest równie dobra.
Czasem rozpylałam szampon, mając na sobie ciemne lub zupełnie czarne ubrania i nie zauważyłam, żeby osadzał się na nich czy też na przedmiotach wokół mnie.


Wydajność, w porównaniu z Syossem jest wręcz szokująca. Używam ich naprzemiennie od ponad pięciu  miesięcy i dopiero zauważyłam, że zaczynają zbliżać się do denka. Syoss wystarczał na kilka zastosowań, a cena była podobna.

Oba szampony stosuje się identycznie, mają podobne działanie i trwałość. Efekt utrzymuje się od kilku do nawet kilkunastu godzin. Z tych dwóch nie umiem wybrać faworyta, gdyż z obu jestem jednakowo zadowolona.

Plusy:
- odświeżają włosy na dość długo,
- nie pozostawiają białego nalotu,
- łatwa i szybka aplikacja,
- zwiększenie objętości,
- wybór zapachów i wersji, a nawet pojemności,
- przyzwoite wonie,
- wydajność w stosunku do ceny.

Minusy:
- dostępność stacjonarna (tylko Hebe).

Sięgacie czasem po suche szampony? Macie w tej dziedzinie ulubieńców godnych polecenia?

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdanie z Firmoo

Jeśli macie ochotę na nową parę okularów z Firmoo, to zapraszam na pierwsze rozdanie na moim blogu.


Do wygrania jest jedna wybrana para okularów korekcyjnych lub przeciwsłonecznych z  serii CLASSIC http://www.firmoo.com/classic-series.html z darmową wysyłką. Spośród uczestników rozdania wylosuję także 5 osób, które otrzymają 50% zniżki na dowolne okulary, również z serii CLASSIC, tutaj oczywiście tak samo nie ponosi się kosztów przesyłki.

W rozdaniu mogą brać udział osoby nie tylko z Polski, ale też z innych krajów. Na wszelki wypadek podaję listę:
Australia, Austria, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Finland, France, Germany, Greece, Hungary, Ireland, Israel, Italy, Luxembourg, Malta, Netherlands,NewZealand, Norway, Peru, Poland, Portugal, Romania, Russia,Slovakia, Slovenia, South Africa, Spain, Sweden, Switzerland, Turkey, Ukraine, United Arab Emirates,United Kingdom, United States
Aby wziąć udział w rozdaniu należy:
1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Zostawić komentarz pod tym postem wyrażający chęć wzięcia udziału w rozdaniu, który powinien zawierać Twój adres e-mail oraz link do wybranej pary okularów (z serii Classic), według wzoru:
Obserwuję jako:
Link do wybranych okularów:
Adres e-mail:
Można zyskać dodatkowy los, dodając na swoim blogu lub Facebooku powiadomienie o rozdaniu w dowolnej formie (notka, banner na pasku bocznym lub wzmianka w jednym z postów). Wówczas proszę o pozostawienie także linka do takiej informacji.

Banner do pobrania:





Rozdanie trwa od 11 stycznia do 19 stycznia 2014 r. do godziny 23:59 czasu polskiego (jeśli nie zgłosi się przynajmniej 6 uczestników termin ten może zostać wydłużony). Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losową. Wyniki zostaną ogłoszone na moim blogu, dodatkowo wyślę maila do wygranych osób.

Adresy mailowe zwycięzców prześlę do Firmoo, aby zostały wygenerowane kody zniżkowe lub zwalniające z opłat. Po otrzymaniu kodu, wygrany sam składa zamówienie na wybrane przez siebie okulary w sklepie Firmoo.

Fundatorem nagród jest sklep  internetowy Firmoo, który odpowiada za ich wysłanie.

Jak się przentują moje okulary z Firmoo możecie zobaczyć TUTAJ.

Firmoo proponuje także nowym klientom program First Pair Free, dzięki któremu można otrzymać pierwszą parę okularów za darmo, płacąc jedynie za przesyłkę.

piątek, 10 stycznia 2014

Lovely, Snow Princess, Snow Dust nr 2 - lakier o piaskowej fakturze

Ostatnio na moich paznokciach często gości lakier z firmy Lovely z nowej zimowej limitowanki, który złowiłam, gdy tylko pojawił się w sprzedaży. Z całej kolekcji najbardziej spodobał mi się kolor nr 2, a nad zakupem nie zastanawiałam się ani chwili, mając dobre zdanie o lakierach piaskowych z tej firmy. Wcześniej do gustu przypadł mi turkus z serii Baltic Sand, który prezentowałam TUTAJ. Na serii Snow Dust również się nie zawiodłam.

Pojemność: 8 ml.
Cena: 8,59 zł.
Dostępność: drogerie Rossmann.

W świetle dziennym - 3 warstwy.

Nr 2 to półprzezroczysta biel z całym mnóstwem srebrzących się i migoczących niczym skrzący się śnieg na złoto, różowo i niebiesko drobinek. Całe piękno połyskujących drobinek widać najlepiej w świetle sztucznym. Za dnia kolor jest lekko przygaszony i wygląda niezwykle delikatnie.

Efekt w świetle dziennym - 3 warstwy.

Światło dzienne - 3 warstwy.


Konsystencja nie jest ani zbyt rzadka, ani też nazbyt gęsta. Lakier dobrze się rozprowadza, co ułatwia także pędzelek średniej szerokości. Do ładnego pokrycia płytki moim zdaniem potrzeba co najmniej trzech cienkich warstw (jak na "dziennych" zdjęciach). W całej krasie prezentuje się dopiero przy czterech warstwach i mnie najbardziej ten efekt odpowiada.



Wysycha nawet dość szybko. Trwałość jest całkiem niezła, średnio 3 dni, po czym lakier zaczyna się ścierać na końcach. Przy tym kolorze nie jest to jednak rażące i można jeszcze dzień lub dwa cieszyć się śnieżnym pyłem. Zmywa się dość opornie, jak większość lakierów pisakowych.

Światło sztuczne - 4 warstwy.
 
Światło sztuczne - 4 warstwy.

Co sądzicie o serii Snow Dust? Uległyście pokusie czy raczej Was nie zachwycają?

środa, 8 stycznia 2014

Okulary Firmoo mam i ja!



Okulary Firmoo są dobrze znane w całej blogosferze i sporo czytałam na ich temat na Waszych blogach, dlatego gdy jakiś czas temu napisała do mnie Tina z propozycją współpracy, chętnie się zgodziłam.

http://www.firmoo.com/


Obok okularów korekcyjnych w ofercie sklepu internetowego Firmoo znajdziemy również okulary przeciwsłoneczne i ja na takie się zdecydowałam. Latem właściwie nie rozstaję się z okularami przeciwsłonecznymi, więc będą jak znalazł. Wybrany przeze mnie model możecie zobaczyć TUTAJ



Dużym ułatwieniem i pomocą w dokonaniu wyboru jest Wirtualny System Przymiarki (Virtual Try-On System). Przy każdej parze zamieszczone są z lewej strony wizerunki, dzięki którym mamy możliwość przekonać się, jak poszczególne okulary/oprawki prezentują się na konkretnych osobach. Samemu także można „przymierzyć” interesujące nas modele, wystarczy wczytać swoje zdjęcie. Oprócz tego podane są dokładne wymiary, mamy więc możliwość skonfrontowania ich z okularami, które posiadamy i zyskujemy wiedzę, czy te wybrane będą nam pasować. Właśnie, dzięki temu upewniłam się, że takie parametry modelu, na który się zdecydowałam odpowiadają mi.
Przesyłka przyszła szybko, bo w około tydzień i była bardzo dobrze zabezpieczona.
Oprócz okularów otrzymałam także twarde i miękkie etui, ściereczkę, śrubokręt i kilka śrubek.


Firmoo przygotowało także program First Pair Free dla nowych klientów, dzięki któremu każdy może otrzymać pierwszą parę okularów gratis http://www.firmoo.com/free-glasses.html, płacąc tylko za przesyłkę (o ile dobrze pamiętam, jej koszt kształtuje się poniżej 20$).
Bloggerów zainteresowanych współpracą z firmą zapraszam pod ten adres http://www.firmoo.com/z/firmoo-business-cooperation.html






Swoje Firmoowki mam niewiele ponad tydzień i jeszcze zbyt dużo nie mogę o nich powiedzieć, poza tym, że są dobrze dopasowane - nie zsuwają się z nosa, ani nie uwierają, są tak lekkie, że właściwie nie odczuwa się ich obecności. 

Z niecierpliwością wyglądam słonecznych dni, żeby móc się nimi cieszyć i przekonać się jak się spisują w dłuższej perspektywie.