poniedziałek, 10 listopada 2014

Stapiz, Sleek Line, Mask Hair Repair, Repair & Shine - Maska z jedwabiem do włosów zniszczonych i suchych

W połowie października wykończyłam maskę z jedwabiem ze Stapiz. Swój egzemplarz nabyłam w Hebe rok temu, niestety zostały one wycofane z tej drogerii. Można je jednak zdobyć online lub w sklepach z kosmetykami dla profesjonalistów. Zaczęłam jej używać pod sam koniec października ubiegłego roku, udało mi się zatem zmieścić w terminie ważności 12 miesięcy od otwarcia. Nie twierdzę, że maska jest aż tak wydajna, że wystarczy na rok częstego stosowania, jednak przyznaję, że wydajność jest faktycznie mocną stroną produktu, co nie dziwi przy pojemności 1000 ml. Stosowałam ją regularnie czasem kilka miesięcy z rzędu, sięgając po nią 1 - 2 lub 3 razy w tygodniu, potem były przerwy miesiąca - dwóch i próbowanie kosmetyków innych marek, by znów powrócić do maski Repair&Shine.




Pojemność: 1000 ml.
Cena: ok. 22 - 25 zł.
Dostępność: sklepy internetowe, stacjonarne punkty z kosmetykami dla fryzjerów.

Opis producenta:

Skład:
Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient tłusty), Cetrimonium Chloride (działa antystaycznie, zapobiega elektryzowaniu się włosów; substancja myjąca, ułatwia rozczesywanie), Isopropyl Alcohol (rozpuszczalnik i konserwant, ułatwia penetrację składników w głąb włosów, może wysuszać i podrażniać osoby wrażliwe), Isopropyl Myristate (emolient tzw. suchy, tworzy film zapobiegając odparowywaniu wody, a więc pośrednio ma działanie nawilżające; ma właściwości zmiękczające i wygładzające; lepiszcze), Halianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika; emolient tłusty), Cyclopentasiloxane (silikon odparowujący z włosa; emolient; tworzy film zapobiegający odparowywaniu wody, więc działa pośrednio nawilżająco, a także kondycjonująco - zmiękcza i wygładza), Dimethiconol (silikon łatwo zmywalny za pomocą łagodnych szamponów; alkohol, emolient tzw. suchy, tworzy film zapobiegając odparowywaniu wody - pośrednio nawilża, zmiękcza, wygładza; wykazuje działanie regenerujące, odbudowuje barierę lipidową), Hydrolyzed Silk (jedwab; proteina; odżywia, nabłyszca, zmniejsza elektryzowanie się włosów), Glycerin (gliceryna, humektant; hydrofilowa substancja nawilżająca), Butylene Glycol (hydrofilowa substancja, odpowiedzialna za prawidłowe nawilżenie skóry i włosów; kondycjonuje - zmiękcza i wygładza), Malic Acid (kwas jabłkowy; ma za zadanie domykać łuski), Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract (ekstrakt ze słodkich migdałów), Actinidia Chinensis Fruit Juice (sok z kiwi), Citrus Aurantium Dulcis Juice (sok z pomarańczy), Citrus Paradisi Juice (sok z grejpfruta), Pyrus Malus Juice (sok z jabłek), Trideceth-9 (emulgator O/W, składnik umożliwiający powstanie emulsji; substancja myjąca), Parfum (zapach), Alpha-Isomethyl Ionone (składnik kompozycji zapachowych), Eugenol (imituje zapach goździków), Geraniol (imituje zapach pelargonii), Hexyl Cinnamal (imituje zapach jaśminu), Linalool (imituje zapach konwalii), Propylene Glycol (zapobiega wysychaniu kosmetyku; wspomaga działanie konserwujące), Phenoxyethanol (konserwant), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant).
Myślę, że warto wspomnieć, że omawiany egzemplarz jest już ze zmienionym składem i jeśli ktoś używał starej wersji, to o nowej wzbogaconej o takie składniki jak Isopropyl Alcohol, Glycerin, Trideceth-9, Propylene Glycol może mieć już inne zdanie.

Maska mieści się w bardzo dużym i głębokim słoju, zakręcanym na zakrętkę, pod którą znajduje się jeszcze plastikowa nakładka, zabezpieczająca produkt.


Maska ma ładny zapach, który utrzymuje się na włosach nawet do kolejnego mycia. Jednak jest dość intensywny, kojarzący się z gumą balonową z domieszką kwiatowych nut, więc nie każdemu zapewne będzie odpowiadał.

Konsystencja nie jest rzadka, lecz treściwa, a produkt świetnie się rozprowadza, nie spływa z włosów. Z działania jestem zadowolona. Co prawda wpływem na odżywienie włosów, nie dorównuje koleżance z Biovax z trzema olejami [recenzja], jednak jej działanie jest odczuwalne.


Nigdy nie stosowałam jej na skalp lecz od ucha w dół. Włosy po jej użyciu były sypkie, śliskie, lśniące, miękkie, w miarę nawilżone, a także puszyste. Maska ułatwia rozczesywanie. Jak już niejednokrotnie wspominałam, moje włosy mają ogromną tendencję do puszenia się, zarówno pod wpływem pogody, jak i źle dobranych produktów. Niestety maski Repair&Shine nie mogę zaliczyć do wygładzających. Co prawda nie wzmagała puszenia się włosów, ale także nie ujarzmiała puchu, który w zależności od panującej aury był mniejszy lub większy. Przy czym muszę przyznać, że po jej użyciu nigdy  się nie zdarzyło, aby włosy pokazały szczyt swoich możliwości w tym względzie.

Reasumując, maska mnie nie zawiodła i pozytywnie będę ją wspominać. Biorąc pod uwagę jej zalety jestem w stanie przymknąć oko na to, że nie okiełznała moich spuszonych kosmyków.

Mieliście tę maskę? Jak się u Was sprawdziła? Jakie maski do włosów polecacie?

28 komentarzy:

  1. Pierwszy raz widzę, nigdy nie miałam. Na razie używam Biovax i Kallos :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ją jakieś 3-4 lata temu i pamiętam, że byłam strasznie zadowolona :) potem o niej zapomniałam aż do dzisiaj, kiedy ujrzałam Twój wpis :) pod wpływem chwili planowałam odkupić, ale piszesz, że coś majstrowali ze składem ... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Agnieszko,
      Jeśli była Pani zadowolona z naszego kosmetyku 3-4 lata temu, to dziś byłaby Pani z niego zadowolona jeszcze bardziej. Wszelkie zmiany w składzie naszych kosmetyków mają na celu poprawienie jakości naszych produktów.

      Usuń
  3. Ciekawe jak u mnie by się sprawdziła, na puszenie się włosów nie narzekam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem wierna Kallosowi ;) Aczkolwiek przy okazji zakupów może zakupię jeszcze inną :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta maska była jedną z pierwszych podczas przygody z włosomaniactwem - kupowałam ją wielokrotnie i dzięki sylikonom w jej składzie miałam przepięknie wygładzone i ujarzmione moje wysokoporowate włosy. Ciekawa jestem, czy teraz, z nowym składem sprawdziłaby się tak, jak rok czy dwa lata temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć. Czasem włosy po roku czy po dwóch zupelnie inaczej reagują na ten sam kosmetyk ;)

      Usuń
  6. Szkoda, ze nie ujarzmia puchu, ale inne plusy mnie ciągną do niej więc kiedyś wyprobuje !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście przynajmniej nie potęguje puszenia się, tak jak np. odżywka AiK z Garniera, abo szampon Balea, Glatt + Glanz. Nawet po Biovaxie wlosy były bardziej spuszone, tyle że nie zwracałam na to uwagi, gdyż były rewelacyjnie nawilżone i odzywione ;)

      Usuń
  7. U mnie się nie sprawdza,podobnie jak Kallos i Biovax :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kallosa nie miałam, a Biovax z 3 olejami, to jak narazie mój nr jeden ;) Każde włosy inaczej reagują i niestety nie u wszystkih sprawdzi się to samo ;)

      Usuń
  8. Nie miałam jej, ale pewnie dlatego że ma zbyt dużą pojemność. Rzadko używam masek do włosów, więc taki ogromny słój starczyłby mi na wieczność. Ostatnio moje włosy są w bardzo dobrej kondycji, ustąpił nawet nadmierny puch i w zasadzie nie potrzebuję częstego intensywnego nawilżania. Ciekawi mnie zapach tej maski, nuta gumy balonowej z kwiatową chyba są fajne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zapach bardzo podobał :) Za takimi słojami też nie przepadam, chociaż po maski sięgam, to jednak jak widzę taką pojemność, a nie wiem, jak się produkt sprawdzi, to trochę przeraża mnie wizja męczenia się z nim przez kilka miesięcy - ostatecznie można go oddać komuś lub wykorzystać zamiast pianki do golenia nóg. Poza tym słoje są nieporęczne i zajmują sporo miejsca na półce w łazience. No i jako że lubię testować nowe kosmetyki, a moja lista pęka w szwach, to przy wydajności ogromnych opakowań dłuuugo muszę czekać, aż będę mogła pozwolić sobie na coś nowego ;) Czasem jednak warto zaryzykować ;)

      Usuń
    2. Drogie Panie,
      rozumiem, że duże opakowanie nie zawsze jest najwygodniejsze. Dlatego większość naszych kosmetyków proponujemy także w mniejszych opakowaniach. Maska Sleek Line Repair dostępna jest także w mniejszych słoiczkach (250 ml) oraz w saszetkach (10 ml). Dzięki temu rozwiązaniu nasze maski mogą częściej pojawiać się na Waszych listach zakupowych, będąc przeplatanymi z innymi kosmetykami. A dzięki saszetkom łatwo można obdarować koleżankę ulubioną maską.

      Usuń
  9. Miałam ją i świetnie spisywała się na włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie miałam jej, też mam maskę taką litrową- bardzo długo się je zużywa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie lubię takich wielkich pojemności

    OdpowiedzUsuń
  12. Brzmi niezłe, ale pojemność taaaaka duża, ze chyba ze 3 lata bym zużywała:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miałam jej, ale chętnie wypróbuję. Lubię takie duże produkt, bo na długo wystarczają :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na moim sianku pewnie nie dałaby rady ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam tej maski ale jak słabo sobie radzi z puszeniem to jej nie chcę. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Słyszałam kiedyś o niej, ale nigdy nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. muszę pokonać jakąś dozę nieufności i wypróbować:))

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo, bardzo miło ją wspominam, nawet mam w zapasach (jeszcze nie otworzyłam), więc ciekawe jak się sprawdzi tym razem. Moje włosy bywają zmienne :P

    OdpowiedzUsuń
  19. jak skończę Kallosa to jest na mojej liście :P

    OdpowiedzUsuń
  20. uwielbiam tę maske. mam też szampon i odżywkę z tej firmy i są świetne!

    Zapraszam do obserwacji z rewanżem :)
    http://inszaworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń