czwartek, 4 września 2014

Francuska glinka czerwona - idealny kosmetyk dla mojej cery

Glinki są nieodzownym elementem pielęgnacji mojej skóry. Sięgam po nie regularnie od lat, a czerwona należy do tych najbardziej ukochanych. Zazwyczaj zamawiam ją ze strony Zrób Sobie Krem, ale można ją znaleźć także w innych sklepach internetowych oraz stacjonarnych (zielarskich, z kosmetykami naturalnymi).


Opis ze strony sklepu Zrób Sobie Krem:
Glinka czerwona znajduje zastosowanie w pielęgnacji cery tłustej i normalnej. Działa delikatnie odtłuszczjąco i łagodniej ściąga pory niż glinka zielona. Polecana jest dla cery z trądzikiem różowatym, zapobiega także rozszerzaniu się naczynek krwionośnych. Remineralizuje skórę, oczyszcza z toksyn. Dla cery delikatnej wrażliwej polecamy mieszać w proporcjach 1:3 glinkę czerwoną z glinką białą. W ten sposób otrzymuje się tak zwaną glinkę różową.
Glinkę czerwoną można używać także jako surowiec do produkcji kremów, mleczek i toników. W kosmetykach powoduje efekt matowienia, absorbuje nadmierną produkcję łoju oraz wzbogaca krem w mikroelementy i sole mineralne. 
Glinka czerwona French red clay wydobywana w kopalniach we Francji. Całkowicie naturalny produkt o najwyższej jakości, suszony na słońcu, bezpiaskowy.

Skład mineralny:
  Kaolinit, dużo żelaza dzięki któremu zawdzięcza swój kolor, glin, miedź, kwarc, krzem, magnez, sód, potas i inne mikroelementy i sole mineralne. 

Glinka przychodzi w postaci drobno zmielonego proszku w kolorze czerwonym, a właściwie rdzawym (rudawym). Zastosowanie ma bardzo szerokie, gdyż można jej używać jako maski na twarz lub włosy (a właściwie skalp), do kąpieli (wsypując do ciepłej wody w wannie). Poza tym można ją dodawać (w mniejszym stężeniu, np. 2%) do samorobionych mleczek, toników czy kremów.

Dla mnie przede wszystkim jest znakomitym materiałem na maseczki do twarzy. Najczęściej rozrabiam ją z wodą i otrzymaną papkę trzymam ok. 15 - 20 minut na buzi nie dopuszczając do jej wyschnięcia (spryskując co jakiś czas twarz tym, co akurat mam pod ręką - wodą termalną/mineralną/tonikiem/hydrolatem). Zdarza mi się także mieszanie jej z glinką białą lub kwasem hialuronowym czy też olejami. Przygotowanie jej do nałożenia na twarz zajmuje chwilkę i nie jest pracochłonne. Jedyny mały minus maseczek glinkowych to ich zmywanie, a przy czerwonej z racji intensywnego koloru trzeba się trochę bardziej "napracować" niż przy białej czy błękitnej. Łatwiej też o pobrudzenie.


Swoją przygodę z glinkami zaczęłam właśnie od czerwonej, gdyż ze względu na delikatność działania najczęściej polecana jest do cery wrażliwej, naczynkowej. Ma uszczelniać naczynia krwionośne, a tym samym zapobiegać powstawaniu nowych pajączków. Trudno ocenić "zapobieganie", jednak z całą pewnością mogę stwierdzić, że uspokaja naczynka. Ponadto wyrównuje koloryt cery i sprawia, że staje się ona bardziej promienna. 

Wygładza, zwęża pory i świetnie oczyszcza. Wspaniale radzi sobie z tłustą skórą w strefie T lekko ją odtłuszczając (efekt zmatowienia utrzymuje się kilka godzin) i zmniejszając wydzielanie sebum. Działa "lecząco" na wypryski. Swego czasu pomogła mi w walce z trądzikiem, a jej regularne stosowanie (1 - 2 razy w tygodniu) znacząco wpłynęło na poprawę stanu skóry i zmniejszenie się liczby oraz częstotliwości pojawiania się wyprysków.  

Właściwości tej glinki, tak skutecznej w walce z trądzikiem i przetłuszczaniem się skóry, a jednocześnie delikatnej i wzmacniającej naczynka sprawiły, że stała się jednym z moich hitów pielęgnacyjnych. Francuska glinka czerwona to idealny wybór dla cery wrażliwej, delikatnej, naczynkowej, jak również tłustej podatnej na podrażnienia czy też mieszanej. Sprawdza się zarówno na tłustych, jak i suchych partiach twarzy, których nadmiernie nie wysusza, chociaż podobnie do innych glinek także nie nawilża. Po jej użyciu trzeba sięgnąć po krem, serum, tudzież maseczkę nawilżającą, których działanie wzmacnia dzięki porządnemu oczyszczeniu skóry. Jest naturalnym i niedrogim kosmetykiem (50 g kosztuje 6,30 zł).

Stosujecie glinki w pielęgnacji twarzy/włosów/ciała? Jaka jest Wasza ulubiona glinka? Wolicie gotowe maseczki?

38 komentarzy:

  1. Nie używałam jeszcze glinek kiedyś planuję wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam :) Wspaniale działają na skórę, zwłaszcza świetnie ją oczyszczając, a przy tym są naturalne i stosunkowo tanie ;)

      Usuń
  2. Ja też używam już kilka ładnych miesięcy tej czerwonej ze ZSK i tak jak wspomniałaś- ciężko ocenić ale wierzę w to bardzo że wpływa na moje naczynka tak jak powinna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedyś użyłam jej raz i niestety sie zniechęciłam :-/
    Kiedyś może do niej wrócę ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Glinki uwielbiam, tą także testowałam i polubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji cery bez glinek ;)

      Usuń
  5. Nigdy w ten sposób nie przygotowuje kosmetyków, zawsze sięgam po gotowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gotowe kosmetyki są wygodniejsze w zastosowaniu, ale u mnie żaden z drogeryjnych produktów tak dobrze nie oczyszcza skóry, jak glinki ;)

      Usuń
  6. Ja do tej pory używałam tylko białej glinki, ale ta też wygląda zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Białej też używam, ale czerwona lepiej działa na moją skórę ;)

      Usuń
  7. lubię stosować glinki, ale tej jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie się spisuje, więc warto spróbować ;)

      Usuń
  8. Mam ją i uwielbiam :) Jutro sobie nawet naszykuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam z innej marki,ale działa rewelacyjnie,chyba wolę ją nawet od zielonej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielonej nie próbowałam ze względu na delikatną skórę, chociaż pewnie w końcu się odważę ;)

      Usuń
  10. Uwielbiam glinki. Oprócz nich stosuję jeszcze błoto z Morza Martwego. Gotowe maseczki raczej omijam. Moją ulubioną glinką jest zielona.

    Dołączam do grona obserwatorów i dodaję do mojego blogrolla. Będę zaglądała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błoto z Morza Martwego też lubię, a zielonej glinki trochę się obawiam. Wydaje mi się, że może być zbyt agresywana dla mojej skóry, bo działa silniej niż czerwona czy biała. Mam jednak wielką ochotę zaryzykować i w końcu ją wypróbować ;)

      Usuń
  11. Uwielbiam glinki, ale czerwonej jeszcze nie miałam. Jako właścicielka cery tłustej/trądzikowej z pewnością się skuszę przy kolejnym zamówieniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować. Skutecznie walczy z trądzikiem, a jednocześnie jest delikatniejsza od zielonej i z powodzeniem sprawdza się przy skórze wrażliwej ;)

      Usuń
  12. Ja mam czarną i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarną też mam w planach wypróbować ;)

      Usuń
  13. Bardzo lubię czerwoną ! :)) Zapoznaję się z nią od jakiegoś czasu i przypadła mi już do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytam o tych glinkach i coraz bardziej mnie kuszą! Jeżeli zacznę z nimi przygodę, to pewnie na początek wybiorę białą, najłagodniejszą, żeby obadać, jak działa na mojej cerze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biała jest fantastyczna dla cery suchej i wrażliwej. Sięgam po nią najchętniej, gdy skóra jest podrażniona, szara lub przesuszona ;)

      Usuń
  15. Wszelkiego wszelkiego rodzaju glinki lubie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. oj tak miałam czerwoną... nie lubiłam zmywania jej...

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze nigdy żadnej naturalnej glinki nie miałam, ale w planach mam zakup zielonej i różowej, na czerwoną też kiedyś się chętnie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam wszelkie glinki i stosuję je zarówno do twarzy, jak i na włosy :) Moją ulubioną jest zielona, ale czerwoną też bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo lubię czerwoną glinkę ! ;) Moja cera odżywa z nią ! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wygląda jak papryczka chili ;) Ni emiałam tej wersji, mam żółtą a ta tez ciekawei wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam glinki, ale tej jeszcze nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja również uwielbiam glinki. Najlepsza maseczka na świecie :))

    OdpowiedzUsuń
  23. Właśnie czerwoną lub różową muszę kupić i wypróbować :) Choć nie do końca wierzę, że cokolwiek zrobi z naczynkami :)

    OdpowiedzUsuń