wtorek, 25 marca 2014

Norel, Mandelic Acid - zestaw do pielęgnacji domowej z kwasem migdałowym

Swoją przygodę z kwasami zaczęłam od dwóch zabiegów u kosmetyczki, gdzie pierwszy z nich miał miejsce bodaj na początku października. Po dwóch tygodniach odbył się kolejny. Kwasy to chyba jedne z silniej działających substancji, jakie możemy nałożyć na buzię, więc postanowiłam udać się do profesjonalisty, aby ktoś z odpowiednim przygotowaniem doradził mi jaki kwas będzie właściwy dla mojej cery oraz jak pielęgnować skórę po takim zabiegu. Moim celem było przede wszystkim pozbycie się przebarwień pozapalnych. Kosmetyczka uznała, że najbardziej odpowiedni będzie dla mnie kwas migdałowy, a po rozmowie z nią i zebraniu wszystkich informacji o zaaplikowanym preparacie, doszłam do wniosku, że był to produkt firmy Norel. W ofercie tejże firmy znalazłam całą serię MANDELIC ACID do pielęgnacji domowej, opartej na kwasie migdałowym, w skład której wchodzą żel oczyszczający, krem rozjaśniająco-wygłądzający oraz tonik żelowy.


O serii Mandelic Acid, producent na swojej stronie [klik] pisze:
Preparaty z linii Mandelic Acid oparte są na kwasie migdałowym i polihydroksykwasach (PHA). Te unikalne substancje czynne w sposób szybki i widoczny poprawiają kondycję i wygląd skór młodych, tłustych ale również dojrzałych, ze zmarszczkami i przebarwieniami. Dodatkowo zawarte w preparatach wyciągi roślinne, alantoina, pantenol i kwas hialuronowy zapewniają działanie regenerujące, łagodzące i przeciwzapalne.
Preparaty delikatnie złuszczają naskórek, wyrównują jego powierzchnię (rozszerzone pory, bruzdy, zmarszczki) i rozjaśniają koloryt. Regularnie stosowane zapewniają skórze gładkość, „świetlistość” i młody wygląd.

Zdecydowałam się na zakup całego zestawu do pielęgnacji domowej, a więc wszystkich trzech preparatów, które dostępne są w niektórych gabinetach kosmetycznych, w sklepie internetowym  Norel TU oraz w innych sklepach online (hurtowniach kosmetycznych) i właśnie z tej trzeciej opcji ja skorzystałam. Żel oczyszczający oraz tonik - żelowy zawierają 6% kwas migdałowy, krem 4% kwas.

Ceny produktów kształtują się następująco: krem 78 zł, żel 44 zł, tonik 44 zł (razem 166 zł). Kupując cały zestaw zapłacimy mniej, ale u mnie doszły koszty przesyłki, więc w rezultacie łącznie z opłatą kuriera uzbierała się suma 169 zł. Nie są to więc tanie kosmetyki, ale cena jednego zabiegu u kosmetyczki (oczywiście o znacznie silniejszym stężeniu) jest porównywalna z kosztem całego zestawu, który wystarczy na długą kurację.

Opakowania:

Żel i tonik umieszczone są w plastikowych, półprzezroczystych butelkach z zamknięciem typu "klik". Otwory według mnie są odpowiednie dla produktów o takiej konsystencji i zapewniają bezproblemowe wydobycie kosmetyku bez rozlewania się.
Krem znajduje się w odkręcanym słoiczku. Pod wieczkiem zamiast folii znajduje się plastikowa nakładka, którą wystarczy pociągnąć za wypustkę, aby mieć dostęp do zawartości.
Szata graficzna jest bardzo przejrzysta i estetyczna. Niestety po jakimś czasie napisy zaczynają się ścierać.



Mandelic Acid - Żel oczyszczający z kwasem migdałowym



Pojemność:
200 ml.

Opis producenta:



Skład:

Konsystencja i zapach:
Konsystencja bezbarwnego żelu, który po nałożeniu zwilżoną dłonią, tworzy delikatną pianę na skórze. Całość należy potem zmyć letnią wodą. Ma bardzo delikatny, niemal niewyczuwalny chemiczny zapach, ja jeszcze doszukuję się subtelnej nutki kwiatowej.

Moja opinia:
Kosmetyków z zestawu zaczęłam używać w połowie listopada, a pod koniec stycznia zrobiłam sobie przerwę od kwasu migdałowego. Zatem cała domowa kuracja trwała dwa i pół miesiąca, a w ostatnich dniach ją wznowiłam.

Po żel oczyszczający sięgałam najrzadziej z całego zestawu, zwykle raz w tygodniu po wieczornym demakijażu, Zdarzało się czasem, że ta przerwa była nawet dłuższa. Postępowałam tak dlatego, że działanie wszystkich trzech preparatów wydawało mi się dość mocne. Przy częstszym stosowaniu trio, na drugi dzień odczuwałam przesuszenie skóry oraz szczypanie policzków (na skutek suchości), a makijaż się warzył. Pojawiały się również suche skórki.

Dochodzi w tym miejscu do paradoksu, bowiem w ogólnym rozrachunku te kosmetyki nawilżają skórę, a jednocześnie po ich użyciu odczuwamy wysuszenie, które według mnie stanowi efekt uboczny złuszczania naskórka.

Żel oczyszcza i odświeża skórę, bezpośrednio po jego zastosowaniu nie odczuwamy żadnego ściągnięcia, suchości skóry czy też szczypania. Sięgałam po niego, kiedy chciałam zafundować skórze silniejszą dawkę złuszczania, lepiej ją oczyścić, kiedy widziałam, że zaczynają pojawiać się wypryski lub wyczuwałam pod skórą grudki. Żel łagodził takie zmiany, oczywiście nie znikały natychmiast, ale rano były już mniejsze i nie tak bardzo rozognione. Te, które dopiero zaczynały się ujawniać, jakby się gdzieś wchłonęły. Zgadzam się z producentem, że "odtłuszcza" skórę i usuwa nadmiar sebum.

Jeszcze chyba nigdy nie miałam tak wydajnego kosmetyku, po kilkunastu użyciach w ogóle nie widać, żeby cokolwiek ubyło w buteleczce. Trochę nawet się obawiam, że nie zdążę wykorzystać go w całości przed upływem daty ważności (wrzesień 2015).

Tonik żelowy z kwasem migdałowym


  Pojemność: 200 ml.

Opis producenta:


Skład:


Konsystencja i zapach:
Tonik żelowy ma nietypową formę, jak na tego typu produkt, bowiem nie jest wodnisty lecz ma postać płynnego bezbarwnego żelu, który szybko się wchłania. Zapach jest chemiczny, wyczuwalny. Dla mnie obojętny, ani mnie nie zachwyca, ani też nie drażni.

Krem rozjaśniająco - wygładzający z kwasem migdałowym


Pojemność: 50 ml.

Opis producenta:


Skład: 

Konsystencja i zapach:

Konsystencja lekkiego kremu, który szybko się wchłania. Zapach bardzo podobny do toniku z tej samej serii.

Moja opinia:
Z działania kremu rozjaśniająco - wygładzającego oraz toniku żelowego jestem niezwykle zadowolona. Aplikowałam je za każdym razem jednocześnie, więc nie sposób rozgraniczyć roli, jaką odegrał każdy z tych kosmetyków z osobna, dlatego mogę jedynie zamieścić wspólną recenzję.

Jak wcześniej wspominałam, moją domową kurację kosmetykami z kwasem migdałowym poprzedziły dwa zabiegi z tymże kwasem w gabinecie kosmetycznym o wysokim, bo 50% stężeniu, na który moja skóra zareagowała bardzo pozytywnie. Niemniej jednak do aplikacji preparatów z serii Mandelic Acid podeszłam ostrożnie. Początkowo używałam toniku oraz kremu mniej więcej dwa razy w tygodniu, czyli co ok. 3 - 4 dni. Aplikowałam je zawsze wieczorem na oczyszczoną skórę. Po upływie ok. 3 tygodni, zwiększyłam częstotliwość stosowania produktów i sięgałam po nie co drugi dzień. Jeśli skóra była mocno wysuszona i w gorszej kondycji, robiłam sobie ponownie dłuższe przerwy (np. 3 - 4 dni).

Podobnie, jak w przypadku żelu oczyszczającego, także tutaj miał miejsce wspomniany paradoks. Tzn. skóra sama w sobie ogólnie była lepiej nawilżona, ale jednocześnie czasem zdarzało się szczypanie policzków (głównie suchej u mnie skóry w tym miejscu) i buzia domagała się maseczki lub kremu porządnie nawilżającego. (O pielęgnacji cery napiszę więcej w następnym poście). Nie odnotowałam natomiast mocnego łuszczenia się skóry, nie przypominałam liniejącej jaszczurki, skóra nie schodziła mi płatami, a suche skórki pojawiały się sporadycznie na kolejny dzień po aplikacji kremu i toniku, przeważnie na brodzie i w okolicy nosa (skóra tłusta). Jedynie gdy dodatkowo użyłam także żelu obserwowałam więcej suchych skórek na całej twarzy (podobnie jak po zabiegach u kosmetyczki, na 3 dzień skóra była cała w suchych skórkach). Brak ciągłych i widocznych objawów intensywnego złuszczania nie oznaczał bynajmniej, że preparaty nie działają, bowiem widoczne rezultaty pojawiły się już po paru zastosowaniach, a na niektóre musiałam poczekać kilka tygodni.

Kosmetyki spowodowały wygładzenie faktury skóry, nawilżały ją - pojawiające się w okresach przesuszenia/odwodnienia skóry, zmarszczki między brwiami oraz na czole "znikły". Moja cienka skóra stała się bardziej "mięsista", jakby pogrubiona. Zmniejszyła się liczba zaskórników, a pory zostały zwężone. Produkty spowodowały wyrównanie kolorytu cery, "rozjaśnienie" jej (mam na myśli odświeżenie, a nie zmianę koloru cery na jaśniejszy). Buzia wygląda na młodszą i gładszą.
Na brodzie miałam mnóstwo przebarwień pozapalnych, pamiątki po wypryskach w postaci bordowych kropek i właśnie do ich zwalczenia zaprzęgnęłam kosmetyki Norel Dr Wilsz. Muszę przyznać, że spisały się znakomicie - rozjaśniły uparte przebarwienia i po ok. 2 miesiącach wszystkie, niegdyś mocno wyraźne plamy niemal zniknęły całkowicie.

Produkty miały także swój udział w zapobieganiu i zwalczaniu wyprysków. Kiedy coś zaczynało się dziać w podatnej na zapychanie i trądzik skórze mojej brody, pomagały pozbyć się niechcianych gości. Przyspieszały regenerację skóry i łagodziły zmiany zapalne, które rano były mniejsze. Przyspieszały więc gojenie się, podobnie jak w przypadku używania żelu, ponieważ niekiedy "leczyłam" wypryski tylko tonikiem i kremem. Nie sposób nie dodać, że nie pojawiały się tak często, jak wcześniej. Właściwie w czasie tych 2,5 miesiąca kuracji wypryski ukazywały się sporadycznie (2 razy wyskoczyły mi 3 jednocześnie, i raz czy dwa pojedyncze pryszcze). Zatem kosmetyki pomogły mi utrzymać kapryśną skórę w ryzach i zdecydowanie ukróciły występowanie trądziku. Przez większość czasu mogłam cieszyć się gładką cerą, co w ostatnich latach rzadko się zdarzało. Zwykle na mojej buzi (tłustej brodzie) gościł choćby jeden czy 2 wypryski, niekiedy było ich więcej. Długo się goiły, często wychodziły podskórne bolące gule, a okresy cery bez wyprysku trwały najwyżej kilka dni. Często moja broda przypominała istne pobojowisko. Teraz udało mi się ogarnąć w końcu skórę na brodzie ( oraz na czole przy granicy z włosami w okolicy brwi i nosa) i rzadko mam do czynienia z wypryskami.

W tym miejscu warto też wspomnieć, że u mnie nie wystąpił żaden wysyp spowodowany oczyszczaniem się skóry, jak to ma miejsce na początku stosowania preparatów mających na celu łagodzenie zmian trądzikowych. Było odwrotnie - miałam zapisaną wizytę u kosmetyczki, a na buzi (broda i czoło) pojawiła się rzesza wyprysków, w gabinecie okazało się, że one nie są przeszkodą do zabiegu, który pomoże "podleczyć" te zmiany i tak też się stało.

Preparaty z serii Mandelic Acid nie podrażniły mojej cery, nie wystąpiło także żadne uczulenie. Bezpośrednio po aplikacji tych preparatów buzia mnie nie piekła, nie szczypała, nie była rozogniona. Dla mnie duże znaczenie ma także fakt, że kosmetyki służące usuwaniu przebarwień, złuszczające oraz wspomagające walkę z wypryskami są bezpieczne dla cery naczynkowej. Producent na opakowaniu kremu obiecuje, że "regularnie stosowany zmniejsza rumień i teleangiektazje (poszerzone naczynka krwionośne)". Na mojej cerze ta obietnica została spełniona - rumień praktycznie był niewidoczny, a naczynka (teleangiektazje) były jaśniejsze i mniej widoczne. Skóra wyglądała znacznie lepiej. Ten efekt utrzymywał się na skórze jeszcze przez ok. 4 tygodnie od zakończenia stosowania preparatów. Potem rumień i naczynka powróciły do stanu sprzed kuracji.



Niezwykła wydajność to cecha wszystkich kosmetyków z linii Mandelic Acid, w butelce toniku zużycie nie sięgnęło nawet 1 cm od wieczka, a kremu także niewiele ubyło, chociaż po nim widać największy ubytek (ale nadal nieznaczny - jak na zdjęciu). Z jednej strony taka wydajność cieszy, ale może też martwić, że w końcu trzeba będzie wyrzucić część produktu, kiedy skończy się okres przydatności do użycia. Jednak produkty z kwasem migdałowym można stosować cały rok, także latem. Należy tylko pamiętać, aby na dzień aplikować krem z filtrem przeciwsłonecznym z minimum SPF 20 (cały rok). Producent zaleca także używanie ich nie tylko na twarz, ale również na szyję oraz dekolt i właśnie po wznowieniu kuracji mam zamiar nakładać je również na ten obszar.


Plusy produktów z zestawu (zwłaszcza toniku oraz kremu):
- usuwają przebarwienia,
- pomagają leczyć stany zapalne,
- działają łagodząco i kojąco,
- zapobiegają powstawaniu wyprysków,
- pomagają zwalczyć zaskórniki,
- zwężają pory,
- wygładzają skórę,
- nawilżają,
- niwelują rumień,
- zmniejszają widoczność naczynek,
- nie podrażniają,
- nie uczulają,
- są wydajne.

Minusy:
- dostępność,
- ścierające się napisy z opakowań.

Do minusów można by zaliczyć także uczucie szczypania buzi (na skutek przesuszenia) czy też łuszczenie się skóry, ale jest to wpisane w skutki uboczne zabiegów czy też produktów z zawartością tego typu substancji.

Cena także może stanowić negatyw, ale myślę, że biorąc pod uwagę wszystkie korzyści, jakie przyniosły mojej cerze te kosmetyki oraz ich wydajność, to koszt całego zestawu wcale nie jest aż tak wysoki. Dla mnie są warte każdej złotówki. Oczywiście na rynku znajdziemy różnego rodzaju kremy i toniki tańsze od tych z firmy Norel, jak choćby dobrze znane Pharmaceris, których zakup sama rozważałam. Jednak obawiałam się, że mogą okazać się zbyt agresywne i ostatecznie uznałam, że przy mojej mieszanej (w kierunku suchej) i naczynkowej cerze lepiej sprawdzi się zestaw Norel i nie zawiodłam się.

W zauważalny sposób produkty firmy Norel poprawiły stan mojej cery, usunęły trudne do zwalczenia przebarwienia, ograniczyły pojawianie się wyprysków. Oczywiście zabiegi kwasami czy kosmetyki z ich zawartością w niższym stężeniu nie zdziałają cudów na miarę Photoshopa, nie dadzą nam "nowiutkiej" skóry, odmłodzonej o 20 lat, ale znacznie wpłyną na poprawę jej stanu, pomogą zapanować nad problemami ją nękającymi (trądzik, naczynka, przebarwienia) i są wspaniałym orężem w walce o lepszą cerę. Również nie wszystkie efekty są trwałe - na pewno usunięcie starych przebarwień owszem, ale jeśli chodzi o rumień, wygładzenie czy nawilżenie, to po kilku tygodniach od zaprzestania ich stosowania, cera może wrócić do punktu wyjścia.

I jeszcze na zakończenie tej jakże długaśnej (znowu!) recenzji dwa słowa odnośnie moich intencji co do opublikowania tego posta. Moim zamiarem nie była reklama czy zachęcanie kogokolwiek do bezwarunkowego zakupu opisanych kosmetyków(jak zawsze zresztą). Mimo że stężenie kwasu w tych preparatach nie jest wysokie, to radziłabym ostrożność w doborze kosmetyków pielęgnacyjnych. Osobiście uważam, że w kwestii kwasów dobrze jest najpierw skonsultować się ze specjalistą (dermatologiem/kosmetyczką) i sama też tak uczyniłam. Po przetestowaniu tych produktów chciałam się podzielić opinią, jak się u mnie spisały, bowiem mogą stanowić alternatywę dla osób z podobnym typem cery oraz dla tych, którzy są zdecydowani na kurację kwasem migdałowym.

Zobacz również post o pielęgnacji cery podczas kuracji kwasami (klik).

Używacie preparatów z kwasami? Jaki kwas się u Was najlepiej sprawdził?

25 komentarzy:

  1. hmmm pierwszy raz słyszę o tej serii, będę musiała na nią zwrócić uwagę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się sprawdziła i uważam, że to były dobrze wydane, a raczej zainwestowane pieniądze ;)

      Usuń
  2. Ciekawe jak by się u mnie sprawdziły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto się nimi zainteresować, a najlepiej skonsultować to z kosmetyczką lub dermatologiem ;)

      Usuń
  3. Nie słyszałam jeszcze o tych kosmetykach. Z kwasami się polubiłam, używałam kremu z Pharmaceris również z kwasem migdałowym. Chętnie wypróbowałabym tonik i krem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nad Pharmacerisem sama się zastawiałam, ale na razie mam takie zapasy kosmetyków z kwasem migdałowym, że nie prędko nadarzy się okazja do przekonania się czy to coś dla mnie ;) Zresztą zestaw z firmy Norel zadowolił mnie w 100% ;)

      Usuń
  4. Pierwszy raz spotykam się zarówno z tymi produktami, jak i samą firmą. Krem i tonik wyglądają ciekawie, na żel się nie skuszę ze wzg. na SLES w składzie. Dotąd używałam tylko preparatów z kwasem salicylowym i glikolowym. Może za rok wypróbuję migdałowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilka-, kilkanaście lat kosmetyki Norel można było spotkać w drogeriach (sama miałam jakiś balsam antycellulitowy lub przeciw rozstępom i byłam zadowolona). Używałam też kremu pod oczy z tej firmy. U mnie kwas migdałowy spisał się wyśmienicie i z pewnością w kolejnych latach będę próbować produktów z innymi kwasami, zwłaszcza te z glikolowym mnie kuszą ;)

      Usuń
  5. Jak ty się rozpiszesz to już na całego :P Preparatów z kwasami nie używałam nigdy, zawsze wydawało mi się, że nie są potrzebne mojej cerze, chociaż ciekawość ich spróbowania jest silna. Z tego co piszesz to świetnie zadziałały na Twoją cerę i poprawiły jej stan w znaczącym stopniu. Ja mam kilka przebarwień na twarzy, ale są to tylko przebarwienia posłoneczne i jestem ciekawa czy taki zestaw też by u mnie zadziałał, choć z drugiej strony obawiam się tych suchych skórek o których piszesz, bo moja skóra ma tendencje do wysuszania. No i szkoda, że po odstawieniu kosmetyków cera wraca do stanu sprzed..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam jedną zółto-beżową plamę na policzku (przebarwienie posłoneczne) i w dużej mierze zostało rozjaśnione. Moja skóra na policzkach jest bardzo sucha. Wiedziałam, że kwasy powodują łuszczenie się skóry i spodziewałam się armagedonu, ale u mnie nie wystąpiło w tak dużym stopniu, jak się naczytałam, że może być ;) Co ciekawe suche skórki, jeśli już się pojawiały to zazwyczaj na tych tłustych partiach twarzy ;) Jeśli chodzi o powrót cery do punktu wyjścia, to uważam, że w przypadku tych preparatów i tak jest świetnie. Najczęściej jest tak, że pod odstawieniu jakiegoś kosmetyku cera od razu powraca do pierwotnego stanu, a czasem bywa nawet gorzej. To samo dotyczy zabiegów u kosmetyczki, która ma do pomocy silnie skoncentrowane kosmetyki, różne lasery, lampy i inne urządzenia, a i tak efektami możemy cieszyć się potem kilka dni, czasem miesięcy. Tutaj "ładniejsza" cera utrzymywała się ok 4. tygodnie po odstawieniu, a usunięcie przebarwień było trwałe. Poza tym już nie mam problemów z ciągle pojawiającymi się wypryskami (odpukać!) ;)

      Usuń
  6. Bardzo zaciekawiły mnie te produkty. Ciekawa jestem jakby się sprawdziły na mojej suchej i wrażliwej skórze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam suchą skórę, skłonną do przesuszania się i u mnie zadziałały wyśmienicie ;) Jednak przy wrażliwej cerze nie ma reguł i nie wiadomo nigdy do końca co jej może zaszkodzić, a co jest bezpieczne ;)

      Usuń
  7. To się nazywa konkretny post ;) Nie miałam tych produktów, ale jak do tej pory kwas migdałowy działał pozytywnie na moją skórę, więc będę o nich pamiętać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniosło mnie trochę ;) Ale chciałam jak najbardziej szczegółowo opisać swoje wrażenia, gdyby ktoś się zastanawiał czy warto bawić się w doświadczenia z kwasami ;) Moja skóra też bardzo polubiła się z kwasem migdałowym ;)

      Usuń
  8. Mimo, że kwasów się boję i na razie nie planuję ich stosować to post przeczytałam z zainteresowanie od początku do końca :) Do tej pory miałam okazję używać tylko maski algowej z Norel i jestem z niej bardzo zadowolona. Działa wyśmienicie, a jej cena i pojemność w porównaniu do konkurencji wcale nie jest taka wysoka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że ktoś dotarł do do zakończenia ;) Moje doświadczenia z kosmetykami z tej firmy jak dotąd były pozytywne. Zaciekawiłaś mnie tą maską algową :)

      Usuń
  9. Nie używałam nic z tej firmy, ale kiedyś na pewno zagoszczą w mojej łazience..;) A co powiesz na wspólną obserwację? Jak się zgadzasz, daj znać w komentarzu u mnie na blogu, żebym mogła się odwdzięczyć :*

    OdpowiedzUsuń
  10. nie używałam nigdy :)
    zapraszam do mnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam tej firmy jak i ich produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Same superlatywy jak dla mnie. Szkoda, że jest taka mała dostępność tych kosmetyków bo nie spotkałam się nigdy. Przydałoby mi się takie nawilżenie nawet kosztem tych paradoksów, na dłuższą metę przynosi to same korzyści.

    OdpowiedzUsuń
  13. Używałam toniku i byłam bardzo zadowolona, bo rzeczywiście rozjaśnił przebarwienia i spłycił blizny potrądzikowe. Jesienią znów do niego wrócę i skuszę się też na krem. Żelu raczej nie będę używać, ze względu na SLS w składzie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój tonik Norel stoi i się kurzy;) i z podkulonym ogonem wracam do ponownego jego używania bo świetnie radził sobie z wypryskami, które niestety są moją zmorą. Ważne by nie używać toniku codziennie bo efekt łuszczenia będzie uciążliwy, odnosi się to do osób które lubią używać fuidów i podkładów. Dobrze jest po nałożeniu toniku zaaplikować nawilżający krem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej. Ja zaczynam przygodę z kwasami, uzywam od kilku dni isis pharma 12 % kwasu glikowego. Na początek mega mnie szczypalo tylko 3 minuty wytrzymalam, teraz do 20 minut, zaciekawiły mnie te kosmetyki. Powiesz od jakiego stężenia kwasu u kosmetyczki zaczynalaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był to 50% kwas migdałowy, więc zaczęło się dość ostro ;) Sama bym się nigdy nie odważyła na nałożenie go na twarz, ale na szczęście okazał się świetnym wyborem ;)

      Usuń
  16. Kocham wręcz kwasy ;)
    Z tej firmy nie miałam jeszcze ... ale nadrobię to

    OdpowiedzUsuń