niedziela, 2 marca 2014

La Roche Posay, Anthelios XL Gel-Creme Toucher Sec SPF 50+ (Żel - krem do twarzy suchy w dotyku)

Wiele osób może być zaskoczonych pojawieniem się w zimie recenzji kremu z filtrem, w dodatku z tak wysokim faktorem, do tego w krótkim czasie po opublikowaniu posta na temat innego kremu z filtrem [recenzja]. Już mówię skąd ta "perełka" w blogosferze. Po pierwsze ten kosmetyk właśnie sięgnął denka, a używałam go jesienią i zimą, głównie ze względu na zabiegi kwasami oraz stosowanie kosmetyków z kwasem migdałowym, a ponieważ mam jasną cerę, skłonną do przebarwień słonecznych oraz pozapalnych, to staram się chronić twarz kremami z filtrem.


A skąd recenzja drugiego kremu z filtrem w przeciągu kilku dni? Zdążyłam zużyć dwa kremy jednocześnie? Dokładnie tak było! Krem z Avonu aplikowałam na policzki, gdzie mam cerę suchą, natomiast żel - krem Anthelios XL na strefę T (broda, nos, czoło).


Pojemność: 50 ml.
Cena: ok. 55 zł (w zestawie z wodą termalną).
Dostępność: apteki stacjonarne oraz internetowe, Allegro.

Opis producenta:

Skład:

Opakowanie:
Biała tubka z zamknięciem typu "klik". Szata graficzna charakterystyczna dla kosmetyków LRP z serii Anthelios. Wygodne i higieniczne, nie budzi zastrzeżeń.

Moja opinia:
Zanim zakupiłam ten krem już wiedziałam czego mniej więcej mogę się spodziewać, gdyż najpierw przetestowałam kilka próbek, a wcześniej zużyłam dwa opakowania jego brata - aksamitny krem Anthelios XL i dostrzegam między nimi pewne podobieństwa, ale są też różnice.

Krem jest bezzapachowy, a właściwie można wyczuć coś chemicznego, typowego dla kremów z filtrami, jednak jest to subtelne. Przez cały czas noszenia go na twarzy jest niewyczuwalny. Po otwarciu tubki nie uderza woń alkoholu, jak to miało miejsce w przypadku brata z LRP - Anthelios XL Creme Fondante [recenzja].




 Produkt niezbyt przyjemnie się rozprowadza. Trzeba to robić dokładnie i wiedzieć jaką ilość produktu zaaplikować na twarz, gdyż po kilkunastu sekundach zastyga i przy próbie dołożenia lub zniwelowania smug zaczyna się niemiłosiernie rolować.

Wszelkie smugi po zastygnięciu pozostawiają biały ślad. W przypadku równomiernego rozprowadzenia, kosmetyk szybko się wchłania. Bieli, ale przy bardzo jasnej cerze, nie jest to uciążliwe i widoczne, wręcz bym powiedziała, że dzięki temu trochę wyrównuje koloryt skóry. Nie pozostawia tłustego filmu lecz matowi cerę.

O wydajności nie będę się rozpisywać, gdyż aby osiągnąć deklarowaną na opakowaniu kremu z filtrem ochronę powinno się go aplikować ok. 1,5 ml - 1,8 ml na samą twarz, bowiem w przypadku mniejszej ilości ochrona ta drastycznie spada. Sama nie żałowałam go sobie zwłaszcza na brodzie, gdzie najczęściej pojawiają się wypryski i powstają przebarwienia.

Konsystencja jest kremowa, ale treściwa. W porównaniu z bratem Creme Fondante, jest znacznie  gęstsza, jakby gumowa i bardziej toporna we współpracy. Szybko zastyga i wówczas można zrozumieć co to znaczy "suchy" krem. Wolę jednak Creme Fondante, gdyż jest lekko tłusty, ale faktycznie "aksamitny" i przez to bardziej plastyczny, a przede wszystkim nie roluje się i ewentualne smugi można delikatnie rozsmarować. W przypadku Dry Touch Gel-Cream jest to niemożliwe.

Producent mówi, że nadaje się do każdego typu skóry, ale nie do końca się z tym zgadzam. Anthelios XL żel krem jest skierowany do osób z cerą mieszaną, ale też wrażliwą oraz przy alergii na słońce.

Wydaje mi się, że w przypadku skóry mieszanej: tłusta + normalna lub tłusta czy też z przewagą tłustej strefy, produkt sprawdzi się lepiej. Jak wspomniałam, ja używałam go głównie na strefę T. Oczywiście kilka razy nałożyłam go na całą twarz, ale nie zawsze był to dobry pomysł. Owszem, w niektóre dni wszystko było w porządku, ale zdarzało się, że policzki mnie mocno szczypały (zbyt wysuszał) po kilku godzinach od aplikacji i marzyłam o zmyciu go z twarzy.

Jeśli skóra ma gorszy okres, nie jest odpowiednio nawilżona lub przesuszona (na skutek działania np. kwasów), to lepiej go nie nakładać na te partie. Ostatnio także aplikowałam go na serum z BioDermic, które testuję i nie odczuwałam żadnego ściągnięcia czy też szczypania. Na czole skórę mam raczej normalną i tam go codziennie nakładałam, ale także nie pojawiło się uczucie dyskomfortu. Nawet przy długotrwałym stosowaniu nie przesuszył skóry.

Jeśli chodzi o tłustą brodę i nos, to jestem zadowolona z Gel-Creme Toucher Sec. Matowi skórę, nie tłuści i nie zapycha. Nie uczulił mnie.


Nie jest to według mnie krem, po który można sięgać zawsze i wszędzie i polegać na nim jak na Zawiszy. Jeśli nabierze się wprawy w jego aplikowaniu, opracuje się odpowiednią technikę, to nawet ładnie wygląda i nadaje się pod makijaż. Ale gdy w planach są jakieś szczególne imprezy nie ryzykowałabym, bo czasem w trakcie dnia ni stąd ni zowąd może zacząć przebijać spod podkładu, osadzać się na włoskach i w rozszerzonych porach, ukazując światu pięknego biszkopta lub pojawiają się smugi. "Wyłazi" to wszytko dopiero po kilku godzinach od aplikacji. Mam tu na myśli policzki, krawędzie twarzy, granicę na szyi czy z włosami. W strefie T nie zauważyłam takich "efektów specjalnych".

Ma bardzo wysoką chronę UVA (PPD 31), czyli lepiej niż Vichy Capital Soleil (PPD 17), ale niższą niż aksamitny krem z LRP (PPD 42).


Plusy:
- matowi skórę,
- wysoka ochrona UVA (PPD 31),
- nie zapycha,
- nie pozostawia tłustej warstwy,
- "bezzapachowy",
- stabilne filtry,
- nie uczula,
- wygodne opakowanie.

Minusy:
- szybko zastyga,
- może tworzyć smugi, które trudno zniwelować,
- trzeba wypracować sobie technikę aplikacji,
- nie nadaje się do wszystkich typów mieszanej cery (np. tłusta + bardzo sucha),
- może w ciągu dnia "wymieszać się" z podkładem i stworzyć istny koszmarek na twarzy.

Nie mogę mieć pełnego zaufania do jego zachowania się na całej buzi w ciągu dnia. Co prawda z czasem nauczyłam się radzić sobie z jegomościem, ale zawsze mam obawę, że wykręci mi jakiś numer.  Nie mam raczej ochoty męczyć się ponownie z jego aplikacją. Będę więc testować kolejne produkty w poszukiwaniu swojego ideału, który na twarzy będzie się zachowywał przynajmniej jak Vichy Capital Soleil [recenzja], natomiast zapewni ochronę UVA na poziomie aksamitnego kremu z LRP oraz tak jak on złagodzi wypryski.

Używacie kremów z filtrami czy nie przywiązujecie do nich wagi? Jakie są Wasze ulubione produkty chroniące przed promieniowaniem UV?

10 komentarzy:

  1. słyszałam wiele dobrego o tych produktach

    OdpowiedzUsuń
  2. ja równiez czytałam wiele pozytywnych opini na jego temat. Ja nie używam kremów z filtrem i wiem, że to karygodny błąd... po prostu nie czuję potrzeby, albo jeszcze do niej nie dorosłam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja raczej rzadko sięgam po aż tak wysokie filtry, tym bardziej, że za bardzo obciążają moją skórę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O proszę, będę o nim pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że się u Ciebie sprawdził. Puki co z LA ROCHE POSAY mam żel do mycia twarzy i bardzo go lubię.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie też ostatnio post o kremie z filtrem. Coś nam się w zimie na to wzięło :D Słyszałam o tych filtrach z LRP i kiedyś nawet chciałam kupić. Troszkę martwi mnie to bielenie, ale z drugiej strony moja strefa T, a w szczególności czoło, mocno się przetłuszcza i mógłby mi pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie ta perełka nie dziwi, sama właśnie wykańczam swój kremik z filtrem;) Na LRP się nie skuszę, ze względu na alkohol w składzie. Mam co prawa cerę bardzo tłustą, ale jednocześnie bardzo wrażliwą i podatną na odwodnienie, i z doświadczenia wiem, że tego składnika muszę zdecydowanie unikać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też miałam ostatnio krem który szybko się wchłaniał a skóra matowiła po nim , musiałam się spieszyć z jego aplikacją :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na co dzień nie używam filtrów, ale chyba to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  10. coś mi się zdaje, że szukanie kremu z filtrem tego lata wcale nie będzie łatwe :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń