wtorek, 18 lutego 2014

Avon Sun +, Moisturizing Face Cream SPF 30 (Nawilzający krem ochronny do twarzy SPF 30)

Właśnie zdenkowałam nawilżający krem ochronny do twarzy z technologią Activi - D SPF 30, PA+++ z Avonu. Po ten krem sięgnęłam mniej więcej na początku zeszłego roku lub pod koniec 2012 roku. Poszukiwałam kremu zawierającego filtry UVA oraz UVB, gdyż planowałam mocniejsze zabiegi w gabinecie kosmetycznym, po których zaleca się stosowanie ochrony przeciwsłonecznej. W zimie niestety jest problem z nabyciem takich kosmetyków i to nie tylko w aptekach, ale i na Allegro oraz w drogeriach internetowych. Gdy więc zobaczyłam  ten krem w katalogu Avonu, to bez wahania złożyłam zamówienie.


Pojemność: 50 ml.
Cena: ok. 10 zł.
Dostępność: u konsultantek Avonu, Allegro.

Opis producenta (z wizażu):
Krem o delikatnym zapachu i formule, zawiera kompleks wyciągów roślinnych: z łubina, migdałów, kiełków pszenicy i nasion lnu, który koi skórę, a także posiada właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne. Produkt wygładza skórę i zabezpiecza skórę przed fotostarzeniem.
Zawiera Benzophenone-3. Unikać kontaktu z oczami. Produkt może plamić tkaniny.
Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnmate, Benzophenone 3, Homosolate, Ethylexyl Salicylate, Methylene Bis- Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butylene Glycol, Glycerin, Peg-8, Polyester-7, Neopentyl Glycol diheptanoate, cetearyl alkohol, ceteth-20 phosophate, tromethamine, dimethicone, caprylyl glycol, decyl Glucoside, Carbomer, Dicetyl Phosophate, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Trimethylsiloxysilicate, Cholesterol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Hexylene Glycol, Xanthan Gum, Aloe Barbadensis Extract, Panthenol, Punica Granatum Fruit Juice, Tocopheryl Acetate, Lupinus Luteus Extrct, Triticum Vulgare Germ Extract, prunus Amygdalus Dulcis Extract, Linum Ussistatissimum Extrct

Opakowanie:
Sam kosmetyk znajduje się w plastikowej tubce z zamknięciem typu "klik". Wszystko dodatkowo opakowane było w kartonowe pudełko, które  niestety już wyrzuciłam, dlatego skład i opis podaję z portalu wizaz.pl. Tubka ma kolor pomarańczowy, jak większość kosmetyków do opalania.


Zapach:
Tak, jak obiecuje producent zapach jest delikatny, raczej chemiczny. W tubce i podczas aplikacji nie jest nieprzyjemny. Natomiast po kilkunastu minutach od nałożenia w wyniku reakcji z niektórymi podkładami przestawał mi się podobać. Wówczas kojarzył mi się z nieświeżą (zakurzoną) odzieżą. Woń ta na skórze na początku stosowania ponad rok temu, strasznie mnie denerwowała. Niby delikatna, ale na tyle wyczuwalna, żeby przez większą część dnia towarzyszyło mi uczucie dyskomfortu. Między  innymi dlatego po kilku apliakcjach zrezygnowałam ze stosowania kremu, by jesienią znów do niego powrócić i tym razem (po zmianie podkładu) zapaszek już nie był tak drażniący.

Konsystencja:
Kremowa i dość treściwa. Produkt dobrze się rozprowadza. Początkowo po nałożeniu grubszej warstwy tworzy białą powłokę, która po kilkunastu sekundach staje się przezroczysta, a krem wchłania się. Pozostawia na skórze tłusty, ale lekki film (krem nie zastyga na twarzy), toteż buzia będzie się świecić, dlatego nawet jeśli używamy podkładów matujących, czy też o satynowym wykończeniu wskazane jest użycie także pudru.

Moja opinia:
Krem zaczęłam stosować na całą twarz na początku zeszłego roku, jednak mnie nie zachwycił z kilku powodów i dlatego dość szybko zrezygnowałam z jego stosowania. Po pierwsze wspomniany już zapach na skórze.

Po drugie moja cera przeżywała wówczas inwazję nieprzyjaciół w strefie T i zaczęłam podejrzewać, że krem może mieć w tym swój udział, ale obecnie jestem skłonna stwierdzić, że przyczyny mogły być inne niż krem. Dlaczego tak sądzę? Wypryski pojawiały się także po zaprzestaniu używania preparatu z Avonu, więc cera musiała mieć gorszy okres. Ponownie wróciłam do jego używania jesienią, kiedy wykończyłam emulsję matującą Vichy Capital Soleil, SPF 50 [recenzja]. Tym razem krem z Avonu stosowałam głównie na policzki (skóra sucha, a nawet bardzo sucha), omijając strefę T (tu aplikowałam inny kremu z filterm, którego recenzja wkrótce się pojawi). Nie odnotowałam pojawienia się ani jednego wyprysku.


Krem nie wysusza skóry. Często zdarza się tak, że rano po zmyciu kosmetyków używanych w nocnej pielęgnacji, nakładam kremy z filtrem na czystą twarz i ten kosmetyk okazał się wystarczający. Skóra, mimo używania preparatów z kwasami nie była ściągnięta i przesuszona, wręcz mogę powiedzieć, że kosmetyk nawilża. W ostatnim czasie natomiast włączyłam do porannych rytuałów kosmetycznych także serum, po którego wchłonięciu aplikowałam krem z Avonu i również w tym przypadku nie było problemu z jego rozprowadzeniem, nie rolował się i zachowywał się tak samo, jak nałożony bezpośrednio na twarz.

Myślę, że najbardziej odpowiedni będzie dla osób z suchą i bardzo suchą lub normalną skórą. Dla tłustej cery bym go nie polecała ze względu na to, że powoduje świecenie się i wymaga zmatowienia nawet u "sucharków".

Większość kremów z filtrami, albo bieli, albo pozostawia tłusty film. Taka ich specyfika i jeśli zależy nam na ochronie skóry, trzeba się z tym pogodzić. Sama przyzwyczaiłam się już do tego i nauczyłam się z tym sobie radzić. Zaletą kremu z Avonu, jest to, że nie zastyga na twarzy i nie tworzy białych smug, więc nadaje się pod makijaż i nie ma problemu z równomiernym rozprowadzeniem podkładu bez efektu "biszkopta", ale przy tłustej skórze może się warzyć.

Na uwagę zasługuje fakt, że krem jest przydatny do użytku przez 24  miesiące od otwarcia, zatem w przypadku sięgania po takie produkty sporadycznie, np. podczas kąpieli słonecznych, wystarczy nawet na kilka sezonów.

Producent deklaruje ochronę przeciw promieniowaniu UVB i UVA. Przeciwko promieniom UVA, które są bardziej szkodliwe i powodują starzenie się skóry, w tym kremie mamy oznaczenie (ponoć azjatyckie) PA+++. Takie oznaczenie powinno zapewniać wysoką ochronę, jednak z tego, co się orientuję, to w Polsce/Europie mamy dostępne filtry ze znacznie wyższą ochroną przeciw UVA.

Na opakowaniu znajduje się również ostrzeżenie, że krem zawiera Benzophenone-3. Ten składnik to filtr UV, chroniący przed szkodliwymi skutkami promieniowania słonecznego, takimi jak przedwczesne starzenie i poparzenie. Może powodować alergię, a także wpływa na działanie hormonów. Jest więc szkodliwy dla kobiet w ciąży. Jest wchłaniany przez skórę i podczas badań wykrywano go w mleku matki lub w moczu. Jeżeli jego stężenie w kosmetyku przekracza 0,5% to krem musi zawierać ostrzeżenie: "zawiera Benzophenone-3". Jest dozwolony w ograniczonym stężeniu, maksymalnie 10%. Zdecydowanie nie  jest to składnik przyjazny dla nikogo lecz szkodliwy, a znajduje się w wielu kosmetykach do opalania, dlatego że jest tani.

Co do samej ochrony przeciwsłonecznej to mam mieszane uczucia. Mam bardzo jasną karnację, więc  zazwyczaj stosuję kremy z SPF 50 i do nich mam największe zaufanie, jednak  w okresie jesienno -  zimowym nawet "trzydziestka" nieźle się spisała. Nie zauważyłam żadnych niepożądanych reakcji spowodowanych działaniem promieni UVB. Krem mnie nie podrażnił, ani nie uczulił, a także nie zapchał (w suchej strefie). W lecie jednak bardziej komfortowo czuję się używając kremów z wyższym faktorem i dla mnie, bladziocha, ta ochrona może okazać się niedostateczna przy większej ekspozycji na słońce. Tak samo rzecz ma się w przypadku stosowania zabiegów kosmetycznych czy produków zawierających silne kwasy lub retinoidy - ten krem będzie zbyt słabo chronił i lepiej zdecydować się na sprawdzone kremy z filtrami, np. z La Roche Posay [recenzja]. Przy zwykłej pielęgnacji do codziennego używania od jesieni do wiosny powinien się nadać. Także osoby z ciemniejszą skórą może zadowolić.

Plusy:
- nie zastyga na twarzy,
- nie zostawia białej warstwy, 
- dobrze się rozprowadza,
- nadaje się pod makijaż,
- nie roluje się,
- nie wysusza skóry,
- nie podrażnia,
- nie uczula,
- ma działanie nawilżające, 
- data przydatności do użytku,
- niska cena.

Minusy:
- zapach w reakcji ze skórą/podkładem,
- niepewna ochrona,
- zawiera Benzophenone-3, który jest szkodliwą substancją,
- pozostawia tłustą warstwę,
- dostępność.

Podsumowując, krem ma sporo plusów, jednak ochrona UVA dla mnie jest zbyt niska, dodatkowo do mojego organizmu przedostają się niezbyt ciekawe substancje (Benzophenone-3). Myślę, że zużycie jednej tubki nie jest powodem do paniki. Z pewnością jednak nie mam ochoty wprowadzić tego kremu na stałe do pielęgnacji i zatruwać organizmu. Odkryłam także lepsze kremy z filtrami, np. Vichy Capital Soleil, czy z La Roche Posay - Anthelios XL Creme Fondante, więc ponownie po niego nie sięgnę.

24 komentarze:

  1. Jeszcze nie stosowałam Avonowskich kremów z ochronnym filtrem, ale chętnie wypróbuję jak tylko zacznie się lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten krem ma swoje zalety, ale też wady, przez które nie mam już ochoty do niego wracać. Wiele plusów kremu z Avonu ma Vichy Capital Soleil i nie ma też tych minusów ;)

      Usuń
  2. No właśnie, niby firmy produkuję kremy z dużym filtrem z przeznaczeniem typowo do twarzy, jednak specyfika tych mazideł jest jaka jest i części rzeczy nie da się wyleiminowac. Krem będzie treściwszy i moze bielić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety coś za coś ;) Ale są postępy w tej dziedzinie i firmy opracowują coraz lepsze formuły, które nie zawierają takich niedogodności. Niestety ceny tych kosmetyków są wysokie. Do ideału zbliża się emulsja matująca z Vichy, bo nie bieli i nie jest tak tłusta jak większość kremów z filtrami, ale makijaż się krócej trzyma, no i mogłaby mieć lepszą ochronę UVA ;)

      Usuń
  3. Ja nie używam produktów z Avonu. Co do kremu z filtrem to mam jakiś z Soraya i jest całkiem w porządku :) Mam w planach jego recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kremów z filtrem używam regularnie i u mnie najlepiej się sprawdził Vichy Capital Soleil i Anthelios XL z LRP. Sorai nie próbowałam jeszcze ;)

      Usuń
  4. Mnie jakoś nie przekonują kosmetyki Avonu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie same odczucia, co do kosmetyków z tej firmy. Kilka razy coś zamówiłam i zazwyczaj działanie mnie nie zadowalało. Jedynie fajne mają cienie do powiek (nie wszystkie) i niektóre zapachy.

      Usuń
  5. Wolę mineralny filtry i moim ulubieńcem stał się koloryzujący SVR. Wiele dobrego też słyszałam o Vichy i na ten kosmetyk prędzej się skuszę niż na Avon :) Jakoś nie mam zaufania do marki, jeśli chodzi o pielęgnację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Vichy mam bardzo dobre zdanie i należy do czołówki moich ulubieńców w dziedzinie ochrony przeciwsłonecznej. Kiedy kupowałam krem z Avonu Vichy chyba jeszcze nawet nie było na polskim rynku ;) Faktycznie filtry mineralne są bardziej przyjazne niż chemiczne. SVR jeszcze nie miałam, ale mam ochotę go wypróbować. Do produktów pielęgnacyjnych z Avonu również nie mam zaufania.

      Usuń
  6. Kosmetyki do pielęgnacji twarzy marki Avon mnie nie przekonują. Nie mam do nich zaufania, a zamawianie z katalogu to trochę kupowanie kota w worku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię kupować z katalogu, gdyż nie można przeczytać składu kosmetyku, a nawet często brakuje informacji jakie zadania ma dany kosmetyk i do jakiej cery będzie najlepszy. Na krem z filtrem zdecydowałam się, dlatego że akurat w zimie nie mogłam dorwać tego kosmetyku z innej firmy i nie zachęcił mnie na tyle, żebym miała ochotę do niego wrócić ;)

      Usuń
  7. Nie miałam tego kremu, zapewne zapach też by mi przeszkadzał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest intensywny, ale mi czasem przeszkadzał (zależy od podkładu)

      Usuń
  8. Nie miałam i szczerze powiedziawszy nie zamawiam kremów czy ogólnie pielęgnacji twarzy z Avonu, Oriflame czy innych firm katalogowych, ponieważ mam cerę problematyczną więc pierwsze co muszę zrobić przed zakupem produktu do twarzy to sprawdzić skład...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego samego powodu rzadko zamawiam cokolwiek w tych firmach. Z powodu niemal żadnej dostępności kosmetyków z filtrami zimą zdecydowałam się jednak zaryzykować ;) To był mój pierwszy i ostatni produkt do twarzy z Avonu. I tak spisał się nie najgorzej w porównaniu z innymi kosmetykami pielęgnacyjnymi z tej firmy. Jak widać trochę się z nim pomęczyłam i robiłam do niego aż dwa podejścia. Ponieważ mnie nie uczulił, ani nie podrażnił zdecydowałam się zużyć go do końca, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków.

      Usuń
  9. Kosmetyki z Avonu starannie omijam, bo zwykle mnie uczulają. Mam ochotę wypróbować kiedyś Vichy, bo wszyscy tak go chwalą, ale wszystkie ich kremy mnie zapychają, więc chyba się nie odważę i zostanę przy Biodermie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Bioderma jest sprawdzona, to nie ma co ryzykować ;)

      Usuń
  10. Ja nie miałam jeszcze żadnego kremu z Avonu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój pierwszy krem do twarzy z Avonu ;)

      Usuń
  11. Na pewno denerwowałaby mnie ta tłusta warstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej sobie radzę z tłustą warstwą, bo zawsze mogę użyć pudru i zmatowić twarz, która wygląda dodatkowo na nawilżoną. Oczywiście w strefie T to jest problem i używam innego kremu. Gorzej sobie poradzić z bieleniem cery, chociaż akurat zazwyczaj dobre filtry bielą.

      Usuń
  12. Mnie jakoś kosmetyki z AVONU nie kuszą. Jedynie moje serce skradła kredka żelowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię ich cienie do powiek. Poza tym mam ochotę właśnie na kredkę SuperShock ;)

      Usuń