środa, 31 grudnia 2014

Ulubieńcy październik-listopad-grudzień

Dziś ostatni dzień roku, więc dobry czas na podsumowanie minionych dwunastu miesięcy, jednak zanim przedstawię moje całoroczne hity, chciałabym napisać kilka słów o kosmetycznych perełkach wyłuskanych w ostatnich tygodniach. Większość produktów, które znalazły się w poprzednich zestawieniach również mogłabym dołączyć do tej gromadki, gdyż w przeważającej części nadal ich używam i kupuję regularnie, ale nie chcę się powtarzać, więc skoncentruję się tylko na tym, co odkryłam (także na nowo) w ostatnich prawie 3 miesiącach. Jeśli jesteście ciekawi jakie to produkty, zapraszam do dalszej części. Kolejność przypadkowa.


wtorek, 30 grudnia 2014

Ecotools, Pędzel wykończeniowy do wygładzania makijażu Buffing Brush

Pędzel do wykończenia/wygładzania makijażu to absolutny must have w mojej kosmetyczce. Wcześniej w tym celu używałam głównie pędzli z mini zestawu Ecotools z limitowanej edycji. Jednak w lutym udało mi się upolować na promocji w Hebe (za ok. 17 zł)  pędzel wykończeniowy typu flat top tej samej marki i zastąpił wszystkie inne, po które sięgałam wcześniej. Jest to chyba najmłodsze dziecko w moim zbiorze pędzli z Ecotools, których mam dość sporo i cenię je sobie. Część z nich dokupowałam pojedynczo w drogeriach. Mam także dwa zestawy, jeden uniwersalny oraz wspomniany już mini zestaw kabuki nabyte w sklepach internetowych. 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Clarena, Anti Age Line, Age DNA & Caviar Mask - Przeciwzmarszczkowa maska z DNA i kawiorem

Po maseczki sięgam regularnie, a szczególną sympatią darzę te glinkowe oraz algowe. Pod ręką mam także koszyczek z maseczkami drogeryjnymi. Od dłuższego czasu zwracam również uwagę na profesjonalne produkty, i o ile cieszące się uznaniem linie Ziai czy Bielendy stosunkowo łatwo zdobyć, o tyle w przypadku produktów Clareny jest to dużo bardziej skomplikowane. Maskę z DNA i kawiorem, o której dziś chcę napisać producent przeznaczył jedynie do użytku profesjonalnego, ale niegdyś można było ją upolować na Allegro, chociaż od dłuższego czasu jej tam nie widuję. Przy większej motywacji można ją jeszcze zdobyć w jednym, czy dwóch sklepach internetowych. Mówię tu o osobach nie będących kosmetyczkami, bowiem salony raczej nie mają kłopotu z dostępem. Inne kosmetyki z serii Anti Age Line z kawiorem do domowej pielęgnacji (jak np. kawiorowy krem z perłą - recenzja) można już łatwiej dostać. Skoro jednak udało mi się zakupić także profesjonalną maskę, to napiszę o niej kilka słów.

piątek, 19 grudnia 2014

Nowości z października, listopada i grudnia

Na początku października zamieściłam post przedstawiający nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce, ale późniejsze tygodnie obfitowały w kolejne zdobycze. Wielkiego szaleństwa nie było, głównie uzupełniałam zapasy, a także wzbogaciłam się o kilka produktów, które od dawna wisiały na mojej liście. Listopad był zaskakująco skromny i właściwie dokupiłam tylko dwa produkty w Biedronce, a także skorzystałam z promocji w sklepie Cocolita. W pierwszych dniach grudnia zerknęłam na Allegro i odwiedziłam sklep Biochemia Urody. Część z tych produktów używam już więc ponad 2 miesiące i niektóre nawet zdążyłam wykończyć, więc mam nadzieję, że nikogo nie zdziwią pojawiające się w kolejnych dniach recenzje czy też puste opakowania w poście denkowym. Jeśli jesteście ciekawi, jakie produkty zdominowały moją pielęgnację i kolorówkę w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach, to zapraszam do dalszej części.

środa, 10 grudnia 2014

Evree, Gold Argan, Olejek do twarzy i szyi

Oleje w mojej kosmetyczce znajdują swoje niezastąpione miejsce od mniej więcej trzech lat. Początkowo stosowałam je wyłącznie w pielęgnacji twarzy i udało mi się odnotować znakomite rezultaty. Potem więc przyszedł czas na ciało, włosy i paznokcie. Mimo że w każdym z tych zakresów stosuję również inne kosmetyki, to jednak oleje stanowią nieodłączny element mojej rutyny pielęgnacyjnej i nie wyobrażam sobie wykluczenia ich z codziennych rytuałów dbania o siebie. Z wielką ciekawością i dużymi nadziejami przystąpiłam zatem do używania olejku do twarzy i szyi Gold Argan, który otrzymałam do testów od marki Evree.


wtorek, 9 grudnia 2014

Purederm, Kolagenowa maseczka pod oczy w postaci płatków

Skóra wokół oczu jest bardzo wymagająca, wiedzą o tym szczególnie posiadaczki suchej cery, która jest też cienka, podatna na przesuszenie i w związku z nim narażona na powstawanie zmarszczek. Właśnie z takimi problemami mam do czynienia, a poza tym natura obdarzyła mnie okazałymi cieniami, które próbuję zatuszować warstwą dobrze kryjącego korektora. Niestety takie kosmetyki wymagają nienagannej skóry, inaczej bezlitośnie podkreślą jej suchość i będą gromadzić się w załamaniach, a nierzadko same wpływają wysuszająco. Ciągle więc poszukuję niezawodnych produktów (kremów, serum, maseczek), które zapewnią optymalną pielęgnację i będą odpowiedzią na wszystkie potrzeby delikatnej skóry w okolicy oczu.  Kiedy natknęłam się na promocję kolagenowej maseczki pod oczy (Collagen Eye Zone Mask) Purederm w Hebe nie mogłam przejść obok niej obojętnie.


sobota, 29 listopada 2014

RefectoCil, Farba do brwi i rzęs - recenzja, koloryzacja, efekty


Moje brwi i rzęsy nie są zbyt ciemne, dlatego nie rozstaję się z kosmetykami do ich podkreślania. Zdarza mi się także regularnie je farbować. Dawnej udawałam się do kosmetyczki głównie na hennę rzęs. Potem postanowiłam samodzielnie wykonywać ją w domowym zaciszu. Przed zakupem odpowiedniego produktu przeczesałam Internet i okazało się, że najlepszym wyborem będzie farba RefectoCil. Zakupiłam ją w sklepie z produktami dla profesjonalistów. Jest także dostępna na Allegro. Przy jasnej karnacji i blond włosach, zdecydowałam się na grafit, a nie na czerń. Mam też ochotę na brąz, który wybiorę chyba następnym razem (trochę obawiałam się, że będzie miał zbyt ciepły odcień).


piątek, 28 listopada 2014

Garnier, Essentials, Kojący płyn do demakijażu oczu

W zakresie demakijażu oczu zazwyczaj świetnie sobie u mnie radzi płyn micelarny. Od czasu do czasu jednak sięgam także po kosmetyki przeznaczone wyłącznie do tego celu, gdyż mam nadzieję, na ich większą skuteczność w radzeniu sobie z rozpuszczaniem cieni, eyelinera, a przede wszystkim tuszu do rzęs, nad którym trzeba trochę bardziej popracować, nawet jeśli nie jest wodoodporny. Istotną cechą jest także delikatność takich produktów. Postanowiłam więc sprawdzić, jak się wywiąże z owego zadania kojący płyn do demakijażu oczu z Garnier.


wtorek, 25 listopada 2014

Lovely, Curling Pump Up Mascara - Maskara podkręcająca i unosząca rzęsy

Tuszu z Lovely zapewne nigdy bym nie kupiła, gdyby nie jego sława w Internecie, a wszystko za sprawą moich nie najlepszych doświadczeń jeszcze z czasów licealnych związanych z tańszymi maskarami. Trafiłam bowiem wówczas na kilka bubli, które osypywały się pod oczami w kilkanaście minut od aplikacji lub rozmazywały się i odbijały na dolnej, tudzież górnej powiece, skutecznie upodabniając mnie do pandy. Zwykle więc inwestowałam w droższe produkty, np. Max Factor czy Maybelline. O maskarze z Lovely czytałam, że jest fantastyczna, ale wystarcza zaledwie na trzy tygodnie codziennego stosowania. Spotkałam się także z opiniami, że może powodować nadmierne wypadanie rzęs. Jak było u mnie o tym w dalszej części.


środa, 19 listopada 2014

Bielenda, LASER XTREME, Płyn micelarny w żelu nawilżająco-odmładzający do mycia i demakijażu

Na moje codzienne oczyszczanie skóry twarzy oraz demakijaż składa się wstępne zmycie płynem micelarnym kosmetyków kolorowych i/lub zanieczyszczeń nagromadzonych w ciągu dnia, w kolejnym kroku dokładne usunięcie wszystkiego, czego nie usunął micel za pomocą żelu oczyszczającego (zmywanego wodą), a następie przemycie twarzy tonikiem. Swego czasu będąc na wyjeździe potrzebowałam kosmetyku, który pomoże mi w tym zadaniu. Wstąpiłam do najbliższej drogerii i w koszyku wylądował produkt, który według założeń producenta ma w sobie łączyć funkcje tych kilku kosmetyków, a mianowicie płyn micelarny w żelu nawilżająco-odmładzający do mycia i demakijażu od Bielendy, z linii LASER XTREME.


poniedziałek, 17 listopada 2014

Bourjois, Witaminizowany, bezalkoholowy tonik

Tonik to jeden z tych kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie ani wieczornej, ani porannej pielęgnacji skóry twarzy. Pominięcie go od razu staje się widoczne na cerze, gdyż staje się ona szara, przesuszona, pojwaiają się zaczerwienienia. Mam tu na myśli szczególnie te partie, gdzie skóra jest sucha. Absolutnie nie mogę też zapomnieć o przemyciu tonikiem skóry pod oczami oraz powiek. Od toniku wymagam więc ukojenia skóry, przy jednoczesnym nadaniu jej "życia", świeżości, nawilżenia, przywrócenia odpowiedniego pH skóry. Nie każdy produkt jest w stanie spełnić te kryteria. W dalszej częsci posta opiszę, jak poradził sobie z powyższymi zadaniami tonik z Bourjois.



poniedziałek, 10 listopada 2014

Stapiz, Sleek Line, Mask Hair Repair, Repair & Shine - Maska z jedwabiem do włosów zniszczonych i suchych

W połowie października wykończyłam maskę z jedwabiem ze Stapiz. Swój egzemplarz nabyłam w Hebe rok temu, niestety zostały one wycofane z tej drogerii. Można je jednak zdobyć online lub w sklepach z kosmetykami dla profesjonalistów. Zaczęłam jej używać pod sam koniec października ubiegłego roku, udało mi się zatem zmieścić w terminie ważności 12 miesięcy od otwarcia. Nie twierdzę, że maska jest aż tak wydajna, że wystarczy na rok częstego stosowania, jednak przyznaję, że wydajność jest faktycznie mocną stroną produktu, co nie dziwi przy pojemności 1000 ml. Stosowałam ją regularnie czasem kilka miesięcy z rzędu, sięgając po nią 1 - 2 lub 3 razy w tygodniu, potem były przerwy miesiąca - dwóch i próbowanie kosmetyków innych marek, by znów powrócić do maski Repair&Shine.



wtorek, 4 listopada 2014

Alterra, Szampon nawilżający 'Granat i aloes' do włosów suchych i zniszczonych


Istnieje zasada, że szampon powinno się dobierać do skóry głowy, a nie do włosów. Niestety u mnie się ona nie sprawdza, gdyż produkty, które walczą z tendencją do przetłuszczania się, zazwyczaj przesuszają moje i tak z natury suche włosy na długości, sprawiają, że stają się tępe, szorstkie, splątane i podatne na uszkodzenia. Próbuję z tego wybrnąć stosując metodę OMO oraz szukając szamponu, który będzie sobie radził z tłustą nasadą, a przy tym nie szkodził reszcie kosmyków. Czy szampon z Alterry, którego na przestrzeni dwóch lat już wiele butelek przewinęło się przez moją łazienkę, sprostał tym wymaganiom o tym w dalszej części.


wtorek, 28 października 2014

Sensique, Odtłuszczacz do paznokci o zapachu winogrona z witaminą E

Odtłuszczaczem Sensique zainteresowałam się jak tylko pojawił się w drogeriach Natura. Od tego momentu zaczęłam rozważać jego zakup i często krążyłam wokół niego, ale patrząc na skład, gdzie głównymi komponentami są Isopropyl Alcohol oraz Ethyl Alcohol bałam się, że wpłynie niekorzystnie na stan moich już i tak lichych paznokci. Z ostrożnością dobieram preparaty służące do ich pielęgnacji oraz do wykonania manicure, gdyż nie jeden raz przekonałam się, że błędna decyzja co do wyboru zmywacza, lakieru, odżywki z formaldehydem czy wspomagacza w usuwaniu skórek może okazać się fatalna w skutkach. Ostatecznie pomyślałam: "raz kozie śmierć" i postanowiłam wypróbować odtłuszczacz z witaminą E od Sensique.


niedziela, 19 października 2014

NOTD: Astor Quick'n Go! 45 SEC numer 355

Po wielomiesięcznym romansie z pastelami powoli zaczynam sięgać po bardziej kojarzące się z jesienią, ciemniejsze kolory lakierów. Ostatnio na moich paznokciach gościł burgund od Astor o numerze 355. Nie jest to żadna nowość w szafie marki, ani też w mojej kosmetyczce, gdyż towarzyszy mi bodaj od dwóch lat.



środa, 8 października 2014

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Bardzo dawno nie było postu z ulubieńcami, a kilka kosmetyków skradło moje serce. Tym razem z ogromu produktów których używałam przez ostatnie miesiące, a właściwie pół roku, wyłowiłam same perełki. Te kosmetyki nie tylko dobrze spełniały swoje zadanie i zaspokajały potrzeby pielęgnacyjne skóry czy włosów, ale wpłynęły także w widoczny sposób na poprawę ich kondycji. Wybrałam 5 produktów do pielęgnacji oraz 8 faworytów z kolorówki (tu moje kryteria były trochę inne). 


niedziela, 5 października 2014

Zakupy oraz współprace z ostatniego tygodnia

W minionym tygodniu wpadło do mojej kosmetyczki kilka produktów, a że co rusz na Waszych blogach czytam o nowościach, postanowiłam i ja pochwalić się najświeższymi nabytkami. 


Na pierwszy ogień moje małe zakupy, które mogłabym określić parafrazując słynny youtube'owy tag   "Blogosfera made me buy it", gdyż wpadły one do koszyka za sprawą recenzji na kilku blogach.

czwartek, 2 października 2014

Denko

W ostatnich sześciu tygodniach trochę się uzbierało produktów, które dosięgnęły denka. Właśnie porządkuję szafy i przesegregowuję ubrania, a akcja nie ominęła także toaletki, z której kilka produktów po prostu czas wyrzucić, gdyż albo kompletnie nie mogłam ich używać, albo resztki leżały gdzieś w zakamarkach, a data ważności goni. Nie lubię niczego wyrzucać, ale niestety muszę to zrobić w przypadku kilku produktów (odżywki do paznokci z formaldehydem).


sobota, 27 września 2014

Odżywki Nail Tek Foundation II oraz Eveline 8 w 1 Total Action

Obie odżywki znajdują się w szklanych buteleczkach z pędzelkiem, który zapewnia wygodną aplikację, a w składzie każdej z nich znajdziemy formaldehyd.



Formaldehyd (aldehyd mrówkowy) - jest substancją konserwującą w kosmetykach, zapobiegającą namnażaniu się bakterii. Stosowany jest także w produktach do paznokci w celu utwardzenia płytki paznokciowej.

czwartek, 25 września 2014

Masło shea organiczne/rafinowane z Zrób Sobie Krem


Masło shea długo było mi znane jako składnik używanych przeze mnie kosmetyków do twarzy, ciała i włosów. Zazwyczaj też byłam bardzo zadowolona z ich działania, które było tym lepsze, im więcej masła zawierały. W końcu postanowiłam się przekonać, jak sprawdzi  się "czyste" masło włączone do rytuałów pielęgnacyjnych i zamówiłam je w sklepie Zrób Sobie Krem. 


wtorek, 23 września 2014

Peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych z e-naturalne


W pielęgnacji skóry twarzy używam niemal wyłącznie peelingów enzymatycznych, a wszelkie próby sięgnięcia po produkty z drobinkami prędzej czy później źle się kończyły. Skóra reagowała zaczerwienieniem, a nawet pieczeniem i podrapaniem. Staram się ich unikać i stawiam na delikatne działanie enzymów. Składając zamówienie w sklepie e-naturalne nie mogłam więc nie wrzucić także peelingu, który sądząc z opisu wychodził naprzeciw wymaganiom mojej cery. Byłam też ciekawa czy będzie tak dobry, jak ten z Biochemii Urody [recenzja].


poniedziałek, 22 września 2014

Pielęgnacja włosów w ostatnich tygodniach - regeneracja przesuszonych włosów


Moje włosy z natury są suche na długości, a u nasady mają tendencję do dość szybkiego przetłuszczania się. Wystarczy trochę słońca, suche powietrze, nieodpowiednie kosmetyki i przesuszenie gotowe. Ostatnim razem ten problem pojawił się u mnie już na początku lata. Najbardziej przesuszone były włosy od połowy długości, czyli końcowe 20 - 30 cm. Wybrałam się nawet do fryzjera, żeby obciąć tę część, ale skończyło się na skróceniu długości o 1 cm (tylko to, co było zniszczone), natomiast na suche partie zaproponowano mi serię zabiegów regenerujących. Postanawiłam jednak sama zająć się tym problemem i doprowadzić włosy do ładu. Dość szybko przyszła poprawa. Pomógł mi powrót do starych sposobów traktowania włosów i metod, za pomocą których staram się dbać o włosy.


niedziela, 21 września 2014

Essie, Fiji

Moja relacja z lakierem Fiji początkowo była szorstka, a wszystko za sprawą...  koloru. Gdzieś w sieci widziałam kilka swatchy i spodobał mi się jego niezwykle delikatny różowy odcień. W ostatnich miesiącach moja sympatia skłaniała się głównie w kierunku lakierów pastelowych, więc zapragnęłam go mieć. Los wyszedł naprzeciw mojemu chciejstwu i pewnego dnia skierowałam swoje kroki do Hebe, oczywiście tylko po jeden kosmetyk, który właśnie mi się skończył. Nie dość, że się spieszyłam, to jeszcze pojawiłam się w drogerii 5 minut przed zamknięciem, pędząc między regałami po zaplanowany konieczny sprawunek, spostrzegłam promocję lakierów Essie, a moje oko bardzo szybko wyłowiło z całej gromadki ten o nazwie Fiji, który po ułamku sekundy był już w koszyku. Po powrocie do domu musiałam zaraz pomalować paznokcie nową zdobyczą. Jakież było moje rozczarowanie, gdy skończyłam z niemal białymi paznokciami.

sobota, 20 września 2014

Krótko na temat: maseczki saszetkowe Bielenda, Soraya, Eveline

Zazwyczaj używam maseczek glinkowych, algowych lub gotowych w tubkach. Mimo wszystko gdy jestem w drogerii lub w markecie zdarza mi się podczytywać opisy oraz składy maseczek saszetkowych i zawsze jakaś wpadnie do koszyka w  nadziei, że okaże się pielęgnacyjną perełką. Wszystkie bohaterki tej zbiorczej recenzji znalazły się już w ostatnim denku TUTAJ i TU, a dziś powiem o nich troszkę więcej.


Bielenda, Professional Formula, Dotleniająco - nawilżająca maseczka enzymatyczna

piątek, 19 września 2014

The Balm, Mary-Lou Manizer

Nie wiem czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszałby o Mary-Lou. Ten rozświetlacz bije rekordy popularności oraz zbiera morze pochwał. Jest to jeden z tych kosmetyków, które mnie oczarowały i nie wiem dlaczego jeszcze nie doczekał się osobnego posta, skoro kupiłam go bez mała rok temu (post zakupowy).

czwartek, 18 września 2014

Biovax, Naturalne oleje, Intensywnie regenerująca maseczka 'Argan, makadamia, kokos'

Moja przygoda z tą maską rozpoczęła się na początku maja, kiedy to wrzuciłam w Biedronce kilka jej saszetek na spróbowanie. Efekt już po pierwszym użyciu przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i gdy zobaczyłam włosy, to popadłam jednocześnie w zachwyt i rozpacz. Mimo wszystko pozytywy przekonały mnie do zakupu pełnowymiarowego opakowania.



środa, 17 września 2014

Woda teramalna La Roche-Posay oraz Uriage - porównanie

O wspaniałych właściwościach wody termalnej przekonałam się używając kosmetyków aptecznych z jej zawartością. Pierwszym moim zakupem ponad 10 lat temu były kosmetyki Avene, które fantastycznie służyły mojej cerze i używałam ich dość długo. Potem przyszła kolej na produkty z Vichy, Iwostin i La Roche-Posay. W końcu zdecydowałam się na zakup samej wody termalnej. Wybór padł na produkt, który stał się już wręcz legendarny we vlogo- i blogosferze, czyli na wodę termalną Uriage, co rusz wychwalaną pod niebiosa i stanowiącą albo obowiązkowy punkt codziennej pielęgnacji, albo obiekt pożądania wpisany na wishlistę większości  kobiet choć trochę interesujących się nowinkami i hitami kosmetycznymi. Natomiast wodę z La Roche-Posay dostałam dwukrotnie jako gratis przy zakupie kremu z filtrem tej marki. Która z nich okazała się lepsza i czy ten produkt okazał się także moim pielęgnacyjnym must have w dalszej części posta.


Moja opinia co do wód termalnych z Uriage i La Roche Posay kształtowała się dość długo, a stosunek do tego produktu przeszechodził kilka etapów - od entuzjazmu, poprzez zrezygnowanie, aż po umiarkowane zadowolenie. Wszystko dlatego że moja mieszana cera różnie reagowała na ich aplikację. Początkowo byłam na "nie" i wydawało mi się, że woda termalna nic nie robi i nie różni się od tej źródlanej. Czasem znowu zaskakiwała mnie pozytywnie i cieszyłam się, że mam ją pod ręką. Pierwszą, ostrożną opinię wodzie z Uriage przedstawiłam w poście denkowym niemal rok temu. Mając w użyciu także tę z La Roche-Posay doszłam do przekonania, że nie jest obojętne jaką wodę stosujemy, wiele zależy od rodzaju oraz kondycji skóry. Widzę znaczne różnice między tymi dwiema markami. Można to także poznać po odmiennym składzie.

Woda termalna Uriage



Pojemność: 150 ml.
Cena: 15 - 30 zł.
Dostępność: wybrane apteki stacjonarne, apteki internetowe, Allegro.

Opis producenta (z wizażu):
Woda termalna pochodząca z alpejskich źródeł, bogata w oligoelementy i sole mineralne (11 000mg/l), izotoniczna, o naturalnym pH. Przebadana klinicznie, nie zawiera konserwantów i substancji zapachowych. Polecana do codziennej pielęgnacji (od 6 miesiąca życia), dla każdego rodzaju skóry, nawet dla skóry bardzo wrażliwej. Poprawia kondycję skóry, zapewnia jej równowagę fizjologiczną, łagodzi podrażnienia i nawilża skórę.
Dzięki unikalnemu składowi preparat przynosi ulgę w wypadku: zaczerwienień, podrażnień typu pieluszkowe zapalenie skóry, podrażnienia słoneczne, zapalenia skóry po goleniu itp.
Sposób użycia: (Uwaga! inaczej, niż w przypadku innych wód termalnych)
Rozpylić na skórę, pozostawić do wyschnięcia, nie wycierać.
Skład:



Woda mieści się w metalowej butelce z genialnym atomizerem, który rewelacyjnie spełnia swoje zadanie, roztaczając delikatną mgiełkę wody na twarzy. Życzyłabym sobie, aby wszystkie opakowania kosmetyków (zwłaszcza do twarzy) z atomizerem, których używam działały w ten sam sposób. Szata graficzna przyjemna dla oka.


Plusem i cechą, która wyróżnia wodę termalną Uriage wśród produktów innych koncernów, jest fakt, że jest izotoniczna, tzn. że wody nie trzeba osuszać, tylko odczekać.

Po rozpyleniu wody na skórze, jeśli dostanie się jej odrobina na wargi, to czuć jej słonawy posmak. Jeśli mam przejść do jej działania, to tutaj ocena będzie bardziej skomplikowana.

Zdarzało się przez pewien okres woda po prostu nie działała, czyli nie zauważyłam, aby łagodziła, koiła, tonizowała, a już na pewno nie nawilżała, a wręcz po jej zastosowaniu odczuwałam nieprzyjemne ściągnięcie skóry. Buzia nadal była szara i zmęczona. Zjawisko to występowało głównie w na tych partiach twarzy, gdzie mam skórę suchą, której nie ratowała także w trakcie kuracji kwasem migdałowym [klik].

Zaczęłam więc po nią sięgać, kiedy nałożona na twarz maseczka glinkowa zaczynała wysychać. Tutaj często się przydawała, jednak równie dobrze mogłabym użyć wody źródlanej, toniku czy hydrolatu, więc nie była mi niezbędna do tego celu, zwłaszcza, że jej cena nie jest niska.

Zrehabilitowała się jednak latem, kiedy skóra była w dobrej kondycji, odpowiednio nawilżona i odżywiona, to Uriage z powodzeniem zastępowała mi tonik (poza delikatną okolicą wokół oczu). Po rozpyleniu otulającej mgiełki na twarzy buzia zyskiwała blask, koloryt się wyrównywał, naczynka były uspokojone. Woda wspaniale chłodziła i koiła, a ja byłam zadowolona z jej działania. Odpowiadała także tłustej strefie T, którą odpowiednio nawilżała. W tym miejscu skóra nie potrzebuje mocno odżywczych i dogłębnie nawilżających kosmetyków, lecz lekkie i delikatne nawilżacze, więc woda okazywała się dobrym wyborem. Dodatkowo wpływała łagodząco na skórę.

Ostatecznie więc woda termalna z Uriage najlepiej się spisała na tłustych partiach twarzy, gdzie najłatwiej było można dostrzec jej pozytywny wpływ i  mogłam po nią sięgać nie obawiając się zapchania. Często więc używałam jej tylko w obrębie strefy T, a na policzkach wody z La Roche-Posay lub nawilżającego toniku. Sądzę, że osoby ze skórą tłustą lub mieszaną w kierunku tłustej będą z niej zadowolone, natomiast w przypadku cery suchej/przesuszonej/odwodnionej będzie raczej nietrafioną inwestycją.


Plusy:
-  genialny atomizer, który idealnie rozprowadza wodę,
- nie trzeba jej osuszać,
- wydajność,
- nie powoduje podrażnienia, ani uczulenia,
- przydatna w trakcie stosowania maseczek glinkowych,
- koi i nawilża tłustą skórę,
- nie zapycha (co może się zdarzyć w przypadku toników).

Minusy w moim przypadku:
- na ogół nie wykazuje żadnych właściwości pielęgnacyjnych na suchych partiach twarzy,
- może powodować nieprzyjemne ściągnięcie suchej skóry,
- cena,
- dostępność.

Woda termalna La Roche- Posay



Pojemność/ Cena: 50ml/18,95 zł, 150 ml/30 zł, 300 ml/41 zł.
Dostępność: apteki stacjonarne oraz Internetowe, Allegro.

Opis producenta:
Zapobiega powstawaniu wolnych rodników, łagodzi i zmniejsza podrażnienia. Nie zawiera konserwantów. 
Wskazania: Podstawowa pielęgnacja skóry szczególnie wrażliwej. Łagodzi podrażnienia wywołane czynnikami zewnętrznymi (słońce, terapia dermatologiczna, ...), a jednocześnie przeciwdziała starzeniu się skóry. Dorośli i dzieci.   
Właściwości: Dzięki unikalnemu połączeniu soli mineralnych i oligoelementów, w tym Selenu, woda termalna z La Roche-Posay posiada potwierdone naukowo naturalne działanie łagodzące i hamujące powstawanie wolnych rodników.

Skład (z wizażu):
Wodorowęglany 396 mg/l, Wapń 140 mg/l, Krzemionka (SiO2) 30 mg/l, Magnez 4,9 mg/l, Stront 0,260 mg/l, Selen 0,060 mg/l, Cynk 0,022 mg/l, Miedź 0,005 mg/l.


Przede wszystkim atomizer lubi płatać figle, a mgiełka nie jest już tak przyjemna, jak w przypadku Uriage, ale jej aplikacja nie kojarzy się z negatywnymi wrażeniami. Mała butelka świetnie nadaje się do torebki, a w czasie podróży nie zajmuje dużo miejsca w bagażu. Tę wodę trzeba osuszyć/zebrać z twarzy po chwili od rozpylenia. Nie zauważyłam, żeby pominięcie tego wiązało się z jakąś negatywną reakcją.

Na mojej cerze zdradza już oznaki właściwości pielęgnacyjnych niezależnie od kondycji skóry. Chętnie po nią sięgałam w czasie kuracji kwasami (więcej o tym pisałam TUTAJ),  a także gdy cera była podrażniona czy przesuszona. Łagodzi i działa kojąco, nie wysusza skóry, ale też szczególnie nie nawilża, co najwyżej odrobinę. Mogłam ją zazwyczaj stosować także na skórze pod oczami, bez szkody w postaci przesuszenia i zmniejszenia elastyczności skóry (udawało się nią zastąpić tonik).

Jeśli stan skóry był lepszy, to działanie było spotęgowane i buzia, podobnie jak po Uriage nabierała blasku, równego kolorytu, a naczynka były ukojone, dużo lepiej także wówczas nawilżała skórę. W żaden sposób nie szkodziła także strefie T i z powodzeniem, bez obaw mogłam ją używać na całą twarz. Z tym że jednak w rejonie tłustej skóry bardziej odpowiadało mi działanie wody Uriage (chyba przez lekkie ściągnięcie skóry).



Plusy:
- łagodzi i koi,
- nie zapycha,
- wydajność,
- nie powoduje podrażnienia, ani uczulenia,
- przydatna w trakcie stosowania maseczek glinkowych,
- nadaje się do suchej skóry,
- odpowiednia dla skóry bardzo wrażliwej.


Minusy:
- nie zawsze dobrze nawilża,
- niedopracowany atomizer,
- cena.


Osatatecznie polubiłam wody termalne i dostrzegłam ich walory pielęgnacyjne. Uważam, że dla osób z cerą problematyczną, tłustą, skłonną do trądziku dobrym wyborem będzie woda Uriage, natomiast dla skóry suchej/przesuszonej lepsza będzie ta z La Roche-Posay, chociaż nada się także dla tej pierwszej grupy. Woda termalna może okazać się także jedyną alternatywą dla skóry wyjątkowo wrażliwej, podatnej na podrażnienia przez większość produktów dostępnych na rynku.

Niezależnie jednak od typu skóry i choć odkryłam drzemiący w wodzie termalnej pewnien potencjał nie zostałam przekonana, że jest mi ona niezbędna w pielęgnacji i mogę ją z powodzeniem zastąpić odpowiednio dobranymi tonikami czy też hydrolatami przy znacznie mniejszym obciążeniu portfela. 

Stosujecie w pielęgnacji cery wodę termalną czy uważacie, że to niepotrzebna strata pieniędzy? Jaka jest Wasza ulubiona woda?

wtorek, 16 września 2014

Dr Irena Eris, Clinic Way, 1° + 2° hialuronowe wygładzenie, Dermokrem przeciwzmarszczkowy pod oczy


Skóra pod oczami wymaga ciągłej uwagi i odpowiedniej pielęgnacji, zwłaszcza jeśli jest cienka, sucha i pojawiają się na niej znaki czasu w postaci zmarszczek mimicznych. Z uwagą zatem śledzę wszelkie notki o kremach pod oczy, szczególnie o tych wychodzących naprzeciw powyższym aspektom. Jeszcze w trakcie stosowania kremu Yves Rocher [recenzja] przeczytałam u IVONY recenzję dermokremu dr Ireny Eris, który wydał mi się na tyle ciekawy, że zapisałam go na listę kosmetyków do wypróbowania. Mijał już kolejny miesiąc stosowania YR a ja nie widziałam oczekiwanych efektów. W czasie jego używania skóra pod oczami nie uległa pogorszeniu, ale nie odnotowałam także poprawy. Zrezygnowana postanowiłam zainwestować w produkt pochodzący z nowej serii kosmetyków Dr Ireny Eris, Clinic Way.


Pojemność: 15 ml.
Cena: 79 zł.
Dostępność: apteki.

Opis producenta:



Skład:

Standardowe 15 ml kremu mieści się w wygodnym opakowaniu z pompką typu airless. Pojemnik ma perłowobiały kolor ze srebrną nakrętką. Niestety nie da się kontrolować poziomu zużycia. Pompka, nie dość że jest higienicznym i wygodnym rozwiązaniem, to działa znakomicie i dozuje odpowiednie ilości produktu. Szata graficzna jest prosta, bez ozdobników, typowa dla aptecznych produktów. Całość dodatkowo została umieszczona w kartonowym pudełku z dołączoną ulotką.

Konsystencja jest kremowa, produkt świetnie się rozprowadza i szybko wchłania. Jest bezzapachowy. Używałam go na noc, jak również na dzień. Nadaje się pod makijaż, który dobrze się  na nim utrzymuje, nie spływa, nie roluje się. Nie odnotowałam żadnego uczulenia, ani podrażnienia wrażliwej okolicy oczu. Wydajność jest dla mnie satysfakcjonująca - jak dotąd jeszcze się nie skończył, a stosuję go od ok. 3 miesięcy dwa razy dziennie.


Już po pierwszej aplikacji dermokremu 1 i 2 stopień pielęgnacji przeciwzmarszczkowej hialuronowe wygładzenie zauważyłam, że skóra była odpowiednio nawilżona, odżywiona i lekko napięta. Z każdym dniem efekty stawały się coraz lepsze.

Krem znacznie spłycił zmarszczki, z którymi nie poradził sobie wspomniany kolega z Yves Rocher. Miałam przesuszoną skórę pod oczami, a  używane przeze mnie korektory brzydko i nachalnie zbierały się w załamaniach. Po kilku tygodniach stosowania kremu z serii Clinic Way stały się one zdecydowanie płytsze, i nie muszę co chwilę sprawdzać, czy makijaż szpetnie się w nich nie gromadzi. Zmarszczki nie zostały "wyprasowane" całkowicie, ale są prawie niewidoczne, a elastyczność skóry uległa poprawie.

Producent obiecuje także redukcję sińców i worków pod oczami. Mogę tym miejscu potwierdzić, że faktycznie "rozjaśnia" spojrzenie, a skóra wygląda na dobrze nawilżoną i wypoczętą. Pomaga zredukować także trochę cienie pod oczami wynikające ze zmęczenia, natomiast na moje genetyczne sińce nie ma żadnego wpływu, co nie jest zresztą możliwe do zniwelowania żadnym kosmetykiem. Mogę tylko zakryć je dobrym korektorem, a takim okazał się dla mnie produkt firmy MAC, Pro Longwear Concealer [recenzja], który mocno zastyga i wysusza już i tak z natury suchą skórę, dlatego ważne jest zastosowanie dobrego kosmetyku nawilżającego zarówno przed aplikacją korektora, jak i regenerującego w nocy, a dermokrem Dr Ireny Eris świetnie radzi sobie z utrzymaniem skóry w odpowiedniej kondycji.


Plusy:
- nawilża,
- odżywia,
- wygładza pojawiające się drobne zmarszczki mimiczne,
- poprawia elastyczność/napięcie skóry, 
- wspomaga redukcję cieni pod oczami (ale nie genetycznych!), 
- nie podrażnia i nie uczula,
- konsystencja,
- szybko się wchłania,
- estetyczne i higieniczne opakowanie,
- sprawna pompka dozująca żądaną ilość produktu,
- wydajność.

Minusy:
- cena.

Z działania dermokremu jestem niezmiernie zadowolona, spełnił moje oczekiwania i choć do najtańszych nie należy, dla mnie jest trafioną inwestycją. Mogę go polecić osobom około 30. roku życia, które mają suchą, potrzebującą dobrego nawilżenia i odżywienia, tracącą elastyczność skórę wokół oczu, na której odciska się zmęczenie w postaci cieni, a także obserwujące pojawianie się pierwszych zmarszczek mimicznych. Nie mam złudzeń, że na trwałe zmarszczki jakiś krem coś pomoże, a te z którymi ja się zmagałam wynikały zapewne z przesuszenia i spadku elastyczności. Okazał się więc świetnym kosmetykiem anty-aging wspierającym walkę z pojawiającymi się zmarszczkami.

Używacie kremów pod oczy? Jak dbacie o skórę pod oczami? Macie jakieś sprawdzone kosmetyki Dr Ireny Eris?

poniedziałek, 15 września 2014

Wibo Eliksir - pomadki do ust

Na topie są obecnie matowe i długotrwałe produkty do ust. I muszę przyznać, że formuła longlasting równie mocno mnie przyciąga, co przeraża, gdyż zazwyczaj takie kosmetyki mocno przesuszają usta. Prędzej czy później zapewne ulegnę pokusie i znajdą się w mojej kosmetyczce. Tymczasem sięgam po sprawdzone pomadki Wibo Eliksir, których właściwości bardzo mi odpowiadają. Posiadam kolory o numerach 01, 05, 06, 08.


Pojemność: 4,2 g.
Cena: ok. 10 zł.
Dostępność: drogerie Rossmann.

Opis producenta (ze strony Wibo:)
Podkreślone i nawilżone usta
- nie wysusza ust i dodatkowo sprawia, że stają się aksamitnie miękkie
- trwalsza niż błyszczyk
- najmodniejsze odcienie sezonu
Nabłyszczająca formuła pomadki  zapewnia ustom nawilżenie nadając im soczysty kolor. W kolekcji znajduje się 8 modnych i klasycznych odcieni – wystarczy wybrać jeden z nich dla siebie i czarować pięknym uśmiechem. W palecie kolorów znajdą się odcienie różu, brązu i czerwieni. Lekka konsystencja pozwala na łatwe rozprowadzenie się koloru tworząc ochronną powłokę na ustach by prezentowały się nie tylko pięknie ale i zdrowo.

Opakowanie to chyba najgorsza cecha tego produktu. Pomijam już wrażenia wizualne, bo to kwestia gustu i skupię się na łatwości użytkowania. Niestety jest ono niepraktyczne i mało funkcjonalne. Zamykanie nie należy do wygodnych, a tworzywo, z którego są wykonane nie jest solidne i mimo, że starałam się uważać na te pomadki, to przy jednej z nich pękła obudowa. 

Teraz już mogę przejść do przyjemniejszych kwestii związanych z właściwościami samego produktu. Konsystencja jest kremowa i jak pisze producent "lekka", a pomadki z łatwością rozprowadzają się na ustach. Wykończenie mają lekko błyszczykowe. Mam wrażenie, że nadają ustom miękkości i sprawiają, że wyglądają na nawilżone. Nie zauważyłam, żeby w zimie twardniały i utrudniały aplikację. Obawiałam się, że gdy temperatura wzrośnie będą się topić. W największe letnie upały stają się jedynie odrobinkę masłowate, ale na ogół "trzymają" formę. Miałam kiedyś pomadkę Lovely, która dosłownie się rozpływała i musiałam trzymać ją w lodówce. Są także pod tym względem trochę lepsze od błyszczyko-poamdek z Celii i nie paćkają tak opakowania.

Zapach mają delikatny, nienachalny, lekko słodkawy. Poziom krycia można stopniować od lekkiego nabłyszczenia i podkreślenia koloru do pełnego krycia przy kilku warstwach.

Trwałość mają podobną do innych błyszczyko-pomadek, czyli nie tak dobrą jak szminki matujące, jednak lepszą niż zwykłe błyszczyki (przynajmniej na moich ustach). Mnie to zupełnie nie przeszkadza i wolę nawet częściej ponawiać aplikację, byle tylko pomadka nie wysuszała ust. Eliksiry tego nie czynią, wręcz można powiedzieć, że nawilżają. Nie podkreślają suchych skórek oraz nie wchodzą w załamania.

Od lewej: 08, 01, 05, 06
Najlepsze dla mnie są pomadki w odcieniach różu i koralu, więc najbardziej polubiłam 06 (róż z dodatkiem maliny, trudny do określenia, ale według mnie piękny) oraz 01 (chłodny róż, trochę bardziej cukierkowy).

Po odcień 05 (nienachalny, raczej delikatny beżo - brąz) też zdarza mi się sięgać, chociaż nie do końca jest to "mój" kolor, ale przy odpowiednio dobranych cieniach do powiek i różu na policzkach, bywa świetnym dopełnieniem całego makijażu).

08 okazała się kompletnie nietrafionym zakupem, gdyż nie lubię intensywnie pomalowanych ust - źle się wtedy czuję i źle wyglądam. Skusiłam się na nią na promocji, za niecałe 5 zł, żeby spróbować przekonać się do mocniejszych warg i oswajałam się z nią w domowym zaciszu, jednak utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że intensywne czerwienie (z domieszką pomarańczu i maliny) nie są dla mnie.

08, 01, 05, 06



Plusy:
- nie wysuszają ust, a nawet lekko nawilżają,
- nadają ustom miękkości (wyglądają na zadbane i nawilżone),
- nie podkreślają suchych skórek,
- nie wchodzą w załamania,
 - należą do czołówki pod względem krycia, trwałości i konsystencji wśród błyszczyko-pomadek,
- dostępność.

Minusy:
- fatalne opakowanie.

Podsumowując, pomadki Wibo Eliksir będą dobrym wyborem dla wszystkich nie przepadających za wysuszającymi produktami do ust oraz poszkujących pomadek, które nie wchodzą w załamania i nie podkreślają suchych skórek. Fanki matowych oraz długotrwałych szminek mogą je sobie odpuścić.

Macie swoje Eliksiry czy wolicie matowe i długotrwałe szminki? 

sobota, 13 września 2014

Nowości w mojej kosmetyczce

Dawno się nie chwaliłam tym, co nowego zagościło w mojej kosmetyczce, więc pozwoliłam sobie dziś na taki post. Od wielu miesięcy ograniczam zakupy i koncentruję się na zużywaniu zapasów. Jest coraz lepiej, w łazience i toaletce robi się więcej miejsca, a ja dokupuję tylko to, co jest mi potrzebne lub właśnie się skończyło. Przeważnie był to jeden - dwa produkty na kilka tygodni, toteż o nich nie wspominałam. Ostatnio jednak pojawiło się trochę więcej kosmetyków, więc zapraszam na mały przegląd. Będzie trochę powrotów oraz produktów w ogóle mi nie znanych.




Bourjois, Witaminizowany, bezalkoholowy tonik, 250 ml/11,19 zł - produkty Bourjois bardzo lubię, zwłaszcza wodę micelarną [recenzja], miałam też płyn do demakijażu oczu [recenzja], a teraz przyszła kolej na tonik. Dla mnie to produkt pierwszej potrzeby, zwłaszcza jeśli chodzi o skórę wokół oczu oraz policzki i czoło. W tych strefach potrzebuję odżywczych, łagodzących i nawilżających kosmetyków. Właśnie skończył mi się i tonik, i woda termalna, więc zakup był konieczny. Tonik jest według producenta wzbogacony w pochodne witaminy C i bezalkoholowy, a że obecnie jest na promocji w Rossmannie, to od razu wrzuciłam do koszyka. Cena regularna: 13,99 zł.

Purederm, Kolagenowa maseczka pod oczy w postaci płatków, 30 szt./7,99 zł - trafiłam na promocję w Hebe i nie oparłam się pokusie wypróbowania. Staram się dbać o okolicę wokół oczu, tym bardziej teraz, gdy często stosuję wysuszający korektor MAC, Pro Longwear Concealer [recenzja]. Nastolatką też nie jestem, toteż zwracam szczególną uwagę na potrzeby skóry i często sięgam po różnego typu maseczki oraz płatki.

AA Technologia Wieku, Multi Regeneracja, Krem rozjaśniający cienie pod oczami, 15 ml/15,99 zł - nie był na promocji, jednak jest jednym z moich ulubionych i najbardziej skutecznych kremów pod oczy, jakich dotąd używałam. Jest też chyba najtańszy z moich pewniaków. Wygładza skórę, odpowiednio ją nawilża i odżywia.  Pisałam o nim więcej TUTAJ. Ostatnio zmieniło się opakowanie.

Himalaya Herbals, Aloe Vera * Winter Cherry, Krem odżywczy do twarzy 'Całodzienne nawilżanie', 50ml/4,99 zł - chyba jest  na niego promocja w Hebe. Kiedyś używałam próbki i byłam bardzo zadowolona z poziomu nawilżenia i odżywienia skóry, więc pokusiłam się o pełnowymiarowe opakowanie. Mam nadzieję, że w dłuższej perspektywie będzie równie skuteczny, co próbka.

Vichy, Capital Soleil, Aksamitny krem do twarzy SPF 50+ (skóra wrażliwa, normalna i sucha), 50 ml/47,90 zł - planuję powrót do stosowania kosmetyków z kwasem migdałowym [klik], dlatego krem z filtrem będzie niezbędny. Zużyłam już kilka tubek kremu matującego z Vichy SPF 50 [receznzja] oraz z SPF 30 [receznzja]. Tym razem postawiłam na wersję dla cery suchej, znaną mi już z próbek i bardziej "tłustą". Mam zamiar stosować krem na suchą strefę twarzy, którą kwasy będą jeszcze dodatkowo wysuszać. Do przetłuszczającej się strefy T będę używać innego kosmetyku z filtem.


Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy, 100 ml/11,90 zł - od kilku miesięcy włosy wypadają mi na potęgę. Właściwie nigdy nie przeżyłam podobnego wypadania. Postanowiłam wrócić do słynnej wcierki, którą stosowałam w zeszłym roku [recenzja] i wówczas mi pomogła. Chociaż nie do końca byłam zadowolona z efektów, to jednak odnotowałam poprawę i liczę, że tym razem również chociaż trochę zmniejszy wypadanie i wpłynie także na pojawienie się baby hair (nigdy wcześniej nie miałam z tym klopotu, a tym razem jest ich jak na lekastwo). Nie kupiłam wówczas kolejnego opakowania, gdyż piekł mnie lekko od niej skalp. Nie był to jednak duży dyskomfort, a w obliczu obecnego armagedonu na mojej głowie, to już nie mam się nad czym zastanawiać. Oczywiście, jeśli coś się będzie działo odstawię natychmiast.

Green Pharmacy, Olejek łopianowy ze skrzypem polnym, 100 ml/7,49 zł - te olejki cieszą się dobrą sławą w blogosferze, więc kupiłam w nadziei, że wesprze moją walkę z nadmiernym wypadaniem włosów. 


Yodeyma, Celebrity, 15 ml/bezpłatna próbka - na stronie Yodeyma można zamówić sobie darmową próbkę wód toaletowych, o czym pewnie większość z Was już słyszała. Do wyboru jest ponad 80 zapachów damskich i męskich. Każdy zapach jest opisany i wyszczególnione są nuty, jakie zawiera. Trudno jednak zgadnąć, jak ostatecznie wyjdzie to w praktyce. Po przeczytaniu kilkudziesięciu opisów dalej miałam mętlik w głowie. W końcu zamówiłam wodę o nazwie Celebrity określaną przez markę w następujący sposób: Celebrity Woman  wesoły i rześki zapach. Idealny dla kobiety cieszącej się życiem. Nuty Głowy to pierwszy akord zapachu, który czujemy w perfumach: Czarna porzeczka. Nuty Serca stanowią duszę perfum: Irys. Nuty Bazy to takie, które nadają perfumom głębię: Paczula. (źródło)

Próbka, ani koszty przesyłki nie są odpłatne. Woda dotarła do mnie kilka dni temu, po ponad tygodniu od zamówienia i z miejsca mnie oczarowała. Zapach jest prześliczny, dla mnie idealny, choć oczywiście każdy ma inne preferencje. Póki co psiknęłam się 3 - 4 razy (w buteleczce widać większy ubytek, gdyż nie przychodzi pełna), utrzymuje się wiele godzin (dla mnie jest zadziwiająco trwały, zwłaszcza jak na wodę toaletową). Należę do osób, którym niestety szybko nudzą się zapachy i często lubię zmiany. Jeśli to zauroczenie nie minie zanim wykorzystam próbkę, to na pewno zamówię sobie większą pojemność


Taft, Suchy szampon na każdą pogodę, Natychmiastowa objętość i tekstura, 150 ml - dostałam jako gratis do zakupów. Ma według producenta nadawać objętości, więc wykorzystam go w roli stylizatora do unoszenia włosów u nasady, o ile informacje na opakowaniu nie są czczymi przechwałkami. 

Joanna Naturia, Szampon z pokrzywą i zieloną herbatą do włosów przetłuszczających się i normalnych, 200 ml/5,49 zł - jeden z moich ulubionych szamponów. Świetnie oczyszcza i pozostawia moje włosy gładkie, jak spod żelazka, a raczej prostownicy (taka reakcja na kosmetyk do włosów u mnie jest rzadkością), przy tym nie ich nie obciążając. Nadaje puszystości i lekko odbija od nasady. Któraś z kolei butelka i na pewno nie ostatnia. [Recenzja]

Isana, Olejek pod prysznic 'Melon i gruszka', 300 ml/2,99 zł - za taką cenę szkoda było się nie skusić.

Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie? Jak Wasze zakupy - szaleństwo czy może umiar?