sobota, 28 grudnia 2013

Max Factor, Lasting Performance, Podkłady kryjące w jasnym odcieniu

Podkładu Lasting Performance z firmy Max Factor używam odkąd pojawił się na polskim rynku i nawet nie pamiętam czy było to 10 lat temu, czy więcej. W każdym razie towarzyszy mi szmat czasu i zawsze do niego wracam, chociaż miałam okazję przez ten okres stosować też inne produkty, np. z Maybelline, Superstay 24h, który  według mnie był równie dobry jak LP, ale niestety został wycofany lub Almay, sprezentowany mi przez koleżankę ze Stanów, którego używam namiętnie od kilku miesięcy i jestem zadowolona. W tym roku odkryłam też kolejny produkt z Max Factor, który polubiłam nawet jeszcze bardziej niż Lasting Performance. Mam tu na myśli Face Finity All Day Flawless 3 w 1, o którym pisałam TUTAJ.


Pojemność:
35 ml.

Cena:
od mniej więcej 27 zł (z dostawą 33 zł) do nawet 50 zł na Allegro, w drogeriach ok. 45 zł.

Dostępność:
w większości drogerii. Jednak od kilku lat zauważyłam, że nie zawsze dostępne są najjaśniejsze odcienie (100 Fair oraz 101 Ivory Beige), np. w okolicznych Rossmannach mogę dostać dopiero trzeci odcień - 102 Pastelle, który dla mnie jest już zbyt ciemny i musiałam go mieszać z jaśniejszymi podkładami z innych firm. Zamawiałam więc przez Internet interesujące mnie odcienie, co nawet taniej wychodziło, a obecnie odkryłam w osiedlowej drogerii pełną gamę kolorów. 

Skład: 


Podkład Lasting Performance to doskonałe właściwości kryjące, których efekt długo utrzymuje się na skórze.

  • Długotrwała formuła, utrzymująca się aż do 8 godzin
  • Bezzapachowy, odpowiedni dla skóry wrażliwej
  • Odporny na ścieranie, dzięki czemu nie pozostawia śladów w kontakcie z ubraniami
  • Nie zatyka porów


Opakowanie:

Plastikowa tubka, bardzo poręczna, która łatwo zmieści się w kosmetyczce, a przy upadku się nie rozbije. Bez problemu możemy wydobyć w higieniczny sposób pożądaną ilość. Solidna zakrętka gwarantuje, że produkt samoczynnie się nie otworzy. Pod koniec możemy rozciąć opakowanie żeby całkowicie zużyć kosmetyk.

Moja opinia: 
Te podkłady mają swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ja należę do tej pierwszej grupy. Decydując się na kosmetyk pielęgnacyjny czy kolorowy trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na to, czy jest on odpowiedni do naszej cery i jakiego efektu oczekujemy. Moja skóra jest mieszana, w kierunku suchej, a do tego naczynkowa. Poszukuję więc podkładu, który nieźle kryje zaczerwienienia, ale przy tym nie wysusza nadmiernie skóry, nie ściąga jej i jest nawilżający. Lubię też podkłady o przedłużonym działaniu, gdyż zwykle nie mam czasu poprawiać makijażu co kilka godzin. 
Ten podkład spełnia większość moich wymagań. Nie wysusza. Krycie ma średnie, ładnie wyrównuje koloryt cery, zmniejsza widoczność zaczerwienień na policzkach i w okolicy nosa, a przy tym nie tworzy maski. Krycie można stopniować i nałożyć go więcej w problematycznych miejscach. Wiele osób nawet nie jest w stanie się zorientować, że mam problem z rozszerzonymi naczynkami. Na twarzy wygląda naturalnie, nie podkreśla suchych skórek. Oczywiście, gdy łuszczyłam się np. po kwasie, to nie zakamuflował tego, ale też nie uwydatnia takich problemów, w wielu sytuacjach okazał się niezawodny. To chyba jedyny podkład, który rozprowadza się na twarzy, dając zadowalający efekt i kryjąc, bez względu na okoliczności, nawet gdy cera jest przesuszona, po zabiegach kwasami, laserem (zaczerwienienie, spuchnięta i wiotka skóra), po elektrokoagulacji (zaczerwienienie, strupki, obrzęknięta i cieńsza, bardzo delikatna cera) nie zawiodłam się na nim i współpracował ze skórą, nie ważył się, nie schodził plackami. Dzięki niemu mogłam iść do pracy czy załatwić konieczne sprawy. Nie wchodzi też w załamania skóry, zmarszczki, rozszerzone pory. Podejrzewam, iż to zasługa formuły, która sprawia,  że podkład tak dobrze dopasowuje się do skóry, a raczej jej faktury. Konsystencję ma kremową, jednak dość treściwą, może nie jest to super lekki podkład, ale z pewnością nie jest toporny, nie zastyga natychmiast, więc mamy możliwość zrobienia poprawek. Łatwo się rozprowadza palcami, pędzlem, gąbką.

 Jest też dużo bardziej trwały od innych podkładów, z którymi miałam styczność (lepszy od LP jest tylko Face Finity All Day Flawless 3 w 1 -> klik). Wiele zależy od tego, co nakładamy pod makijaż, jeśli lekki krem nawilżający, to podkład Lasting Performance przetrwa znacznie dłużej, w tym przypadku cały dzień w pracy czy szkole (więc 8 godzin obiecanych przez producenta przy suchej cerze potrafi wytrzymać), ale jeśli pod spodem mamy tłusty krem z filtrem, to ten czas się skraca. Szybciej znika u mnie z nosa i brody, gdzie mam skórę tłustą, ale jeśli się używa matującego kremu, czy też po poprawce będzie się dobrze trzymał. Wypryski również kryje na krótszy czas, ale w tym celu lepiej sięgnąć po korektor do tego przeznaczony, który często zawiera substancje dezynfekujące i "leczące" takie niespodzianki. Podkład sam w sobie nie zapycha, nie podrażnia.



Dwa odcienie rozprowadzone dość grubą warstwą od środka, gdzie widać granicę - pas bez podkładu, aż po brzegi dłoni. Im bardziej na boki, tym lepiej roztarte.


Zaletą tych podkładów jest bogata gama kolorystyczna i wydaje mi się, że każdy znajdzie coś dla siebie. Osobiście bardzo się cieszę, że bladziochy, takie jak ja mogą liczyć na jasne odcienie. Sama z powodzeniem używam, albo najjaśniejszego 100 Fair, albo kolejnego, czyli 101 Ivory Beige.  Obydwa ładnie stapiają się z moją cerą. 100 jest raczej bardziej alabastrowy (ale nie bieli ) i lekko żółtawy/kremowy, a 101 bardziej beżowo-różowy i czasem wydaje mi się, że w przypadku Ivory Beige cera wygląda na lekko "zmarzniętą". Przy wyborze odcienia trzeba też mieć na uwadze to, że podkład trochę ciemnieje na twarzy, co jest jego najcięższym grzechem. Nie wiem od czego to zależy, ale w niektóre dni w ogóle nie zauważam, żeby kolor drastycznie się zmieniał, ale kilka razy w czasie tych wielu lat używania zdarzyło się, że przeżyłam szok spoglądając w lustro (przy Ivory Beige).

Plusy:

- "dopasowuje" się do skóry,
- niezawodny w sytuacjach awaryjnych,
- nieźle kryje zaczerwienienia, przebarwienia, itp.,
- jest lekki jak na podkład kryjący,
- daje dosyć naturalny efekt,
- nie wysusza,
- nie tworzy maski,
- długo się utrzymuje,
- dość szeroka gama kolorów,
- łatwo dostępny,
- nie zapycha,
- na Allegro niezbyt wygórowana cena,
- poręczne i higieniczne opakowanie,
- wydajność.
Minusy:
- ciemnieje na twarzy,
- nie zawsze dostępne są najjaśniejsze odcienie 100 i 101.
 W przypadku cery niemal idealnej, której wystarczy ultralekki podkład rozświetlający, LP nie jest jakimś must have. Dla tych, którzy chcą zakryć zaczerwienienia, plamy, przebarwienia, jakieś uczulenia, lub są po różnych zabiegach laserowych, z użyciem prądu, wysuszających czy oczyszczających, itp. może okazać się świetny. Zwłaszcza jeśli dobierzemy sobie odcień, który nawet w razie ściemnienia będzie pasował. To z pewnością jeden z moich ulubieńców nie tylko ostatniego roku, ale i dekady. Jeszcze lepszy według mnie jest tylko jego brat z firmy Max Factor, Face Finity All Day Flawless 3 w 1[recenzja], gdyż lepiej kryje i dłużej się utrzymuje, jednak odcień, który posiadam, zimą jest zbyt ciemny. Na co dzień Lasting Preformance w zupełności mnie zadowala.

środa, 25 grudnia 2013

Wesołych Świąt


Kochani!
W tym wyjątkowym dniu życzę Wam spokojnych, przepełnionych szczęściem
i radością
Świąt Bożego Narodzenia.
Niech nadzieja i optymizm
na trwałe zagoszczą w naszych sercach.
Niech zbliżający się Nowy Rok przyniesie
spełnienie wszelkich pragnień,
realizację planów
i zamierzeń.
                                   Agnieszka

niedziela, 22 grudnia 2013

Lovely, Gloss Like Gel nr 229 - lakier do paznokci

Ostatnimi czasy w mojej kosmetyczce pojawia się coraz więcej lakierów z Lovely. Niedawno zagościła w drogeriach Rossmann limitowanka Snow Dust, której nie mogłam się oprzeć i nie kupić chociażby jednego egzemplarza. Wkrótce go zaprezentuję, a dziś parę zdjęć i słów na temat lakieru do paznokci imitującego efekt lakieru żelowego - Gloss Like Gel nr 229, którego kolor bardzo mi się podobał, ale opierałam się tej serii trochę obawiając się, że jego właściwości będą przypominać mękę aplikacji, jaka towarzyszyła limitowanej kolekcji z Wibo, Gel Like, które pokazywałam już na blogu TUTAJ. Miały przepiękne kolory, zaprojektowane przez blogerki, ale żeby się nimi cieszyć na paznokciach, trzeba było się bardzo natrudzić. Nie chciałam powtórki tej sytuacji w przypadku siostrzanej firmy Wibo - Lovely, ale w ostatni dzień rossmannowskiej promocji uległam pokusie. Jak zachowuje się lakier Gloss Like Gel nr 229, o tym w dalszej części posta.



Pojemność: 8 ml.
Cena: 5,69 zł.
Dostępność: drogerie Rossmann.


Lakier na paznokciach wygląda niesamowicie, mnie urzekł swoim kolorem. To czerwień ze złotym shimmerem, która wpada w pomarańczowy. Seria Gloss Like Gel dedykowana na sezon wiosenno - letni. Jednak mnie się wydaje, że odcień 229 obecnie koresponduje z przedświąteczną atmosferą pełną świateł i bombek choinkowych oraz świec, ale myślę, że wpisze się w każdą porę roku - wiosną i latem będzie czarował ciepłą, radosną barwą, żeby potem spoufalić się ze złotą jesienią.
Na same święta zapewne na moich paznokciach zagości klasyczna czerwień, niemniej potem też do niego wrócę.


Konsystencja jest raczej rzadka, ale nic się nie rozlewa na skórki. Rozprowadza się równomiernie, nie powstają żadne smugi. Pędzelek średniej szerokości, płasko ścięty umożliwia wygodną aplikację. Jedynym małym minusem jest krycie, bowiem żeby nic nie prześwitywało potrzeba minimum 3 warstwy, najlepiej nałożyć 4. Nie jest to duży problem, gdyż lakier dosyć szybko wysycha. Z pewnością nie ma nic wspólnego z serią Wibo, Gel Like, gdzie nawet po kilku godzinach zdarzało się, że pojawiały się odciski przy dotknięciu czegokolwiek. Pod wieloma względami przypomina Wibo, Express Growth ( np. nr169, o którym pisałam TUTAJ). Do trwałości też nie mam zastrzeżeń. Często moczyłam ręce w ferworze przedświątecznych porządków i nie pojawił się żaden odprysk, ani nie ścierały końcówki. Możemy się nim cieszyć spokojnie 4 dni. Lovely pozytywnie mnie zaskoczyło, a za taką cenę uważam, że jest świetny.





Mnie się podoba. Oczywiście nie jest to klasyczna czerwień, którą będę nosić zawsze i wszędzie, ale z pewnością będą okazje, kiedy jeszcze po niego sięgnę.

Znacie tę serię? Jak Wam się podoba ten kolor? Lubicie lakiery Lovely?

wtorek, 17 grudnia 2013

Rimmel, Salon Pro By Kate 711 Punk Rock

W czasie ostatniej promocji w Rossmannie nie mogłam przejść obojętnie obok szafy Rimmel, nie wrzucając do koszyka żadnego lakieru. Ostatnie swoje zdobycze z tej firmy pokazywałam w poście zakupowym TUTAJ.  Pora więc przyjrzeć się i ocenić jak wypadają przy bliższym spotkaniu lakiery, które niewątpliwie już w buteleczkach na drogeryjnej półce kuszą pięknymi barwami. Zdecydowałam się na raczej jasny róż oraz dość ciemny lakier, czyli skrajności. Nie każdy przepada za ciemnymi kolorami na paznokciach, ja przyznaję, że od czasu do czasu lubię je tak pomalować i niejednokrotnie już "mroczny" lakier mnie oczarował. Jednym z tych, które przykuły moją uwagę, jest 711 Punk Rock od Rimmel, z serii Salon Pro By Kate.


Kolor jest bardzo ciekawy i trudno go jednoznacznie określić, gdyż czasem przypomina ołów, stal z domieszką granatu, a nawet mieni się na granatowo-fioletowy. Starałam się na zdjęciach pokazać różne jego wcielenia. Mnie przypadł do gustu i od czasu do czasu z chęcią pomaluję paznokcie na taki ciemny kolorek. Tym bardziej, że mam jasną karnację i przy moich dłoniach czarny lakier nie wygląda korzystnie. Na ten odcień mogę sobie pozwolić. 


Konsystencję ma odpowiednią, nie rozlewa się brudząc przy tym na skórki, bardzo łatwo się rozprowadza. Pędzelek jest płaski, szeroki, zaokrąglony i bardzo mi odpowiada. Z kryciem też jest nie najgorzej, wystarczą dwie warstwy. Niewątpliwą zaletą jest szybkie wysychanie. Natomiast z trwałością już gorzej, u mnie zaczyna się ścierać na końcach nawet następnego dnia po aplikacji (co widać na pierwszym zdjęciu). Można temu zaradzić kładąc kolejną warstwę i paznokcie znów prezentują się idealnie. Przytarte końcówki nie wyglądają jakoś fatalnie, a cała reszta dzielnie się trzyma średnio 4 dni. 



Co sądzicie o ciemnych lakierach? Lubicie lakiery Rimmel?

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Listopadowe denko

Ze względu na wyjazdy w ostatnim czasie nie miałam dostępu do mojej torby z pustymi opakowaniami po zużyciach listopada. W końcu udało mi się zrobić zdjęcia i mogę wreszcie wyrzucić wszystko. Z niektórymi kosmetykami pożegnałam się na dobre, inne może kupię, a do kilku z całą pewnością jeszcze wrócę.  




 Pielęgnacja twarzy:




- Uroda Melisa, Tonik bezalkoholowy z zieloną herbatą, wyciągiem z melisy, alantoiną i prowitaminą B5 - tonizuje, oczyszcza, nie wysusza skóry, łagodzi podrażnienia. Bardzo dobry tonik za niewielkie pieniądze. Kolejne opakowanie już kupiłam.  [recenzja]

- Krem rozjaśniający cienie pod oczami - Oceanic, Technologia Wieku, AA Multi Regeneracja - cieni pod oczami mi nie rozjaśnił, ale dobrze pielęgnuje skórę wokół oczu, nawilża i napina. Szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. Chociaż jest zalecany dla osób po 40 roku życia, ale nie jestem pewna czy spełni ich oczekiwania, myślę że bez obaw można po niego sięgać nawet kilkanaście lat wcześniej. Mnie zadowala jego działanie i zapewne jeszcze go kupię.  [recenzja]

- Celia, de Luxe, Oczyszczanie, Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu - dobrze zmywa makijaż i zanieczyszczenia ze skóry, tonizuje, jest łagodny, nie podrażnia. Cena bardzo przystępna. Znudził mi się jego zapach, ale jeszcze do niego wrócę. [recenzja]

- Marion, Nawilżający dwufazowy płyn do demakijażu oczu i twarzy - bez problemu usuwa makijaż, nie przesusza cery, koi, ma dobry skład, jest tani, ale odczuwałam pieczenie powiek po jego użyciu, dlatego nieprędko po niego sięgnę ponownie. Kosmetyk wart zainteresowania, jeśli się nie ma bardzo wrażliwej skóry. [recenzja]


- Bielenda, Czarna Oliwka, nawilżająca 2 - fazowa oliwka do demakijażu oczu i ust - jeden z moich ulubionych kosmetyków do demakijażu oczu. Dobrze wywiązuje się ze swojego zadania, a do tego mam wrażenie, że wpływa na poprawę stanu cery. Na pewno kupię ponownie. [recenzja

- Herba Studio, Tisane, Balsam do ust w słoiczku - pielęgnuje usta, nawilża i regeneruje, do tego ma cudowny delikatny zapach. Kupiłam już kolejne opakowanie. [recenzja


 Pielęgnacja ciała:




- Alterra, Żel pod prysznic 'Kwiat pomarańczy i bambus' -  pieni się nieszczególnie, zapach nie porywa, co najwyżej nie przeszkadza. Skóry mi mocno nie przesuszył, ale nie nawilża. Nie ma w składzie SLS. Bardzo przeciętny, zużyłam do końca bez większej męki, ale nie mam ochoty na następne opakowanie. [recenzja]

- Nivea, Happy Time, Kremowy żel pod prysznic z formułą HYDRA IQ - ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie wysusza nadmiernie skóry, ale o nawilżaniu można zapomnieć. Łatwo dostępny i sprawdzony, więc może jeszcze kiedyś kupię. [recenzja]

- Joanna Naturia, peeling myjący i wygładzający z kiwi - do najostrzejszych zdzieraków nie należy, jest raczej średni i za to właśnie go cenię. Dobrze usuwa martwy naskórek i jednocześnie nie podrażnia nawet wrażliwej skóry. Używam od wielu lat i nadal będę. [recenzja]


- Dax Cosmetics, Perfecta SPA, Masło do ciała antycellulitowe pomarańcza i wanilia - dobrze nawilża, odżywia i pielęgnuje. Skóra po jego zastosowaniu  jest gładka, miękka, elastyczna i wypielęgnowana. Jedno z lepszych maseł drogeryjnych, jakich używałam. Spełniło oczekiwania mojej bardzo suchej skóry. Ma bardzo przyjemny zapach, który mi się nie znudził, a wręcz przeciwnie, im dłużej używałam produktu, to coraz bardziej mi się podobał. Wcześniej miałam to masło w wersji wygładzającej - marcepanowe [recenzja], które uwiodło mnie zapachem i kiedy otwarłam pomarańczowe, byłam trochę rozczarowana wonią, która wydała mi się nie najgorsza, ale  sztuczna, przypominająca balonową gumę do żucia, z czasem jednak zmieniłam zdanie.  Mimo bogatej konsystencji, dobrze się je rozprowadza i dość dobrze się wchłania. Mam wrażenie, że jest nawet bardziej treściwe i odżywcze od marcepanowego. Oczywiście nie oczekuję, że jakiś kosmetyk wpłynie na zmniejszenie cellulitu, więc nie oceniam tego masła pod tym kątem. Kupiłam kolejne opakowanie.

- Spa Vintage Body Oil, Masło do ciała "Olej makadamia"- mało dobrze pielęgnuje skórę, odżywia i nawilża. Łatwo się rozsmarowuje i nie trzeba długo czekać, aż się wchłonie. Z działania jestem zadowolona, jednak nie zostałam fanką jego zapachu. Raczej nie kupię ponownie.[recenzja]


 Włosy:



- Farmona, Herbal Care, Szampon z żeń-szeniem - moje włosy bardzo polubiły ten szampon, a zdradzając go z kosmetykami do mycia włosów z innych firm, przekonuję się, że mało który produkt, jest w stanie mu dorównać. Kolejna pusta butelka trafia do kosza i z pewnością nie ostatnia! Jak tylko pojawi się w jedynej drogerii, w której jest dostępny w moim mieście, zrobię zapas. Póki co pocieszyłam się wersją ze skrzypem polnym oraz brzozową. Ku mojemu zaskoczeniu niektóre wersje są dostępne w Biedronce. [recenzja]


- Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy- słynna wcierka z nowym składem. Odrobinę zniwelowała wypadanie włosów i przyspieszyła ich porost. Efekty działania utrzymały się ok. 14 dni od zaprzestaniu wcierania. Niestety po kilku tygodniach stosowania odnotowałam delikatne pieczenie skóry głowy i czasem swędzenie, dlatego zakończyłam kurację po jednym opakowaniu. Nie wiem czy kupię ponownie.  [recenzja

 Pozostałe:



- Carea, Bawełniane płatki kosmetyczne - płatki z Biedronki wersja niebieska i fioletowa, używam ich od bardzo dawna. Dobra jakość przy korzystnej cenie 2,49 zł.

- Softella, Patyczki kosmetyczne - akcesorium, które posiada chyba każda z nas, jedne z tańszych jakie spotkałam, a przy tym dobrej jakości. Nie rozczapierzaja się, ani nic złego się z nimi nie dzieje.
                                                
- Barwa, Miss, Bezacetonowy zmywacz do paznokci - kolejna, nie wiem która już zużyta buteleczka. Lubię ten zmywacz za to, że nie wysusza mi płytki i nie szkodzi paznokciom, które nie polubiły się z Isaną oraz Biedronkowym kolegą.

- Nailty, Zmywacz do paznokci z Biedronki - niedrogi, dobrze zmywa lakiery. Opakowanie zużyłam już kilka miesięcy temu, została odrobina, która miała ratować podłogę/meble w razie plamy z lakieru w czasie malowania. Lakier niestety dla moich paznokci się nie nadawał - wysuszał płytkę, powodował łamanie i rozwarstwianie się paznokci. Więcej nie kupię.

To już wszystkie zużycia listopada. Kiedy spojrzałam tę listę, nasunął mi się "wniosek", że znakomita większość tych kosmetyków jest polskiej produkcji. Myślę, że wiele naszych produktów w niczym nie ustępuje tym zagranicznym, a do tego mają konkurencyjne ceny.

Miałyście któryś z tych produktów? Jak Wasze listopadowe denko?

czwartek, 12 grudnia 2013

L'Oreal, Bare Naturale Mascara, Black 800 (Wydłużający tusz do rzęs)

Przeważnie używam tuszów z Maybelline (np.Volum’ Express Turbo Boost -> recenzja) lub Max Factora, które spełniają moje wymagania względem tego kosmetyku.  Tusz jest moim must have i bez niego nie wychodzę z domu. Przede wszystkim nie może się odbijać na powiekach, rozmazywać, ani kruszyć. Nie lubię też kiedy skleja rzęsy. Do tego nie przepadam za kosmetykami wodoodpornymi.  Maskarę z firmy L'oreal przywiozła mi kilka miesięcy temu koleżanka ze Stanów. Używam jej codziennie od półtora miesiąca.


Cena i dostępność: 10 - 13 zł + przesyłka w sklepach online.

Opis producenta ( z Internetu):
Wydłużający tusz do rzęs na bazie naturalnych minerałów wzmacniający rzęsy. Lekka formuła odżywia, a miękka, elastyczna szczoteczka idealnie rozdziela włoski. Nie skleja rzęs i nie tworzy grudek. Do 60 % dłuższe rzęsy!
Opakowanie:
Szata graficzna nie przypadła mi do gustu, w dodatku napisy bardzo szybko się starły, co u mnie jest normą w przypadku tuszów do rzęs, z jakiej firmy by nie były. 

Moja opinia:
Tusz ma ładny czarny kolor, nie jest to mocna, głęboka czerń, jednak mnie bardzo odpowiada i myślę, że będzie pasować do większości typów urody. Z tego, co się zorientowałam jest też wersja Very Black 805 (Głęboka  czerń). Nie zauważyłam żeby ten tusz jakoś szczególnie wydłużał rzęsy, na pewno nie o 60%, natomiast wyraźnie je pogrubia i zagęszcza. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że szczoteczka ładnie rozczesuje rzęsy. Nie ma też efektu owadzich nóżek, ani nie tworzą się grudki. Osiągniemy za jego pomocą rzęsy jak firanki, gęste, ładnie podkręcone i rozdzielone, a zarazem naturalnie wyglądające. Szczoteczka jest tradycyjna gruba, ale wygodnie się nią aplikuje kosmetyk. Zaletą też jest łatwy demakijaż, nie jest to produkt wodoodporny, poza tym nie rozmazuje się w trakcie usuwania.


Największym minusem jest według mnie trwałość. Dobrze się trzyma jakieś 9 - 10 godzin, zdążę jeszcze wrócić z pracy, ale zaraz potem mam pełno czarnych kropeczek pod oczami. Maskara bardzo się osypuje. Jest to niewybaczalne i uciążliwe, gdyż czasami mój dzień trwa kilkanaście godzin i chcę polegać na tuszu. Jest to do zrobienia, gdyż produkty z Maybelline czy Max Factora potrafią wytrzymać do demakijażu, nawet gdybym miała je 20 godzin na rzęsach.
Czasem w wietrzne dni moje oczy się łzawią i zdarza się, że mam odbity tusz na powiekach. Niestety mimo ładnego podkreślania rzęs nie jestem zadowolona z tego kosmetyku i nie skuszę się na kolejne opakowanie. Mam natomiast ochotę wypróbować inne maskary z L'oreal, gdyż często spotykam się z pozytywnymi opiniami na ich temat.

Używacie tuszów L'oreal? Co sądzicie o kosmetykach z tej firmy? Jakie są wasze ulubione, niezawodne maskary?

środa, 11 grudnia 2013

Olej awokado (organiczny) ze sklepu Zrób Sobie Krem

Bardzo sobie cenię dobroczynne działanie olejów na moją cerę i włosy, toteż chętnie je wykorzystuję w pielęgnacji. Spora część moich zasobów pochodzi ze sklepów internetowych Zrób sobie Krem i Biochemia Urody, ale nie tylko. Na olej awokado zdecydowałam się ze względu na jego właściwości nawilżające.


Informacje o organicznym oleju awokado na stronie ZSK:
Zastosowanie
Olej z awokado łatwo jest wchłaniany przez skórę, wnika w jej głębsze warstwy. Zwany olejem 7 witamin (A-B-D-E-H-K-PP), silnie nawilża, ożywia naskórek, wykazuje dużą zgodność z naturalnymi lipidami skóry, uzupełnia barierę lipidową. Używany jako czysty olej lub jako dodatek do kosmetyków przeznaczonych dla skóry suchej, dojrzałej , starzejącej się i wrażliwej, nie ma działania drażniącego ani uczulającego. Bardzo dobry jako olej do masażu. Ponieważ jest olejem gęstym zaleca się przy masażu mieszać z innymi olejami (olejem ze słodkich migdałów, olejem z pestek winogron, olejem z pestek moreli). Podnosi wytrzymałość, uspokaja, wygładza, regeneruje, pielęgnuje, ochroni przed złym wpływem czynników zewnętrznych.

Koncentracja w kosmetyku
Do 100%
Olej ten może być stosowany bezpośrednio na skórę.

Postać
Jasno- do ciemnozielonego, mętny olej. Posiada naturalny faktor ochronny 3-4. Olej awokado twardnieje w niskich temperaturach. Jest olejem odpornym na ciepło.
Skład:
- kwas oleinowy,

- kwas linolowy, 
- kwas palmitynowy,
- kwas stearynowy, 
- kwas linolenowy,
- lecytynę,
- sole mineralne,
- fitosterole,
- skwalen,
- witaminy: A, B, D, E, H, K, PP
Opakowanie:
Olej mieści się w białej plastikowej buteleczce, zakręcanej na zakrętkę. Olej jest bardzo mały i możemy bez problemu dozować nawet niewielkie ilości. Czasem potrzebujemy tylko kroplę i nie ma obawy, że nam się wyleje za dużo. Jeśli potrzebujemy go więcej, np. łyżkę do olejowania włosów, to też nie trzeba walczyć, żeby ją wydobyć. Na opakowaniu jest nalepka z nazwą oleju, sposobem przechowywania (w chłodnym miejscu), pojemnoscią oraz datą ważności.


Pojemność:
Dostępne są pojemności 15 ml (6,49 zł), 30 ml (12,99 zł), 60 ml (25,98 zł), 115ml (48,06 zł).
Mam pojemność 60 ml, jednak jeśli nie miało się styczności z tym olejem wcześniej i nie ma pewności czy się sprawdzi, polecam zakupić mniejszą pojemność, już 15 ml wystarczy na bardzo długo. Olej jest niezwykle wydajny i mimo nagminnego stosowania 60 ml wystarczyło mi na ponad rok i trudno zużyć taką "butlę" przed upływem terminu ważności. 

Moja opinia:
Twarz: Po przeczytaniu opisu z ZSK oraz pozytywnych opinii na temat tego oleju, doszłam do wniosku, że będzie idealny dla mojej już nie nastoletniej, potrzebującej nawilżenia i odżywienia skóry. Aplikowany bezpośrednio na twarz zamiast kremu czy serum nie spełnił jednak moich oczekiwań. Radził sobie przyzwoicie, ale do optymalnego nawilżenia i odżywienia mu trochę brakowało. Inne oleje miały znacznie lepszy wpływ na moją cerę. Najlepszy rezultat osiągnęłam dodając ten olej do kremu, często nawet takiego, który nie był w stanie poradzić sobie z moją cerą. Po zastosowaniu takiego duetu buzia była wypoczęta, gładka, miękka i dobrze nawilżona.
Często mieszałam go też z innymi olejami w załamaniu dłoni (po kilka kropel) i taką mieszankę nakładałam na twarz - powstawał z tego kosmetyk idealny pod ktem pielęgnacyjnych wymagań mojej cery. Olej ten jest świetny jako składnik samorobionego serum czy też mieszanek olejowych pod maski algowe.


Ciało: Dodawany do balsamów/maseł wspaniale pielęgnował skórę, zwłaszcza tam, gdzie była przesuszona. Również "poprawiał" właściwości pielęgnacyjne - nawilżające i odżywcze tego typu kosmetyków. Taka mieszanka wspaniale wygładzała, odżywiała oraz nawilżała skórę szyi i dekoltu.

Włosy: Nie mogę powiedzieć, że moje włosy go pokochały (inny olej stał się ich miłością), ale z pewnością są mu wdzięczne, za dobroczynny wpływ. Odpowiednio je nawilża, są lśniące, sypkie i  miękkie. Zabezpieczam nim niemal zawsze końcówki po umyciu włosów i spłukaniu odżywki - wówczas kropelkę oleju rozcieram w dłoniach i wmasowuję delikatnie w mokre końcówki. Po wyschnięciu nie są one ani zbite, ani sklejone. Są natomiast odpowiednio nawilżone i zabezpieczone. Jedyny mały minus za to, że moje włosy się trochę puszą po jego użyciu. 

Reasumując, kupowałam ten olej przede wszystkim z myślą o nawilżeniu twarzy i trochę się rozczarowałam, bo nie zauważyłam takich efektów, jakich się spodziewałam po entuzjastycznych recenzjach w sieci. Niemniej nie zawiódł mnie na całej linii, bo w pielęgnacji twarzy też odgrywa znaczną rolę, tyle że nie solo. Polecałabym go osobom, które nie mają bardzo suchej skóry, wówczas ma szansę się sprawdzić sam zamiast kremu. Jestem zadowolona z jego działania tuningującego inne kosmetyki, często po prostu słabe, które w połączeniu z nim okazywały się świetne. Chwalę go za to, co robi z moimi włosami i za to, że można go wykorzystać do zrobienia własnych kosmetyków, gdzie  jego wkład w ich skuteczne działanie, jak zaobserwowałam,  jest znaczny.

Stosujecie oleje w pielęgnacji? Jakie są Wasze ulubione? Mieliście olej awokado?

niedziela, 8 grudnia 2013

Wibo, Express Growth nr 169

Lakiery z Wibo, przede wszystkim z serii Express Growth chyba dominują w całej mojej kolekcji emalii  - jeśli wziąć pod uwagę ilość sztuk z jednej firmy. Nie są najgorszej jakości, cenę mają niewygórowaną, są łatwo dostępne i mają bogatą kolorystykę. Dziwię się sama, dlaczego jeszcze żadnego nie przedstawiłam dotychczas na blogu. Dziś to nadrabiam i pokazuję mojego ulubieńca ostatniego czasu, czyli jeden z nowszych kolorów w szafie Wibo - lakier o numerze 169.


Pojemność: 8,5 ml.
Cena: ok. 7 zł.
Dostępność: drogerie Rossmann.


Lakier przede wszystkim spodobał mi się ze względu na kolor fioletowo - purpurowy, w którym zatopione są złote drobinki, ale w zależności od tego pod jakim kątem patrzyłam, to drobinki wydawały mi się też czerwone, a na jego powierzchni odbija się złota tafla. Całość według mnie tworzy piękny efekt. Lakier ślicznie wygląda również w półmroku i sztucznym świetle.  


Pędzelek ma cienki, płasko ścięty, bardzo dobrze się nim operuje. Konsystencja według mnie jest odpowiednia, lekko rzadka, ale nic się nie rozlewa, za to lakier łatwo rozprowadza się na płytce. Pierwsza warstwa jest bardzo cienka, lekko prześwitująca. Nakładając drugą warstwę można osiągnąć już w miarę ładny efekt, ale nie jest to idealne krycie. Dwie warstwy mnie nie satysfakcjonowały do końca, więc dołożyłam kolejną. Lakier zyskał głębię, wyrazistość i jeszcze piękniej się prezentował. 


Niestety krycie nie jest mocną stroną w tym przypadku i uważam, że najlepiej jest nakładać 3 warstwy, ale nie jest to bardzo kłopotliwe, gdyż na szczęście dość szybko wysycha. Mogą też pojawić się złote drobinki wokół paznokcia, które bardzo łatwo usunąć. 





Jestem bardzo zadowolona z tego koloru i poza słabym kryciem, które nie wpływa na komfort aplikacji, nie widzę innych minusów.




Macie ten lakier? Lubicie lakiery Wibo czy omijacie je szerokim łukiem?

wtorek, 3 grudnia 2013

Celia, de Luxe, Oczyszczanie, Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu

Płyn micelarny to nieodłączny element mojego codziennego demakijażu. Rano również lubię przemyć nim twarz. Najchętniej sięgam po wodę micelarną w Bourjois [recenzja], ale kiedy akurat nie po drodze mi do Rossmanna, a zapas się skończył, to szukam czegoś równie dobrego w pobliskich małych drogeriach i tak właśnie trafił w moje ręce micel z Celii, który według słów producenta, wydawał się spełniać moje oczekiwania względem kosmetyku tego typu.


Pojemność: 200 ml.
Cena: 8 zł - 10,90 zł.
Dostępność: małe drogerie, sklepy online.

Opis producenta:


Skład:


Opakowanie:
Plastikowa butelka w kształcie walca z zamykaniem typu "klik", które działa bez zarzutu. Chociaż opakowanie jest białe, to jednak lekko prześwitujące i można śledzić poziom zużycia. Otwór jest niewielki, dzięki czemu płyn nie rozlewa się w trakcie dozowania na płatek.


Zapach:
Kwiatowy, dobrze wyczuwalny, ale nie nazbyt mocny. Brzydki nie jest, ale preferuję bezzapachowe płyny do demakijażu.

Konsystencja:
Typowa dla miceli, czyli wodnista.



Moja opinia:
Płyn dobrze sobie radzi z demakijażem twarzy i oczu. Usuwa bez kłopotu eyeliner, tusz, cienie, podkład i pomadki, a także wszelkie zanieczyszczenia. Nie wiem jak się spisuje w przypadku wodoodpornych kosmetyków, bo takich nie stosuję. Nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Nie wystąpiło pieczenie twarzy czy też powiek. Jest delikatny, ale skuteczny. Nie wysusza skóry, nie ściąga jej, lecz działa na nią łagodząco i tonizująco. Z powodzeniem może zastąpić także tonik. Jest wydajny. Niczego więcej nie wymagam od płynu micelarnego. 
Bardzo dobry kosmetyk myjący za niewielkie pieniądze, chociaż wolałabym, żeby nie miał zapachu, ponieważ większość woni, nawet tych niebrzydkich zaczyna mnie z czasem męczyć. Minusem może też być nie najlepsza dostępność.

Znacie ten płyn? Lubicie kosmetyki firmy Celia?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Krem rozjaśniający cienie pod oczami - Oceanic, Technologia Wieku, AA Multi Regeneracja

Właściwie mogłabym poczekać jeszcze dekadę, aby sięgnąć po ten krem, ale pomyślałam, że zafunduję mojej skórze pod oczami mocniejszą pielęgnację. Z tego co się orientuję, to kosmetyki przeznaczone dla innego przedziału wiekowego, na które  "mam jeszcze czas" nie zaszkodzą mojej cerze, bowiem skóra pobierze sobie z kremu tylko te substancje, których aktualnie potrzebuje, a reszta pozostanie niewykorzystana. Była bardzo atrakcyjna promocja na kremy, więc postanowiłam sięgnąć po ten z serii Technologia Wieku 40+ AA Multi Regeneracja i wrzuciłam go do koszyka razem z kremem pod oczy Kolagen źródło młodości [recenzja].



Pojemność: 15 ml.
Cena: 15,99 zł.
Dostępność: większość drogerii.
Wiek: 40+

Opis producenta:



Skład:



Opakowanie:
Plastikowa tubka zamykana na zakrętkę. Krem wygodnie i higienicznie się dozuje. Łatwo wydobyć pożądaną ilość, a pod koniec używania tubkę można rozciąć. Graficzne elementy opakowania niestety zaczynają się ścierać. Tubka dodatkowo umieszczona jest w kartonowym pudełku.



Zapach:
Bezzapachowy.

Konsystencja:
Kremowa, bogata. Bardzo łatwo można rozprowadzić kosmetyk na delikatnej skórze wokół oczu.



Moja opinia:
Krem dobrze i szybko się wchłania. Po jego aplikacji można wykonać makijaż, nic się nie roluje, a kosmetyki kolorowe nałożone na powieki trzymają się cały dzień na swoim miejscu, nie spływają, nie rozmazują się. Nadaje się do stosowania zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Oczywiście wierzę, że skóra pobierała sobie tylko te substancje, których potrzebowała, zresztą większość z tych składników mogą z powodzeniem stosować osoby 20+ (masło shea, wit. E, kwas hialuronowy, wit. B3). Z pewnością nie pogorszył stanu cery, ani jej nie zaszkodził, wręcz przeciwnie, skóra była odpowiednio nawilżona i odżywiona oraz  napięta, nie pojawiały się zmarszczki spowodowane odwodnieniem. Nie wystąpiło u mnie podrażnienie, pieczenie lub uczulenie. Mam wymagającą cerę wokół oczu - delikatną, cienką i bardzo suchą, a krem wyszedł na przeciw jej potrzebom i zapewnił właściwą pielęgnację. Nie zauważyłam spektakularnego wygładzenia zmarszczek mimicznych, ale skóra była w dobrym stanie. Rozjaśnienia cieni pod oczami nie odnotowałam, ale nawet tego nie oczekiwałam. Przy moich genetycznie uwarunkowanych "podkówkach" żaden krem nic nie jest w stanie zrobić. 

Krem spełnił moje oczekiwania i jestem zadowolona z jego działania.  Jest równie dobry, jak krem pod oczy "Kolagen źródło młodości".  Nie wiem czy sprawdzi się tak dobrze także u osób 40+, ale spokojnie może po niego sięgnąć każdy, kto ma wymagającą skórą pod oczami i szuka dobrego kremu pielęgnacyjnego oraz każdy zaczynający szczególnie dbać o te okolice.

Używacie kremów pod oczy? Jakie są Wasze ulubione kremy pod oczy?

niedziela, 1 grudnia 2013

Uroda Melisa, Tonik bezalkoholowy z zieloną herbatą, wyciągiem z melisy, alantoiną i prowitaminą B5

Jakiś czas temu pisałam o swoim ulubionym toniku z Sorai TUTAJ, ale ponieważ wraz z nadejściem jesieni rozpoczęłam kurację kwasami, podczas której niewskazane jest sięganie po retinoidy, odstawiłam wszelkie preparaty, które mają jakikolwiek związek z witaminą A. Figuruje ona również w składzie wspomnianego toniku. Ostatecznie może by mi jakoś nie zaszkodził zwykły tonik, ale skoro znam równie dobry i sprawdzony produkt, jakim jest tonik Uroda Melisa z zieloną herbatą, którego używam już od kilku lat i służy mojej cerze równie dobrze, jak kolega z Sorai.



Pojemność: 210 ml.
Cena: ok. 7 zł.
Dostępność: małe drogerie (osiedlowe), drogerie Natura.

Opis producenta:



Skład:




Opakowanie:

Używam tego toniku od kilku lat i cały czas kupuję go w plastikowej butelce (jak na zdjęciu), lekko przezroczystej z możliwością kontrolowania poziomu zużycia. Butelka ta jest płaska z zaokrąglonymi bokami, zamykana zakrętką. Otwór nie jest zbyt duży i produkt nie rozlewa się. Pojawiła się też nowa wersja toniku i z nowym składem, której jeszcze nie miałam okazji wypróbować. Nowa butelka ma kształt walca.




Konsystencja:
Typowa dla toników, czyli wodnista o lekko zielonym kolorze.


Zapach:

Bardzo przyjemny, delikatny, przypomina trochę zieloną herbatę z nutką melisy.




Moja opina:
Tonik pomaga jeszcze lepiej oczyścić skórę, odświeża ją i tonizuje. Nie podrażnia, ani nie uczula, wręcz przeciwnie - działa wyjątkowo kojąco i łagodząco. Można po niego sięgać również wtedy, gdy cera ma gorszy okres, jest podrażniona czy wysuszona. Przyjemnie łagodzi wszelkie takie stany. Idealnie sprawdza się w czasie kuracji kwasami czy też laserem. Nie wysusza skóry, nie czuć nieprzyjemnego ściągnięcia. Nie pozostawia na buzi żadnego filmu. Tonik nie ma wyjątkowych właściwości pielęgnacyjnych, nie poprawia stanu cery, bo nie takie jest jego zadanie. Osobiście jednak nie wyobrażam sobie porannego czy też wieczornego oczyszczania twarzy bez użycia toniku. 


Wersję w starym opakowaniu mogę polecić z czystym sumieniem, te egzemplarze, które są w moim posiadaniu są przydatne do użytku do marca 2014 r. i jeszcze są w sprzedaży. Pewnie wypróbuję też nową wersję i mam nadzieję, że będzie równie dobra. Porównywałam skład i mam wrażenie, że może być nawet lepszym wariantem recenzowanego przeze mnie starego wydania.

[Aktualizacja 01.05.2014 r.]

Nowy wariant tego toniku właśnie dobija denka, dlatego chciałam dodać kilka słów na jego temat. Jako że działanie ma podobne do starej wersji i można o nim powiedzieć to samo, co o poprzedniczce, a więc tonizuje, nawilża, łagodzi i odświeża oraz nie wywołuje żadnych podrażnień czy też alergii, a zapach ma identyczny, toteż uznałam, że nie będę pisać osobnego postu, tylko przedstawię pokrótce, to co się zmieniło.



Opakowanie:

Butelka ma kształt walca i mniejszą pojemność - 200 ml. Poziom zużycia jest doskonale widoczny. Zamknięcie na zatrzask, a szata graficzna utrzymana w podobnym stylu - dominują odcienie zieleni i biel. Otwór jest niewielki, co daje komfort dozowania odpowiedniej ilości i zapobiega marnotrawstwu.



Nowy skład:



Opis producenta:

Składniki toniku są zacne, a produkt na pewno odgrywa pozytywną rolę w pielęgnacji, ale nadal uważam, że sam nie zaspokoi wszystkich wymagań skóry i potrzebne są także inne kosmetyki. 

Niemniej jednak tonik jest ważnym elementem codziennej rutyny pielęgnacyjnej. Przekonałam się o tym rezygnując z niego w czasie kuracji kwasami, gdyż wówczas zmienia się pH skóry i możemy pominąć jego aplikację [pisałam o tym szerzej TUTAJ]. Kwasów nie stosowałam na skórę wokół oczu i ten obszar źle zareagował na odstawienie toniku. Skóra była słabiej nawilżona i pojawiło się więcej zmarszczek. Poprawa nastąpiła dopiero po wznowieniu używania toniku i zastosowaniu innych preparatów odżywiających okolicę oczu.

Znacie kosmetyki z firmy Uroda Melisa? Jakie są Wasze ulubione toniki lub hydrolaty?