czwartek, 28 listopada 2013

Alterra, Żel pod prysznic 'Kwiat pomarańczy i bambus'

Zdenkowałam ostatnio żel pod prysznic z Alterry, dlatego myślę, że czas napisać o nim kilka słów. Do jego zakupu skłoniła mnie ciekawość, skład, dość ładne opakowanie i sierpniowa promocja na ten kosmetyk. Jest  to pierwszy żel z Alterry, z jakim miałam styczność.


Pojemność: 250 ml.
Cena: 7,99 zł.
Dostępność: drogerie Rossmann.

Opis producenta:
Alterra żel pod prysznic Kwiat pomarańczy i Bambus - Limitowana edycja.
Ożywcza i rozpieszczająca pielęgnacja.
Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Pielęgnujący żel pod prysznic Alterra rozpieszcza i odświeża skórę owocowo-zmysłowym zapachem kwiatu neroli i ożywczego bambusa. Wartościowa kompozycja pielęgnująca z wyciągiem z bambusa* i żelem z aloesu* przywraca skórze harmonię. Substancje myjące na bazie roślinnej oczyszczają ją wyjątkowo delikatnie i sprawiają, że jest gładka w dotyku. Prysznic staje się ożywczą, poruszającą zmysły przygodą.
*z kontrolowanej biologicznie uprawy.
Skład:
Aqua, Alcohol*, Glycerin, Coco-Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Xanthan Gum, Sodium Coco-Sulfate, Bambusa Arundinacea Extract*, Citrus Aurantium Amara Flower Distillate*, Aloe Brbadensis Gel*, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral** 

* ingredients from certified organic agriculture
** from natural essential oils.

Opakowanie:
Plastikowa, wysoka butelka z estetyczną szatą graficzną, niestety nie widać poziomu zużycia. Żelu nie można postawić na zakrętce, bo jej kształt na to nie pozwala. Nawet mając mokre ręce, nie ma trudności z otwarciem.

Zapach:
Żel nie urzekł mnie cudowną wonią. Zapach najbardziej przypomina mi ... lemoniadę, słodki gazowany napój pomarańczowy, np. Fantę. Nie jest nachalny, ani intensywny. Zupełnie nie zachwyca, ale też nie przeszkadza.

Konsystencja:
Żelowo - galaretowata, zbliżona trochę do żelu do stylizacji włosów.


Moja opinia:
Żel słabo się pieni, ale taki "urok" kosmetyków naturalnych, a co za tym idzie, trzeba go więcej zużyć, żeby się umyć. Nie podrażnił mnie i  nie uczulił. Nie wysuszał też skóry, ani nieprzyjemnie jej nie ściągał, chociaż obawiałam się trochę, że mogą wystąpić niepożądane reakcje, ze względu na alkohol w składzie. W czasie używania żelu skóra była bardziej gładka i to chyba jedyny jego plus. Poza tym to zwykły przeciętniak, który nie zachwyca wyjątkowymi walorami pielęgnacyjnymi, ani zapachem. Oczekiwałam trochę więcej od Alterry, która oferuje produkty o naturalnym składzie, bez SLS-ów. Nie uważam go za zły kosmetyk, ale nie oczarował mnie na tyle, żebym kupiła kolejne opakowanie.

Miałyście jakieś żele z Alterry? Co sądzicie o produktach tej firmy?

wtorek, 26 listopada 2013

Golden Rose, Impression nr 13 - piórkowy lakier do paznokci

Ponad dwa miesiące temu, robiąc zakupy  w Golden Rose, kupiłam kilka nowych lakierów, skusiłam się m.in.  na jeden lakier z serii Impression o numerze 13. Właściwie to jak zobaczyłam te lakiery pierwszy raz, to nie urzekły mnie szczególnie i nie byłam do nich przekonana, ale po obejrzeniu swatchy w sieci postanowiłam bliżej się im przyjrzeć.


Opis ze strony producenta:

Teksturowa formuła lakieru została zaczerpnięta wprost z pokazów mody. Lakier zawiera drobne paseczki tworzące efekt piór zatopionych w lakierze. Seria zawiera 18 długotrwałych kolorów. W celu pełnego pokrycia zaleca się nałożenie dwóch lub trzech warstw lakieru. Po nałożeniu każdej warstwy należy odczekać kilka minut do dokładnego wyschnięcia, a następnie nałożyc kolejną warstwę. Lakier można nakładać samodzielnie na płytkę lub na uprzednio nałożony lakier.


Cena: 12,90 zł.
Pojemność: 11,5 ml.

Dostępność:  sklepy Golden Rose (także online), niektóre drogerie (głównie mniejsze, osiedlowe), Allegro.


Jak sugeruje producent lakieru można używać w dwóch wariantach. Całkowite pokrycie całej płytki wymaga trochę pracy i nałożenia kilku warstw. Pędzelek jest długi i cienki, dobrze się nim operuje. Dwukolorowe paseczki, w tym przypadku niebieskie i czarne zatopione są w bezbarwnej bazie. Lakier aplikuje się jednak dość topornie i ciężko nałożyć go precyzyjnie. Na szczęście wysycha w miarę szybko.


Kiedy wyschnie faza finalna, czeka na nas kolejna niespodzianka. Lakier jest porowaty i zahacza o ubrania, zwłaszcza swetry, delikatne bluzki, że o rajstopach nie wspomnę. Bałam się trochę myć włosy, gdyż o nie też lubił haczyć, ale na szczęście ta czynność przebiegała bez większych problemów. Tę chropowatość można zniwelować używając top coatu.

Jest bardzo trwały, nosiłam go chyba ponad tydzień, co w moim przypadku jest absolutnym rekordem! Przypomina piórkowe lakiery z Sally Hansen, wiele osób pytało mnie czy to SH, kiedy nosiłam go na paznokciach i usłyszałam też wiele komplementów, nawet od obcych osób. Kolejną niezbyt przyjemną czynnością jest zmywanie, które do łatwych nie należy.


Oczywiście wypróbowałam również drugą wersję aplikacji. Na paznokcie pomalowane niebieskim lakierem Simple Beauty mini nr 330 nałożyłam Impression. Na zdjęciach niebieskie paseczki są właściwie niewidoczne, ale w rzeczywistości odznaczały się od SB.


W tym przypadku już znacznie łatwiej pomalować paznokcie i cienka warstwa lakieru z Golden Rose nie jest już taka "zadziorna".  Zmywa się też bez większych problemów. Łączyć go można z wieloma innymi kolorami i na pewno będę tworzyć kolejne duety. Zmywanie też już nie nastręcza szczególnych trudności. 


 

Lakier ma swoje wady, które mogą zniechęcić do sięgania po niego, ale nadrabia trwałością i efektem. Z pewnością nie będę go używać bardzo często, ale od czasu do czasu, można sobie pozwolić na jakiś inny, niecodzienny mani.

A wy co sądzicie o lakierach piórkowych? Podoba Wam się ten efekt czy raczej nie gustujecie w takich lakierach? Macie jakieś lakiery piórkowe?

poniedziałek, 25 listopada 2013

Marion, Nawilżający dwufazowy płyn do demakijażu oczu i twarzy

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu i twarzy z firmy Marion przeznaczony jest dla skóry suchej i wrażliwej, dodatkowo oparty jest na tak popularnej ostatnio wodzie różanej. Wydawał się być idealnym kosmetykiem dla mojej wymagającej cery.



Pojemność: 120 ml.
Cena: 5,19 zł.
Dostępność: kupiłam w małej drogerii i chyba tam najlepiej szukać kosmetyków Marion.

Opis producenta:



Skład:




Opakowanie:
Plastikowa, przezroczysta, płaska butelka. Otwór jest dość duży, ale nie powoduje nadmiernego wylewania się kosmetyku podczas dozowania na płatek. Dla niektórych jednak może stanowić to pewien dyskomfort. Plusem natomiast jest zakrętka, która zabezpiecza zawartość pojemnika i sama w żadnej sytuacji się nie odkręci, dzięki temu nie ma obawy, że coś się wyleje w kosmetyczce. Dla mnie rozwiązanie idelane na wyjazdy. Dodatkowym atutem  może być również nieduże opakowanie, które łatwo można wcisnąć do podróżnej  kosmetyczki. 



Konsystencja i zapach:
Ma konsystencję wodnistej cieczy w kolorze różowym (faza ciemna oparta na wodzie różanej) oraz białej "piany"/zawiesiny (faza jasna - olejowa). Zapach jest bardzo delikatny, słabo wyczuwalny, trochę różany, trochę chemiczny, jednak zupełnie nie przeszkadza.

Moja opinia:
Płyn bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem twarzy oraz niewodoodpornym makijażem oczu. Nie mogę się odnieść do obietnic producenta, co do bezproblemowego zmywania wodoodpornych kosmetyków, gdyż takich nie używam. Usuwa również wszelkie zanieczyszczenia z twarzy nagromadzone w ciągu dnia. 

Nie pozostawia lepkiego filmu na skórze. Nie przesusza cery, ani nie ściąga. Nie wystąpiła u mnie żadna reakcja alergiczna (rumień, wysypka, itp.) czy też poważne podrażnienie. 

Mam jednak zastrzeżenie co do tego płynu, ponieważ  w trakcie demakijażu oczu pojawiło się pieczenie powiek. Mam bardzo delikatne powieki i często niestety w ten sposób reagują na kosmetyki, dlatego do zmywania makijażu oczu zdarza mi się  sięgać po dwufazówki, jak np. oliwkę z Bielendy [recenzja]. Mimo wszystko wolałabym mieć pewność, że mogę polegać na kosmetyku do demakijażu w każdej sytuacji, również gdy skończy mi się dwufazówka lub wybierając się w podróż, kiedy zależy mi na ograniczeniu bagażu. Poza powiekami, na twarzy nie występowało tego typu pieczenie, aż do użycia go w trakcie kuracji kwasami, kiedy cera jest delikatna i podrażniona. Co dziwne po chwili pieczenie znika, a zastępuje je uczucie ukojenia cery. 



Płyn wielkiej krzywdy mi nie zrobił i ma sporo zalet. Podoba mi się jego skuteczność, mała butelka, którą łatwo można zabrać w podróż, solidna zakrętka, uczucie ukojenia, brak lepkiego filmu, niska cena, ale to pieczenie każe mi na niego uważać.
W najbliższym czasie z pewnością nie kupię ponownie tego kosmetyku myjącego, zarówno ze względu na stosowanie kwasu, jak również na porę roku, gdyż jesienią i zimą moja cera potrzebuje naprawdę delikatnych produktów pielęgnacyjnych.

Osoby, które lubią micela BeBeauty [recenzja] powinny być zadowolone z propozycji firmy Marion, bo według mnie jest trochę lepszy od biedronkowego kolegi, który również wywołał u mnie uczucie pieczenia, tyle że dłużej trwające i silniejsze.

piątek, 22 listopada 2013

Tag : 7 grzechów głównych + zakupy w promocji - 40%

Niedawno zostałam otagowana przez Branshee Kosmetyki z bloga My Life in My World, której bardzo dziękuję za zaproszenie do zabawy.

1.Chciwość. Najdroższy i najtańszy kosmetyk jaki posiadasz.
Najdroższym kosmetykiem, który aktualnie posiadam jest podkład
Laura Mercier, Silk Creme Foundation, o którym już kiedyś pisałam. Najtańszy to konturówka Emily z Golden Rose, jeśli nie liczyć jeszcze tańszego zmywacza do paznokci z Barwy.

2.Gniew. Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz ? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?
Nie lubię wspomnianego już podkładu Laura Mercier, Silk Creme Foundation, podkładu Affinitone z Maybelline, kremu Nivea Visage, który wywołał u mnie reakcję alergiczną oraz omijam kosmetyki Cetaphil, ponieważ ich producentem jest  firma Galderma (zarzucam jej m.in. to, że ich maść Epiduo wyrządziła sporo złego mojej cerze). Uwielbiam cienie z Inglota, peeling enzymatyczny z e-naturalne, maski algowe, podkład Max Factor Face Finity All Day Flawless 3 w 1, pomadkę z Golden Rose nr 98 oraz Rimmel 070, maskę do włosów Stapiz, Sleek Line, Repair & Shine Hair Mask i kocham  oleje (najbardziej z pestek malin, arganowy, tamanu i kokosowy do włosów).
Kosmetyk trudny do zdobycia? 
Większość kosmetyków, nawet tych, które nie są powszechnie dostępne w polskich drogeriach, można upolować przez Internet, albo kupić w salonach kosmetycznych, więc póki co udało mi się bez większych kłopotów zdobyć kosmetyki, które były na mojej wishliście. 
 
3.Obżarstwo. Jakie produkty kosmetyczne są według Ciebie najpyszniejsze?

Masło do ciało Joanna Naturia truskawkowe - kojarzy mi się z kisielem lub z jakimś deserem truskawkowym i zawsze, gdy je otwieram moje ślinianki zaczynają intensywnie pracować. 
 
4.Lenistwo. Których produktów nie używasz z lenistwa? 

Kremów do stóp.

5.Duma. Które kosmetyki dają Ci najwięcej pewności siebie?

Podkład, tusz do rzęs + eyeliner (na co dzień) oraz cienie do powiek. Podkreślone oczy (często smoky eyes) i ujednolicona cera dają mi dużą pewność siebie. 

6.Pożądanie. Jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?

Inteligencja, zdecydowanie, pewność siebie i niebieskie oczy.
 
7.Zazdrość. Jaki kosmetyk najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?
Wszystkie prezenty sprawiają mi radość, a kosmetyczne to już szczególnie. Nie ważne co by to było, liczą się intencje. Gdybym miała jednak napisać list do Św. Mikołaja, to najchętniej zamówiłabym coś z kolorówki - cienie, bo tych u mnie nigdy dość!
   
Do zabawy zapraszam, jeśli oczywiście zechcą wziąć udział, blogi:
http://inspirujacereklamy.blogspot.com/
http://blancabeauty.blogspot.com/
http://30plusbeautyblog.blogspot.com/

oraz wszystkich, którzy mają ochotę odpowiedzieć na pytania.

Na koniec pochwalę się pierwszymi zakupami w promocji - 40% z Rossmanna.
Promocja trwa do 28.11, więc pewnie jeszcze coś dokupię:

 

- Maybelline, Eye Studio, Lasting Drama Gel Liner (Eyeliner w żelu) - był od dawna na mojej liście, ale ponieważ mam jeszcze ten z Wibo, to postanowiłam czekać na promocję. Do Hebe nie udało mi się ostatnio zdążyć, więc dziś był pierwszy w koszyku. Cena: 20,39 zł.
- Maybelline, Big Eyes Mascara - tusz do rzęs, który posiada dwie odrębne szczoteczki - jedną do malowania dolnych rzęs, a drugą do górnych. To nowość i nie powiem, byłam ciekawa, jak się będzie malowało dolne rzęsy i czy rzeczywiście rozwiązanie zaproponowane przez Maybelline się sprawdza. Cena: 20,39 zł.
- Wibo, WOW Glamour Sand, Lakier do paznokci "Efekt brokatowego piasku", Numery: 2 (fuksja), 3 (brązowo-fioletowy), 4 (prawie czarny). Cena: 4.59 zł/szt.
- Rimmel, Salon Pro, Lakier do paznokci : 307 Grape Sorbet (różowo - fioletowy), 711 Punk Rock(granatowo - fioletowy). Cena: 11,39 zł/szt.

Ceny podałam promocyjne. Jak widać królują lakiery. Te z Rimmel bardzo lubię. Na piaski Wibo miałam już dawno ochotę, najbardziej zachwycił mnie nr 3 (środkowy).

A jak Wasze zakupy? Macie zamiar skorzystać z tej promocji czy nie kuszą Was takie akcje? Macie któryś z tych kosmetyków?

środa, 20 listopada 2013

Wcierka Jantar, czyli Odżywka do włosów i skóry głowy

W ostatnim czasie zużyłam opakowanie bardzo popularnej w sieci Odżywki do włosów i skóry głowy Jantar z firmy Farmona. Do sięgnięcia po ten produkt zachęciły mnie pozytywne opinie, jakich naczytałam się na wielu blogach, zwłaszcza włosomaniaczek. Wydawał się być odpowiednim rozwiązaniem moich problemów z włosami. Kiedy zdecydowałam się na zakup okazało się, że receptura tak wychwalanego preparatu została zmieniona, a co do Jantaru z nowym składem zdania są podzielone. Jedni uważają, że "udoskonalona" wersja nie jest tak dobra jak poprzednia, inni znów twierdzą, że również świetnie się sprawdza. Są i tacy, dla których ta odżywka jest lepsza od poprzedniczki. Ja nie miałam okazji używać "starej" wcierki, więc nie mogę zrobić porównania. Przedstawiam zatem recenzję Jantaru według NOWEJ RECEPTURY.


Pojemność: 100 ml.
Cena: ok. 10 zł - 11 zł.
Dostępność: sklepy zielarskie, większość aptek, Internet.

Skład:




Dla zainteresowanych podaję stary skład (z wizażu):

Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturtium Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine Hci, Citrulline, Glucosamine HCI, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acid, PABA, Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methyldibomo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool
Opis producenta:



Opakowanie:

Produkt mieści się w szklanej butelce z grubego przezroczystego szkła, zamykanej na zakrętkę. Otwór jest niewielki i uniemożliwia rozlewanie się kosmetyku, ale też utrudnia jego wydobycie i aplikację, co stanowi minus. Całość umieszczono dodatkowo w kartonowym pudełku.


Zapach i konsystencja: 
Zapach kojarzy mi się z męską wodą toaletową, ale nie jest zbyt intensywny, na pewno nie roztacza się dookoła. Mnie nie przeszkadza, uważam nawet, że jest przyjemny. Konsystencja jest wodnista.

Stosowanie:
Producent zaleca wcierać codziennie kosmetyk w skórę głowy przez 3 tygodnie, po kilku dniach przerwy wznowić kurację. Nie spłukiwać.
Używałam wcierki codziennie przez 3 tygodnie, potem zrobiłam tydzień przerwy i znów wróciłam do stosowania (wystarczyło mi jeszcze na 2 tygodnie).

 Moje problemy włosowe:
Wcierkę kupiłam głównie w celu zahamowania wypadania włosów. Ponoć to sprawa indywidualna, ale codziennie tracimy ok. 100 włosów i jest to zupełnie normalne. Mnie ciężko byłoby policzyć ile ich tracę, ale na pewno jest to dużo więcej niż moja norma. Wzrost wypadania jest zauważalny. Duże ilości włosów są na szczotce, całe kłęby w odpływie prysznica (czego nie znoszę), na podłodze w całym mieszkaniu, na fotelu w pracy. Wystarczy przejechać ręką po włosach, żeby znalazło się ich kilka - kilkanaście na dłoni. Wzmożone wypadanie obserwuję już od marca. Zauważyła to też moja fryzjerka. Jedynym "plusem" tego wypadania jest to, że w ich miejsce pojawiają się baby hair i nie widać dużego przerzedzenia na głowie.




Działanie: 

Odżywka nie spowodowała u mnie większego przetłuszczania się włosów u nasady. Co więcej zdarzało mi się ją stosować po myciu, jak włosy trochę podeschły, przed pójściem spać i rano były świeże. Baby hair pojawiają się nadal, podobnie jak przed kuracją.
Prawie żadnego efektu zmniejszenia wypadania włosów nie odnotowałam przez pierwsze 3 tygodnie używania. Dopiero jakieś 2 dni przed końcem tego etapu zauważyłam nieznaczną poprawę i ten efekt utrzymywał się prawie do końca kuracji. Wypadających włosów było trochę mniej, ale może tylko o jakieś 5% - 10%. Pierwsze bardziej widoczne efekty zmniejszenia wypadania zauważyłam dopiero po pierwszym tygodniu od wznowienia kuracji. Cierpliwość się opłacała, bo przez pierwsze tygodnie wcierania byłam zła na wcierkę, zmieniony skład, itd. W akcie desperacji kupiłam nawet kozieradkę, ale postanowiłam zużyć Jantar do końca i cieszę się, że się nie poddałam, mimo braku efektów przez ponad miesiąc od rozpoczęcia kuracji. Włosów wypada mi trochę mniej, myślę nawet, że zbliżyłam się do dziennej normy wypadających włosów.

Miałam zamiar kupić drugie opakowanie i kontynuować kurację, jednak już pod koniec 3 tygodnia zaczęłam odczuwać delikatne pieczenie skóry głowy i czasem swędzenie. W trakcie przerwy te objawy ustąpiły i pojawiły się po wznowieniu aplikowania odżywki. Nie było to bardzo uciążliwe i mocne, ale jednak nieprzyjemne i obawiam się podrażnienia skóry głowy na dłuższą metę, dlatego kończę przygodę z Jantarem po zużyciu jednego opakowania. Może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście, ale póki co dam odpocząć skórze mojej głowy od tej wcierki.


W trakcie stosowania preparatu koncentrowałam się głównie na tym jednym aspekcie i nie oczekiwałam, że może przyspieszyć porost włosów, toteż nie robiłam żadnych pomiarów, co więcej skróciłam końce w trakcie trwania kuracji, więc precyzyjnych wyników nie mogę podać. Jednak moje włosy były niegdyś cieniowane i pasma wokół twarzy nie zostały skrócone, więc na ich podstawie oceniam, że faktycznie urosły  i nastąpiło to w moim odczuciu szybciej niż rosną zazwyczaj. Jest to tylko moja obserwacja i stwierdzenie "na oko", bez poparcia ścisłymi pomiarami.

Reasumując, wcierka nie rozczarowała mnie na całej linii, jest lepiej niż było. Może jeszcze idealne z tym wypadaniem nie jest, ale poprawa jest już odczuwalna. Odrobinę przyspieszyła porost włosów. Pojawienia się baby hair w moim przypadku nie można jej przypisać (ale u innych osób być może rzeczywiście to spowoduje). Zła wielkiego mi też nie wyrządziła, nie spowodowała przetłuszczania się, łupieżu itd. Włosy u nasady były zdrowe, lśniące i mocne. Przy dłuższym stosowaniu pojawiło się lekkie pieczenie i swędzenie skóry głowy, co jest sygnałem do odstawienia preparatu.

Używałyście tej wcierki? Byłyście zadowolone czy Was rozczarowała? Znacie jakieś dobre preparaty hamujące wypadanie włosów?

wtorek, 19 listopada 2013

Rimmel, Pomadka Lasting Finish Lipstick, 070 Airy Fairy



Wielkimi krokami  zbliża się promocja - 40 %  w Rossmannie na kolorówkę, a jednym z kosmetyków kolorowych, na które warto zwrócić uwagę jest według mnie pomadka Rimmel w odcieniu 070 Airy Fairy. Zapewne większość z nas ma ją w swojej kosmetyczce, a jeśli nie, to jest okazja, żeby się jej bliżej przyjrzeć, zobaczyć testery. Długo była to moja ulubiona szminka, a ostatni egzemplarz nabyłam w czasie majowej promocji.


Cena regularna: ok. 19 zł.
Dostępność: bardzo dobra, większość drogerii, m.in. Rossmann, Hebe, Natura.
Pojemność:  4 g.



Opakowanie ma kształt walca ściętego ukośnie u góry. Jest czarnego koloru, ze srebrnym paskiem pośrodku, na którym znajduje się nazwa firmy. Zamykanie jest solidne i działa bez zarzutu. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby pomadka sama się otwarła w torebce. Nie ma także obawy, że opakowanie się połamie czy pęknie, gdyż wykonano je z mocnego tworzywa.

Konsystencję ma odpowiednią, zbitą, ale nie nazbyt twardą, bez problemu można ją rozprowadzić na ustach. Szminka nie topi się pod wpływem ciepła, w upalne dni nie zamienia się w lepiącą kolorową maź lecz zachowuje swój pierwotny kształt.


Odcień 070 Airy Fairy, chyba najbardziej rozsławiony z serii Lasting Finish Lipstick, króluje w mojej kolekcji pomadek i najczęściej noszę go na ustach. Pasuje do mojego typu urody, chociaż jestem strasznym bladziochem, nadaje twarzy ładnego wyrazu. Uważam, że pasuje do znakomitej większości makijaży jakie zdarzyło mi się "zamlować" na swojej buźce. Kolor ma różowy, wpadający lekko w koral. Jest stonowany, można by rzec odrobinę pudrowy czy zgaszony.



Pomadka ma delikatny, ale bardzo ładny zapach. Daje kremowe wykończenie, nie zbiera się w załamaniach, ściera się równomiernie.  Utrzymuje się na ustach ok. 2 - 3 godzin bez jedzenia i picia i jest to średni wynik. Spora część pomadek, z którymi miałam styczność nie miała nawet takiej trwałości. Nadaje ustom miękkości. Nie ma żadnych właściwości nawilżających, ani walorów pielęgnacyjnych, jak pomadki ochronne czy nawet błyszczyki. Może delikatnie wysuszać usta, dlatego jeśli nie są w najlepszej formie dobrze jest je czymś nawilżyć przed aplikacją tej szminki. Jeśli mamy suche skórki, to z pewnością będą widoczne, jednak mam wrażenie, że niektóre pomadki potrafią je bezlitośnie uwydatniać, ta szminka pokrywa usta równomiernie i chociaż nie ukryje niedoskonałości, to nie ma tendencji do ich nadmiernego eksponowania.

Porównanie z innymi kolorami pomadek


Jest świetnie napigmentowana i nie ginie na ustach, lecz kolor jest widoczny. Moje usta z natury są wyraziste i większość pomadek jest na nich niewidoczna lub kolor wyjściowy jest ledwo dostrzegalny i stapia się naturalną barwą ust. Z tą pomadką jest inaczej, chociaż mój odcień 070 nie jest jaskrawy, to jednak odznacza się na ustach, nadaje im miękkości i ładnego wyrazu.



Plusy:
- kolor,
- konsystencja,
- pigmentacja,
- kremowe wykończenie,
- solidne opakowanie,
- ładny zapach,
- cena,
- dostępność,
- nie uwydatnia nadmiernie niedoskonałości.

Plus/minus:
- trwałość.

Minusy:
- nieznacznie może wysuszać usta,
- nie pielęgnuje.

O tej szmince wspominałam w ulubieńcach lipca i chociaż  jeszcze trochę jej brakuje do ideału, to jednak jest jedną z moich faworytek odkąd ją odkryłam i myślę, że za tę cenę, zwłaszcza w promocji warto było się na nią skusić. Z serii Lasting Finish Lipstick mam jeszcze pomadkę w odcieniu  206 Nude Pink.

Lubicie pomadki z firmy Rimmel czy uważacie, że są przereklamowane? Jakie są Wasze ulubione szminki? Które kosmetyki są według Was warte uwagi przy okazji promocji ?

poniedziałek, 18 listopada 2013

Liebster Blog Award

Do Liebster Blog Award zostałam nominowana przez Inspirujące reklamy, za co bardzo dziękuję.



Zasady: Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie  obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował. 

 Moje odpowiedzi:

1. Czym się zajmujesz (pracujesz? studiujesz? a może się uczysz?)

Studia mam już za sobą. Pracuję :)

2. Skąd pomysł na nazwę bloga?

Nazwa bloga pojawiła się jakoś tak naturalnie ;). W zamierzeniu miał to być blog typowo kosmetyczny i póki co tego się trzymam. Pielęgnacja, tematyka dbania o urodę i wszystko co pomaga kobiecie stać się piękniejszą to jeden z aspektów mojego życia, można też powiedzieć, że jedna z moich pasji.


3. Dla kogo piszesz bloga i dlaczego?

Piszę dla wszystkich, którzy chcą czytać tego bloga ;). Dla osób poszukujących rzetelnych i szczerych recenzji kosmetyków. Staram się zawsze pisać uczciwie na temat danego produktu i  być może to komuś pomoże dokonać wyboru oraz ocenić czy istnieje prawdopodobieństwo, że dany kosmetyk ma szansę się sprawdzić i nie zaszkodzić, czy może lepiej po niego nie sięgać. Oczywiście przedstawiam, jak dany kosmetyk działał u mnie. To są moje opinie i nie mają na celu reklamowaniu jakiegoś produktu czy nakłaniana do zakupu. Po prostu próbuję zweryfikować na ile obietnice zawarte na opakowaniu zostały spełnione. Sama często przed zakupem jakiegoś kosmetyku lubię przeczytać co najmniej kilkanaście recenzji i pooglądać swatche na blogach, bo to mi daje wstępne rozeznanie i ułatwia wybór konkretnego kosmetyku, szczególnie jeśli sporo kosztuje. Bardzo sobie cenię opinie użytkowników, bo są bardziej miarodajne niż zapewnienia producenta o rewelacyjnych formułach, dzięki którym kosmetyk czyni cuda. 

4. Tracisz czasem zapal do prowadzenia bloga?

Na razie nic takiego mnie nie spotkało. Nikt mnie nie zmuszał do założenia bloga i do pisania kolejnych postów. Blog jest odskocznią, relaksem, podzieleniem się z innymi swoimi kosmetycznymi perypetiami, tym co zachwyca i co okazało się bublem, bo nie zawsze rodzina czy znajomi są zainteresowani tym tematem. Na blogu mogę o tym opowiedzieć i również poczytać u innych blogerek co ciekawego w świecie kosmetykoholiczek słychać, poznać ich opinie i dowiedzieć się jakie mają zdanie na temat danego produktu, sposobów pielęgnacji, itd. 

5. Co cię inspiruje?
 
Rozumiem, że chodzi o inspirację do pisania bloga - w tym przypadku inspiruje mnie "kosmetyczna codzienność", a więc denka, zakupy kosmetyczne, sposoby pielęgnacji, to co aktualnie noszę, co mi dało używanie niektórych kosmetyków, nowości, itd. Przeważnie jak skończy mi się jakiś kosmetyk, to piszę jego recenzję,  bo wówczas najwięcej jestem w stanie o nim powiedzieć. 
   
6. Jak radzisz sobie ze stresem?

Po prostu go przeżywam ;). Staram się nie nakręcać dodatkowo, nie myśleć o najgorszym, tylko działać. Częto też mam plan B w razie niepowodzenia i to trochę uspokaja. Pomaga również rozmowa z kimś.  Staram się też na ile to możliwe wprowadzić w każdą wolną chwilę przyjemne, relaksujące mnie rzeczy.

7. Twój największy życiowy sukces to…

Pozostawanie sobą, nawet gdy trzeba iść pod prąd.

8. Ulubiony drink?

W zasadzie nie mam takiego. Kiedyś bardzo przypadł mi do gustu drink o nazwie "Blue eris", ale tylko raz go kosztowałam.

9. Co chciałabyś zrobić, ale nie masz na to odwagi?

Gdy byłam nastolatką bardzo chciałam skoczyć ze spadochronem i gdybym miała wówczas dodatkowe pieniądze, to istnieje szansa, że spróbowałabym. Dziś bym się na to nie odważyła. 

10. Smak dzieciństwa?

To będzie ulubiona potrawa - barszcz czerwony (najlepiej z uszkami) mojej babci.

11. Znienawidzony smak dzieciństwa? 

Zupa mleczna w przedszkolu.

Chętnie poznam Wasze odpowiedzi na powyższe pytania, dlatego nie będę dopisywać własnych.

Do Liebster Blog Award nominuję następujące blogi i będzie mi miło jeśli zechcecie przyłączyć się do zabawy:


http://kawaiimama86.blogspot.com/
http://blondechemist.blogspot.com/
http://annam1291.blogspot.com
http://blackcherrylady.blogspot.com/
http://anetine.blogspot.com/
http://milaczek.blogspot.com/
http://rudawe-mysli.blogspot.com/
http://bluebrush87.blogspot.com
http://banshee-life.blogspot.com/


Zapraszam także wszystkich, którzy mają ochotę wziąć udział w zabawie i odpowiedzieć u siebie na pytania :)

piątek, 15 listopada 2013

Spa Vintage Body Oil, Masło do ciała "Olej makadamia"

Kilka tygodni temu pisałam o olejku do kąpieli z Spa Vintage Body Oil [recenzja], który nie był moim jedynym zakupem z tej francuskiej firmy, która kilka miesięcy temu pojawiła się na polskim rynku kosmetycznym. W koszyku obok olejku znalazło się też masło do ciała z olejem makadamia.


Pojemność: 200 ml.
Cena: 10,99 zł.
Dostępność: sklepy Internetowe, małe drogerie, Hebe, Tesco.

Opis producenta:

Skład:

Opakowanie:
Plastikowy słoiczek, którego wielkość odpowiada ilości masła znajdującej się w środku. Bez żadnych podwójnych denek itp. zabiegów optycznie powiększających pojemnik i muszę przyznać, że to mi się podoba. Pod zakrętką znajduje się sreberko zabezpieczające zawartość. Szata graficzna jest moim zdaniem dość estetyczna, utrzymana w stylu lat 20. minionego stulecia.



Zapach:
No i właśnie tutaj jest problem. Na opakowaniu przeczytać można: "Aromaterapeutyczny zapach odpręża, relaksuje i sprawia, że zabieg staje się niezwykłym rytuałem dla ciała i zmysłów". Niestety mnie zapach w ogóle nie odpręża, wręcz przeciwnie. Zupełnie nie przypadł mi do gustu. Cały czas mam wrażenie jakbym smarowała się drożdżami, czasem gdzieś w tle kołacze się jeszcze nutka kakao lub pistacji. Kiedyś użyłam go po porannym prysznicu i potem przez prawie 2 godziny wstydziłam się w pracy owego dziwnego zapachu. Z tego powodu używam go wyłącznie wieczorem. Każdy jednak ma inne preferencje zapachowe i z pewnością znajdą się amatorzy i takiej woni.

Konsystencja:
Jest typowa dla maseł, treściwa. Kosmetyk dobrze się rozprowadza i dość dobrze wchłania, nie pozostawiając żadnego filmu. Nie jest tłuste, ani lepiące. Ma beżowy kolor.



Moja opinia:
Ponieważ uwielbiam oleje i większość z nich ma dobroczynne działanie na moją cerę i włosy, to oczywiście produkt przyciągnął moją uwagę. Niestety oleje znajdują się w drugiej połowie składu, a co za tym idzie nie są substancjami dominującymi w kosmetyku. Mimo to działanie masła nie jest najgorsze. Nawilża skórę, a efekt utrzymuje się od wieczora do rana, nie czuć nieprzyjemnego ściągnięcia. Faktycznie, kiedy się go używa systematycznie skóra jest wygładzona i nawet trochę odżywiona. Działania wyszczuplającego nie zauważyłam, ale w ogóle na to nie liczyłam. Żaden krem/masło nie wyszczupli, ani nie zniweluje cellulitu. Od maseł oczekuję odżywienia, wygładzenia i optymalnego nawilżenia, niczego więcej. Ten kosmetyk przyzwoicie sobie radzi i przy mojej suchej skórze spisuje się dostatecznie w tej materii. Pod względem działania nie rozczarował mnie. Masło także nie podrażnia, ani nie uczula.

Na korzyść przemawiają cena, konsystencja, dobre wchłanianie i przede wszystkim zadowalające właściwości pielęgnacyjne, jednak zapach w moich oczach dyskwalifikuje ten kosmetyk.

Miałyście już jakieś kosmetyki z tej firmy? Lubicie masła do ciała? Jakie są wasze ulubione mazidła po kąpieli?

czwartek, 14 listopada 2013

Nivea, Kremowy żel pod prysznic z formułą HYDRA IQ

Żel pod prysznic to kosmetyk codziennego użytku, za który nie lubię przepłacać, a jednocześnie musi spełniać kilka wymagań. Przede wszystkim niewybaczalne jest przesuszanie skóry, o podrażnieniu i uczuleniu nawet nie wspomnę. Powinien też ładnie pachnieć. Dziś opiszę, jak wypadły w mojej opinii kremowe żele pod prysznic z firmy Nivea. Oba żele pochodzą z tej samej serii z nawilżającą formułą Hydra IQ. Ostatnio zdenkowałam wersję Happy Time, a o Free Time wspomniałam w jednym z postów denkowych TUTAJ


Cena: ok. 8zł - 9zł. Kupiłam w promocji za ok. 6,50 zł.
Pojemność: 250 ml.
Dostępność bardzo dobra, drogerie i supermarkety.
Opis producenta:

Skład:
Happy Time


Free Time

Opakowanie:
Zaokrąglona poręczna butelka, typowa dla żeli Nivea. Wykonana z białego plastiku, co uniemożliwia kontrolowanie poziomu zużycia. Zaokrąglona klapka nie pozwala natomiast na postawienie żelu na zakrętce pod koniec stosowania. Całość prezentuje się całkiem estetycznie.


Zapach:
Happy Time jest dobrze wyczuwalny, jednak nienachalny. Trochę przypomina pomarańczę, a trochę... mango. Według deklaracji na opakowaniu jest to kwiat pomarańczy.
Free Time jest zdecydowanie orzeźwiający, cytrusowy. Ogólnie oba zapachy są według mnie przyjemne.



Konsystencja:
Kremowo - żelowa, ale nie nazbyt gęsta. Żel nie przecieka między palcami. Na skórze tworzy przyjemną, aksamitną pianę.

Moja opinia:
Żele mają przyjemny zapach i odpowiednią konsystencję, co z pewnością działa relaksująco pod prysznicem. Żaden z nich mnie nie podrażnił, ani nie uczulił. Nie trzeba dużej ilości produktu, aby się umyć, są zatem wydajne. Specjalnych właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam i nie wyróżniają się niczym szczególnym wśród drogeryjnych kosmetyków myjących. Producent zapowiada nawilżającą technologię Hydra IQ, która ma uczynić skórę wyjątkowo miękką, ale niczego takiego nie odnotowałam. Oba żele nie przesuszają nadmiernie skóry. Przy Free Time nie jest ona nieprzyjemnie ściągnięta, ale miękka czy nawilżona też nie. Odniosłam wrażenie, że Happy Time spisuje się pod tym względem lepiej. Nie zapewnia jednak super nawilżenia, efekt jest raczej delikatny. Użycie balsamu/masła jest konieczne, szczególnie przy suchej skórze. Zawsze sięgam po jakieś smarowidło po prysznicu, więc mi to nie przeszkadza. Przyzwoite, przeciętne żele, po które można bez obaw sięgnąć. 


Używacie żeli Nivea? Co sądzicie o kosmetykach z tej firmy? Macie jakieś ulubione kosmetyki myjące pod prysznic?

wtorek, 12 listopada 2013

Moja włosowa pielęgnacja w ostatnich miesiącach

Wiele z moich włosowych produktów sięga denka i z pewnością będą się pojawiać recenzje kolejnych kosmetyków, więc postanowiłam napisać trochę więcej o pielęgnacji moich włosów. Taki post jeszcze się nie pojawił na blogu, więc postaram się pokrótce przedstawić, jak dbałam o włosy od połowy sierpnia.
Tak moje włosy wyglądają aktualnie (zdjęcie robione 5 listopada):

Zdjęcie z lampą - 5 listopada

Zdjęcia włosów zaczęłam robić właściwie dla siebie, żeby śledzić zmiany. Pierwsze było robione 13 sierpnia i od tego momentu opiszę moją włosową pielęgnację.

 
13 sierpnia

W drugiej połowie sierpnia i we wrześniu do mycia i pielęgnacji włosów używałam następujących kosmetyków:


Szampon: Babydream, szampon dla dzieci, Farmona, Herbal Care, Szampon z żeń-szeniem [recenzja]
Odżywka: Timotei, Wymarzona Objętość, Odżywka do włosów cienkich i delikatnych [recenzja] Alterra, Nawilżająca odżywka "Granat i aloes" (nakładałam ją głównie na naolejowane włosy kilkanaście minut przed zmyciem oleju).
Olej: awokado, arganowy (raz). Włosy olejowałam raz na tydzień.
Stylizatory:  właściwie nie używam, chyba że liczyć suche szampony Batiste (nie codziennie, lecz sporadycznie rzecz jasna).

Październik:
 Szampon:  Farmona, Herbal Care, Szampon z żeń-szeniem [recenzja], BARWA NATURALNA Szampon Len & Vitamin Complex LA do włosów suchych i łamliwych
Odżywka: Do połowy października używałam Timotei, Wymarzona Objętość, Odżywka do włosów cienkich i delikatnych [recenzja]. Druga połowa października Garnier, Ultra Doux, Awokado i masło karite, odżywka pielęgnacyjna.
Alterra, Nawilżająca odżywka "Granat i aloes" (nakładałam ją głównie na naolejowane włosy kilkanaście minut przed zmyciem oleju).
Olej: awokado, kokosowy. Włosy olejowałam regularnie raz na tydzień.
Inne kosmetyki:  Marion, 7 efektów, kuracja z olejkiem arganowym -  zarówno na mokre włosy, jak i do zabezpieczenia końcówek na suche włosy; suche szampony Batiste (od czasu do czasu).


15 października

Wcierka:  Farmona, Jantar, odżywka do włosów i skóry głowy - używana od początku października codziennie przez 3 tygodnie, potem tydzień przerwy i wznowienie kuracji.


Pod koniec października ścięłam końcówki (kilkanaście centymetrów). Zaczęłam używać maski Stapiz, Sleek Line, Repair & Shine Hair Mask.
Wcześniej cieniowałam włosy, ale ostatnio postanowiłam je zapuścić do jednej długości- jeszcze teraz wokół twarzy mam cieniowane pasma. Z tyłu już są wyrównane.


Z lampą i bez lampy - 5 listopada

Wśród wymienionych kosmetyków jest kilka takich, z którymi moje włosy bardzo się polubiły, ale są też produkty, które się nie sprawdziły. Z pewnością na blogu pojawią się pełne recenzje większości przedstawionych preparatów do pielęgnacji włosów.

Używałyście któregoś z tych kosmetyków? Jak się u Was sprawdziły? Któryś produkt Was zainteresował?

Tag: Liebster Blog Award

Wczoraj zostałam nominowana do  Liebster Blog Award przez BlondeChemist. Dziękuję za nominację :).


 " Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował. "
 Moje odpowiedzi:

1. Jakiego rodzaju posty na blogach czytasz najchętniej?
 Recenzje kosmetyków i posty denkowe, czyli też recenzje.

2. Ulubiony kolor na sezon wiosenno/letni oraz jesienno/zimowy?
Nie trzymam się sztywno podziału  kolorów ze względu na porę roku. Owszem, jeśli chodzi o garderobę czy kosmetyki, np. lakiery do paznokci, to wiosną/latem najchętniej sięgam po żywsze, optymistyczne kolory (bardziej "szalone"), a jesienią i zimą szarości, borda, brązy, błękity(stonowane barwy). Ale jeśli coś mi się spodoba, np. pomarańczowy czy miętowy  lakier zimą to po prostu nie zwracam uwagi na aurę i maluję nim paznokcie.

3. Wygodnie czy modnie?
Wygodnie.

4. Ulubiony rodzaj biżuterii?
Rzadko noszę biżuterię. Jeśli już się zdecyduję to przeważnie są to kolczyki. Po prostu coś musi mi się podobać i pasować do ubioru.

5. Jeśli miałabyś użyć tylko jednego kosmetyku do makijażu to co byś wybrała?
Podkład, żeby wyrównać koloryt cery.

6. Gdybyś miała słuchać tylko jedną piosenkę do końca życia, jaką byś wybrała?
Jest ich kilka, ale jeśli musiałabym wskazać tylko jedną, to będzie "What a wonderful world" Louisa Armstronga.

7. Ulubiony zapach?
Nie jestem stała, jeśli chodzi o zapachy. Początkowo jest miłość, a po jakimś czasie mi się nudzi i już nie wydaje się taki piękny, często przestaję go używać zanim skończy się flakonik.

8. Jaką znaną osobę chciałabyś poznać i dlaczego?
Raczej nie ma takiej osoby. Najbardziej cenię ludzi, którzy w jakikolwiek sposób są obecni w moim życiu i mam z nimi kontakt.

9. Ulubione jedzonko?
Mam słabość do słodkości niestety.

10. Ulubiona książka?
Trudno wybrać tylko jedną. "Mistrz i Małgorzata" M. Bułhakowa.

11. Co poprawia Ci humor?
Spotkania ze znajomymi/rodziną, no i zakupy.

Moje pytania do Was:

1. Jaka jest Twoja największa pasja?
2. Trzy rzeczy, które najbardziej lubisz w swoim wyglądzie?
3. Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażasz sobie makijażu?
4. Jakie cechy najbardziej cenisz w innych ludziach (5 cech)?
5. Jaki jest Twój największy urodowy grzech?
6. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
7. Jakiej potrawy nigdy nie zjesz?
8. Czego nie lubisz robić (z codziennych obowiązków)?
9. Jaki kosmetyk zabrałabyś/zabrałbyś na bezludną wyspę?
10. Jaką książkę polecasz na jesienne/zimowe wieczory?
11. Jaki jest Twój ulubiony film?

Do Liebster Blog Award nominuję:


Mam nadzieję, że weźmiecie udział w zabawie :)

niedziela, 10 listopada 2013

Delia, Coral Prosilk S05 - piaskowy lakier

Jakiś czas temu skusiłam się na lakier piaskowy i efekt na tyle mi się spodobał, że moja kolekcja "piasków" ciągle się powiększa. Niedawno w drogerii moją uwagę przykuły lakiery z Delii, zwłaszcza odcień S05 z serii Coral Prosilk, dającej efekt piasku i dedykowanej na jesień.



Cena: 4,99 zł.
Dostępność: z tym niestety kiepsko, ja się natknęłam w małej osiedlowej drogerii, poza tym online.
Pojemność: 11 ml.

Opis (ze strony producenta):
Emalia Efekt Piasku
Jesienna odsłona linii Coral to 8 piaskowych emalii inspirowanych kamieniami szlachetnymi. W kolekcji są 3 kolory matowe: bordowy granat, niebieski szafir i beżowy agat i 5 odcieni  z brokatem: szmaragdowa zieleń, czerwony rubin, fioletowy ametyst, onyksowa czerń i szary grafit.
Emalia kryje już po 1 warstwie, pozostawiając na paznokciach strukturalny efekt piasku.
Supertrwała, ochronna emalia do paznokci. Kompleks PROSILK - z  proteinami jedwabiu, pielęgnuje paznokcie, chroni je przed promieniowaniem UV.
Lakier w odcieniu nr 05 obrazuje kamień szlachetny - granat, jest matowy, bez żadnych brokatowych drobinek. Ma kolor bordowy, buraczkowy (lub jak ktoś woli owocu granatu). Moim zdaniem świetnie wpisuje się w jesienny czas i od razu mi się spodobał. Od zawsze gustuję w takich barwach na paznokciach.

Zarówno w buteleczce, jak i w pierwszych chwilach malowania nie widać, że to lakier piaskowy, dopiero jak zaczyna zastygać pojawia się deklarowany efekt.

Konsystencja jest odpowiednia, raczej gęstawa, lakier łatwo się aplikuje - trochę trudniej jest w pobliżu skórek, ale to już chyba standard w przypadku piasków. Pędzelek długi, średniej grubości. Krycie ma świetne, na dobrą sprawę jedna warstwa by wystarczyła, bo emalia już wtedy jest równomiernie rozłożona, bez żadnych prześwitów, nierówności, itd., ale skoro producent na opakowaniu zaleca dwie, to tak zrobiłam. Szybko wysycha. Trwałość przyzwoita, czyli 2 - 3 dni bez odprysków, potem zaczyna się ścierać na końcach, a nawet odpryskiwać. Bywają bardziej trwałe piaski, więc tutaj się nie wybija. Zmywa się trudniej niż tradycyjne lakiery, ale zmywacz jest w stanie sobie z nim poradzić.


Bez lampy
Z lampą
Podsumowując przyzwoity lakier, bardzo przeciętny, który nie sprawia kłopotów przy aplikacji i myślę, że za tę cenę warto, szczególnie ze względu na kolory.

Mieliście jakieś lakiery z Delii ? Co sądzicie o piaskowych lakierach?