poniedziałek, 30 września 2013

Denko - sierpień i wrzesień

 Ostatni dzień miesiąca, więc czas przedstawić kosmetyki, które zużyłam we wrześniu. Ponieważ w sierpniu nie wyrobiłam się z takim postem, to do wrześniowego denka, dołączają też puste opakowania z poprzedniego miesiąca. Sporo się tego uzbierało, ale większość  produktów ma już obszerne recenzje, gdyż na bieżąco staram się pisać na temat wykończonego kosmetyku, bo wówczas najwięcej można o nim powiedzieć. 




                                                                   Pielęgnacja twarzy:


- Vichy, Capital Soleil, Matująca emulsja do twarzy SPF 50  - emulsja zawiera filtry UVB (50) i UVA(17), nie pozostawia tłustego filmu na twarzy, nie bieli,  nie zastyga od razu, więc można ją równomiernie rozprowadzić. Nie ma problemu ze zrobieniem potem makijażu. Dedykowana jest dla skóry tłustej i mieszanej. Ja mam mieszaną, ale też delikatną i bardzo suchą w przeważającej części twarzy, mimo to nie była zbyt agresywna, nie wysuszała mi cery dodatkowo, a nawet ją pielęgnowała. Nie zapchała mnie także i ma dość przyjemny zapach. Ogólnie to dobry krem, zarówno na upały - nie lepi się, nie jest tłusty, jak i na okresy, gdy jest mniejsze nasłonecznienie. Zapewne jeszcze do niego wrócę, jednak ze względu na stosunkowo dość niską ochronę anty UVA (PPD 17), jeśli zdecyduję się na jakieś bardziej inwazyjne zabiegi kosmetyczne, wybiorę coś z wyższym filtrem anty UVA. [Recenzja]

- Oceanic, AA Cosmetics, Kolagen źródło młodości, Krem pod oczy - całkiem dobry krem na okolice oczu, nawet dla bardziej wymagającej cery, która nie jest już nastoletnia i potrzebuje bardziej odżywczego działania, niż mogą zapewnić lekkie żele. Ładnie nawilża skórę wokół oczu, staje się ona odżywiona i bardziej elastyczna. Dużym plusem jest też szybkie wchłanianie się, co umożliwia zrobienie makijażu, który nie spływa za 5 minut, tylko utrzymuje się cały dzień. Z pewnością jeszcze do niego wrócę. [Recenzja]

- Alterra, Krem na noc do skóry dojrzałej i wymagającej z orchideą - właściwie w ostatnich latach omijam drogeryjne półki z kremami do twarzy, bo żaden mnie szczególnie nie zadowala. Wolę naturalne składniki, np. olejki lub masło shea. Natomiast kosmetyki z Alterry miały być naturalne,  a krem zawiera "cudowne" składniki, z których większość moja cera bardzo lubi, m.in. olej arganowy, masło shea, roślinną glicerynę, olej palmowy, olej z orzechów makadamia, wosk pszczeli, ekstrakt z orchidei. Skuszona ciekawym składem, za niezbyt wygórowaną cenę ok. 10 zł, no i tym, że krem ma działanie anty aging, przeznaczony jest do skóry dojrzałej i wymagającej, ma rewitalizować oraz nawilżać, wrzuciłam do koszyka i pełna nadziei przystąpiłam do stosowania. Niestety ten  krem na noc okazał się kosmetycznym bublem, nawet nie nawilżał mojej buzi do przyzwoitego poziomu, wręcz przeciwnie, była nadal sucha, a także ściągnięta, bez życia, wyglądała jak "zwiędły kwiat". Rozsmarowywał się dość topornie. Nie robił kompletnie nic, a do tego zapach ma intensywny, duszący i drażniący. Dawałam mu szansę, czekałam na efekty, że może pojawią się po dłuższym okresie stosowania, ale nic z tego. W końcu zmęczona okropnym zapachem i złym stanem mojej cery poddałam się, resztkę zużyłam jako krem do rąk i z wielką radością wyrzucam opakowanie po nim oraz trzymam się z daleka od kosmetyków do twarzy z Alterry, ze szczególnym uwzględnieniem serii z orchideą.
 

- Uriage, woda termalna - używałam jej przede wszystkim do spryskiwania twarzy w trakcie stosowania maseczek z glinki naturalnej (białej, czerwonej, błękitnej). Poza tym po wieczornym demakijażu, a czasem nawet rano. Tej wody po rozpyleniu na twarzy już nie trzeba wycierać, jak to jest zalecane w przypadku wód z innych firm, jedynie należy pozostawić ją do wchłonięcia. Jest to wygodne. Poza tym przyjemnie się ją aplikuje, roztacza na buzi delikatną mgiełkę. Początkowo przez kilka tygodni używałam jej regularnie codziennie przede wszystkim wieczorem, ale nie zauważyłam spektakularnych efektów. Później tylko przy okazji maseczek. Ostatnio znów wróciłam do używania po demakijażu. Muszę przyznać, że ma działanie kojące, może odrobinę tonizujące. Zauważalnej poprawy kondycji skóry nie stwierdziłam. Woda ta wzbudza wiele zachwytów, ja podchodzę do niej póki co z rezerwą. Muszę przyznać, że spodziewałam się więcej - kiedyś miałam tonik z wodą termalną i znacznie poprawił stan mojej cery, co przypisywałam właśnie wodzie. Tutaj nic szczególnego z moją buzią się nie stało. Nie wiem czy ten efekt jest wart wydania ponad 15 zł/150 ml.  Mam jeszcze jedno opakowanie, postaram się sumiennie i regularnie ją stosować i wówczas ostatecznie się wypowiem.

- Garnier, Essentials, Tonik witaminowy z różą do skóry suchej i wrażliwej - tonik faktycznie sprawdza się przy cerze suchej i wrażliwej, nie podrażnia, koi i łagodzi, tonizuje, trochę nawilża. Jest łatwo dostępny, więc może kiedyś na wyjeździe, gdy będę potrzebować to kupię. Dobry produkt, ale moja buzia jeszcze bardziej lubi tonik z innej firmy. [Recenzja]

- Biochemia Urody, Olejek myjący (pomarańczowy) - jeden z moich ulubionych kosmetyków do oczyszczania buzi. Dużo lepiej się u mnie sprawdza niż żele myjące, za którymi niezbyt przepadam. Jest delikatny, całkiem przyjemnie się go aplikuje. Pozostawia buzię czystą, bardziej jędrną, elastyczną, miękką, a także ukojoną. Nie wysusza, ani nie podrażnia skóry.  Zdecydowanie kupię kolejną butelkę. [Recenzja]

- Bielenda, Czarna Oliwka, Nawilżająca 2 - fazowa oliwka do demakijażu oczu i ust - kolejne, nie wiem które zużyte przeze mnie opakowanie. Dobrze usuwa makijaż oczu, radzi sobie również z tuszem (niewodoodpornym). Nie przesusza okolic oczu i chociaż to produkt myjący, to mam wrażenie, że trochę je pielęgnuje - odżywia i nawilża. Z pewnością jeszcze kupię.  [Recenzja]

- Biochemia Urody, Peeling enzymatyczny EKO - bardzo dobry peeling dla cery wrażliwej, naczynkowej, również suchej, delikatnej. Dla wszystkich, którzy nie tolerują mocnych drobinowych peelingów mechanicznych. Pomaga pozbyć się martwego naskórka. Jest wydajny. Po zdenkowaniu tego, zaczęłam używać peelingu enzymatycznego z innej firmy, który póki co zachwyca mnie jeszcze bardziej niż ten, więc nie wiem czy go kupię. [Recenzja]

- Ziaja de-makijaż, płyn do demakijażu oczu - bardzo tani, delikatny, nie podrażnia oczu, ale można mieć zastrzeżenia co do skuteczności zmywania tuszu, nad którym trzeba troszkę popracować. Działanie ma średnie. Znam lepsze kosmetyki zarówno do demakijażu oczu, jak choćby wspomniana wyżej oliwka z Bielendy oraz do twarzy (micele i mleczka), dlatego raczej nie kupię. Jeśli jednak kogoś podrażnia większość kosmetyków, to jest duża szansa, że ten tego nie zrobi. U mnie ma za to duży plus. [Recenzja]

- Carea, Bawełniane płatki kosmetyczne - płatki z Biedronki, używam ich od bardzo dawna. Wcześniej głównie w niebieskim opakowaniu, teraz również w fioletowym. Lubię obie wersje. Nie rozdwajają się, nie pozostawiają po sobie śladu na buzi,  w postaci meszku czy włosków. Według mnie mają odpowiednią grubość. Opakowanie 120 sztuk kosztuje 2,49 zł, więc nic tylko brać. Czasem dostępne są w paczkach zawierających 3 opakowania i wówczas wychodzi jeszcze taniej.


- Oceanic, AA Therapy, nawilżający płyn micelarny - jeden z moich ulubionych miceli. Nie podrażnia, nawet jeśli dostanie się do oka, to nie piecze,  nie wysusza, a wręcz nawilża, koi, dobrze oczyszcza buzię -  zmywa makijaż  i inne zanieczyszczenia. Jak napotkam to kupię. [Recenzja]

- Dax Cosmetics, Perfecta Oczyszczanie, Płyn micelarny do cery naczynkowej - dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia. Nawilża skórę, działa łagodząco. Czy kupię? Nie wiem, jest dobry i sprawdzony, ale bardziej mnie zachwycił płyn z serii AA Therapy, lubię też Bourjois. Na dłuższą metę zapach różany się nudzi.[Recenzja]

- BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu - dobrze zmywa makijaż, również oczu, ale trzeba uważać, żeby nie dostał się do oka, ponieważ powoduje pieczenie. Myślę, że osoby z bardzo wrażliwą cerą powinny na niego uważać. Mnie nie podrażnił jakoś szczególnie, ale odczułam pieczenie buzi na początku stosowania i to mnie nastawiło do niego trochę sceptycznie. Teraz jesienią i zimą skórę czekają trudne wyzwania, narażona jest na mróz, wiatr, suche powietrze w pomieszczeniach, to uważam, że może  być zbyt "agresywny" dla mojej buzi. Potrzebuję czegoś naprawdę ładnego i kojącego, dlatego nie zdecyduję się na ten płyn. Dla osób, które nie mają wrażliwej skóry może się sprawdzić, w dodatku jest tani. [Recenzja]


- Dermo Pharma, maska kompres 4D intensywne nawilżenie i dotlenienie - ciekawa forma maseczki w formie kompresu - materiału nasączonego płynem zawierającym dobroczynne substancje, zapewnia wygodne użycie. Sama maska się nie sprawdziła - nie było najmniejszego śladu jej działania na mojej buzi. Te maseczki kompresy zbierają na ogół dobre recenzje, mnie rozczarowała. Po tę z pewnością już nie sięgnę, natomiast ewentualnie spróbuję jeszcze innej wersji z firmy Dermo Pharma. Może okaże się bardziej trafionym wyborem. [Recenzja]

- Ziaja, Maska nawilżająca z glinką zieloną - uwielbiam glinki, zarówno te naturalne, które trzeba rozrobić samemu, jak również te drogeryjne. Ta z Ziai to jedna z moich ulubionych gotowych maseczek. Nawilża, łagodzi, wygładza skórę, sprawia, że wygląda na bardziej wypoczętą. Ładnie pachnie, jedna saszetka wystarczy na co najmniej 2 zastosowania. Jedynym minusem dla mnie jest lekko problematyczne ściągnięcie maseczki z twarzy, gdyż lubi się rozmazywać, ale można sobie z tym poradzić. Używam jej od dawna, a  przez ostatnie 2 miesiące wykorzystałam 4 saszetki. Nadal oczywiście mam zamiar do niej powracać.  [Recenzja]

- Bielenda, Awokado, kompres i maska nawilżająca - kosmetyk dość dobrze nawilża cerę, nie podrażnia, ma działanie kojące. Również jest to produkt wygodny w użyciu, bowiem nakładamy go na twarz i pozostawiamy do wchłonięcia. Tu możne kryć się pewna niedogodność, ponieważ maska pozostawia lekki film na skórze, nie jest tłusty, ani lepiący, ale jednak nie zmywamy jej z twarzy i obawiam się, że osobom podatnym na zapychanie może to nie służyć. To tylko moje podejrzenie. Uważam, że do skóry suchej jest bardzo dobra, przy odwodnionej też trochę pomoże. Jest w porządku, ale mam ochotę na wypróbowanie jeszcze innych zestawów z Bielendy, np. Czarnej Oliwki czy też z Granatem.   [Recenzja]

Pielęgnacja ciała:


- Joanna Naturia, peeling myjący i wygładzający z grejpfrutem - dobry kosmetyk wygładzający i ścierający, ale nie ostry zdzierak. Nadaje się nawet do skóry delikatnej, wrażliwej, czy też naczynkowej. Mój ulubieniec wśród peelingów od wielu lat i na pewno kupię. [Recenzja]

- Ziaja, oliwkowe mydło pod prysznic - dyżurny kosmetyk w mojej łazience, z dokupioną pompką często stoi na umywalce, jako kosmetyk do mycia rąk, a także pod prysznic. Nie wysusza skóry, nie ściąga, dobrze myje. Pojawia się w kolejnym denku, bo używam go regularnie od kilku lat, dlatego zapach mi się znudził, więc pod prysznicem zdradzam go z innymi płynami myjącymi, ale nadal będę go kupować. [Recenzja]

- Nivea, Free Time, Kremowy żel pod prysznic - zużyłam go latem i wówczas może być, ma ładny zapach, nie przesusza nadmiernie, jednak wolałabym, żeby skóra po wyjściu spod prysznica była lepiej nawilżona. Lubiłam go używać, bardzo przyzwoity produkt. Obecnie mam inną wersję z tej serii. Żele według deklaracji producenta zawierają nawilżającą technologię Hydra IQ, która według mnie nic nie daje.  Pewnie kupię ponownie, ale chyba dopiero, gdy nadejdą cieplejsze miesiące i nie będę potrzebować dobrego nawilżenia.

- Nivea,  żele pod prysznic z perełkami olejku: Sunny Melon & Oil, Hawaiian Flower & Oil - obydwa recenzowałam razem [recenzja], gdyż mają podobne działanie. Tworzą na skórze niesamowicie aksamitną pianę i dobrze myją. Po nich też skóra nie jest jakoś szczególnie nawilżona, ale już w lepszej formie niż po poprzedniku. Tak samo zawierają technologię Hydra IQ, ale to nie ona zapewnia uczucie lepszego "nawilżenia", a raczej mniejszego ściągnięcia niż Free Time. Obydwa żele pięknie pachną, również Hawaiian Flower niewiele ustępuje pod tym względem melonowi. Jeszcze kupię.

- Dove, Kremowy płyn myjący - w zasadzie jest  przeznaczony do rąk, ale używałam go także jako żelu pod prysznic i  fantastycznie się sprawdził. Przede wszystkim nie wysusza skóry, a wręcz nawilża. Dobrze się pieni i świetnie myje. Zapach ma typowy dla kosmetyków Dove. Na pewno kupię ponownie.


- Dax Cosmetics, Perfecta SPA, Masło do ciała wygładzające marcepanowe - bardzo je lubię za zapach, a także działanie - całkiem nieźle nawilża, pielęgnuje skórę, jest gładka i miękka. Dobrze się rozsmarowuje i wchłania dosyć szybko. Czego chcieć więcej. Kupiłam kolejne opakowanie, tym razem wersję pomarańcza i wanilia. [Recenzja]

- Avon Care, Intensywnie nawilżający balsam do ciała z mleczkiem pszczelim - ten balsam jest intensywnie nawilżający tylko z nazwy. Mojej suchej skóry, ani nie nawilżał, ani nie odżywiał. Jego największym atutem jest zapach, trzeba też przyznać, że jest wydajny i szybko się wchłania, zaraz po aplikacji można się ubrać nie ryzykując pobrudzenia ubrania.  Ostatecznie zużyłam go głównie w upalne dni lata, wówczas był całkiem w porządku, gdyż skóra nie potrzebuje mocnego nawilżenia. Osoby ze skórą normalną oraz nie wymagającą porządnego nawilżenia mogą być z niego zadowolone, ja nie kupię ponownie. [Recenzja]

- Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Krem wyszczuplający + ujędrnający antycellulit - towarzyszy mi od lat w ciepłe i upalne dni. Nie kupuję go w celu zwalczenia cellulitu, chociaż takim efektem bym nie pogardziła, jednak krem sprawy raczej nie załatwi. Cenię sobie jego właściwości chłodzące. W gorące dni moje nogi mają skłonność do puchnięcia, są zmęczone, ten balsam jest wybawieniem i pomaga mi przywrócić im uczucie lekkości oraz ochłodzić ciało, gdy żar leje się z nieba. Daje bardzo miłe uczucie ochłodzenia i odprężenia po porannym, wieczornym i każdym innym prysznicu. Całkiem ładnie pachnie. Dodatkowo nawilża i ujędrnia skórę. Teraz efektu chłodzenia bym nie zniosła, ale jak tylko zacznie się robić cieplej na wiosnę, to z pewnością zaopatrzę się w kolejne opakowanie.

Szampony:



 - Babydream, szampon dla dzieci - zwykle stosowałam go do prania pędzli, a ostatnio myłam też nim włosy. Nie jestem jednak do końca przekonana czy dla mnie jest on odpowiedni. Włosy na całej długości są miękkie w dotyku, gładkie, puszyste. Zapach, chociaż chemiczny, też ma całkiem przyjemny. Jest delikatny, słabo się pieni, a co za tym idzie, nakładałam go więcej i nie sprawdził się na polu wydajności, bo wystarczył do zaledwie kilku umyć moich bardzo długich włosów, chociaż przy tej cenie można mu to wybaczyć. Myślę, że musiałabym zużyć co najmniej jeszcze jedną butelkę, żeby wyrobić sobie o nim zdanie, bo te kilka zastosowań, to raczej dopiero pierwsze wrażenie. Jeśli chodzi o pranie pędzli to polecam - tani, dobrze oczyszcza, do tego potem ładnie pachną.

- Farmona, Herbal Care, Szampon z żeń-szeniem - mój ulubiony jak dotychczas szampon. Dobrze myje włosy, nie zawiera w składzie SLS, jedynie SLES, dobrze się pieni. Mogę myć włosy co drugi dzień, a nie codziennie, jak w przypadku innych szamponów, więc utrzymuje dłuższą świeżość czupryny. Nie przesusza włosów. Jest niedrogi. [Recenzja]

 Dłonie:

- Barwa, Miss, Bezacetonowy zmywacz do paznokci - zmywacz, to nic specjalnego i w sumie nie koniecznie musi znaleźć się w denku. Te dwie zużyte ostatnio sztuki uwzględniłam, dlatego że jestem zadowolona z tego produktu. Nie wysusza mi płytki i nie szkodzi paznokciom. Po zmywaczu z Biedronki moje paznokcie były w tragicznym stanie - nie tylko rozdwajały się, a nawet "rozdziesiętniały", były kruche i łamliwe. Isana już była mniej szkodliwa, ale wyglądały niewiele lepiej. Teraz nie mam problemu rozdwajania się, przesuszonej i kruchej płytki, dlatego jeśli komuś inne zmywacze też doprowadzają paznokcie do ruiny, myślę, że może wypróbować ten z Barwy. Ja widzę dużą różnicę. Kosztuje ok. 2 zł i jutro się wybieram po kolejną buteleczkę.

- Ferity, Style Pen, Pachnący zmywacz do paznokci - zmywacz w płatkach, wygodny zwłaszcza w podróży i w sytuacji, gdy zrobią nam się brzydkie odpryski, a nie mamy możliwości sięgnięcia po tradycyjny zmywacz. W torebce nie zajmuje dużo miejsca i nie śmierdzi rozpuszczalnikiem. Wadą jest wydajność oraz cena, bo od 4 - 6 zł/32 płatki. Jeśli spotkam w promocji, być może kupię do incydentalnego stosowania. Ze zwykłych zmywaczy na pewno nie zrezygnuję. [Recenzja]

- Soraya, Kolagen + Elastyna, Pielęgnacyjny krem do rąk - z tym kremem mam duży problem, bo chociaż zużyłam już dwa opakowania, to nadal ciężko mi sprecyzować jego działanie na moje dłonie. Z jednej strony chroni je przed szkodliwym działaniem środowiska, zauważyłam też poprawę stanu skóry na moich rękach, odkąd zaczęłam go używać, czego nie obserwowałam w przypadku wielu innych kremów. Jednocześnie czasem mam uczucie ściągnięcia i wysuszenia skóry, najczęściej dostrzegam to w pracy, co może być skutkiem wysuszającego działania wody i kontaktu z papierem. Minusem może być też to, że pozostawia tłustą warstwę, jeśli nie nałoży się go jedynie odrobinę. Ma całkiem miły zapach. Mam jeszcze jedno opakowanie i po jego zużyciu się wypowiem szerzej o tym kosmetyku.

Kolorówka:



- Max Factor Face Finity All Day Flawless 3 w 1, podkład w odcieniu 47 Nude - co prawda nie miałam szczęścia zużyć go do końca, gdyż niestety przypadkowo został strącony z toaletki i opakowanie rozbiło się, a kawałki szkła i fluid wylądowały w koszu. Ta szklana butelka to jest według mnie jedyny minus tego podkładu. Poza tym ma już same zalety. Nie wysusza, nie wchodzi w zmarszczki, nie tworzy maski, dość dobrze kryje, ma ładne wykończenie, a nawet filtr SPF 20. To jeden z najdłużej utrzymujących się podkładów na mojej buzi. [Pełna recenzja]. Po prostu świetny i z pewnością kupię ponownie.

 Wibo, Lip Sensation błyszczyk do ust z kwasem hialuronowym nr 5 - przeważnie na co dzień nie używam kolorowych szminek, tylko ochronne lub błyszczyki. Ten bardzo przypadł mi do gustu, nie przesusza ust, nie skleja,  trochę je natłuszcza, jest tani. Czy kupię kolejny raz? Już kupiłam, też nr 5.

- Wibo, Eybrow Stylist, Brązowy żel stylizujący do brwi - podkreśla brwi, przyciemnia te jasne, efekt jest bardzo naturalny. Utrwala brwi i utrzymuje się na nich do wieczornego demakijażu, nie rozmazuje się. Cała "stylizacja" brwi zajmuje chwilkę i już bez muśnięcia nim włosków rano nie wychodzę z domu. Do tego jest tani i wydajny, wystarcza na kilka miesięcy codziennego stosowania. Właśnie zużywam kolejne opakowanie. [Recenzja]

sobota, 28 września 2013

Ferity, Style Pen, pachnący zywacz do paznokci

Zmywacz dostrzegłam podczas zakupów w Biedronce [klik] i zainteresowała mnie ciekawa forma - płatki oraz obietnica ładnego zapachu. Stwierdziłam, że będzie świetny na wyjazdy, chociaż miałam wątpliwości czy poradzi sobie ze zmywaniem lakieru.


Cena: 3,99 zł (Biedronka), inne sklepy (4,99zł - 5,99zł).
Dostępność:  Real, Hebe, okazyjnie Biedronka.
Opis i skład:




Opakowanie zawiera 32 płatki nasączone zmywaczem.


To niewielki plastikowy słoiczek, który zmieści się w torebce czy też kosmetyczce. Zawsze możemy nosić go przy sobie i w sytuacji awaryjnej zmyć lakier. Płatki łatwo się z niego wydobywa, trzeba tylko uważać, aby nie wyciągnąć dwóch naraz, bo są bardzo cienkie i lubią się "sklejać".


Płatki dość dobrze radzą sobie ze zmywaniem lakieru, jednak aby uzyskać pożądany efekt to do zmycia 1 paznokcia potrzeba zużyć 1 - 2 płatków (gdy mamy lakier bazowy, 2 warstwy koloru i top), gdy mamy tylko lakier kolorowy, to 1 płatkiem można zmyć 2 - 3 paznocie, a potem ewentualnie wszystkie dodatkowo poprawić kolejnym.
W rezultacie na polu wydajności wypadają mizernie w porównaniu z butelkowymi zmywaczami, które też przeważnie mają niższą cenę. Wystarczają zaledwie na kilka użyć (mnie bodaj 4 - 5 razy).

Zapach jest delikatny, dość przyjemny, ale w tym przypadku największym plusem jest to, że nie jest wyczuwalny w całym pomieszczeniu mocny, nieprzyjemny zapach, jaki mają tradycyjne zmywacze.
Sprawdzają się w podróży, nie zajmują wiele miejsca w bagażu, nie wymagają używania dodatkowo płatków.
Kiedyś w pracy zrobił mi się paskudny odprysk, więc dyskretnie zmyłam szpecący lakier z paznokci, nie roztaczając przy tym ostrej woni w toalecie.

Płatki pozostawiają tłustą, oleistą warstwę na paznokciach, co stanowi mały dyskomfort. Co prawda  zawsze myję ręce po użyciu nawet tradycyjnego zmywacza, żeby je odtłuścić, inne dziewczyny stosują nawet specjalne odtłuszczacze do paznokci, więc nie stanowi to dużego problemu. Dzięki temu też płatki nie wysuszają płytki paznokcia, czego doświadczyłam już kilkukrotnie w przypadku zmywaczy w butelce.

Plusy:
- zapach, a raczej brak intensywnej, drażniącej woni,
- wygoda użycia,
- nieduże opakowanie,
- nie wysuszają,
- dobrze zmywają.

Minusy:
- cena,
- grubość,
- wydajność,
- tłusta warstwa,
- dostępność.

Płatki z pewnością nie sprawiły, że zaprzestanę używać tradycyjnych zmywaczy, ale w awaryjnych sytuacjach czy podróży, są przydatne i warto mieć je w torebce, żeby użyć w razie potrzeby. Do doraźnego stosowania świetnie się nadają, dlatego jeśli natrafię na nie w promocyjnej cenie, to pewnie wrzucę do koszyka kolejne opakowanie.

piątek, 27 września 2013

Oceanic, AA Cosmetics, Kolagen żródło młodości, Krem pod oczy

W mojej dotychczasowej pielęgnacji rzadko stosowałam kosmetyki dedykowane specjalnie pod oczy. Szukałam od dawna kremu na te okolice, ale po przetestowaniu kilkunastu kremów stwierdziłam, że nie robią nic więcej poza tym, co krem do twarzy i żaden mnie nie zadowolił, więc zarzuciłam kupowanie kolejnych tego typu kosmetyków na kilka lat.

Mniej więcej rok temu stwierdziłam jednak, że najwyższy czas zadbać o delikatną skórę wokół oczu, na której zaczynają się pojawiać zmarszczki mimiczne i z wiekiem staje się coraz bardziej wymagająca. Znów powróciłam do poszukiwania dobrego kremu.  Jednym z produktów, który wzbudził moje zainteresowanie był właśnie krem pod oczy AA.


Opis producenta:
Krem nawilżająco-wygładzający pod oczy AA Kolagen Źródło Młodości
Bezzapachowy
Zauważyłaś, że skóra wokół Twoich oczu zaczyna tracić elastyczność i brakuje jej gładkości? To znak, że potrzebuje głębokiego nawilżenia, wzmocnienia i pobudzenia procesów odnowy. Receptura Kremu nawilżająco-wygładzającego pod oczy AA Kolagen Źródło Młodości jest idealnie dostosowana do potrzeb Twojej skóry. Odpowiednio dobrane składniki aktywują procesy regeneracyjne skóry, przywracając jej gładkość i niwelują oznaki zmęczenia.

Jak działa krem?

  • Kolagen, współdziałając z kwasem hialuronowym, poprawia elastyczność skóry, zmniejsza widoczność zmarszczek i zapewnia niezwykłą gładkość.
  • Olej jojoba i związki lipidowe doskonale odżywiają skórę i przywracają jej równowagę hydrolipidową.
  • Bogaty w witaminę C ekstrakt z aceroli oraz ekstrakt z łubinu aktywują procesy syntezy kolagenu, by ujędrnić skórę i poprawić jej koloryt.
  • Wygładzający tetrapeptyd wzmacnia włókna kolagenowe skóry, dzięki czemu jest ona bardziej sprężysta i jędrna.
  • Witamina E opóźnia procesy starzenia się skóry.

Efekty: Skóra jest bardziej gładka, sprężysta i odzyskuje blask.
Jak stosować krem? Codziennie rano i wieczorem nanieś krem opuszkami palców, delikatnie wklepując w skórę wokół oczu.
Dostępność: drogerie, m.in. Rossmann.
Pojemność: 15 ml.
Cena: ok. 18 zł.
Wiek: 30 +




Krem znajduje się w plastikowej tubce, jest zamykany na zakrętkę. Dzięki wąskiemu zakończeniu tubki i małemu otworowi można wydobyć odpowiednią, niewielką ilość kosmetyku, jaka jest wystarczająca do zaaplikowania na okolice oczu.

Konsystencja lekka kremowa, dobrze się rozsmarowuje.

Krem jest bezzapachowy. Nie podrażnia wrażliwej skóry wokół oczu, nie powoduje pieczenia, ani ściągnięcia. 

Nie ma działania liftingującego, zresztą nie liczę, że jakiś krem zlikwiduje zmarszczki, ale za to dobrze nawilża skórę, jest ona elastyczna. Kosmetyk świetnie i  szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustego filmu na powiekach, dzięki temu cienie dobrze się trzymają, nie spływają, nie zbierają się w złamaniach.

W zniknięcie zmarszczek nie wierzę i może nie ma spektakularnych efektów na tym polu, natomiast w połączeniu z innymi kosmetykami pod oczy, pomaga utrzymać ten rejon twarzy w dobrym stanie. Lubię ten krem i zapewne kupię jeszcze kiedyś, bo jest sprawdzony, a efekty zadowalające. Tymczasem testuję kolejne kremy.

czwartek, 26 września 2013

Moje dwa ulubione produkty do pielęgnacji ust

Moje usta są wymagające, ciągle bywają przesuszone, pojawiają się suche skórki, mają tendencję do pierzchnięcia, a nawet bolesnego pękania, zwłaszcza gdy nie są niczym chronione. Nie jest to ani przyjemne, ani estetyczne. Dlatego zawsze wychodząc z domu, a nawet wewnątrz staram się czymś je nawilżać, natłuszczać.



Jeszcze w szkole podstawowej zaczęłam używać pomadek ochronnych. Mało która jednak sobie z nimi radziła i odpowiednio nawilżała oraz chroniła, aż w końcu natrafiłam na pomadkę ochronną do ust z serii Melisa, z Urody, a potem na balsam do ust w słoiczku Tisane.


Herba Studio, Tisane, Balsam do ust w słoiczku

O co tyle szumu wokół, jak mi się wydawało zwykłego balsamu do ust, zrozumiałam, kiedy na skutek czynników atmosferycznych moje usta stały się przesuszone, spierzchnięte i boleśnie popękały. Posmarowałam je właśnie tym balsamem, bo akurat był pod ręką i na drugi dzień usta były "jak nowe".
Wcześniej go używałam i uważałam, że pielęgnuje usta, wygładza, pozwala utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia i nadaje się do stosowania głównie w domu. Doceniłam go naprawdę, dopiero, gdy na jakiś czas odpuściłam sobie używanie pomadki ochronnej i doprowadziłam usta do opłakanego stanu.

Cena: 8 zł - 10 zł.
Dostępność: zawsze kupuję w aptece, nigdy nie miałam problemu z dostaniem go.

Balsam mieści się w solidnym  plastikowym słoiczku z zakrętką. Narzuca to formę aplikacji - wydobywanie i rozprowadzanie go palcem, co jest niezbyt higieniczne.
Dostępna jest też wersja w formie pomadki, ale ponoć nie działa tak dobrze, jak ta ze słoiczka, dlatego jak na razie zawsze kupuję tę sprawdzoną już przeze mnie i nie umiem powiedzieć czy faktycznie sztyft jest gorszy. 

Balsam jest bardzo wydajny, wystarcza na wiele miesięcy. Używam go w zależności od potrzeb - kiedy usta mają gorsze dni, są przesuszone, pojawiają się suche skórki, albo po peelingu ust. Zwykle aplikuję go, gdy przebywam w domu.

Zapach ma słodkawy, miodowy, niezbyt intensywny, bardzo przypadł mi do gustu.
Konsystencja jest gęsta, "zbita", ale w wyższej temperaturze przyjmuje postać miękkiego masełka, łatwo go wydobyć z opakowania oraz rozprowadzić.
Na ustach jest bezbarwny, nie pozostawia żadnej białej, ani innej warstwy, nie nadaje koloru.

Nawilża usta, zmiękcza, a przede wszystkim wygładza i pielęgnuje. Pomaga uporać się w dość szybki sposób ze suchymi skórkami, spierzchnięciem, a nawet popękanymi ustami i dla mnie to stanowi jego największą zaletę - potrafi zregenerować usta.

Plusy:
- pielęgnuje,
- wygładza,
- regeneruje,
- nawilża,
- zapach,
- dostępność, 
- nie pozostawia białej warstwy.


Minusem mogłaby być niehigieniczna aplikacja, no ale o to firma zadbała i wypuściła sztyft. Wybór należy do klientów, więc trzeba się z tym pogodzić.



Uroda, Melisa, Pomadka ochronna do ust

Pomadki Uroda, z serii Melisa używam od wielu, wielu lat. W międzyczasie miałam okazję stosować kilka innych pomadek, zakupionych głównie w podróży, kiedy zapomniałam zabrać ze sobą Melisy i z żadną nie zostałam na dłużej.

Cena ok. 3,50 zł - 4 zł.

Największy kłopot jest z dostępnością. Kupuję ją zawsze w osiedlowej drogerii.
Drugim minusem jest opakowanie. O ile szata graficzna jest przyjemna dla oka, to zatyczka ma tendencję do pękania oraz samodzielnego otwierania się w torebce. Jest to trochę uciążliwe.

Zapach jest delikatny, nienachalny, mi bardzo odpowiada.
Konsystencję według mnie ma odpowiednią, ani nazbyt miękką, ani też zbyt twardą. Nie topi się pod wpływem ciepła, także pod wpływem mrozu nie twardnieje. Dobrze się ją rozprowadza. Jest też wydajna.

Nawilża, zmiękcza i chroni usta przed pierzchnięciem i wysychaniem, zarówno latem, jaki i zimą. Świetna do codziennego stosowania, zwłaszcza poza domem. Dzięki niej usta są odpowiednio nawilżone, odrobinę natłuszczone i wypielęgnowane. Stosowana regularnie zapobiega suchym skórkom, nie skleja ust, ani nie pozostawia woskowego, białego filmu, jest bezbarwna.

Plusy:
- nawilża,
- chroni,
- zmiękcza,
- pielęgnuje,
- zapach,
- konsystencja,
- wydajność,
- jest bezbarwna,
- cena.

Minusy:
- dostępność,
- opakowanie.





To moje dwa ulubione produkty, które pomagają mi utrzymać  usta w dobrym stanie i chronić je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.

środa, 25 września 2013

Oceanic, AA Therapy, Nawilżający płyn micelarny

Na nawilżający płyn micelarny natrafiłam przypadkowo, robiąc zakupy w aptece [klik], akurat był wystawiony przy kasie jako produkt promocyjny. Zainteresował mnie ze względu na obietnicę nawilżenia, łagodzenia oraz przeznaczenie dla skóry alergicznej i wrażliwej. Dodatkowym atutem było solidne opakowanie, gwarantujące, że produkt się nie wyleje, co jest istotne w przypadku częstych wyjazdów, dodatkowo mała poręczna butelka, która nie zajmuje wiele miejsca w bagażu.

Cena: 6,99 zł.
Dostępność: apteki. AA Therapy to seria dermokosmetyków aptecznych (więcej informacji na stronie firmy Oceanic [klik]).

Działanie i przeznaczenie:

Skład:
Pojemność: 100 ml.

Płyn znajduje się w poręcznej, niewielkiej plastikowej butelce. Zamykany jest na zakrętkę, która nie otwiera się samoczynnie. Białe opakowanie ze skromną szatą graficzną jest bardzo estetyczne. Stosunkowo mała pojemność jak na micel może okazać się alternatywą dla sporych zazwyczaj butli tego kosmetyku, zwłaszcza w przypadku wyjazdów.


Niewielki otwór gwarantuje nam, że zawsze wydobędziemy odpowiednią ilość produktu na wacik.
Jest bezzapachowy.
Ma konsystencję wody, jest przezroczysty, kiedy nałożymy go za dużo na płatek, może się lekko pienić, ale nie jest to szczególnie uciążliwe. Nie pozostawia tłustego, lepiącego filmu na twarzy, natomiast może pojawić się niemal niewyczuwalna warstewka, która ani nie ściąga skóry, ani się nie klei. Właściwie trudno ją zauważyć i nie powoduje żadnego dyskomfortu. Mnie to w żadnym wypadku nie przeszkadzało w trakcie stosowania, podobnie jak i minimalne pienienie się, ale wspominam o tym, aby recenzja była kompletna i być może są osoby, dla których stanowi to minus.


Płyn dobrze usuwa zanieczyszczenia z twarzy, również makijaż (podkład, cienie, kreski, eyeliner), jedynie z tuszem radzi sobie odrobinę gorzej, ale i tak na całkiem dobrym poziomie. Nie wiem jak poradziłby sobie z kosmetykami wodoodpornymi, gdyż w zasadzie ich nie używam i nie miałam okazji spróbować.

Nie przesusza skóry, a wręcz trochę nawilża, dodatkowo łagodzi podrażnienia, uspokaja naczynia. Nie podrażnia, ani nie uczula. Nie powoduje pieczenia oczu, nawet jeśli odrobina dostanie się do oka, nie podrażnia także spojówek. Jest delikatny dla skóry oraz oczu, ale skuteczny w działaniu.

Mam cerę delikatną i jednocześnie mieszaną, a ten płyn świetnie sprawdził się również w tłustych partiach na mojej buzi - dobrze oczyszcza, a nawet tonizuje, łagodzi wypryski i w żadnym wypadku nie powoduje powstawania nowych.



Wydajność w  czasie jednokrotnego użycia podobna, jak w przypadku micela z Borjois. Jednak bardziej ekonomiczny okazuje się ten drugi, gdyż za 250 ml płacimy w regularnej cenie niecałe 14 zł, a tutaj za prawie 7zł/100 ml. Jednak na rynku znajdziemy też np. płyny z Biodermy, które kosztują ponad 20 zł. Ostatecznie więc cena nie jest szczególnie wygórowana, a kosmetyk jest wart tej kwoty.

Plusy:
- dobrze oczyszcza,
- nie przesusza,
- łagodzi podrażnienia,
- jest delikatny,
- nie podrażnia okolic oczu, ani spojówek,
- nie uczula,
- bezzapachowy,
- wydajny,
- solidne zamknięcie,
- poręczne i małe opakowanie, dobre na wyjazdy.

Minusy: według mnie brak.

Dla mnie płyn ten okazał się trafionym zakupem i jednym z najlepszych miceli, jakich dotąd używałam. Wygrywa zdecydowanie z Biedronkowym kolegą z BeBeauty [recenzja], a nawet przyjemniej mi się go stosowało od produktu firmy Dax Cosmetics, z serii Perfecta Oczyszczanie do cery naczynkowej [recenzja]. Najbardziej zbliża się do mojego ulubieńca z Bourjois, tylko gorzej od niego wypada pod względem ekonomicznym. Jeżeli jednak znalazłaby się ktoś, kogo podrażnił płyn micelarny z Bourjois, to ten z serii AA Therapy powinien się sprawdzić. Jest godny polecenia zwłaszcza osobom z cerą wrażliwą, alergiczną lub ze skłonnością do podrażnienia okolic oczu i spojówek przez kosmetyki oczyszczające.

niedziela, 22 września 2013

Rimmel, Lycra PRO, 317 Coral Romance

Lakier Rimmel nabyłam na początku września i tydzień temu przedstawiałam go w poście nt. nowości kosmetycznych [Wrześniowe zakupy]. Od chwili kiedy pomalowałam nim paznokcie, zachwyciłam się propozycją Rimmela, nie tylko kolorem, ale i pozostałymi jego właściwościami.


Pojemność: 12 ml.
Cena: 12,49 zł.
Dostępność: drogerie, m.in. Rossmann.



Coral Romance 317 to piękny kolor czerwieni, ale nie krwistej, tylko takiej wpadającej w pomarańcz. Nie jest typowym koralem, ale zbliża się do czerwieni właśnie. Uwielbiam po prostu ten odcień. Jeśli chodzi o aplikację, to nie napotkałam tutaj na żaden problem.

Lakier ma szeroki pędzelek, którym wygodnie się operuje i łatwo nakłada produkt. Konsystencja jest taka, jak być powinna. Nie jest zbyt lejąca, by lakier się rozpływał na boki i brudził skórki, ani też szczególnie gęsta, nie powoduje smug. Kosmetyk równomiernie się nakłada, ale potrzebne są co najmniej  2 warstwy, aby płytka już nie prześwitywała. Zwykle nakładam 3 warstwy, bo taki efekt mi najbardziej odpowiada.
Akurat gdy robiłam zdjęcia, miałam 2 warstwy. Nadaje połysk. Bardzo szybko wysycha. Do tego wszystkiego jest trwały.







sobota, 21 września 2013

Dwa w jednym z Bielendy, czyli AWOKADO kompres i maska nawilżająca

Jestem wielką fanką masek glinkowych oraz algowych, ale kiedy nie mam czasu na ich rozrabianie, to sięgam po gotowe maseczki drogeryjne, które zwykle łatwo się nakłada, a także równie szybko i bezproblemowo usuwa z twarzy. W czasie zakupów moją uwagę zwróciła propozycja Bielendy: Awokado KOMPRES nawilżający + MASKA ochronna cera sucha  i odwodniona.



Cena: ok. 2 - 3 zł, w Biedronce bodaj ok. 1,50.
Dostępność: niektóre drogerie, a od czasu do czasu Biedronka.

Zawartość mieści się w saszetce, podzielonej na dwie części: w jednej znajduje się kompres, a w drugiej maska nawilżająca.

Pojemność: 2 x 5g.

Producent zaleca stosować 2 - 3 razy w tygodniu. Ja dotychczas zużyłam dwa opakowania kosmetyku.

Opis działania z opakowania:
PROBLEM: skóra sucha, odwodniona, szorstka, o obniżonej jędrności i eleastyczności, skłonna do podrażnień i łuszczenia, wrażliwa na zmiany temperatury.
Wysoko skoncentrowane preparaty o silnym działaniu nawilżającym i regenerującym; ekspresowo przynoszą ukojenie oraz przywracają komfort i świetną kondycję suchej i odwodnionej skórze.
Krok 1: KOMPRES NAWILŻAJĄCY intensywnie i trwale nawilża głębokie warstwy skóry, błyskawicznie koi, łagodzi podrażnienia. Natychmiast likwiduje uczucie nieprzyjemnego napięcia skóry, zmiękcza ją, przywraca jej jędrność i elastyczność.
Krok 2: MASECZKA OCHRONNA skutecznie zatrzymuje wodę w naskórku, intensywnie i głęboko regeneruje i odżywia skórę, wzmacnia ją i widocznie wygładza. Odbudowuje i zmiękcza naskórek, opóźnia procesy starzenia.

EFEKT: optymalnie nawilżona, promienna, zregenerowana skóra. Podrażnienia, szorstkość i łuszczenie się naskórka zredukowane. Uczucie napięcia i pieczenia skóry zlikwidowane.
Skład:

Najpierw nakładamy kompres, a po jego wchłonięciu się maskę. Nie musimy już w ogóle zmywać ich z twarzy, wystarczy poczekać aż samoczynnie się wchłoną. Ostatecznie na skórze pozostaje odrobinę wyczuwalny film.

Zawartość opakowania wystarcza najwyżej na jedno zastosowanie. Produkt przeznaczony jest na twarz, szyję i dekolt. Nie nakładałam grubej warstwy, jedynie odrobinę więcej niż kremu pielęgnacyjnego i wystarczyło mi na twarz (dałam też w okolice oczu) oraz szyję.

Kompres wchłaniał się ok 10 - 15 minut, maseczka znacznie krócej (około 5 minut). Kompres jest przezroczysty, ma formułę żelu, a maseczka jest biała, kremowa, gęsta.
Kompres ma zapach owoców egzotycznych (kojarzy się z melonem).

Efekty działania kosmetyku utrzymują się również na drugi dzień po zastosowaniu. Skóra jest nadal nawilżona i miękka, a zmarszczki spowodowane odwodnieniem wygładzone. Łagodzi i koi, naczynia są uspokojone, robią się mniej widoczne. Nie podrażnia, ani nie uczula. Produkt najbardziej odpowiedni jest dla skóry suchej, natomiast jeśli ktoś ma cerę ze skłonnością do zapychania, czy też tłustą może na nią źle zareagować, w tym przypadku odradzałabym sięganie po ten preparat.

Plusy:
- wygoda i szybkość użycia - nie ma konieczności zmywania,
- nawilżenie,
- ukojenie,
- brak podrażnień,
- ładny zapach,

Minusy:
- może zapychać,
- na skórze pozostawia wyczuwalny film.

Sięgając po ten produkt, nie wiązałam z nim wielkich nadziei. Już niejednokrotnie zawiodłam  się na obietnicach głębokiego nawilżenia bardzo suchej skóry, dlatego bez większego przekonania wrzuciłam ten kosmetyk do koszyka. Pomyślałam, że za tę cenę nie szkodzi wypróbować. Byłam jednak pozytywnie zaskoczona tym, że produkt faktycznie nawilża, jednak bez spektakularnych efektów.  Dla suchej skóry może okazać świetna, dla bardzo suchej przyzwoita. 

Przeciętna maseczka, w średniej cenie, nie zachwyciła mnie jednak na tyle, abym zaczęła ją regularnie stosować. Być może jeszcze kiedyś po nią sięgnę, gdy w natłoku obowiązków nie będę miała siły i czasu na użycie maseczek, które wymagają przygotowania i odrobiny zachodu przy zmywaniu.

środa, 18 września 2013

Garnier, Essentials, Tonik witaminowy z różą do skóry suchej i wrażliwej

Niedawno zużyłam kolejne opakowanie toniku witaminowego z różą od Garniera. Jest to produkt powszechnie dostępny w drogeriach, dostaniemy go także w Biedronce.


Cena: ok. 9 - 10 zł.
Pojemność: 200 ml.
Opis producenta:


Skład:



Konsystencja typowa dla toników - woda. Zapach różany.

Zawartość mieści się w plastikowej, różowej butelce. Opakowanie jest estetyczne, nie przeładowane grafiką. Niestety zamykanie nie jest zbyt udane, zdarzyło mi się, że w podróży wylało się dość sporo produktu, trzeba więc uważać. Zawsze stawiam go pionowo w mojej podróżnej kosmetyczce i dodatkowo zabezpieczam woreczkiem. Poza tym zatyczka lubi się złamać.

Przemywałam nim twarz po usunięciu makijażu mleczkiem lub płynem micelarnym. Pomaga usunąć resztki makijażu i ostatecznie oczyścić twarz przed nałożeniem serum lub kremu.

Tonik nie podrażnia skóry, ani nie uczula. Po jego zastosowaniu skóra jest ukojona, naczynka uspokojone.  Ma działanie łagodzące, a także odświeża, tonizuje i delikatnie nawilża.

Z pewnością jest to odpowiedni produkt do cery wrażliwej i suchej, również naczynkowej. Spełnia swoje zadanie, ale poza tym większych pozytywnych zmian na buzi pod jego wpływem nie zauważyłam, np. efektu promiennej i rozjaśnionej skóry czy ładnie wyrównanej faktury, co zdarzyło się po zastosowaniu innych toników. Według mnie to dobry produkt, ale nie rewelacyjny i sięgam po niego zawsze, gdy akurat pod ręką nie mam mojego ulubionego toniku z firmy Soraya.

wtorek, 17 września 2013

Farmona, Herbal Care, Szampon z żeń-szeniem

Jeden z moich ulubionych szamponów, który stosuję regularnie od kilku lat. Czasem robię sobie przerwę, zwłaszcza, gdy nie mogę go dostać, ale jak tylko się pojawi kupuję następną butelkę.



Zastosowanie według producenta:


Największym jego minusem według mnie jest dostępność. Zazwyczaj kupuję go w małej, osiedlowej drogerii.
Pojemność: 300 ml.
Cena: 5,79 zł - 7 zł.

Skład:

Nie zawiera SLS, natomiast w składzie można znaleźć SLES.



Opakowanie: Plastikowa, ciemnobrązowa butelka z zakrętką. Mimo że plastik jest ciemny, widać poziom zużycia produktu. Otwór jest dość duży, jednak nie zdarzyło mi się wylać go więcej niż potrzebowałam. Może jednak być to uciążliwe, zwłaszcza na początku stosowania. Bez problemu można zużyć go do ostatniej kropelki, nie ma przy tym potrzeby rozcinania opakowania.

Konsystencja płynna, średnio gęsta. Szampon nie przelewa się między palcami. Zapach ma  ziołowy. Pieni się całkiem dobrze, jest wydajny. Nie trzeba  zużywać ogromnej ilości, aby  umyć włosy.  Nie ma problemów z jego spłukaniem.

Dobrze oczysza, a przy tym jest delikatny dla skóry głowy. U mnie powoduje dłuższą świeżość utrzymującą się przez dwa dni od umycia, co jest całkiem dobrym wynikiem, zważywszy na to, że w przypadku innych szamponów takim efektem mogę się cieszyć zaledwie przez jeden dzień. 
Dodatkowo trochę nawilża włosy na całej długości, stają się one miękkie, błyszczące i przyjemne w dotyku. Nie są oklapnięte, a wręcz lekko uniesione u nasady i puszyste, zwłaszcza w pierwszy dzień po umyciu.  Mogę  zgodzić się z producentem, że dodaje objętości.

Nie mam problemu z rozczesaniem włosów, ale nie umiem stwierdzić czy to również zasługa tego szamponu, bo moje włosy raczej nie mają tendencji do plątania się.
Nie uczulił mnie, ani nie podrażnił. Nie obciąża włosów.

Zalety:
- dobrze myje,
- włosy się tak szybko nie przetłuszczają,
- nie podrażnia,
- nawilża,
- dobrze się pieni,
- nadaje puszystości,
- cena.

Wady:
- dostępność.

Jestem zadowolona z tego produktu i z pewnością będę do niego wracać. Z tej serii miałam również kilka razy szampon z Miłorzębem japońskim i też się dobrze spisywał, ale włosy się szybciej przetłuszczały. Może wypróbuję też inne wersje, np. Brzozowy lub ze Skrzypem polnym .

poniedziałek, 16 września 2013

Wrześniowe zakupy

Ostatnio pokończyło mi się kilka kosmetyków codziennego użytku, więc musiałam udać się na małe zakupy do drogerii. Przy okazji do koszyka wpadły dwa lakiery do paznokci. Tym razem obyło się bez szaleństw. Na więcej mam zamiar sobie pozwolić w następnym miesiącu, w tym przybyło mi kilka nowości, ale też w niektórych przypadkach postawiłam na to, co już sprawdzone. Tak prezentują się moje myślę, że skromne zakupy wrześniowe.


- Bourjois, Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu, 250 ml - nie wiem, która to już butelka tego płynu. Dla mnie to jeden z najlepszych miceli, jakich używałam i zawsze do niego wracam. Grzechem byłoby nie  skorzystać z promocji, kosztował 11,49 zł, zaoszczędziłam więc ok. 2 zł.

- Bourjois, Delikatny płyn  do demakijażu oczu, 200 ml - tego płynu jeszcze nie stosowałam. Cena jest dość wysoka, bo 17,99 zł, a za trzy razy niższą kwotę można dostać już niezłe kosmetyki do demakijażu oczu. Wzięłam z ciekawości, zwłaszcza że przy zakupie dwóch produktów do demakijażu z tej firmy, żel pod prysznic z Bourjois był gratis.

- Bourjois, żel pod prysznic z minerałami, 250 ml - według opisu producenta w języku angielskim,  bo w języku polskim na opakowaniu nie było żadnych informacji:
Żel pod prysznic jest wzbogacony o składniki mineralne.
Hipoalergiczny przeznaczony do każdego rodzaju skóry, nawet  do bardzo wrażliwej.
Nie zawiera mydła i parabenów.
 Zapowiada się interesująco, a Bourjois to solidna firma. Zobaczymy czy i tym razem się nie zawiodę. Dostałam go gratis przy zakupie dwóch wyżej wymienionych płynów. Jego cena, to ok. 15 zł.

- Dax Cosmetics, Perfecta SPA, Masło do ciała antycellulitowe waniliowo - pomarańczowe, 225 ml - zadowolona z masła marcepanowego, postanowiłam spróbować innych wersji i wybrałam waniliowo - pomarańczowe. Zapach nie jest tak urzekający, jak marcepanowego, które mogłabym wąchać bez końca, ale można się przyzwyczaić i polubić również i taki dla odmiany. Pachnie identycznie jak żel peelingujący drobnoziarnisty z serii Prefecta SPA. Cena masła: 12,69 zł.

- Alterra, Szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych "Granat i aloes", 200 ml - akurat skończył mi się szampon, więc sięgnęłam po ten. Już go kiedyś stosowałam. Ideałem nie jest, ale przynajmniej dość dobrze nawilża. Regularna cena to 9,49 zł, w promocji kosztował 5,99 zł.

- Isana Med Urea, żel pod prysznic, 250 ml - u mnie produkty z Isany rzadko się sprawdzają, ale jakiś czas temu miałam żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym z serii Med i bardzo przypadł mi do gustu, więc sięgnęłam po ten z 5% zawartością mocznika,  za cenę 3,59 zł szkoda by było nie wypróbować. Normalna cena to 4,49 zł.

- Miss Sporty, Clubbing Colours nr 344, pojemność 7 ml - fioletowy/wrzosowy lakier do paznokci. Cena: 4,79 zł.

- Rimmel, Lycra PRO, 317 Coral Romance, lakier do paznokci, 12 ml  - Bardzo lubię takie kolory lakierów, więc dlaczego nie?! Kosztował 12,49 zł
Bourjois, Płyn do demakijażu oczu dwufazowy, 200 ml - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkty?s=&category=&type=&brand=Bourjois&price_from=&price_to=&loyal=&sort=&perpage=&pageId=1#sthash.v0xtP7Sn.dpuf
Bourjois, Płyn do demakijażu oczu dwufazowy, 200 ml - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkty?s=&category=&type=&brand=Bourjois&price_from=&price_to=&loyal=&sort=&perpage=&pageId=1#sthash.v0xtP7Sn.dpuf
Bourjois, Płyn do demakijażu oczu dwufazowy, 200 ml - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkty?s=&category=&type=&brand=Bourjois&price_from=&price_to=&loyal=&sort=&perpage=&pageId=1#sthash.v0xtP7Sn.dpuf

niedziela, 15 września 2013

Ziaja, de-makijaż uniwersalny płyn do demakijażu oczu

Po ten płyn sięgnęłam, gdy skończyła mi się dwufazowa oliwka z Bielendy (recenzja), akurat był na promocji w Rossmannie i kosztował 3,99 zł. Jest też wersja dwufazowa do zmywania makijażu wodoodpornego. Ja raczej nie używam kosmetyków wodoodpornych, więc wybrałam delikatniejszą opcję, nie spodziewając się jednak rewelacji w usuwaniu makijażu.

Jest powszechnie dostępny, można go dostać w większości drogerii.
Pojemność: 120 ml
Cena regularna: 4,79 zł.
Opis producenta:

Skutecznie i delikatnie usuwa makijaż.
Zapobiega wysuszaniu wrażliwej skóry wokół oczu.
Nie powoduje podrażnień skóry i spojówek.
Skład:



Płyn znajduje się w plastikowej, przezroczystej niebieskiej butelce. Zamykany jest na zakrętkę, dzięki temu mamy pewność, że w żadnej sytuacji się nie rozleje, szczególnie jest to przydatne w podróży. Otwór jest odpowiedni, przy dozowaniu na płatek nic się nie rozlewa. Konsystencja wodnista, łatwo się go rozprowadza. Jest bezzapachowy.



Płyn nie podrażnia oczu, nie piecze, ani nie wysusza skóry. Nie pozostawia tłustego filmu na buzi. Makijaż usuwa faktycznie "delikatnie", co w przypadku tego kosmetyku  oznacza, że trochę trzeba popracować, aby pozbyć się zwłaszcza tuszu do rzęs (niewodoodpornego, bo do zmywania takowego jest przeznaczony), zdarza się, że rozmazuje go wokół oka. Z cieniami radzi sobie już dużo lepiej. Gdyby to był to był produkt za 20 zł czy nawet 15 zł i tak działał, to mogłabym się oburzać, natomiast za cenę 3,99 zł mogę mu wybaczyć te niedociągnięcia. Nadaje się także  do demakijażu całej twarzy lub do usuwania niechcianych "plam" powstałych w trakcie robienia makijażu.

Uważam, że za tę cenę, to w miarę przyzwoity produkt i radzi sobie nawet lepiej niż się spodziewałam sięgając po niego w drogerii. Natomiast według mnie dwufazowa oliwka z Bielendy, która jest z podobnej półki cenowej jest dużo bardziej skuteczna, dlatego raczej więcej go nie kupię.

sobota, 14 września 2013

Vichy, Capital Soleil matująca emulsja do twarzy SPF 50

Najgorętsze dni lata mamy już za sobą, słońce nie przypieka tak bardzo, więc część "filtromaniaczek" zapewne zrezygnuje z mocnej ochrony przeciwsłonecznej i zaopatrzy się w filtry rzędu SPF 30 lub niższe. Niektóre z nas jednak czekały na jesień, mając w planach walkę o poprawę stanu cery za pomocą retinoidów, kwasów czy też lasera. Solidna ochrona zatem będzie w dalszym ciągu potrzebna. Ja w każdym razie nie zamierzam rezygnować ze stosowania filtrów z wysokim faktorem, dlatego  nadal co jakiś czas będą się pojawiać recenzje tego typu produktów.


Bohaterem dzisiejszego posta będzie matująca emulsja  do twarzy SPF 50 z Vichy (Emulsion Anti-Brillance Toucher Sec SPF 50), gdyż zużyłam całą tubkę, a wcześniej wypróbowałam 10 saszetek tego produktu, zatem towarzyszyła mi prawie całe lato i zdążyłam sobie wyrobić zdanie na temat tego filtra.

Emulsion Anti-Brillance Toucher Sec SPF 50 przeznaczona jest do cery tłustej i mieszanej.

Opis ze strony producenta (klik):

Najlepsza ochrona słoneczna na poziomie komórek macierzystych do każdego typu skory. Formuły wysoko kryjące do twarzy, pozostawiają skórę suchą i matową. System opatentowanych filtrów z Mexoryl® XL - połączenie uzupełniających się filtrów, aby uzyskać optymalne spektrum pochłaniania promieni UVA i UVB oraz technologię szczelnej ochrony.

Twoja skóra chroniona jest przed poparzeniem słonecznym i fotostarzeniem.

Nałożyć produkt bezpośrednio przed ekspozycją na słońce, powtarzać często i obficie, szczególnie po kąpieli, poceniu się lub wycieraniu ręcznikiem.

Testowany na skórze wrażliwej pod kontrolą dermatologiczną. Produkt hipoalergiczny. Nie zawiera parabenu.

Wyjątkowa, lekko pachnąca, wodoodporna, mleczna konsystencja z „efektem bibułki". Szybko się wchłania, nie klei i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.
Skład (z wizażu):
Water, Homosalate, Silica, Ethylhexyl Salicylate, Ethylhexyl Triazone, C12−15 Alkyl Benzoate, Bis−Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Drometrizole Trisiloxane, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Octocrylene, Glycerin, Pentylene Glycol, Styrene/Acrylates Copolymer, Potassium Cetyl Phosphate, Parfum / Fragrance, Caprylyl Methicone, Acrylates/C10−30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Aluminum Hydroxide, Caprylyl Glycol, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Dimethicone, Disodium EDTA, Inulin Lauryl Carbamate, PEG−8 Laurate, Phenoxyethanol, Poterium Officinale Root Extract, Stearic Acid, Stearyl Alcohol, Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid, Titanium Dioxide, Tocopherol, Triethanolamine, Xanthan Gum, Zingiber Officinale Root Extract / Ginger Root Extract (26.07.2012.)
Pojemność to 50 ml.
Cena około 50 zł (zapłaciłam bodaj 48 zł w aptece).
Dostępność: dobre apteki (najlepiej w większych miastach) oraz Internet.



Opakowanie:

Wygodna, plastikowa tubka, którą można rozciąć i wydobyć resztki kosmetyku.  Zamknięcie działa bez zarzutu. Szata graficzna bardzo estetyczna.


Zapach jest delikatny, według mnie przyjemny. Konsystencja kremowa, produkt dobrze się rozprowadza. Nie zastyga na twarzy natychmiast, więc nie trzeba się śpieszyć z aplikacją. Nie ma obaw, że powstaną jakiekolwiek smugi. Nie bieli, ani nie pozostawia tłustego filmu na twarzy, dobrze się wchłania i matowi skórę.

Mam cerę mieszaną, ale strefa tłusta ogranicza się u mnie do brody i nosa, pozostała część twarzy jest bardzo sucha oraz naczynkowa, a więc delikatna. Z tego powodu nie wszystkie kosmetyki przeznaczone dla cery mieszanej się u mnie sprawdzają. Niektóre są zbyt agresywne i przesuszają buzię. Ta emulsja tego nie powodowała. Jedynie kilka razy zdarzyło się, że pod koniec dnia czułam ściągnięcie i lekkie pieczenie w suchej strefie.Te incydenty nie wpływają na moją ostateczną ocenę.  Myślę, że osoby z cerą normalną, a nawet suchą nie powinny się obawiać przesuszenia. Ogólnie buzia po demakijażu była w całkiem dobrym stanie.  


W czasie upałów to wielki plus, że nie pozostawia tłustego lepkiego filmu na twarzy, jak niektóre kremy z filtrem. Jakoś nie wyobrażam sobie lepiącej mazi na mojej buzi przy temperaturze 35 - 38° C.

Makijaż można wykonać bez problemu, nałożony na tę emulsję prezentuje się znacznie lepiej niż na typowych, czyli bielących i tłustych filtrach. Nie trzyma się jednak tak dobrze, jak na zwykłym kremie.

W przypadku opisywanego wcześniej filtra  Anthelis XL Creme Fondante zauważyłam, że pomaga, a może nawet delikatnie przyspiesza gojenie się wyprysków, natomiast w przypadku Vichy Emulsion Anti-Brillance Toucher Sec SPF 50 pozostawały niewzruszone, nie goiły się. Nie odnotowałam żadnego pozytywnego działania na trądzik.
Jeśli nałożymy zbyt dużą ilość produktu, to zaczyna się delikatnie rolować, gdy cera jest przesuszona. Najlepiej wchłaniał się aplikowany na serum, które jest dość treściwe i lekko tłustawe (ma to zastosowanie chyba jedynie w przypadku cery bardzo suchej).

Wytrzymał największe upały, jednak mam odczucie, że  wyżej wspomniany filtr z La Roche Posay daje większą ochronę.

Emulsja ma sporo zalet:
- dobrze się wchłania,
- nie bieli,
- nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy,
- nie przesusza nawet suchej skóry, mimo że jest przeznaczona dla cery tłustej i mieszanej, 
  można nawet rzec, że pielęgnuje skórę,
- ma stabilne filtry,
- łatwo po jej zastosowaniu wykonać makijaż,

- nie uczula i nie podrażnia, mogą ją stosować osoby z cerą wrażliwą,
- miły, nienachalny zapach, 
- matowi buzię (co jest szczególnie ważne w przypadku cery tłustej i mieszanej).

Wady według mnie:
- w trakcie jej stosowania wypryski gorzej się goją,
- nie ma tak wysokiej ochrony UVA (PPD 17), jak
Anthelis XL Creme Fondante (PPD 42), co według mojej obserwacji nie zapobiega powstawaniu przebarwień, tak dobrze, jak w przypadku LRP. (UVA są odpowiedzialne za fotostarzenie, alergie słoneczne, zaburzenia pigmentacji, itd.)

- makijaż dość szybko "znika".

Nie jest to dla mnie jeszcze ideał wśród filtrów, ale jest niezły i na tę chwilę znajduje się w czołówce moich ulubieńców z tego typu produktów, głównie ze względu na komfort związany z aplikacją. Jeśli jednak zdecyduję się na jakieś bardziej inwazyjne zabiegi typu kwasy czy laser, to z pewnością wybiorę filtr z dużo wyższą ochroną przeciw UVA, toteż na jesień i zimę zostanę chyba przy Anthelios XL z LRP.

[Aktualizacja 30.05.2014 r.]
Od tego roku firma zmieniła opakowania kosmetyków Vichy z serii słonecznej Capital Soleil oraz ich nazwy. Poprzednio emulsja matująca Emulsion anti-brillance toucher sec, SPF 50, to obecnie Krem matujący do twarzy SPF 50 (nazwa obcojęzyczna jest taka sama, jak wcześniej).  Opakowania wcześniej były biało - pomarańczowe, a nowe są jednolicie pomarańczowe, mniej jaskrawe oraz dołożono coś na kształt logo w postaci złotej litery V. 






Nie zmienił się natomiast skład kremu do twarzy (porównywałam poprzedni i obecny - są identyczne). Do wglądu wklejam skład z najnowszego kartonika:


Według wizażu [kilk] deklarowana ochrona UVA/UVB jest osiągana przy ilości filtra 2 mg/1 cm2 skóry (czyli minimum 1 - 1,25 ml na samą twarz; 1,5 - 1,8 ml na twarz i szyję; ok. 30 ml na całe ciało.


Dla lepszej orientacji przedstawiam zdjęcie obrazujące minimalną ilość kremu, którą należy nałożyć na samą buzię, czyli 1 ml, aby uzyskać ochronę obiecywaną na opakowaniu.