sobota, 27 lipca 2013

La Roche Posay, Anthelios XL Creme Fondante SPF 50+


AKSAMITNY  KREM  DO  TWARZY  SPF 50+ (UVB),  PPD 42 (UVA)

Zużyłam już dwa  pełnowymiarowe opakowania tego produktu (50 ml) i myślę, że najwyższy czas na recenzję.




Zacznę może od informacji producenta odnośnie tego kremu:
-  jest dla skóry wrażliwej i skłonnej do alergii słonecznych,
- zapobiega fotostarzeniu i przebarwieniom skóry,
- ma nawilżającą, aksamitną konsystencję i nie zostawia tłustej warstwy,
- nie powoduje powstawania zaskórników,
- bez parabenów,
- bezzapachowy,
- jest bardzo wodoodporny oraz fotostabilny.

Krem kupiłam w aptece w zestawie z wodą termalną La Roche-Posay, wcześniej zamawiałam na Allegro (bez wody).



Skład:



Ma kremową konsystencję i jeśli nakłada się go cienką warstwą, a następnie dobrze wmasuje, to nie zostawia białej powłoki na twarzy. W przypadku filtrów pokutuje jednak opinia, aby nakładać je hojną ręką i ja się staram zwykle tak postępować. Jeśli się nabierze od razu większą ilość i rozprowadzi na twarzy nie wmasowując do całkowitego wchłonięcia, to faktycznie pozostaje biała warstwa. 

Przeważnie się spieszę rano, toteż najczęściej tak właśnie aplikuję ten krem i jestem w stanie później wykonać makijaż.
Trzeba wówczas nad tym trochę popracować, aby makijaż wyglądał na nim przyzwoicie. Podkład zawsze wklepuję palcami, tak żeby zaaplikowana warstwa filtra się nie roztarła. 

Krem trzeba dość szybko rozprowadzać, ponieważ zastyga na twarzy i tworzy smugi, których już potem nie można rozsmarować czy zniwelować.

Dzięki temu, że krem tak szybko zastyga, podkład się do niego niemal „przykleja” i myślę też, że przez to dłużej utrzymuje się na twarzy. 

Bielenie skóry również mi jakoś szczególnie nie przeszkadza, gdyż mam jasną karnację i może po prostu nie widzę dużego kontrastu, poza tym mam wrażenie, że ta biała warstwa „wyrównuje koloryt” mojej skóry i naczynka są mniej widoczne. Nawet zbyt ciemne podkłady delikatnie rozjaśnia i lepiej się stapiają ze skórą.

Jeśli się chce, to można nałożyć grubszą warstwę bez efektu bielenia i czasem też tak robię. Nabieram trochę, rozprowadzam wmasowując krem, następnie ponawiam tę czynność kilka razy i nie ma mowy o białej powłoce. Makijaż bez problemu można wykonać. 

Cała ta moja zabawa z wklepywaniem podkładu jest po to, aby zapewnić jak najlepszą ochronę przeciw szkodliwemu promieniowaniu. Wiadomo, że makijaż osłabia skuteczność filtra. Najlepiej byłoby pozostawić grubą warstwę kosmetyku na twarzy, żeby faktycznie cieszyć się deklarowaną przez producenta ochroną. 


Nie pozostawia tłustej, świecącej warstwy na skórze. Przez cały dzień nie ma się uczucia ściągnięcia czy pieczenia skóry. Nie roluje się na twarzy, tylko dobrze się trzyma.

Krem sam w sobie, zgodnie z zapewnieniem producenta jest bezzapachowy, ale przy nakładaniu na twarz wyraźnie czuć woń alkoholu, która po kilku minutach znika. 


Nie podrażnia mojej skóry, nie przesusza, w żaden sposób nie wpływa negatywnie na wypryski. Faktycznie, nie powoduje powstawania zaskórników.

Rzadko rano pod ten filtr nakładam jakieś serum, albo krem pielęgnacyjny. Ze względu na brak czasu zwykle po przemyciu twarzy płynem micelarnym nakładam od razu LRP Anthelios XL Creme Fondante, a potem robię makijaż. Cera wieczorem po demakijażu nie jest przesuszona, ani podrażniona, a wręcz jest odpowiednio nawilżona. Nie powoduje pieczenia, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry. Po niejednym kremie z drogerii, który ma właściwości nawilżające i odżywcze nie była w tak dobrym stanie. 

Mimo że przy aplikacji nie stosowałam miarki i bardziej lub mniej się zbliżałam do zalecanej przez producenta ilości, a dodatkowo zwykle nakładałam makijaż i nie ponawiałam aplikacji w ciągu dnia (najwyżej kilka razy mi się zdarzyło), to uważam, że chronił moją skórę. 

Dostrzegam to, ponieważ mimo stosowania laserów IPL i konieczności przebywania później w słońcu, nic złego mi się nie przytrafiło. Po zabiegach skóra wracała do formy po kilku dniach. 

Obawiałam się, że może się dziać coś niedobrego ze skórą, ponieważ ma w składzie alkohol i jako osoba z cerą naczynkową całe życie omijałam kosmetyki z jego zawartością szerokim łukiem. Jednak okazało się, że nie wpływa negatywnie na stan naczynek i mogłam go stosować nawet w okresach „rekonwalescencji” skóry po dość mocnych zabiegach. 

Różnicę można także zauważyć jeśli chodzi o przebarwienia -  w okresie stosowania kremu rzadziej pojawiały się przebarwienia potrądzikowe, a nawet jeśli został ślad po wyprysku, to po  miesiącu, do dwóch koloryt skóry się wyrównał, co jest zauważalną zmianą, ponieważ wcześniej po większości wyprysków zostawały ślady, które były widoczne na skórze rok, dwa lub dłużej. Według mnie, to nie filtr „wybielił” te plamy, tylko zapobiegł szkodliwemu działaniu słońca, które „utrwala” te zmiany. 

Wiem, że wiele osób nie będzie w stanie wybaczyć mu minusów (szybkie zastyganie, bielenie przy aplikowaniu większej ilości, uderzającą woń alkoholu po otwarciu opakowania) zwłaszcza, że na rynku już pojawiły się filtry, które tych wad nie posiadają, ja myślę że jeszcze kupię ten produkt, zwłaszcza na zimę. To jeden z moich ulubieńców, jeśli chodzi o kremy z wysokim filtrem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz